01/06/2026
PSYCHOTERAPIA DZIECKA
- JAK NIE POWINNA WYGLĄDAĆ
Spojrzałam dziś na swoje zdjęcie z dzieciństwa i przebiegło mi przez myśl pytanie - co by było, gdyby wtedy na mojej drodze stanął mądry psycholog psychoterapeuta?
Gdy miałam 9 lat moi rodzice rozstali się. W trakcie wakacji, gdy okrutnie pokąsały mnie komary, rozdrapywałam ukąszenia do krwi i długo trwało, zanim wyglądałam znowu normalnie. Mama biegała ze mną do lekarzy, robiono mi testy na alergię i okładano maściami. Gdy płakałam, mama myślała, że bolą mnie ciągle aktywne ranki na skórze, przytulała, a ja jako dziecko czułam jej bezradność. Nie było jej winą, że nie wiedziała, jak zadać pytania, żeby dowiedzieć się, że ranki są dużo głębiej... Psycholog "na mieście", wiele lat później, do której pobiegłam sama jako bardzo skołowana nastolatka, wypytała mnie o powiązania i ploteczki, zostawiając z niczym, choć dziś nazwalibyśmy to nadużyciem. Też nie jej wina...raczej. To były czasy, gdy w Polsce psychoterapia dopiero raczkowała i to w dużych miastach, a na studiach uczyli diagnozowania upośledzenia, przygotowania do pracy w psychiatrii i historii psychologii. Nieliczni pasjonaci po studiach rozjeżdżali się dopiero po świecie i przywozili do Polski "nowinki" tworząc grunt pod realny zawód. Mam to ogromne szczęście, że ja już mogłam się uczyć i robię to nadal u nich właśnie.
My, z tego pokolenia i wcześniejszych, mamy niezliczone ilości "ranek po komarach". I już jako dorośli mamy teraz na szczęście niezliczone możliwości, żeby je uzdrawiać. Czasu nie cofniemy i psychoterapii dziecięcych, które się nie odbyły, nie odbędziemy.
Podzieliłam się własnym doświadczeniem, bo być może komuś z Państwa umykają takie "ranki po komarach" - swoje własne, z którymi można się teraz koncertowo rozprawić lub dziecka, które nie wie, jak to zrobić.
Teraz, gdy psychoterapia dzieci jest oczywistością, metod jest wiele a psychologów wysyp - dzieje się dużo dobrego.
Dzieje się też czasem tak, jak nie powinno, m.in. dlatego, że rodzice nie mają pojęcia o tym, jak być powinno.
Każdy psycholog zajmujący się wsparciem i/lub psychoterapią, wypracowuje sobie z czasem swój własny warsztat, który niezależnie od skończonej szkoły w danym nurcie, jest jak odcisk linii papilarnych.
Ale każdy psycholog zajmujący się psychoterapią, który skończył 5-letnie studia i jeśli jeszcze szkołę psychoterapii rekomendowaną przez PTP (psychiatryczne i/lub psychologiczne) jest zobowiązany do poruszania się po tym zawodowym terenie zgodnie z oczywistymi racjonalnie i etycznie mapami. Ich nieznajomość lub brak zrozumienia powoduje wiele szkód. Nieodpowiednio zabezpieczony kryzys u dziecka ewoluuje bardzo szybko.
W przestrzeni psychoterapeutycznej pracuję z dorosłymi. W psychoterapii par i w konsultowaniu rodzin obserwuję relacje i towarzyszę kryzysom, w których uczestniczą dzieci. Stąd bliskie mi jest podejście systemowe w rozumieniu kryzysów.
Źródłem informacji o tym, co dzieje się "na rynku" są dla mnie często dorośli mający dzieci w psychoterapii czy nauczyciele, którzy z racji pełnionego wychowawstwa zmagają się z własną głową, w której krzyczą cudze dzieci. Źródeł jest naturalnie więcej, bo kontakt z dziećmi i ich dramatami mają też choćby pracownicy ochrony zdrowia czy wymiaru sprawiedliwości. Nie plotkują - kontakt z dramatem jest częścią ich historii.
Dlatego z okazji Dnia Dziecka ku dobru tegoż i zagubionych opiekunów, podzielę się refleksją i sugestiami.
"Na rynku" obok placówek państwowych uzdrawiających z rozmaitym poziomem zasobów w ramach NFZ powstają jak grzyby po deszczu "centra" i "kliniki", zachęcające dobrze wypozycjonowaną stroną internetową i bogatą ofertą oddziaływań psychologicznych i psychoterapeutycznych. Jest też sporo "samotnych strzelców" - gabinetów z ofertą pomocową dla dzieci.
O ile jednostki "państwowe" są zmuszone do weryfikowania działań zatrudnionych specjalistów, o tyle na rynku prywatnym pacjent zdany jest na siebie. I często nie ma bladego pojęcia "jak być nie powinno".
Drogi, zagubiony Rodzicu, Opiekunie, Nauczycielu!
Jak być nie powinno?
1. Dziecko trafiające do psychoterapii nie powinno być oddane pod opiekę specjaliście, o którym nic nie wiecie.
Czy studia, które skończył to psychologia, pedagogika a może inne, po których zdobył jakieś "certyfikaty"?
