18/01/2026
🟨 Historia i tajemnica medycyny chińskiej. Czy przyniesie przełom w leczeniu nowotworów?
Medycyna chińska pozostawała główną formą opieki zdrowotnej w Chinach do początków XX w., kiedy ostatni cesarz z dynastii Qing został obalony przez Sun Jat-sena. Ten studiował medycynę zachodnią i promował ją w swoim kraju. Dziś chińscy lekarze są szkoleni oraz licencjonowani według najnowocześniejszych praktyk medycznych opartych na nauce, ale medycyna tradycyjna pozostaje żywą częścią państwowego systemu opieki zdrowotnej.
Medycyna chińska jest jednym z tematów, który wciąż należy do tych kontrowersyjnych. Spojrzenie na tradycyjne leki przez pryzmat nowoczesnej nauki skutkuje zwiększeniem świadomości, poszerzeniem wiedzy oraz wywarciem wpływu na współczesną medycynę. Różne kultury, od Arktyki po Amazonię i od Syberii po wyspy południowego Pacyfiku, wypracowały własne zestawy tradycyjnych leków.
Jednak to Chiny, dysponujące jednym z najstarszych nieprzerwanych zbiorów udokumentowanych obserwacji medycznych, oferują naukowcom największą skarbnicę. Chińskie zapisy sięgają III stulecia p.n.e., kiedy uzdrowiciele zaczęli analizować ciało, interpretować jego funkcje i opisywać reakcje na różne sposoby leczenia, takie jak remedia ziołowe, masaże i akupunktura. Przez ponad 2200 lat pokolenia uczonych uzupełniały i doskonaliły tę wiedzę. Rezultatem jest kanon literatury omawiającej każdy rodzaj problemów zdrowotnych, łącznie ze zwyczajnym przeziębieniem, chorobami wenerycznymi, paraliżem i epilepsją. Ta wiedza zawarta jest w księgach i manuskryptach o tytułach tak zagadkowych, jak Teoria o pulsie (III w.), Recepty warte tysiąc sztuk złota (VII w.) i Podstawowe sekrety spoza stolicy (VIII w.).
Większość chińskich szpitali posiada oddziały stosujące antyczne metody leczenia. Możliwości tradycyjnej medycyny chińskiej w zakresie obniżania kosztów oraz wprowadzania innowacyjnych kuracji, uczyniło ją kluczową częścią polityki. Prezydent Xi Jinping nazwał XXI stulecie nowym złotym wiekiem medycyny tradycyjnej.
Naukowcy z uniwersytetów USA oraz Europy, a także z Azji, szukają obiektywnych podstaw w medycynie chińskiej w leczeniu chorób jak rak, cukrzyca czy Parkinson. Próby łączenia nowoczesności z tradycją są coraz powszechniejsze także wśród klientów systemów opieki zdrowotnej. Kiedy zachodnia medycyna nie przynosi im ulgi, Amerykanie sięgają po tradycyjne kuracje, zwłaszcza akupunkturę oraz bańki, terapię lansowaną przez wielu zawodowych sportowców.
Internet doprowadził do wzrostu popularności środków ziołowych, które są często tańsze od farmaceutyków przepisywanych przez lekarzy. Wśród sympatyków, znajdują się również lekarze, którzy są jej przeciwni. Chińska medycyna tradycyjna jest uznawana przez nich jako pseudonauka oraz szarlataneria, wskazując na jej niecodzienne przejawy (na przykład ordynowanie petard w celu przepędzenia demonów albo koncepcje w rodzaju mglistej siły życiowej qi). Inni pomstują na wykorzystywanie części ciał zwierząt i ostrzegają przed potencjalnymi zagrożeniami jakie niosą ziołowe mieszanki.
Paul Unschuld, czołowy autorytet w dziedzinie historii medycyny chińskiej, zebrał i przetłumaczył setki antycznych tekstów medycznych. Aktualnie współpracuje z chińsko-niemieckim startupem nad ich przebadaniem pod kątem leczenia szeregu dolegliwości (łącznie z padaczką). Unschuld często krytykuje sposób interpretacji medycyny chińskiej.
– Rzadko spotyka się kogoś, kto patrzy na to obiektywnie – mówi – Ludzie generalnie dostrzegają tylko to, co chcą zobaczyć. Nie próbują w pełni zrozumieć zalet i wad danego podejścia. Po raz pierwszy przekonałem się o tym na własnej skórze, kiedy pisałem o nosorożcach zabijanych przez kłusowników ze względu na rogi. Według starożytnych chińskich formuł róg nosorożca może służyć do leczenia gorączki i bólów głowy. W Wietnamie spotkałem ludzi używających go do leczenia kaca i skutków ubocznych chemioterapii. Liczne badania naukowe dowiodły, że róg nosorożca, zbudowany z keratyny (tak jak nasze paznokcie) ma niewielkie lub żadne skutki farmakologiczne w przypadku połknięcia. Lecz niektórzy pacjenci zażywający ten środek mogą doznawać ulgi ze względu na efekt placebo.
