Gabinet Psychologiczny Marta Pasternak

Gabinet Psychologiczny Marta Pasternak Dowiedz się więcej! http://on.fb.me/1mcmvid

19/07/2025

"- Co to znaczy „grzeczne dziecko”?
- Nie bardzo wiadomo. Wiele rzeczy. Kiedyś tego przymiotnika używało się do opisu dobrze wychowanych dorosłych, którzy zachowują formy. Potem nagle zaczęto wymagać grzeczności od noworodków i niemowląt. „Grzeczne dziecko” daje „pożyć” rodzicom, jest niekłopotliwe, dostosowuje się, wykonuje polecenia, nie przeżywa mocnych emocji, nie odreagowuje, jest powściągliwe.
- Czyli zachowuje się jak dorosły?
- Zachowuje się jakby było starsze niż jest naprawdę. Potrafi ukrywać swoje emocje i swoje zdanie.
- Czyli „grzeczne” dzieci to te, które przystosowały się do oczekiwań dorosłych?
- Niestety. Bo jeśli wymagamy od dziecka, żeby pewnych uczuć nie przeżywało, to za tym stoi komunikat: „tak naprawdę, to co przeżywasz nie jest dla mnie ważne”. Ja wiem, że za tym stoją dobre intencje, czyli nadzieja, że jeśli rodzicom uda się dostosować zachowania dziecka do społecznych wymogów, to temu dziecku będzie w życiu łatwiej.
- Rodzice myślą, że jak dziecko się nie będzie złościć, to będzie bardziej lubiane, łatwiej będzie osiągać swoje cele itd
- Trochę się z tym zgadzam, tylko nie tędy droga. Możemy ze swoimi uczuciami zrobić dwie rzeczy – albo je stłumić, ukryć przed innymi (albo nawet przed samym sobą) albo nauczyć się rozumieć, co się ze mną dzieje, czego potrzebuję. Jeśli lepiej rozumiem moje uczucia i lepiej sobie z nimi radzę (psychologowie mówią, że je „reguluję”) to z zewnątrz też wyglądam jak „grzeczna” tylko to się bierze z innego źródła. I to jest pytanie – czy dla nas jest ważny efekt, czy ważna jest droga? W psychologii mówi się o wysokiej i niskiej drodze regulacji emocji. Droga, która wykorzystuje korę mózgową czyli procesy myślenia to jest droga wysoka a droga niska opiera się ma mechanizmach podkorowych, pierwotnych, to jest takie czyste reagowanie. Jeśli karzemy dziecko za przeżywanie emocji, jeśli ono czuje, że mogłoby stracić naszą akceptację, to rzeczywiście przestaje czuć złość, ale nie dlatego, że sobie z nią poradziło, tylko dlatego, że lęk przed utratą miłości stał się ważniejszy, silniejszy. I tłumi złość, żeby nie stracić poczucia bezpieczeństwa. Zauważyłam, że jest też coraz mniej zgody na to, że dzieci wyrażają złość w sposób fizyczny. Ludzie kiedyś rozumieli, że dziecko czasami wyraża różne rzeczy za pomocą ciała. Bo nie umie jeszcze znaleźć na to słów. Dziś na to nie ma pozwolenia."
Agnieszka Stein w rozmowie z Justyną Dąbrowską

fot Leo Rivas

11/07/2025

Narcyzm niemal zawsze wynika z traumy. Cały narcystyczny sposób funkcjonowania – wielkościowość oraz wyzbywanie się części self – stanowi formację obronną. Fakt ten może być trudny do zauważenia w kontakcie z bardzo narcystycznymi osobami, ponieważ wywołują one w ludziach silne reakcje rozmaitego rodzaju – sprawiają, że odczuwamy chęć ucieczki, lęk, złość i tak dalej.
Jedna z trudności w leczeniu osoby narcystycznej polega na tym, że nie jesteśmy w stanie odkryć natury jej traumy, dopóki nie przedostaniemy się przez część obron. Możemy dostrzegać, że w dzieciństwie pacjent przeżył jakąś straszliwą katastrofę, lecz rozmowa o tym nie przyniesie żadnej wartości terapeutycznej, jeżeli nie nawiążemy kontaktu z emocjonalną rzeczywistością owych zdarzeń. Ludzie często opowiadają o swoim urazie – nawet z płaczem – lecz czynią to zachowując dystans. Wydaje się to zupełnie zrozumiałe. Jeżeli ktoś doznał poważnej traumy, to ostatnią rzeczą, której pragnie, jest ponowne przeżycie związanych z nią emocji.

📖 Neville Symington, "Narcyzm. Nowa teoria"
📸 Bobby/thapapawan

08/07/2025
30/06/2025

7 największych błędów rodziców podczas kłótni z dziećmi

Błąd nr 1: Mówienie o dziecku, a nie o jego zachowaniu

„Co za straszne dziecko!”, „Tak się zachowują niegrzeczne dzieci” albo wprost: „Jesteś niegrzeczny. Takiego cię nie potrzebuję”. Niby oczywiste, a wciąż słyszalne na placach zabaw i w domach. Zamiast tego warto mówić o zachowaniu: „Nie podoba mi się, że tak zrobiłeś” – to ogromna różnica.