Jakie? Na jakich uczelniach? I tak, bałagan na edukacyjnym rynku uczelni prywatnych powoduje, że niestety ma to znaczenie. Czasem jednak też ma znaczenie tryb studiowania - weekendowo i online to wyzwanie dla mistrzowskich umysłów.
Czy już gdzieś zdobywał doświadczenie, gdzie, jak długo?
Czy ma przygotowanie do prowadzenia psychoterapii? Gdzie się jej uczył czy uczy, jak długo? Czy jeśli jest bardzo młodym człowiekiem a jest jednocześnie psychologiem, pedagogiem, socjologiem, psychotraumatologiem, seksuologiem, lub innym -logiem, choć bywa, że i ekonomistą, robi hipnozę, masaż limfatyczny, wróżenia z fusów i deklaruje nieograniczone zakresy np.dzieci, młodzież, dorośli, rodziny, pary, grupy, treningi rozwojowe, kołczingi, warsztaty, nerwice, psychozy, depresje, ADHD, DDA itd, to czy którejkolwiek z tych rzeczy zdążył nauczyć się gruntownie? A ja pytam, tak na marginesie - kiedy to szaleństwo zostanie opanowane...?
Bo to akurat mocno istotne. Mam w domu pralko- suszarkę. Dobrze działa tylko pralka.
2. Dziecko jest zwykle "oddelegowane" do psychoterapii, co oznacza, że kryzys dotyczy całej rodziny a dziecko jedynie wymiękło pierwsze lub najbardziej spektakularnie. W związku z tym, większość mających tę oczywistą wiedzę psychologów i psychoterapeutów zechce spotykać się już od początku również z mamą i tatą - celem wywiadu, diagnozy i interwencji mających zwykle kluczowe znaczenie w uzdrawianiu dziecka. Zatem dziecko nie powinno być oderwane od systemu rodzinnego w procesie terapeutycznym. Bywa, że gabinet psychoterapeutyczny to jedyne miejsce, gdzie można wreszcie wsłuchać się w swojego potomka.
"Zróbie coś z naszym dzieckiem, wrócimy za godzinę" raczej nie zadziała. Dziecko to nie samochód oddawany do warsztatu napraw.
3. Dziecko nie powinno być "przejmowane" w trakcie terapii przez innego psychologa, bo prowadzący jest chwilowo nieobecny. W psychoterapii nie ma zastępstw. To nie lekcja matematyki (z całym szacunkiem dla matematyki).
4. Dziecko nie powinno być samo w procesie.
Warto korzystać z intuicji i zdrowego rozsądku - jeśli specjalista nie praktykuje spotkań indywidualnych z opiekunem, warto umówić się z własnej inicjatywy i zastanowić, dlaczego specjalista nie jest zainteresowany środowiskiem rodzinnym. Poczuć, czy ta pani czy pan jest odpowiedni. Może warto dać szansę kilka razy, żeby się poznać? To człowiek, którego dziecko zapamięta. Niech pamięta dobrze.
I rodziców, opiekunów, którzy czuwali też niech zapamięta - to samo w sobie ma ogromną wartość terapeutyczną.
5. Decyzja o psychoterapii dziecka nie powinna być pozbawiona pytania pomocniczego: jeśli potrzebuje jej moje dziecko, to może ja tym bardziej?
6. Nie należy oczekiwać, że psychoterapię dziecka poprowadzi psycholog szkolny. Szkoła to miejsce nauki i ew. interwencyjnych oraz rozwojowych działań psychologicznych w zakresie psychoedukacji, a nie procesu terapeutycznego rozłożonego w czasie.
7. Na koniec truizm - psychoterapia dziecka to nie godzinna zabawa klockami za zamkniętymi drzwiami gabinetu specjalisty. Lego i puzle zwykle mamy w domu. Terapia przez zabawę - ok, ale warto zainteresować się celowością działania.
Wsparcie psychologiczne i psychoterapia dzieci i młodzieży to bardzo delikatny kawałek praktykowania psychologii i psychoterapii. Margines błędu jest mały, tak jak młody człowiek, bezbronny w swojej niewiedzy. Ten margines bywa kosztowny głównie dla niego.
Dlatego, przyglądajmy się jako rodzice i opiekunowie , czy w poszukiwaniu bezpiecznej przestrzeni terapeutycznej nie wrzucamy naszych dzieci na czyjąś fabryczną taśmę do zarabiania pieniędzy.
Obecność rodzica to najlepszy prezent, jaki może dostać dziecko.
W psychoterapii też.
Tak ogromna ilość zasobów, jakimi dysponuje teraz psychoterapeutyczny świat - aż żal nie korzystać.
Dzieciom życzę dziś dużo uważności i czułości od tych, którzy powinni być blisko, bycia widzianymi i słuchanymi przez rodziców, opiekunów. I żeby oni lubili siebie samych też.
Wtedy dużo łatwiej lubić przedszkolaka czy większego małolata, którego zagubiono już na początku drogi a on bardzo potrzebuje iść do świata...
🍀🍀🍀