Po ukazaniu się tamtego artykułu otrzymywał gniewne listy od czytelników, którzy potępiali chińską medycynę w praktyce, określając ją jako „ciemną” lub „zbliżoną do czarów”.
Krytyka chińskich preparatów leczniczych nie jest bezpodstawna. Sprzedaż rogów w Azji jest głównym czynnikiem pchającym populacje nosorożców ku zagładzie. Niedźwiedzie oraz wiele innych zwierząt – w tym kilka gatunków zagrożonych, takich jak tygrysy, lamparty i słonie – pada ofiarą kłusowników lub jest hodowanych z uwagi na części ich ciał.
Współczesna medycyna również ma własne kontrowersyjne praktyki. Skuteczność niektórych leków przeciwdepresyjnych jest kwestionowana, a pewne badania dowodzą, że dają one niewiele więcej niż efekt placebo. A jednak te preparaty są powszechnie sprzedawane i często przepisywane przez lekarzy, przynosząc miliardy dolarów dochodu. Zestawiając to z innymi przykładami (na przykład przepisywaniem opioidów, dietami cud czy operacjami chirurgicznymi), to oburzenie jakie budzi medycyna Wschodu może wydawać się hipokrytyczne niż hipokratejskie.
Wyjaśnienia można szukać w wężowym oleju (w j. angielskim jest to określenie cudownego leku – przyp. tłum.). Środek, kojarzony ze szwindlem, jest właściwie chińską maścią robioną z tłuszczu morskiego węża wiosłogona prążkowanego. Historycy uważają, że dotarł on do USA w XIX w. wraz z chińskimi imigrantami budującymi tam koleje, którzy używali go do leczenia obolałych stawów i mięśni. Substancja zyskała podejrzaną reputację, kiedy amerykańscy kanciarze zaczęli sprzedawać ropę naftową jako chiński wężowy olej.
Sęk w tym, że jak wykazały badania, tłuszcz wiosłogona, składnik kilku tradycyjnych leków chińskich, zawiera więcej kwasów tłuszczowych omega-3 niż łosoś. Te kwasy są znane z ograniczania stanów zapalnych i poziomu złego cholesterolu, poprawy zdolności poznawczych i łagodzenia depresji. Obecnie używa się ich w kilku produktach do pielęgnacji skóry. Na początku tego wieku japońscy naukowcy karmili tłuszczem wiosłogona myszy i zaobserwowali u nich wzrost zdolności do pływania i uczenia się drogi w labiryntach.
– Ludzie zapominają, że jeden z najstarszych, najskuteczniejszych, naukowo sprawdzonych leków, czyli aspiryna, wywodzi się z medycyny tradycyjnej. Starożytni Egipcjanie używali suszonych liści mirtu do leczenia dolegliwości bólowych, a Hipokrates, grecki lekarz z IV w. p.n.e., uważany za ojca medycyny zachodniej, zalecał na gorączkę wyciąg z kory wierzbowej. Ale dopiero w XIX w. europejscy naukowcy doszli do tego, że aktywnym składnikiem obu tych środków jest kwas salicylowy i zsyntetyzowali go. Dziś aspiryna, która kosztuje grosze, jest być może najbardziej opłacalnym lekiem świata, jeśli chodzi o relację ceny do skuteczności – mówi Yung-Chi Cheng, profesor farmakologii ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Yale – Zaczęło się od ludzi, którzy dostrzegli, że kora wierzbowa daje wyniki, więc zaczęli ją stosować w leczeniu – mówi Cheng. – W tym przypadku nauka podążyła za medycyną, a nie odwrotnie.
Aspiryna nie jest bynajmniej jedynym przykładem współczesnego leku ukrytego wśród tradycyjnych terapii. W roku 1972, kiedy Cheng bronił doktoratu z farmakologii na Uniwersytecie Browna, Tu Youyou, chemiczka z Chińskiej Republiki Ludowej, ogłosiła odkrycie substancji przeciwmalarycznej opartej na leczniczej roślinie wspomnianej w przepisie z IV w. Podczas wojny wietnamskiej Tu wyznaczono do pracy nad tajnym projektem wojskowym mającym pomóc Wietkongowi w walce z malarią – chorobą, która była przyczyną mniej więcej połowy ofiar śmiertelnych. Zachodni badacze też próbowali rozwiązać ten problem, sprawdzając ponad 200 tys. związków chemicznych. Natomiast Tu zastanawiała się, czy nie znajdzie odpowiedzi w klasycznych chińskich książkach medycznych. Przebadała kilka roślin związanych z gorączką i znalazła remedium oparte na żółto kwitnącym zielu o nazwie bylica roczna (Artemisia annua). Lek, który opracowała, zwany artemizyniną, uratował zapewne miliony istnień ludzkich i przyniósł jej w 2015 r. Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.
