30/10/2025
Przez cały ostatni miesiąc rozmawiałyśmy o piersiach 🤍 O bólu, guzkach, torbielach, o raku, implantach i o tym, jak bardzo nasze piersi bywają obciążone kulturowymi oczekiwaniami.
Dziś oddamy głos kobiecie, która miała odwagę głośno opowiedzieć o swojej – dramatycznej – relacji z własnymi piersiami. Dzięki temu znalazła ukojenie w cierpieniu, które zadały jej osoby, od których należałoby raczej oczekiwać wsparcia i ochrony: rodzina, lekarz, najbliżsi. 💔
Większość z nas zachowuje te rozterki i cierpienie głęboko w sobie, nigdy z nikim się nimi nie dzieląc. A przecież w naszych piersiach mieści się tak wiele: bólu, wstydu, niepokoju… a czasem także poważnego lęku.
Czas to zmienić. 🌿
Zacznijmy od rozmowy – z zaufaną osobą, przyjaciółką, siostrą, terapeutką.
Piersi są niezwykle wrażliwą hormonalnie częścią naszego ciała, naszym sercem – w wielu znaczeniach tego słowa. 💗 Im więcej okażemy im czułości i zrozumienia, tym będą zdrowsze, a my – szczęśliwsze.
Z książki „Ciało kobiety, mądrość kobiety” dr Christiane Northrup, w przekładzie Kasi Emilii Bogdan. Rozdział 10: Piersi
Historia Janice: piersi i presja rodziny.
Janice przyszła do mnie z pozoru na rutynowe, coroczne badanie. Wcześniej pojawiła się dwukrotnie w celu założenia kapturka dopochwowego (diafragmy). Była szczupłą i atrakcyjną, pracującą kobietą. Gdy weszłam do pokoju badań, powiedziała, że chciałaby ze mną porozmawiać jeszcze o innych kwestiach. Po badaniu przyszła do gabinetu.
Powiedziała, że kilka lat wcześniej przeszła zabieg powiększenia piersi i wyglądało na to, że wszystko jest w porządku (co potwierdziło moje badanie). Jednak gdy była w gabinecie, w jej oczach pojawiły się łzy. Wyznała, że boi się, że zacznie płakać, gdyż chce mnie zapytać o coś, o co nigdy wcześniej nie pytała lekarza. Zasugerowałam, żeby pozwoliła ponieść się swoim emocjom, bo za każdym razem, gdy jesteśmy tak bardzo poruszone, dzieje się coś ważnego. Janice mówiła dalej: „Gdy miałam szesnaście lat, po raz pierwszy poszłam do ginekologa. Miałam straszne bóle menstruacyjne i chciałam sprawdzić, czy wszystko jest ze mną w porządku. Podczas badania ginekolog nie zgodził się, by moja matka została w gabinecie. Badanie było bardzo bolesne, więc poprosiłam, by je przerwał. Nie zrobił tego. Następnie, gdy zobaczył moje piersi, roześmiał się i powiedział: «Być może urosną, jeśli wyjdziesz za mąż, a mąż będzie je wystarczająco długo pieścił»”. Przepisał pigułki antykoncepcyjne na bóle menstruacyjne, a Janice, upokorzona, wyszła z gabinetu.
Janice opisała rozwój swoich piersi. Najpierw urosły jej brodawki, które odstawały. Miała wrażenie, jakby pod każdą znajdował się guz wielkości orzecha włoskiego. Tkanka urosła do rozmiaru pestki awokado i rozwój się zatrzymał. Opisywała naturalny rozwój piersi ze zdrową tkanką gruczołową pod brodawkami. Działo się to w czasie, gdy pojawiła się u niej pierwsza miesiączka. Powiedziałam, że to wszystko brzmi dla mnie bardzo naturalnie. Janice ponownie się rozpłakała. Jej piersi naturalnie były małe, ale jej matka, brat i siostra zawsze mówili jej, że jest „zdeformowana”.
Pewnego dnia, gdy kupowała z matką ubranie, ta skomentowała „deformację” Janice, mówiąc, że jeśli kiedykolwiek będzie chciała coś z tym zrobić, ona jest w stanie za to zapłacić. (Często słyszę opowieści o tym, jak matki mówią swoim córkom, że ich piersi są zbyt małe. Czasami sugerują córkom noszenie usztywnianych staników lub wypychanie ich chusteczkami). Janice zaskoczyła matkę, mówiąc, że rzeczywiście chce coś z tym zrobić. Wkrótce potem poddała się operacji plastycznej powiększającej piersi z użyciem silikonowych implantów.
Zapytałam Janice, jak teraz czuje się ze swoimi piersiami. Odpowiedziała, że z powodu okoliczności, w jakich poddała się operacji, ma mieszane uczucia. W związku z tym, że obecnie stosowała akupunkturę i dużo bardziej niż kiedyś interesowała się naturalnym uzdrawianiem, obawiała się, że przez coś tak „nienaturalnego” zrujnowała siebie.
Powiedziałam Janice, że wiele kobiet decyduje się na powiększenie piersi i są z tego bardzo zadowolone. Najbardziej zadowolone kobiety to te, które przemyślały swoją decyzję i powiększyły piersi, by sprawić przyjemność sobie, a nie komuś innemu. W przypadku tych kobiet rezultaty są zwykle bardzo dobre i nie występują powikłania. Wierzę, że gdy kobieta czuje się dobrze z tego typu decyzją, poprawia się funkcjonowanie układu immunologicznego i maleje wskaźnik powikłań. Chciałam, aby Janice wiedziała, że nie sądzę, by operacja piersi miała ostatecznie zniszczyć jej zdrowie.
Co najważniejsze jednak, zapewniłam ją, że jest i zawsze była zdrowa, a nie „zdeformowana”. Miała po prostu małe piersi, jak wszystkie kobiety w jej rodzinie ze strony ojca. Niestety dorastała w rodzinie, która emocjonalnie znęcała się nad jej ciałem w okresie, gdy była bardzo podatna na zranienie. Wizyta u ginekologa wzmocniła tę patologię.
Teraz, w wieku 33 lat, Janice była w końcu w stanie opowiedzieć historię swojego ciała. Przed wyjściem powiedziała: „Nie ma pani pojęcia, jak istotne było dla mnie usłyszenie tego od lekarza”. Zasugerowałam, żeby tego dnia zaakceptowała wszystkie łzy i inne pojawiające się emocje. Poprosiłam, by wyraziła je za pomocą dźwięków. Wszelkie stłumione łzy i emocje pozostają w naszych ciałach jak niedokończone sprawy, czekając, aż się nimi zajmiemy. Janice miała możliwość zakończenia ważnego etapu uzdrawiania. Była gotowa na uzdrowienie związku ze swoimi piersiami na wszystkich poziomach”.