Błąd nr 2: Zrzucanie własnej winy na dziecko

Wiedzieliśmy, że szklanka na brzegu stołu to kiepski pomysł, ale nie zareagowaliśmy. Gdy dziecko ją przypadkowo strąca, złościmy się na nie, zamiast przyznać: „To ja powinienem ją przestawić”. Albo pozwoliliśmy pogłaskać psa, który ugryzł, a potem krzyczymy: „Nie wiedziałeś, że psy gryzą?” Zamiast przyznać: „To ja powinienem być ostrożniejszy”.

Błąd nr 3: Wykorzystywanie przewagi dorosłego

Odbieramy zabawkę i chowamy ją na szafie, gdzie maluch nie sięgnie. Takie działania powodują bezsilność, złość i poczucie krzywdy. Zamiast wspólnie poszukać rozwiązania konfliktu – zostawiamy dziecko samo z frustracją.

Błąd nr 4: Szantaż emocjonalny lub materialny

Mieliśmy iść po zabawkę, ale po kłótni mówimy: „Nie dostaniesz jej, skoro się tak zachowujesz”. Dziecko nie uczy się wtedy empatii, tylko tego, że nie opłaca się mówić, co naprawdę czuje. Tłumi emocje, by zyskać korzyść. A potem jako dorosły może robić to samo wobec innych – i wobec nas.

Błąd nr 5: Utrata kontroli, krzyk, przemoc

Gdy my, dorośli, nie panujemy nad sobą, uczymy dzieci, że silniejszy ma rację, że agresja działa. Często dzieci się po prostu nas boją i „grzecznieją”, ale to nie jest dobra lekcja. Bo przecież dziecko nie ma jak nam „oddać”, nie może nas przekrzyczeć.

Błąd nr 6: Wymuszanie przeprosin, choć sami tego nie robimy

Jeśli chcemy, by dziecko umiało przyznać się do błędu – pokażmy to własnym przykładem. Czasem zdarza mi się powiedzieć do córki coś, czego potem żałuję. I mówię wtedy: „Przepraszam cię, byłam zła, powiedziałam coś, czego nie powinnam”. Ona często wtedy też przeprasza. Bez wymuszeń. Po prostu z serca.

Błąd nr 7: Karanie w sposób upokarzający

Kara – jeśli już musi być – nie może ranić godności. Lepiej czegoś przyjemnego nie zrobić (nie czytać bajki, nie obejrzeć razem filmu), niż karać krzykiem, biciem czy przy ludziach. Gdy emocje są na granicy – stosuję zasadę „na ucho”: nachylam się i rozmawiam z dzieckiem cicho. Spróbujcie – działa.

Na koniec: pamiętajcie o złotej zasadzie – „Zanim coś powiesz dziecku, powiedz to sobie”. To naprawdę pomaga. Zmniejsza ilość konfliktów, buduje szacunek, a dziecko zyskuje poczucie bezpieczeństwa i pewność siebie. Mówię to jako mama – z własnego doświadczenia.

Autorka: Joanna Iwańska

23/06/2025

Z okazji Dnia Ojca przypominamy fragment z książki pod redakcją Tessy Baradon ▪️Psychoanalityczna terapia rodzic - niemowlę. Siła więzi▪️o roli ojca w tworzeniu triady (matka - ojciec - niemowlę).

Kiedy ojciec nie dopuszcza, by niemowlę stało się jedynym przedmiotem pożądania matki i swoją obecnością przemienia diadę (matka - niemowlę) w triadę, wówczas może zostać ustalona hierarchia pokoleniowa między rodzicami i dzieckiem we właściwej dla niego roli.

"Chociaż w kulturze zachodniej najczęściej niemowlęciem zajmuje się głównie matka, ich relacja podwójna istnieje w kontekście innej, bardziej złożonej relacji trójkątnej, która obejmuje ojca. Uważa się, że triada – matka, ojciec, dziecko – funkcjonuje od początku życia (...), a ojcowie mogą mieć i mają bezpośrednią więź ze swoimi dziećmi od wczesnego niemowlęctwa. Tak się dzieje też w przypadku relacji z rodzeństwem.

Mimo to uważa się, że ojciec funkcjonuje w triadzie nie tylko wtedy, kiedy rzeczywiście jest fizycznie obecny, ale również w postaci jego „miejsca”, kiedy jest nieobecny. Reprezentacja ojca w umyśle matki i matki w umyśle ojca to bardzo ważne czynniki wpływające na to, jak dziecko włącza się i funkcjonuje w trójkątnej przestrzeni relacyjnej: matka, ojciec, ja" (s. 61) i w każdej następnej relacji zakładającej więcej niż dwie osoby.

Baradon, T. i in. (2023). "Psychoanalityczna terapia rodzic - niemowlę. Siła więzi" (tłum. M. Żerel). Warszawa: Oficyna Wydawnicza Fundament.

