21/03/2026
"OSTATNI WIKING" - film o tym, co ważne
W ubiegłym roku obejrzałam w kinie duńsko-szwedzki film "Ostatni Wiking" w reżyserii Andersa Thomasa Jensena wyprodukowany i wprowadzony do kin w 2025 roku. Film jest komediodramatem, w nietuzinkowy sposób przedstawiono trudną, traumatyczną historię rodzeństwa, są w nim też sceny zabawne i zaskakujące, przy tym nie odbiera to nic z głębszego przekazu jaki ten film w sobie niesie. W rolach głównych zagrali rewelacyjny w roli Manfreda Mads Mikkelsen i Nikolaj Lie Kaas jako Anker. To dwaj bracia, Manfred cierpi na dysocjacyjne zaburzenia osobowości, a przynajmniej tak twierdzą w szpitalu do którego trafia. W tej historii jest również ich starsza siostra opiekująca się w dorosłym życiu Manfredem, który właściwie od dziecka uważany jest za dziwaka przebierającego się za Wikinga przynoszącego ojcu wstyd. Anker po napadzie na konwój i kradzieży dużej sumy pieniędzy trafia do więzienia na 15 lat, a gdy z niego wychodzi trzeba się będzie zmierzyć z trudną przeszłością łączącą rodzeństwo i jego konsekwencjami. Przestępcza przeszłość także da o sobie znać. Tak zaczyna się ta historia, reszty nie zdradzę żeby nie spoilerować.
Napiszę o czymś innym - początek i koniec filmu to krótka kreskówka, ale bardzo wymowna i nośna jako metafora. Opowiada o wiosce Wikingów, w której żyli ludzie różniący się zdrowiem, urodą, mądrością i wieloma innymi cechami. Pewnego dnia wioska została zaatakowana i młodszy syn Wodza ucierpiał uciekając przed napaścią "Baldur stracił rękę i jego życie całkowicie się zmieniło. Poczucie, że jest inny mocno go gnębiło. Wkrótce Baldur zapomniał kim kiedyś był. Nie czuł się już ani zdrowy, ani mądry, ani piękny. Nie był już wart tyle, co inni." - Baldur stracił siebie, bo gdy nie można przeżyć straty, smutku, żałoby, to miejsce zajmuje depresja pod którą ukryta jest trauma. Żałoba samotna, to żałoba nieprzeżyta, a syn Wodza został sam ze swoim smutkiem i żalem, ojciec nie był w stanie mu towarzyszyć. Wódz niezdolny do współdzielenia straty i smutku "Postanowił, że każdy chłopiec, mężczyzna, starzec, noworodek w królestwie poświęci swoją lewą rękę, bo kiedy każdemu brakuje ręki, to jakby nikomu jej nie brakowało. A ponieważ nie można było zmienić rzeczywistości Baldura, trzeba było zmienić świat wokół niego.". To "jakby" oddaje iluzoryczne i omnipotentne przekonanie, że tak można osiągnąć równość i szczęście, nie ma jednak szansy na spełnienie. Baldur nadal nie ma ręki a ci, którzy mogliby stanowić dla niego oparcie w jego niedoli musieli się dostosować tracąc własne. Celem było, aby "wszyscy byli szczęśliwi i wszyscy równi, wszyscy po równo szczęśliwi", tylko, że równości i szczęścia nie da się osiągnąć dostosowując otoczenie i innych do siebie, czas bolesnej konfrontacji i tak przyjdzie. Wizja Wodza i sposób jej realizacji, niedostrzeganie coraz większych ograniczeń mieszkańców wioski miało swoje konsekwencje - "Wiadomo powszechnie, że ludzie bez kończyn mają problemy z równowagą i nie powinni rzucać toporami w swoją stronę, ale to ich nie powstrzymywało. Wiedzieli, że jeżeli nikt nie jest w stanie utrzymać równowagi, to jakby wszyscy trzymali równowagę". Niestety, w trakcie rzucania toporem ktoś w końcu stracił głowę. Jak się pewnie domyślacie Wódz podjął decyzję, że wszyscy dadzą głowy pod topór "Wielu się bało, ale nikt nie odważył się tego powiedzieć." Tym sposobem Wódz doprowadził ludzi, o których szczęście chciał tak bardzo zadbać do śmierci - dawca opieki oraz bólu i grozy w jednym.
Sam Wódz poczuł spokój sekundę przed śmiercią zanim topór spadł na jego szyję "bowiem wszyscy - nieprzystosowani, wyrzutkowie, dziwacy, słabi, chorzy, bogaci i biedni, ładni i brzydcy, mężczyźni i kobiety oraz wszyscy ci, którzy nie wiedzieli kim są osiągnęli niezwykłą harmonię i spokój i wreszcie wszyscy byli równi.". I to jedyny moment, w którym rzeczywiście wszyscy byli równi, bo w obliczu śmierci tacy właśnie jesteśmy. Jednak realne życie wygląda tak, że "Świat jest pełen ludzi. Niektórzy są zdrowi nie chorzy, są mężczyznami nie kobietami, są mądrzy nie głupi, piękni nie brzydcy. Są też tacy, którzy mają wszystko." i oczywiście tacy, którym wiele brakuje. Tak było na początku w wiosce, później zmieniło się wszystko, a poświęcanie części siebie, żeby ktoś inny nie czuł się gorszy i odmienny jako strategia mająca przynieść szczęście i spokój wszystkich doprowadziły do śmierci. To też jest brak zdolności współdzielenia bólu, straty i smutku, a więc wspólnego przeżywania żałoby. Dysocjacja to mechanizm, który znieczula ból, ale ma też duże koszty. Można odcinać różne części siebie i potrzeby, np. własną kruchość, potrzebę budowania więzi i także bycia ważnym dla kogoś żeby nigdy już nie cierpieć z powodu straty. To ma swoje konsekwencje, ograbia też z czegoś pięknego i cennego, co można dostać od drugiego człowieka.
Polecam bardzo ten film, jest nietuzinkowy, potrafi zaskoczyć, rozśmieszyć, poruszyć głęboko i wzruszyć. Uprzedzę, że są w nim też sceny przemocy, realne, ale jednocześnie z elementami czegoś abstrakcyjnego. Ten film mówi moim zdaniem o tym, że można ze sobą współistnieć mimo różnic, niedostatków, trudnych doświadczeń. Mówi także o tym, że życie bywa przewrotne i nie da się przewidzieć przyszłości, nie da się skontrolować w pełni teraźniejszości, ale można się starać żyć z tym co jest tu i teraz dzieląc to życie z innymi ludźmi. Żeby to było możliwe czasami każdy musi się zmierzyć ze stratą i przeżyć ją, ważne jednak czy ma z kim przeżyć swój ból, bez doświadczania deprywacji i zaprzeczania. Bez spoilerowania dodam tylko, że kreskówka jest dopełnieniem przekazu filmu, stanowi pewnego rodzaju klamrę, która go spina i dodaje znaczenia i głębi, ale nie jest zapowiedzią treści i finału. Raczej nośną metaforą, której znaczenia nie wyczerpałam, zachęcam żeby stworzyć własną interpretację. "Ostatni Wiking" jest obecnie dostępny na kilku platformach i można wykupić do niego dostęp za niewielką kwotę - uważam, że warto.
M.M.