16/02/2026
To niesamowite, jak jedno wydarzenie może wpłynąć na resztę życia.
Jako dziecko nie lubiłem sportu. Wolałem grać na komputerze i czytać książki. Na lekcje WF-u często „zapominałem” stroju. Szczególnie w podstawówce, jak jeździliśmy na basen. Basen był najgorszy. Nie miałem też zbyt dobrych nawyków żywieniowych - przygotowywane w domu posiłki były tłuste (z dzisiejszej perspektywy - BARDZO tłuste 😅), a pomiędzy nimi pojawiało się sporo słodyczy. Przez to (brak ruchu i kiepskie żywienie) byłem dość grubym dzieckiem.
I pewnego dnia, jeszcze w podstawówce, Tata wyciągnął mnie na rower :)
Potem już poszło - coraz częstsze jazdy po parkach i wałach, coraz dłuższe wycieczki za miasto, pierwsza setka, pierwsza szosa, pierwsze ustawki. Pierwszy klub i starty, chyba jeszcze jako junior młodszy. Potem dość szybko zdałem sobie sprawę, że nie zwiążę przyszłości ze sportem jako zawodnik, ale pomyślałem, że chciałbym być blisko kolarstwa.
W liceum uznałem, że pasowałoby trochę zrzucić, żeby szybciej jeździć pod górę. Restrykcyjna dieta, pomimo zerowego pojęcia o żywieniu i popełnienia wielu błędów, poskutkowała redukcją 15 kg, w zasadzie do granicy niedowagi. Potem większość z tych kilogramów wróciła, ale pozostało zainteresowanie dietetyką i decyzja o edukacji w tym kierunku.
5 lat studiów na UPWr, prace lic i mgr na temat żywienia w kolarstwie, powstanie , pierwsi Podopieczni i rejestracja działalności.
Dzisiaj jestem dietetykiem i pracuję ze sportowcami. Robię to, co kocham, a rower jest w tego wszystkiego centrum. A wszystko to by się nie wydarzyło, gdyby nie pierwsza wycieczka rowerowa w dzieciństwie.
Tym postem chciałem chyba powiedzieć - próbujcie nowych rzeczy. Nawet jeżeli początkowo nie wydają się zbyt atrakcyjne. Nigdy nie wiadomo, dokąd to doprowadzi :)
_____