13/06/2025

„Stawiam tezę o tym, że destrukcyjna parentyfikacja, czyli patologiczne odwrócenie ról w rodzinie jest szczególną formą przemocy. Ma ona niejednokrotnie charakter utajony i podobnie jak np. wykorzystanie seksualne, często pozostaje wyłącznie w obszarze pamięci lub niepamięci (nieświadomości) danej rodziny. Inni ludzie nie mają na ten temat informacji, a rodzina tworzy nierzadko fasadę „normalności”. (…) Przemoc utajona jest zazwyczaj trudniejsza do radzenia sobie, niż przemoc jawna, która może być dostrzegana przez innych ludzi. Dotyczy to wszelkich jej form. Osoba doświadczająca takiej przemocy musi bowiem nieustannie w umyśle dokonywać konfrontacji dwóch obrazów, takiego, jaki sama tworzy w odniesieniu do sprawcy oraz takiego, jaki istnieje w najbliższym otoczeniu na jego temat. Sprawca przedstawia się często jako ktoś szczególnie dobry, życzliwy lub pomocny dla innych. (…)
W literaturze przedmiotu przyjmuje się, że im wcześniej w życiu dziecka dochodzi do zjawiska parentyfikacji, tym skutki dla jego rozwoju są poważniejsze. Małe dziecko nie ma (choćby w porównaniu z nastolatkiem) takich zasobów psychicznych, które dawałyby mu szansę na to, żeby bez szwanku przeżyć (wytrzymać) rodzinne odwrócenie ról. Dla dziecka bardzo często rzeczywistość psychiczna jego rodziny jest jedyną znaną rzeczywistością i dopiero w trakcie rozwoju zdaje sobie sprawę z tego, że inne systemy rodzinne mogą funkcjonować inaczej. (…)
W procesie destrukcyjnego odwrócenia ról szczególną rolę odgrywa zaniedbanie emocjonalne, definiowane jako brak emocjonalnej odpowiedzi rodzica na potrzeby dziecka, brak jego dostępności dla dziecka (szczególnie, gdy znajduje się ono w sytuacji zagrożenia lub trudności) oraz brak wystarczających (stymulujących rozwój dziecka) interakcji między dzieckiem a opiekunem. Dziecko, aby móc troszczyć się o instrumentalne i emocjonalne potrzeby rodzica lub rodzeństwa, musi „poświęcić” własne potrzeby rozwojowe, a w szczególności - potrzebę otrzymania od opiekuna uwagi i ukojenia. Jego pragnienia są więc zaniedbywane nie tylko przez opiekunów, lecz także przez samo dziecko, które po prostu „nie widzi” różnych obszarów swojego życia. Proces ten często obejmuje wiele lat."

Katarzyna Schier
Dorosłe dzieci. Psychologiczna problematyka odwrócenia ról w rodzinie.
fot Jurica Koletić

30/05/2025

Ostatnio byłam na szczepieniu z córką. Była przygotowywana do tego wydarzenia przez kilka tygodni. Czytałyśmy ksiażeczki, bawiłyśmy się w lekarza i pacjenta, córka oswajała się ze sprzętem medycznym, tłumaczyliśmy w wielu sytuacjach, dlaczego czasami musimy robić coś co nie jest przyjemne i wydawało sie ze rozumiała i pogodzona była z tym faktem... jednak w dniu szczepienia nadal bardzo się bała i protestowała przeciwko temu zabiegowi medycznemu. Przygotowania i rozmowy nie sprawiły, że w momencie szczepienia było jej łatwiej emocjonalnie. Emocje i reakcje były potężne. Ale rozumiała co się dzieje, wiedziała że musimy, wiedziała co czeka ją przed, w trakcie i po szczepieniu. Wiedziała też, że nie będzie oszukiwana. Przeżyła to doświadczenie, wypłakała się, wytrzęsła. I poszła dalej bez objawów związanych z tym, że było to dla niej zbyt trudne i nie zapisało się w jej organizmie jako wydarzenie traumatogenne.
Mogło być inaczej, do czego, jako rodzice byliśmy wielokrotnie zapraszani przez personel medyczny. "Nie będzie boleć", "Po co jej Pani mówi, że bedzie boleć, tylko ją pani nakręca", "Czy ona zawsze tak reaguje?", "Nie, nie mozna udawac ze najpierw szczepienie ma tata, to strata czasu", "Odwróć głowę to nie bedzie boleć", "Pani zrobi bez igły, tylko będzie szczypnięcie"
Gdybyśmy posłuchali? Jak ten mały człowiek traktowałby lekarza? Czy miałaby zaufanie do rodziców i lekarzy, którzy by ją oszukiwali? Co zapamiętałoby jej ciało?

Gdybyśmy posłuchali personelu i zrezygnowali z prawdy na rzecz „świętego spokoju” – rzeczywiście mogło być inaczej. I to "inaczej" miałoby bardzo konkretne konsekwencje, często widoczne dopiero z czasem.

Mogła pozostać nieufność – do lekarzy, ale i do Nas jako rodziców. Dziecko, które czuje, że było oszukane, uczy się, że dorosłym nie można wierzyć. Że to, co mówią, nie musi być prawdą. I że lepiej polegać wyłącznie na sobie, nawet jeśli się czegoś nie rozumie.

Mogło pojawić się zaprzeczenie emocjom – przekaz: „Nie ma się czego bać” albo „To nie boli” to zaproszenie do tego, by w przyszłości nie ufać własnym odczuciom. A to bywa początkiem oderwania od własnego ciała, zamrożenia emocjonalnego, lęku, który nie ma już twarzy, ale cały czas żyje pod skórą.

