15/02/2026
„Niech pani spokojnie urodzi te dzieci…”
Jestem na nartach.🏂Odpoczywam. I w końcu mam czas, aby opowiedzieć Wam tę historię. Historię, która wydarzyła się podczas zabiegu Bowena. Historię prawdziwą - opisuję ją za zgodą bohaterki. Zmieniam tylko imię.
Pani Krysia, 60+, przyszła na zabieg podpierając się kulami.
Zmiany zwyrodnieniowe kolan w stopniu zaawansowanym. Ortopeda zaleca operację.
-„Zanim położę się na stół operacyjny, chcę spróbować wszystkiego. A koleżanka mówiła tyle dobrego o Bowenie, to jestem” - powiedziała na pierwszej wizycie.
W wywiadzie zdrowotnym żadnych operacji, ale sporo napięć i dolegliwości, w tym kłopoty z sercem, więc wiedziałam, że będziemy pracować delikatnie. Powoli.
Pani Krystyna położyła się na łóżku. Chwilę szukała wygodnej pozycji. Zaczęłam zabieg.
Wykonałam dwa pierwsze ruchy i zgodnie z metodyką Bowena zrobiłam pięciominutową przerwę.
Po tym czasie zapytałam:
- „Czy coś pani czuje?”
- „Tak… zimno. Czuję lodowate zimno, które zalało mi cały dół pleców.”
Zatrzymałam się. Z doświadczenia wiem, że takie odczucie nie pojawia się przypadkiem.
- „Czy to zimno z czymś się pani kojarzy? Może potłukła się pani kiedyś? upadła pani na kość ogonową?”
- „Proszę pani… Oczywiście, że upadłam! Ale to było ponad 50 lat temu! Z przyjaciółmi ślizgaliśmy się po stawie i upadłam. Bolało jak jasny gwint, ale przecież to było tak dawno!”
Skoro reakcja była tak silna, dałam ciału kolejne pięć minut.
Zimno rozlało się jeszcze szerzej - obejmowało już dolne plecy i pośladki. Znów przerwa. Organizm nadal "pracował", jak określamy to w Bowenowym żargonie.
A potem wydarzyło się coś, czego żadna z nas się nie spodziewała.
Wykonałam kolejne cztery ruchy. Wróciłam po dwóch minutach. Nie zdążyłam zapytać o odczucia, bo pani Krysia sama zaczęła opowiadać:
- „Mam takie niesamowite uczucie… jakbym rodziła dziecko.”
Spojrzałam na nią spokojnie.
- „Z czym to się pani kojarzy?”
Zamilkła.
- „To niemożliwe…”
- „Co jest niemożliwe?”
I wtedy opowiedziała historię sprzed blisko 40 lat.
Ciąża. Brak USG. Poród pośladkowy. Bóle parte. I dopiero wtedy okazuje się, że to ciąża bliźniacza. Lekarz podejmuje decyzję o zatrzymaniu akcji porodowej i robi cesarskie cięcie.
Teraz wszystko jasne. 40 lat temu ciało rozpoczęło poród… i nie mogło go dokończyć.
- „Pani Krysiu” - powiedziałam cicho - „niech pani spokojnie urodzi te dzieci.”
Przez kolejne 20 minut ciało kobiety przeżywało to, co kiedyś zostało przerwane. Do końca zabiegu nie wykonałam już ani jednego ruchu. Organizm powoli wracał do równowagi.
Na drugiej wizycie reakcje ciała powtórzyły się - zimno w okolicy kości ogonowej i ponownie odczucia porodowe. Ciało kończyło niedomkniętą historię.
Od trzeciej wizyty było już spokojniej. „Dzieci już się urodziły” - powiedziała pani Krystyna z uśmiechem. Zimno zniknęło. Teraz, gdy wykonywałam ruchy, pracowały kolana. Intensywnie. Głęboko.
Pani Krystyna odbyła do tej pory 8 zabiegów. Pięć pierwszych ograniczało się do minimum - podczas 50-minutowej wizyty wykonywałam cztery do sześciu ruchów. Reszta to było dawanie czasu na reakcję ciała. Ktoś może powiedzieć, że to bzdura. Ale pani Krysia wracała na kolejne zabiegi.
Dlaczego?
Bo kiedy ciało naprawdę zaczyna wracać do równowagi — człowiek to czuje.
Na piątą wizytę pani Krysia przyszła bez kul. A przecież jeszcze nie zaczęłyśmy właściwej pracy z kolanami.
- „Czuję się, jakby lat mi ubywało” - powiedziała z uśmiechem.
A potem dodała coś jeszcze:
-„Tego Bowena to powinni w szkole uczyć, żeby ludzie mogli sobie w rodzinach pomagać.”
I wiecie co?
Też tak uważam.
Bo metoda Bowena to nie tylko praca z bólem kolan.
To rozmowa z ciałem.
To odblokowywanie historii zapisanych w tkankach.
To powrót do naturalnej równowagi, bez siły, bez manipulacji, bez walki.
Może Twoje ciało od dawna wysyła sygnały niedomkniętej historii - może warto go wreszcie posłuchać.😊
Wizyty pani Krysi są dla mnie niezwykłe. Także dlatego, że pani Krysia dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem. Opowiedziała mi na przykład, jaki masaż wykonywała przed snem swoim dzieciom, żeby usunąć z ich małych ciałek napięcie, które zgromadziło się w nich w ciągu dnia.
Ale o tym masażu opowiem następnym razem.😀