30/05/2025
Ostatnio byłam na szczepieniu z córką. Była przygotowywana do tego wydarzenia przez kilka tygodni. Czytałyśmy ksiażeczki, bawiłyśmy się w lekarza i pacjenta, córka oswajała się ze sprzętem medycznym, tłumaczyliśmy w wielu sytuacjach, dlaczego czasami musimy robić coś co nie jest przyjemne i wydawało sie ze rozumiała i pogodzona była z tym faktem... jednak w dniu szczepienia nadal bardzo się bała i protestowała przeciwko temu zabiegowi medycznemu. Przygotowania i rozmowy nie sprawiły, że w momencie szczepienia było jej łatwiej emocjonalnie. Emocje i reakcje były potężne. Ale rozumiała co się dzieje, wiedziała że musimy, wiedziała co czeka ją przed, w trakcie i po szczepieniu. Wiedziała też, że nie będzie oszukiwana. Przeżyła to doświadczenie, wypłakała się, wytrzęsła. I poszła dalej bez objawów związanych z tym, że było to dla niej zbyt trudne i nie zapisało się w jej organizmie jako wydarzenie traumatogenne.
Mogło być inaczej, do czego, jako rodzice byliśmy wielokrotnie zapraszani przez personel medyczny. "Nie będzie boleć", "Po co jej Pani mówi, że bedzie boleć, tylko ją pani nakręca", "Czy ona zawsze tak reaguje?", "Nie, nie mozna udawac ze najpierw szczepienie ma tata, to strata czasu", "Odwróć głowę to nie bedzie boleć", "Pani zrobi bez igły, tylko będzie szczypnięcie"
Gdybyśmy posłuchali? Jak ten mały człowiek traktowałby lekarza? Czy miałaby zaufanie do rodziców i lekarzy, którzy by ją oszukiwali? Co zapamiętałoby jej ciało?
Gdybyśmy posłuchali personelu i zrezygnowali z prawdy na rzecz „świętego spokoju” – rzeczywiście mogło być inaczej. I to "inaczej" miałoby bardzo konkretne konsekwencje, często widoczne dopiero z czasem.
Mogła pozostać nieufność – do lekarzy, ale i do Nas jako rodziców. Dziecko, które czuje, że było oszukane, uczy się, że dorosłym nie można wierzyć. Że to, co mówią, nie musi być prawdą. I że lepiej polegać wyłącznie na sobie, nawet jeśli się czegoś nie rozumie.
Mogło pojawić się zaprzeczenie emocjom – przekaz: „Nie ma się czego bać” albo „To nie boli” to zaproszenie do tego, by w przyszłości nie ufać własnym odczuciom. A to bywa początkiem oderwania od własnego ciała, zamrożenia emocjonalnego, lęku, który nie ma już twarzy, ale cały czas żyje pod skórą.
Mogła też pojawić się trauma somatyczna – ciało dziecka może zapamiętać to doświadczenie nie przez pryzmat tego, co się wydarzyło, ale jak to się wydarzyło: nagle, bez ostrzeżenia, z bólem, przy jednoczesnej bezsilności i poczuciu zdrady. To może potem wracać w innych kontekstach – w postaci napięć, lęku przed dotykiem, unikania badań, wybuchów złości bez wyraźnego powodu. Ciało ma swoją pamięć. Jeśli dziecko czuje się złapane w pułapkę – zapamięta to.
Mogłoby też pojawić się poczucie winy i wstydu – „nie wolno płakać”, „nie wypada się bać”, „jestem zbyt wrażliwa”. Dziecko nie rozumie wtedy, że jego reakcja jest adekwatna – zaczyna wierzyć, że coś z nim jest nie tak. A to podcina korzenie wewnętrznego poczucia wartości i bezpieczeństwa.
Nasze podejście – choć wymagało więcej wysiłku, cierpliwości i zapewne odwagi wobec systemu – dało córce przekaz: masz prawo wiedzieć, co się z tobą dzieje, masz prawo się bać, masz prawo reagować. Nie jesteś w tym sama. Jesteśmy z tobą, nie przeciwko tobie.