Mogła też pojawić się trauma somatyczna – ciało dziecka może zapamiętać to doświadczenie nie przez pryzmat tego, co się wydarzyło, ale jak to się wydarzyło: nagle, bez ostrzeżenia, z bólem, przy jednoczesnej bezsilności i poczuciu zdrady. To może potem wracać w innych kontekstach – w postaci napięć, lęku przed dotykiem, unikania badań, wybuchów złości bez wyraźnego powodu. Ciało ma swoją pamięć. Jeśli dziecko czuje się złapane w pułapkę – zapamięta to.

Mogłoby też pojawić się poczucie winy i wstydu – „nie wolno płakać”, „nie wypada się bać”, „jestem zbyt wrażliwa”. Dziecko nie rozumie wtedy, że jego reakcja jest adekwatna – zaczyna wierzyć, że coś z nim jest nie tak. A to podcina korzenie wewnętrznego poczucia wartości i bezpieczeństwa.

Nasze podejście – choć wymagało więcej wysiłku, cierpliwości i zapewne odwagi wobec systemu – dało córce przekaz: masz prawo wiedzieć, co się z tobą dzieje, masz prawo się bać, masz prawo reagować. Nie jesteś w tym sama. Jesteśmy z tobą, nie przeciwko tobie.

To nie zawsze sprawi, że nie będzie łez czy protestu – ale to właśnie sprawia, że to doświadczenie nie musi przerodzić się w uraz. To, że dziecko przeżywa silne emocje, to nie problem. Problemem jest bycie z tymi emocjami samemu – bez zrozumienia, bez kontaktu, bez możliwości wpływu.

Dzięki obecności i prawdzie córka mogła przeżyć coś trudnego w sposób wsparty i bezpieczny. I to jest właśnie profilaktyka traumy w praktyce.

Nie każda wizyta u lekarza kończy się poczuciem ulgi i bezpieczeństwa. Dla wielu osób kontakt z systemem opieki zdrowotnej może stać się źródłem silnego stresu, a nawet długotrwałej traumy. Czasami to, co miało leczyć ciało, zostawia bolesny ślad w psychice. Mówimy wtedy o traumie medycznej – czyli emocjonalnej reakcji na doświadczenia zdrowotne, które były odbierane jako przytłaczające, niepokojące, a niekiedy wręcz przerażające.

Nie da się całkowicie wyeliminować ryzyka jej powstania. Niektóre procedury są z natury inwazyjne, trudne, czasem bolesne – i nawet jeśli wykonane zgodnie ze sztuką, mogą uruchomić reakcję traumatyczną. W relacji pacjenta z personelem medycznym zawsze istnieje nierównowaga – wiedzy, władzy, wpływu. Już samo to może być trudne. Ale to nie wszystko. Trauma nie wynika wyłącznie z dramatycznych sytuacji, jak nagła operacja czy pobyt na OIOM-ie. Często rodzi się po cichu – z braku informacji, z pomijania pacjenta w rozmowach o jego stanie, z tonu głosu, z nieobecnego spojrzenia, z pośpiechu, w którym nie ma miejsca na pytania ani emocje.

To, co dla personelu medycznego jest codziennością, dla pacjenta często bywa jednym z najbardziej bezbronnych momentów w życiu. Kiedy nie rozumie, co się z nim dzieje, kiedy nie wie, co go czeka, kiedy nikt mu nie tłumaczy, a decyzje zapadają ponad jego głową – może pojawić się lęk, poczucie opuszczenia, a czasem wręcz panika. Szczególnie wrażliwe są osoby, które już wcześniej doświadczyły przemocy, zaniedbania lub miały trudne doświadczenia z ciałem. Dla nich kontakt z systemem ochrony zdrowia może odtworzyć dawne traumy, nawet jeśli nikt nie miał złych intencji.

To jednak nie znaczy, że jesteśmy bezsilni. Choć nie można zmienić wszystkiego, wiele zależy od sposobu, w jaki tworzy się relacja z pacjentem. Jasna, spokojna i zrozumiała komunikacja, uznanie prawa do pytań i decyzji, realne włączanie w proces leczenia – to wszystko może znacząco zmniejszyć ryzyko urazu psychicznego. Pacjent potrzebuje nie tylko pomocy, ale i poczucia, że jego głos się liczy. Że jest traktowany z powagą. Że to, co mówi o swoim bólu, lęku czy granicach, spotka się z wysłuchaniem, a nie z bagatelizowaniem.

Zaufanie nie powstaje automatycznie. Buduje się je z każdą rozmową, z każdą reakcją na sygnały pacjenta. A ono z kolei jest jednym z najsilniejszych czynników ochronnych – zarówno w leczeniu fizycznym, jak i psychicznym. Nie chodzi o to, żeby system medyczny stał się idealny, ale o to, by pacjent nie zostawał sam ze swoją niewiedzą, strachem i bólem.

Trauma medyczna nie musi być oczywista. Czasem ujawnia się dopiero po czasie – w unikaniu badań, w napadach lęku przy samym zapachu szpitala, w nocnych koszmarach, w trudnościach z zaufaniem lekarzom. I właśnie dlatego warto mówić o niej głośno. Bo leczenie naprawdę leczy wtedy, kiedy uwzględnia całego człowieka – nie tylko jego ciało, ale też emocje, doświadczenia i historię.

