01/11/2025
Justyna Dąbrowska: Czy lęk przed śmiercią można zmniejszyć? Przecież to jest coś takiego, na co nie mamy żadnego wpływu, coś nienegocjowalnego - wszyscy umrzemy.
profesor Bogdan de Barbaro: To zależy od okresu życia. Młodzi ludzie, jeśli nie byli dotknięci jakimiś traumami, na co dzień mało o tym myślą. Mechanizmy obronne dbają o miłe „tu i teraz”. Niektórzy mówią, nie bez nuty autoironii: „Śmierć mnie nie dotyczy, bo widzę, że inni umierają, a ja nie.” To się nazywa zaprzeczenie. Jak wspominam różne moje młodzieńcze swoje zachowania, to mnie też śmiertelność nie dotyczyła. Trzeba mieć trochę lat, albo doświadczyć kilku ważnych utrat, żeby myśl o śmierci stała się czymś ukonkretnionym.
Spotkałem się też ze stanowiskiem, a może nawet postawą, zgodnie z którą śmierć jest swego rodzaju dobrem. Oto trzy argumenty: Po pierwsze, wyobraź sobie, że wszyscy jesteśmy nieśmiertelni. Co wówczas dzieje się z naszą planetą? Przybywa nas, przybywa, świat się zaludnia, zagęszcza… Aż strach bierze, kiedy sobie taki świat na chwilę zwizualizujemy. Po drugie, trudno by mi było przyjąć, że życie wieczne na tej Ziemi byłoby do uniesienia. Znów spróbuj sobie to zwizualizować i chyba czujesz, że to byłoby nie do zniesienia. A po trzecie, w pewnym związku z tym, co przed chwilą powiedziałem, perspektywa śmierci i przygodność własnego życia nadaje naszej egzystencji ramy, pozwala skierować się ku jakże ważnemu poszukiwaniu sensu istnienia. Być może, gdyby nasze ziemskie życie miało trwać wiecznie, pytanie o sens nie powstałoby w naszych głowach. Więc śmierć powinno się traktować nie tylko jako wydarzenie biologiczne, ale także jako wyzwanie metafizyczne, swego rodzaju tajemnicę.
JD: Irvin Yalom, który często mówi o tym, jak istotnie wpływa na nas lęk przed śmiercią, w książce „Patrząc w słońce” pisze, że z tym lękiem konfrontują nas rozmaite przebudzenia, takie momenty otrzeźwiające. Na przykład pisze o zjazdach szkolnych jako momentach konfrontacji z przemijaniem. Po 20 latach widzisz znowu ludzi, z którymi siedziałeś w ławce i wtedy ten upływ czasu staje się bardzo widoczny, namacalny. Albo na przykład decydujesz, czy chcesz zacząć budować dom i zastanawiasz się komu tak naprawdę go budujesz. I czy ci, którzy po tobie zostaną będą chcieli tam mieszkać.
BdB: Też mam takie doświadczenie spotkań z kolegami z liceum i uderzyły mnie tam dwie sprawy. Jedna to nieobecność tych, którzy nie żyją. A druga, to jak się zmieniliśmy. Ja siebie widzę na co dzień i domyślam się, że dziś wyglądam tak jak wyglądałem wczoraj. A tu kogoś spotykam po dziesięciu albo czterdziestu latach i widzę, że to ktoś zupełnie inny.
Użyłaś na początku słowa, które mi się tu wydaje kluczowe. Myślę o przemijaniu. Wierzę, że świadomość przemijania jest w jakimś sensie częścią dojrzałego życia. Nam - żyjącym w tej kulturze - jest jakoś trudno zgodzić się na przemijanie. Zmarszczki na twarzy? Gorsza sprawność seksualna? Gorsza sprawność fizyczna? A od czego jest medycyna kosmetyczna, Vi**ra i codzienna gimnastyka? Nie twierdzę, że nie ma sensu dbanie o siebie i swoje sprawności. Ale jeśli ktoś jest stałym bywalcem chirurga kosmetycznego, to może w tym jest coś więcej niż dbanie o zdrowie?
fragment książki "Swoją drogą..." wyd. Agora
fot Ann