06/05/2026
🎭Spektakle, które nie kończą się wraz z oklaskami.
🏛️Już 14-15 maja na deskach Teatru im. Adama Mickiewicza w Cieszynie odbędzie się premiera najnowszego spektaklu PeDeBe, za którym stoi Izabela Tymich-Janasik. W jedną z głównych ról wcieli się Krzysztof Herok, dyrektor Wojewódzkiego Centrum Pediatrii „Kubalonka” w Istebnej. Rozmawiamy o jego życiu scenicznym, które trwa od 10 lat…
🎤T.W.: Większa trema jest na sennie, w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Cieszynie, czy na fotelu dyrektora Wojewódzkiego Centrum Pediatrii „Kubalonka” w Istebnej?
🗣️K.H.: – Tak naprawdę wszystko zależy od dnia. Czasami większa jest na Kubalonce, bo waga problemów dotyczących ochrony zdrowia jest zawsze bardzo duża, ale z drugiej strony teatr, scena też wymagają sporego zaangażowania; w tym przypadku trema jest jednak budująca, napędzająca, dodająca odwagi niż demobilizująca.
🎤Myślał pan w przeszłości, żeby udzielać się w teatrze społecznie zaangażowanym?
🗣️Pewnie wiele osób w dzieciństwie marzyło o tym, żeby być nie tylko strażakiem czy policjantem, ale także aktorem. W przeszłości jednak nie chciałem z tym wiązać ani swojej drogi zawodowej, ani hobby. Mam natomiast za sobą epizod kabaretowy w szkole średniej. Wiązało się to z tym, że miałem wadę wymowy, która dziś jest o wiele mniejsza, dlatego chciałem pokazać, że każdy może. Mnie to pomogło i dziś jąkanie jest o wiele mniej zauważalne niż kiedyś.
🎤Na scenie pękają lody?
🗣️W moim przypadku na pewno. Scena mnie otwiera, luzuje, chociaż ról nie mam luźnych. Już jednak samo wejście na scenę teatru w Cieszynie, cała otoczka wokół tego, sprawiają, że przestaję myśleć o swoich niedoskonałościach, które każdy za nas ma.
🎤Rozumiem, że wypełniona do ostatniego miejsca sala teatru w Cieszynie bardziej nakręca, niż paraliżuje…
🗣️Na początku na pewno trochę paraliżowała, ale teraz to na pewno nakręca. Czuje bardziej adrenalinę niż tremę.
🎤Jakie były początki: to teatr przyszedł do pana, czy pan przyszedł do niego?
🗣️Teatr przyszedł trochę do mnie. Wszystko zaczęło się na wiosnę 2016 roku. Ówczesna dyrektor Domu Narodowego organizowała na Święto Trzech Braci Bitwę na Nogi. Zostały stworzone cztery grupy taneczne. Ja trafiłem do tzw. grupy VIP-ów, w której znaleźli się radni miejscy, radna wojewódzka, dyrektorka Zespołu Pieśni i Tańca im. Ziemi Cieszyńskiej. Prowadziła ją Izabela Tymich-Janasik. Okazało się, że jedna osoba wypadła, a Iza zachęciła mnie do wejścia do tego projektu, tłumacząc, że nic nie będę musiał robić, miałem tylko usiąść i jeść winogrona. Skoro tak, to się zgodziłem. Oczywiście na tym się nie skończyło, bo doszły do tego układ taneczny, scenki do odegrania, więc okazało się to małym spektaklem. Wszystko odbywało się na Rynku, nasza grupa wygrała, a nagrodą był czek bodajże na 1500 złotych, który przekazaliśmy na cele charytatywne.
Zaraz po tym Iza zaproponowała mi udział w przedstawieniu profilaktycznym na temat hazardu, „Domek z kart”, i tak to wszystko się zaczęło. Miałem w nim rolę bez tekstu, w moim przypadku wszystko ograniczyło się do układu tanecznego. To było w grudniu 2016 roku.
🎤Czy waga tego, co pokazujcie na scenie jest coraz większa w związku z coraz bardziej zmieniającym się i pędzącym do przodu światem?