16/05/2025

Bezpieczne przywiązanie polega na tym, że dziecko ma taką więź z rodzicem, że ona rzeczywiście mu daje poczucie bezpieczeństwa. I teraz, co niezwykłe, to poczucie bezpieczeństwa w tej relacji zostanie potem zinternalizowane.

Czyli uwewnętrznione?
– Tak jest, to dziecko w rezultacie będzie mieć poczucie, że w ogóle relacje z ludźmi, ze światem są bezpieczne. To jest ten moment, kiedy dziecko zaczyna się interesować rzeczywistością zewnętrzną – ono już może zostawić tego rodzica, bo on jest jakby u niego w środku. Oczywiście nie do końca może go zostawić, on musi być ciągle w interakcji, ale on przestaje być aż tak ważny, to już nie jest tylko diada: ja – rodzic, tylko: „O, tu jest jakiś ciekawy świat". I dziecko zaczyna eksplorować rzeczywistość, czyli dotyka przedmiotów, bawi się zabawkami itd.

Bezpieczne przywiązanie jest tym, co generalnie daje możliwość orientacji do świata, który jawi się jako raczej przyjazny i bezpieczny. I tu jest bardzo ciekawa rzecz, a mianowicie odbyła się dyskusja między naukowcami i terapeutami pracującymi na podstawie teorii przywiązania a Dalajlamą. Oni powiedzieli: „U nas najważniejsze jest bezpieczne przywiązanie, u ciebie odwiązanie. Jak to pogodzić?". I wtedy Dalajlama odparł: „To jest to samo". I dokładnie tak właśnie jest. Bo bezpieczne przywiązanie to jest to, że ja nie muszę siedzieć przy figurze przywiązania, czyli ojcu, matce, a później partnerze, partnerce, ciągle ich pilnować, tylko mogę, bo mam w sobie zaufanie, nadzieję, generalnie poczucie bezpieczeństwa, otworzyć się na świat. I to są właśnie te dzieci, które mogą wyjechać z domu, bez poczucia winy odseparować się od rodziców. Powiedzieć: „Wiesz, ten twój pomysł jest super, ale ja go nie chcę".

Cezary Żechowski, psychiatra i psychoterapeuta
fot. Antonio Dicaterina

16/05/2025

Z punktu widzenia psychologa dziecięcego, to co obciąża układ nerwowy najbardziej w temacie posiłków i karmienia dziecka, jest napięcie które generujemy. My, znaczy dorośli.

Bo to nie muszą być krzyki, straszenie i obciążanie poczuciem winy, że tu babcia specjalnie marchewkę gotowała.

Bardzo często zachęcanie do zjedzenia jeszcze kęsa, jeszcze
kromeczki ma formę zabawy.
Dorosły śpiewa piosenkę i na każde hopsasa dziecko otwiera buzię.
A ta łyżeczka taka smutna mówi 'Ja teeeż chcęęę zobaczyć ząąąbki. Ząąąbki pokażcie się, ooo widzę" i ciach. Dziecko się śmieje i łyżeczka w ustach.

Czytamy w trakcie posiłku książkę i kiedy dziecko jest pochłonięte obrazkiem, po prostu mechanicznie otwiera usta.
Układ nerwowy kojarzy posiłek, jedzenie, samo siedzenie przy stole z napięciem. Ten impuls napięcie - jedzenie powtarza się kilka razy codziennie, 365 dni w roku przez lata. Czyli jeśli mamy 3 posiłki dziennie to w ciągu roku układ nerwowy czterolatka miał 1095 razy okazję utrwalić to skojarzenie.
1095 razy.

Utrwalenie skojarzenia jest tu pewnym eufemizmem, bliższym słowem jest warunkowanie. W efekcie dziecko nakręca się w porze posiłków z a n i m jeszcze usiądzie do stołu. Bo jego układ nerwowy reaguje jak wyszkolony pies: godzina 13.00 - obiad - pobudzenie.

Obiad przestaje służyć zaspokojeniu podstawowej fizjologicznej potrzeby głodu, nie służy przywróceniu energii, nie zaspokaja potrzeb społecznych: wszyscy razem jemy posiłek i sobie rozmawiamy. Nie służy rozwojowi w obszarze sensorycznym: rozpoznaje nowe smaki, zapachy, struktury. Dziecko niczego się nie uczy, bo jest skupione na bajce, śpiewance, czeka na pokrzykiwanie, zaciśnięte zęby, zniecierpliwienie albo złość dorosłego.

Ciało karmione podczas bajki nie wie, kiedy się najadło, bo nie czuło że jadło. Ale po posiłku czuje się źle, sygnał z brzucha mówi 'za dużo' bo przecież nie mamy miarki w oku i wglądu w żołądek dziecka. Kolejna informacja dla układu nerwowego: ej jedzenie to nic fajnego, posiłek to przyczyna złego samopoczucia. Czemu dziwimy się, że to dziecko może zjeść 4 paczki oreo, skąd ono ma wiedzieć, kiedy jest najedzone? Tego trzeba się nauczyć - rozpoznaję sygnał z ciała, jestem najedzona.

