19/01/2026
Gdy cały Koszalin znów zaczyna mówić o agresji w szkole, rozmowy szybko robią się głośne, nerwowe i pełne wzajemnych oskarżeń. Jedni mówią, że to wina rodziców, inni wskazują na szkołę, a jeszcze inni rozkładają ręce, bo „system nie działa” i „i tak nic się nie da zrobić”. Wtedy pojawia się mnóstwo komentarzy, porad, analiz i słów, które brzmią bardzo poważnie… ale zwykle kończą się dokładnie w tym miejscu: na słowach.
A my w NeuroPrzestrzeni robimy coś mniej spektakularnego, za to prawdziwego. Działamy po cichu. Regularnie. Konsekwentnie. Bez kamer, bez sensacji, bez wielkich deklaracji.
Od września dzieci uczestniczą u nas w zajęciach TZA – Treningu Zastępowania Agresji. I nie są to zajęcia „dla tych najgorszych”, jak czasem ludzie próbują to w głowie zaszufladkować. To są zajęcia dla dzieci, które mają w sobie dużo napięcia, dużo złości, dużo impulsywności, czasem za dużo energii, a czasem po prostu za mało narzędzi, żeby poradzić sobie z tym, co dzieje się w środku. To także zajęcia dla tych, które wchodzą w konflikty, nie potrafią się zatrzymać, reagują gwałtownie, a potem wstydzą się i nie wiedzą, jak to odkręcić. I dla tych, które niby „nic nie robią”, ale noszą w sobie tyle frustracji, że wybuch jest tylko kwestią czasu.
TZA to nie jest moralizowanie i powtarzanie dziecku, że „powinno być grzeczne”. Dzieci często wiedzą, co jest „dobre”, a co „złe”. Tylko w chwili napięcia wiedza znika, a ster przejmuje ciało, impuls i emocja. Dlatego TZA jest treningiem – takim prawdziwym, w którym ćwiczy się jak na boisku: krok po kroku, w konkretnych sytuacjach, aż nowe reakcje zaczną się pojawiać automatycznie.
Uczymy dzieci rozpoznawać pierwsze sygnały złości i narastania napięcia, zanim dojdzie do wybuchu. Uczymy je zatrzymania, hamowania impulsu i tego, co można zrobić zamiast: jak wyjść z konfliktu bez przemocy, jak przerwać spiralę nakręcania się, jak powiedzieć „stop” w sposób, który da się usłyszeć. Pracujemy na scenkach, ćwiczeniach, krótkich historiach i realnych przykładach z życia, bo to właśnie tam dziecko ma potem wrócić z nowymi umiejętnościami.
I jest jeszcze coś, o czym mówi się za mało, a co ma ogromne znaczenie: w TZA dziecko uczy się też naprawiania. Bo czasem coś już się stało, słowo poleciało za daleko, emocje wygrały. Wtedy nie budujemy dziecku etykiety „agresora”, tylko pokazujemy mu, jak wziąć odpowiedzialność i jak wrócić do relacji, żeby nie zostać samemu z wstydem, który później tylko napędza kolejne trudne zachowania.
I teraz najważniejsze, bo to jest nasza filozofia pracy: my nie czekamy, aż zrobi się dramat.
My zaczynamy działać wcześniej. Czasem wtedy, gdy rodzic jeszcze mówi cicho: „coś mnie niepokoi”. Gdy pojawiają się pierwsze objawy – szybkie wybuchy, niski próg frustracji, trudność w przyjmowaniu „nie”, impulsywne reakcje w konflikcie, popychanie, krzyk, szarpanie albo przeciwnie: długie tłumienie i nagłe eksplozje. To jest ten moment, w którym można zrobić najwięcej.
Bo my nie chcemy obudzić się dopiero wtedy, gdy 13-latek atakuje młodszego kolegę, a wszyscy są w szoku i zaczynają szukać winnych. My wolimy zająć się tym wcześniej – zanim utrwali się schemat, zanim dziecko dostanie łatkę „agresywnego”, zanim relacje w klasie i w domu będą w rozsypce.
Rodzice widzą różnicę. Widzą ją w domu. Widzą ją w rozmowach. Widzą ją w tym, że dziecko częściej się zatrzymuje, szybciej wraca do siebie, łatwiej przyjmuje granice, potrafi powiedzieć, co się z nim dzieje, i zaczyna mieć poczucie, że nie jest „zepsute”, tylko że może się nauczyć działać inaczej.
Dlatego, gdy inni mówią – my robimy swoje.
My nie gadamy. My działamy.
A rodzice widzą efekty.
Jeśli widzisz pierwsze sygnały i nie chcesz czekać, aż zrobi się „naprawdę źle” – napisz do nas.