To nie zawsze sprawi, że nie będzie łez czy protestu – ale to właśnie sprawia, że to doświadczenie nie musi przerodzić się w uraz. To, że dziecko przeżywa silne emocje, to nie problem. Problemem jest bycie z tymi emocjami samemu – bez zrozumienia, bez kontaktu, bez możliwości wpływu.
Dzięki obecności i prawdzie córka mogła przeżyć coś trudnego w sposób wsparty i bezpieczny. I to jest właśnie profilaktyka traumy w praktyce.
Nie każda wizyta u lekarza kończy się poczuciem ulgi i bezpieczeństwa. Dla wielu osób kontakt z systemem opieki zdrowotnej może stać się źródłem silnego stresu, a nawet długotrwałej traumy. Czasami to, co miało leczyć ciało, zostawia bolesny ślad w psychice. Mówimy wtedy o traumie medycznej – czyli emocjonalnej reakcji na doświadczenia zdrowotne, które były odbierane jako przytłaczające, niepokojące, a niekiedy wręcz przerażające.
Nie da się całkowicie wyeliminować ryzyka jej powstania. Niektóre procedury są z natury inwazyjne, trudne, czasem bolesne – i nawet jeśli wykonane zgodnie ze sztuką, mogą uruchomić reakcję traumatyczną. W relacji pacjenta z personelem medycznym zawsze istnieje nierównowaga – wiedzy, władzy, wpływu. Już samo to może być trudne. Ale to nie wszystko. Trauma nie wynika wyłącznie z dramatycznych sytuacji, jak nagła operacja czy pobyt na OIOM-ie. Często rodzi się po cichu – z braku informacji, z pomijania pacjenta w rozmowach o jego stanie, z tonu głosu, z nieobecnego spojrzenia, z pośpiechu, w którym nie ma miejsca na pytania ani emocje.
To, co dla personelu medycznego jest codziennością, dla pacjenta często bywa jednym z najbardziej bezbronnych momentów w życiu. Kiedy nie rozumie, co się z nim dzieje, kiedy nie wie, co go czeka, kiedy nikt mu nie tłumaczy, a decyzje zapadają ponad jego głową – może pojawić się lęk, poczucie opuszczenia, a czasem wręcz panika. Szczególnie wrażliwe są osoby, które już wcześniej doświadczyły przemocy, zaniedbania lub miały trudne doświadczenia z ciałem. Dla nich kontakt z systemem ochrony zdrowia może odtworzyć dawne traumy, nawet jeśli nikt nie miał złych intencji.
To jednak nie znaczy, że jesteśmy bezsilni. Choć nie można zmienić wszystkiego, wiele zależy od sposobu, w jaki tworzy się relacja z pacjentem. Jasna, spokojna i zrozumiała komunikacja, uznanie prawa do pytań i decyzji, realne włączanie w proces leczenia – to wszystko może znacząco zmniejszyć ryzyko urazu psychicznego. Pacjent potrzebuje nie tylko pomocy, ale i poczucia, że jego głos się liczy. Że jest traktowany z powagą. Że to, co mówi o swoim bólu, lęku czy granicach, spotka się z wysłuchaniem, a nie z bagatelizowaniem.
Zaufanie nie powstaje automatycznie. Buduje się je z każdą rozmową, z każdą reakcją na sygnały pacjenta. A ono z kolei jest jednym z najsilniejszych czynników ochronnych – zarówno w leczeniu fizycznym, jak i psychicznym. Nie chodzi o to, żeby system medyczny stał się idealny, ale o to, by pacjent nie zostawał sam ze swoją niewiedzą, strachem i bólem.
Trauma medyczna nie musi być oczywista. Czasem ujawnia się dopiero po czasie – w unikaniu badań, w napadach lęku przy samym zapachu szpitala, w nocnych koszmarach, w trudnościach z zaufaniem lekarzom. I właśnie dlatego warto mówić o niej głośno. Bo leczenie naprawdę leczy wtedy, kiedy uwzględnia całego człowieka – nie tylko jego ciało, ale też emocje, doświadczenia i historię.