W napięciu dziecko n i e uczy się niczego. Bo uczymy się będąc w komforcie i czując się bezpiecznie.
Nic dziwnego, że dzieci nie chcą usiąść do stołu, że czasem wolą powiedzieć, że nie są głodne.
Wiedzą, że posiłek zamienia dorosłego w pobudzoną, nakręconą istotę, która przeplata śpiewnie, zachęcanie, opowiadaniem bajek, a czasem mówi 'zjadasz do połowy i koniec'.

I teraz rodzic idzie do psychologa i jest rozczarowany, że był na 3 wizytach, a żadna dramatyczna zmiana nie zaszła.
Jak to możliwe? A co mają zmienić 3 spotkania na tle 1095 posiłków podczas których dziecko utrwaliło skojarzenie napięcie - posiłek?

Dlatego webinar nazywa się 'O napięciu przy jedzeniu". Bo o napięcie chodzi. Pierwszym krokiem jest zajęcie się napięciem rodzica. Bo nie chodzi o to żeby zacisnąć zęby i przestać śpiewać i zgadywać - z kłębem drutu kolczastego w brzuchu. To nic nie da. Dziecko ma radar, który wyczuwa bezbłędnie nasze pobudzenie.
To dorosły ma do wykonania ogrom. Dlaczego to robię? Dlaczego, mimo że wiem do czego to prowadzi w dalszej perspektywie? To dorosły przegląda swoje przekonania, myśli i emocje. W pracy nad zmianą w obszarze jedzenia kluczowe jest zaopiekowanie napięcia dorosłego. I to też zaskakuje rodziców.

w niedzielę udostępniam Wam bezpłatnnie nagranie webinaru "Łyżeczka za babcię. O napięciu przy jedzeniu". To jest ogrom wiedzy, którą dzielimy się Zuzą Wędołowską autorką bloga Szpinak Robi Bleee.

Wystarczy się zapisać, link zapisowy https://agnieszkamisiak.pl/zapisz_sie/jeszcze-lyzeczka-za-babcie-webinar-z-ekspertem/

Myślisz, że komuś się przyda? Udostępnij.

10/05/2025

[Z tego wpisu dowiesz się, jak infekcje w ciąży, ma*****na w okresie dojrzewania i geny mogą współdziałać w zwiększaniu ryzyka schizofrenii – oraz dlaczego układ odpornościowy i kannabinoidowy mają tu kluczowe znaczenie]

🧠 Schizofrenia nie ma jednej, prostej przyczyny. To rezultat złożonych interakcji między podatnością genetyczną, wczesnymi nieprawidłowościami w rozwoju układu nerwowego a późniejszymi czynnikami środowiskowymi. W ostatnich latach coraz więcej badań sugeruje, że szczególne znaczenie ma tzw. podwójne uderzenie — sytuacja, w której pierwszy czynnik ryzyka działa na bardzo wczesnym etapie życia (np. w życiu płodowym), a drugi pojawia się dopiero później, np. w okresie dojrzewania, uruchamiając rozwój objawów [1][2].

🌡 Uderzenie pierwsze: infekcja w czasie ciąży.

Jeśli kobieta w ciąży przechodzi infekcję wirusową lub bakteryjną, jej organizm reaguje stanem zapalnym – aktywując wrodzony układ odpornościowy, który pełni funkcję pierwszej linii obrony przed zagrożeniem. Gdy taka odpowiedź zapalna pojawia się w kluczowym momencie rozwoju płodu, może wpływać na kształtowanie się układu nerwowego. Zjawisko to określa się mianem aktywacji odpornościowej matki (ang. maternal immune activation, MIA).

Układ odpornościowy, choć zwykle chroni organizm, w okresie prenatalnym może pośrednio zaburzać dojrzewanie komórek nerwowych, rozwój połączeń synaptycznych czy funkcje glejowe – szczególnie gdy pojawia się nadmierna produkcja cytokin (czyli cząsteczek sygnalizacyjnych stanu zapalnego). Badania na zwierzętach wykazały, że potomstwo narażone na MIA prezentuje później deficyty w zakresie zachowań społecznych, koncentracji uwagi i pamięci roboczej – funkcji, które u ludzi często są zaburzone w przebiegu schizofrenii [1].

🌿 Uderzenie drugie: ma*****na w okresie dojrzewania.

W drugim etapie ryzyko może zostać nasilone przez czynniki środowiskowe – takie jak regularne używanie marihuany w okresie dojrzewania. Substancja psychoaktywna THC oddziałuje na tzw. układ endokannabinoidowy – złożoną sieć receptorów, cząsteczek sygnałowych i enzymów, która reguluje wiele procesów fizjologicznych, w tym rozwój układu nerwowego, plastyczność synaptyczną, nastrój, apetyt, pamięć, a także reakcje immunologiczne. Jest on szczególnie aktywny w dojrzewającym mózgu.