🗣️Tak naprawdę to nasz zespół, PeDeBe, na tym się skupił. Podejmujemy tematy raczej ciężkie i niewygodne, o których mówi się mało albo nie lubi się mówić. Czasami nawet przerysowujemy go, żeby bardziej dotarł do widza. Prawie w każdym przedstawieniu zajmowaliśmy się alkoholem, zajmowaliśmy się także narkotykami, ostatnio depresją. Poruszyliśmy tematy ekologii, hejtem w internecie, uzależnieniem od smartfonów. Naszym celem jest dotarcie z przekazem do młodych ludzi. Chociaż tak naprawdę celujemy w ludzi w różnym wieku. Dostajemy sygnały zwrotne, że to, co robimy, ma moc i oddziałuje na drugiego człowieka.
🎤Kiedy pan uczy się roli?
🗣️W tak zwanym wolnym czasie, przeważnie wieczorami, w domu, głównie w weekendy. Najpierw czytam całą rolę pierwszy, drugi raz, potem staram się tego uczyć. Potem zaczynam przepisywać całość na papier i po którymś razie uczę się roli, wszystko samo wchodzi do głowy. Z tego, co wiem, inni nagrywają i odtwarzają swoje kwestie. Każdy ma jakiś sposób.
🎤Był taki moment, że pan się zaciął na scenie i nie wiedział, co powiedzieć?
🗣️Tak, zdarzyło mi się to kilka razy. Na przykład w „Wirtualnej melinie” wyszedłem na scenę i nagle zapadła cisza, w głowie pojawiła się pustka. Pani reżyser z czasem wspomniała ten moment, mówiąc: „Powiedz coś”. Suflera oczywiście z nami nie ma. To była chwila, może sekunda, może dwie, trzy, ale dla mnie ciągnęła się w nieskończoność. Z drugiej strony, teatr ma to do siebie, że zawsze można powiedzieć coś poza tekstem, bo widz tego i tak nie wychwyci. Chodzi o to, żeby pasowało do kontekstu. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do pomyłek. Często jest też tak, że kiedy jeden aktor się zacina, to do gry wchodzi drugi i stara się mu pomóc, wejść w słowo.
🎤Powiedzmy na koniec o waszym najnowszym przedsięwzięciu.
🗣️14 i 15 maja gramy trzy spektakle dla szkół, całość zakończy się wieczorną galą w piątkowy wieczór. Tym razem zajmiemy się ogólnym pośpiechem w życiu. Biegamy za rzeczami, które na pozór wydają się dla nas ważne czy wręcz najważniejsze, a życie pokazuje, że jednak nie. Że są inne priorytety, jak choćby rodzina, dzieci – czas spędzony z nimi. Że liczą się nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim nasi bliscy.
🎤U podstaw waszej społecznej pracy aktorskiej leży to, żeby każdego przekonać. Czujecie satysfakcję, jak spotykacie się z pozytywnym odbiorem tego, co robicie na scenie?
🗣️Po każdym spektaklu mamy zwrotny odbiór. Pamiętam, jak graliśmy sztukę o alkoholizmie, z przewrotnym tytułem „Wesołych świąt”. Cała akcja była osadzona w realiach Bożego Narodzenia, gdzie alkohol lał się strumieniami. Ktoś powiedział, że zmieni swoje postepowanie. Jak chociaż jedna osoba zmieni swój sposób myślenia, to już będzie to dla nas powód do satysfakcji. Chociaż oczywiście życzylibyśmy sobie, żeby było ich jak najwięcej. Słowem, to nie są spektakle, które kończą się wraz z oklaskami. Zostawiają widza z pytaniem, czasem z niepokojem, często z refleksją. Bo tutaj każdy spektakl ma sens tylko wtedy, kiedy coś w widzu zostaje.
Scena bywa chwilą oddechu. Małą ucieczką od rzeczywistości. Ale też sposobem, by ją lepiej zrozumieć. Bo to, co dzieje się na niej, wraca później do życia – w rozmowach, decyzjach i spojrzeniu na drugiego człowieka. I może właśnie dlatego te spektakle działają. Bo nie kończą się wraz z oklaskami.
🎤Czy to, co robicie na scenie trochę wpisuje się w słowa księdza Jana Kaczkowskiego, który powiedział kiedyś: „Zacznij żyć, już dziś jest za późno”?
🗣️Zdecydowanie tak. Trzeba żyć, korzystać, dzielić się życiem i dobrem, szanować drugą osobę. Żebyśmy się lubili bardziej.
Wywiad z Dyrektorem przeprowadził Tomasz Wolff