11/02/2026
Kos
Przez
kilka dni
chodziłam
w gęstej
mgle.
Dobrze
mi było
tak donikąd i
znikąd
znikać.
Przytuliłam się
do dymu
bukowego i
z nim
wirowałam,
by potem
opadać
na dywany
pól
bialuteńkich.
Kos
prowadził
mnie za
rękę przez
las pełen
dziwów,
doszliśmy
na skraj
tego świata,
który
okazał się
ułudą,
maleńkim
pikselem
wśród
miliardów innych....
Dzisiaj
dalej już
nie
wyruszę,
karmię
kosa
słonecznikiem, pstrykam
palcami
teraz i
w domu
znowu
jestem.
Oddycham,
powoli
otwieram
oczy i dzień
nowy witam....
Tekst MaWa.