Zgodnie z hipotezą podwójnego uderzenia, wcześniejsze zaburzenia rozwojowe (np. wywołane stanem zapalnym w okresie prenatalnym) mogą sprawić, że dojrzewający układ nerwowy staje się bardziej wrażliwy na kolejne zakłócenia – takie jak ekspozycja na THC. Jednak wyniki badań przedklinicznych są zaskakująco niejednoznaczne: w niektórych eksperymentach THC nasilało obserwowane u zwierząt deficyty behawioralne związane z wcześniejszą MIA, w innych – łagodziło ich nasilenie lub nie miało wpływu [1].

🧬 Geny: modyfikator całej historii.

Nie każda osoba, która była narażona na infekcję w życiu płodowym albo paliła marihuanę w młodości, rozwinie schizofrenię. Wiele zależy od indywidualnej podatności genetycznej. Klasyczna wersja hipotezy dwóch uderzeń, zaproponowana jeszcze w latach 90., zakładała właśnie taką sekwencję: najpierw uwarunkowana genetycznie podatność, a potem czynnik środowiskowy uruchamiający proces chorobowy [2].

Wiemy dziś, że nie chodzi o działanie pojedynczego genu, lecz o skumulowany wpływ wielu wariantów genetycznych – tzw. ryzyko poligeniczne (polygenic risk). Na podstawie danych całogenomowych można dla każdej osoby obliczyć tzw. wskaźnik ryzyka poligenicznego (PRS), który odzwierciedla, jak wiele wariantów sprzyjających danemu zaburzeniu dana osoba posiada. Im wyższy PRS, tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia objawów – zwłaszcza jeśli pojawią się też niekorzystne czynniki środowiskowe.

🧪 Geny działają w różnym czasie.

W jednym z najciekawszych ostatnio opublikowanych badań, Dennis van der Meer i współpracownicy przeanalizowali 345 genów powiązanych ze schizofrenią i sprawdzili, w jakim okresie życia mózgu są one aktywne. Okazało się, że można je podzielić na dwie grupy: jedne są szczególnie aktywne w okresie prenatalnym i związane z cyklem komórkowym, drugie – aktywują się po urodzeniu i są powiązane z układem odpornościowym i sygnalizacją synaptyczną [3].

Co ważne, osoby z wysokim PRS dla obu grup genów – czyli tych aktywnych na wczesnym etapie rozwoju i tych działających później – miały najwyższe ryzyko rozpoznania schizofrenii. Wynik ten potwierdzono w niezależnej próbie ponad 3000 osób. To silne potwierdzenie, że schizofrenia może wynikać z interakcji między różnymi biologicznymi ścieżkami zaburzeń, działającymi w różnych momentach życia.

🧠 Układ endokannabinoidowy jako kluczowy pośrednik.

Wszystkie te mechanizmy – prenatalna aktywacja układu odpornościowego, ekspozycja na THC, rozwój neuropsychiatrycznych objawów – mają wspólny mianownik: układ endokannabinoidowy. To właśnie on reguluje równowagę pomiędzy neuroprzekaźnictwem pobudzającym i hamującym, odpowiada za przebieg rozwoju neuronów i reakcji zapalnych, a jego działanie może być istotnie zakłócone przez czynniki takie jak MIA lub używanie marihuany. Zakłócenia te mogą wtórnie wpływać na funkcjonowanie układu dopaminergicznego – a to właśnie jego nieprawidłowości są jednym z najlepiej udokumentowanych mechanizmów leżących u podstaw schizofrenii [1].

Podsumowanie:
Schizofrenia to nie „genetyczne przeznaczenie”, ale wynik złożonych i dynamicznych interakcji pomiędzy dziedziczoną podatnością, czasem działania konkretnych genów, wczesnymi zakłóceniami rozwoju oraz późniejszymi czynnikami środowiskowymi – w tym używaniem substancji psychoaktywnych. Zrozumienie, jak te procesy się na siebie nakładają, daje nadzieję na trafniejsze przewidywanie ryzyka i skuteczniejsze działania profilaktyczne.

*****na

PS1. Spis cytowanych publikacji znajduje się w komentarzu pod tekstem

30/04/2025

"Część dorosłych uważa, że w dzieciństwie nie byli widziani. Ich potrzeby i trudności - przede wszystkim emocjonalne - były odsuwane. Nie chodzi o zaniedbanie, dziecko mogło mieć świetne warunki, być wożone na basen i na kucyki, ale rodzice w gruncie rzeczy nie wiedzieli, jakie konflikty wewnętrzne przeżywa i jakiej pomocy potrzebuje. Brakowało myślącego rodzica, który rozumie, że dziecko ma życie wewnętrzne. Kogoś, kto potrafi wytrzymywać emocje.
Wytrzymywać?
- Chodzi o przestrzeń wewnętrzną, która pozwala przyjąć od dziecka lęk, smutek, złość, przyjrzeć się tym uczuciom i zamienić na mniej przerażające. Można ten proces porównać do trawienia. Dziecko nie połknie zbyt dużych kawałków, trzeba mu jedzenie rozdrobnić. Niektórym dorosłym tej funkcji brakuje. Dziesięciolatka zwierza się z kłopotów w szkole, a w matce budzi to taki lęk, że wzdycha: "Jak nie przestaniesz, to ja zwariuję". "Chyba się powieszę, jeśli będziesz ciągle histeryzować". Dziecko dostaje komunikat, że swoimi problemami może matce zrobić krzywdę, więc nie powinno ujawniać trudności ani nawet ich mieć. W późniejszym życiu taka osoba może mieć nieświadome przekonanie, że jeśli zbliży się do kogokolwiek, to go zniszczy - ten ktoś zwariuje albo umrze. Oczywiście każdemu rodzicowi może się zdarzyć, że bywa nieprzytomny psychologicznie, niedostępny, ale jeśli to zbyt często się powtarza, staje się dla dziecka traumatyczne."