Podążając za Chengiem przez plątaninę pomieszczeń laboratorium w Yale, gdzie jego zespół analizuje cechy różnorakich ziół, aby sprawdzić ich wartość medyczną, może wiercić w nosie. Wśród szumów i bulgotów, których źródłem są rozmaite eksperymenty chemiczne, nozdrzy dolatują zapachy czarnego pieprzu, rozmarynu, kamfory, imbiru, chili, cynamonu i inne, które trudno rozpoznać. Piecze w gardle. Mam się wrażenie, że się kichnie. W pierwszej chwili Cheng może wyglądać na typowego orędownika tradycyjnej medycyny chińskiej. Choć mieszka w USA od 50 lat, odkąd przyjechał tu z Tajwanu, nadal mówi po angielsku z silnym akcentem. Mając 74 lata, należy do pokolenia Chińczyków wciąż głęboko związanych z wieloma dawnymi tradycjami.
Profesor przyznaje, że niewiele wiedział na temat tradycyjnej medycyny chińskiej. Będąc jeszcze dzieckiem rodzice zabierali go do lekarzy praktykujących medycynę akademicką. Cheng skupił swe badania na sferze nauki, opracowując leki przeciwwirusowe na choroby przewlekłe, np. zapalenie wątroby typu B. Ale zastanawiał się także, czy nie istnieją inne metody leczenia, oparte na ziołach, takich jak bylica, czekające na ponowne odkrycie. Teraz znalazł taką, która może się okazać przełomem w leczeniu raka. Otwiera słoik i podaje szczyptę proszku – mieszaniny czterech ziół, którą nazywa PHY906. Kiedy podaje go skosztować, kładę odrobinę na język.
Proszek jest gorzki, z nutką lukrecji. W latach 90. ubiegłego wieku Cheng zauważył, że wielu chorych na raka przerywa chemoterapię z powodu jej działań ubocznych obejmujących biegunkę i dotkliwe nudności. Pacjenci, którzy przeszli pełny cykl chemoterapii, żyli na ogół dłużej, więc przyhamowanie skutków ubocznych mogłoby zwiększyć średnią długość życia w tej grupie. A było mu wiadomo, że medycyna chińska zna wiele ziołowych środków na biegunkę i nudności. Jego kolega Shwu-Huey Liu, ekspert w dziedzinie chemii farmaceutycznej, przeszukał wielką kolekcję wczesno-chińskich książek medycznych w bibliotece Yale. W starożytnej księdze zatytułowanej Shanghan Lun (Traktat o uszkodzeniach przez Zimno), wydrukowanej na lekko pomarszczonym papierze bambusowym, znalazł liczącą 1800 lat receptę na mieszaninę tarczycy, lukrecji, piwonii i głożyny pospolitej opisaną jako lek na biegunkę, ból brzucha i ostre pieczenie odbytu. Zespół Chenga zaczął testować różne połączenia tej ziołowej formuły. W ciągu ostatnich 20 lat przeszli od badań na myszach do pacjentów leczonych na nowotwory, pod nadzorem Narodowego Instytutu Raka. Zgodnie z nadziejami Chenga prawie wszyscy pacjenci zażywający zioła chińskie na raka doświadczyli ulgi w nudnościach i innych problemach żołądkowo-jelitowych, ale stało się coś jeszcze – ich guzy kurczyły się szybciej niż u tych chorych, którzy nie stosowali specyfiku. Cheng się tego nie spodziewał. Więc teraz pytanie brzmi: „Dlaczego?”.
Koncerny Johnson & Johnson i Bristol-Myers Squibb, ważni producenci leków na raka, też chciałyby poznać odpowiedź. Na konferencji farmaceutycznej w Filadelfii Peikwen, syn Chenga, wyjaśnia reprezentantom tych i innych czołowych firm, co wiadomo o działaniu PHY906. Peikwen jest absolwentem Uniwersytetu Stanforda, magistrem zarządzania. Utworzył wraz z ojcem firmę mającą sprzedawać PHY906 i opracowywać inne chińskie leki ziołowe na raka. Posługuje się biegle mandaryńskim, terminologią medyczną i żargonem z Doliny Krzemowej, dzięki czemu jest przekonującym rzecznikiem spinającym światy medycyny Wschodu i Zachodu. Mówi, że po przeanalizowaniu guzów u myszy, którym podawano specyfik, badacze zauważyli znaczący wzrost ilości makrofagów – białych krwinek, które pochłaniają komórki rakowe. Kluczem do tego zjawiska wydaje się interakcja ziół.
– To jest tak naprawdę sedno sprawy – mówi Peikwen. – PHY906 stanowi mieszaninę związków chemicznych trochę podobną do koktajlu leków, który wreszcie okazał się skuteczny u pacjentów z AIDS. My po prostu rozplątujemy pierwotną formułę i splatamy ją z powrotem w nowoczesną terapię opartą na nauce. Peikwen wyjaśnia widowni, że do tej pory PHY906 był badany w ośmiu próbach na ludziach wraz z różnymi środkami do chemoterapii i naświetlaniami przy leczeniu nowotworów jelita grubego, wątroby i trzustki. – Mamy nadzieję, że zostanie pierwszym wieloziołowym specyfikiem zaaprobowanym przez FDA (Agencję Żywności i Leków).
Czytaj dalej - link w komentarzu 🔗
📷 Getty Images