Danuta Golec w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim
fot Jorge Guillen

02/04/2025

"Każda osoba będąca w związku ma jakieś założenia na temat tego, co oznacza "bycie parą". Oczekiwania te często są wyrażane zarówno wobec siebie, jak i wobec drugiej osoby już na najwcześniejszym etapie związku. Różnice mogą być wtedy przysłonięte przez podwyższone poczucie romantyzmu, w którym zakochane pary dostrzegają raczej to, co je łączy, a nie różni. A jeśli nawet zauważają rozbieżności w tym, co każde z nich uważa za podstawowe w relacji miłosnej, mogą ignorować obawy i rozczarowania, ponieważ tak bardzo pragną aby związek się udał.
Jednak, gdy para przechodzi w codzienność bycia razem, napięcia mogą wzrosnąć, bo różnice nieuchronnie wychodzą na plan pierwszy. Tematy, których mogą dotyczyć wydają się początkowo stosunkowo błahe, np. długie spanie w niedzielny poranek czy wstawanie wcześnie, aby pobiegać. Mogą to też być sprawy większego kalibru jak np. ile krytyki jest akceptowalne i co oznacza "bycie lojalnym".
Jeśli zachowanie jednej osoby nie zgadza się z założeniami drugiej osoby na temat tego, jak miłość "powinna być okazywana", mogą pojawić się uczucia bólu i rozczarowania napędzające cykl wzajemnych oskarżeń, wycofywania się i obron.
Kiedy pracuję z parą, w trakcie kilku pierwszych sesji staram się usłyszeć nawet to, co niekoniecznie jest artykułowane - jakie każde z partnerów ma przekonania na temat miłości i bliskości. Te niezbadane założenia odgrywają często ważną rolę w napięciach, których para doświadcza. Różnice mogą stać się bardziej wyraźne, gdy przyjrzymy się dokładniej historii rodzinnej każdego z partnerów. Na przykład, jeśli kobieta pochodzi z rodziny, gdzie panuje duża bliskość (np. na wakacjach robią wszystko razem), może czuć się zraniona przez pragnienie męża, aby robić rzeczy oddzielnie, nawet jeśli rozumie tę jego potrzebę. Jej świadome przekonanie pozostaje niezależne od tego, że od dzieciństwa była wychowana w innej definicji miłości, takiej która zakłada wspólność. Mężczyzna, który świadomie chciał być z kobietą niezależną i posiadającą własne życie, może czuć się zraniony, że jego żona rzadko okazuje mu miłość, tak jak robiła to jego matka (np. gotując jego ulubione potrawy).
Emocjonalne znaczenie, jakie ludzie przypisują określonym zachowaniom jako znakom miłości (lub jej braku), często ma głębokie i nie zawsze świadome korzenie, a te emocjonalne założenia nie są łatwe do nadpisania. Podobnie, każda osoba ma głęboko zakorzenione przekonania na temat tego, co jest zachowaniem wyrażającym miłość. Wiele osób jest zdumionych tym, co małżonek mówi im w gniewie, i na tej podstawie wnioskuje, że małżonek naprawdę ich nie kocha. Dla innych osób fakt, że małżonek zwraca się do kogoś innego po radę i wsparcie w obliczu ważnej decyzji, wskazuje na brak zaufania i miłości. To tylko kilka przykładów na to, jak para może różnić się w swoich podstawowych założeniach na temat tego, jak miłość może być wyrażana i okazywana.
Terapeuci par muszą próbować zrozumieć, jak te rozbieżne założenia są realizowane i negocjowane, co jest źródłem trudności pary. Czy mąż, który dostosuje się do pragnienia żony, by "był blisko" i uczestniczył w jej działaniach, (na przykład wycieczce na targ) poczuje się zbyt uległy? Czy żona wycofa się emocjonalnie, gdy mąż będzie okazywał niechęć do bycia parą w sposób, w jaki ona proponuje? Jak on rozumie jej motywację? Czy widzi jej zachowanie jako zbyt kontrolujące? Razem pracujemy nad zrozumieniem procesu, kiedy różne założenia pary prowadzą do negatywnych wzorców interakcji, które z kolei poszerzają już istniejącą przepaść."

Tłumaczenie rozdziału z książki Ellen F. Wachtel: The Heart of Couple Therapy: Knowing What to Do and How to Do It
tłumaczenie własne: Matylda Porębska
fot Zou Meng

Adres

Ulica Olszewskiego 2
Kielce
25-663

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 20:00
Wtorek 08:00 - 20:00
Środa 08:00 - 20:00
Czwartek 08:00 - 20:00

Strona Internetowa

http://www.psychobalance.pl/

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet Psychologiczny Marta Pasternak umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Gabinet Psychologiczny Marta Pasternak:

Udostępnij