Strefa Oddechu . Sylwia Serwońska

Strefa Oddechu . Sylwia Serwońska Terapia oddechem transmodalnym. Hipnointegracyjna Terapia Głębi HITT. Sesje indywidualne, warsztaty. Droga do życia, do zdrowia, spokoju i pełni.

Praca z traumą transgeneracyjna, prenatalną, rozwojową i relacyjną. Trzymaj się Światła!

 Z cyklu figury wewnętrzne — Masochistyczny NinjaZnasz ten samopodważający wewnętrzny głos, który mówi, że miłość to cie...
31/03/2026



Z cyklu figury wewnętrzne — Masochistyczny Ninja

Znasz ten samopodważający wewnętrzny głos, który mówi, że miłość to cierpienie, że za wszystko trzeba zapłacić, że własne potrzeby są mniej ważne niż cudze, że bezpieczeństwo płynie z bycia potrzebnym?

Ten cichy ninja, który rezygnuje z siebie dla dobra innych, bierze na siebie nadmiar odpowiedzialności, trwa w relacjach, które ranią, tłumacząc je empatią, lojalnością, zrozumieniem.

Często mówi — wprost lub nie:
dam radę, to nic, inni mają gorzej.

Nieświadomie wybiera partnerów niedostępnych, krytycznych i wymagających, role, w których jesteś wykorzystywanx, sytuacje, gdzie wysiłek nie przynosi uznania.
A gdy robi się spokojnie, bezpiecznie — pojawia się niepokój albo poczucie pustki.

Ten silny głos wewnętrzny szepce:
jeszcze za mało,
nie zasługuję,
gdybyś byłx lepszx, to by się udało.

I czujesz, że każda przyjemność jest sabotowana, obarczona poczuciem winy, nieważna wobec obowiązku i powinności.
Czujesz złość — często skierowaną do siebie.

Paradoksalnie ten sposób funkcjonowania daje pewien rodzaj bezpieczeństwa.
Przynosi przewidywalność, znany schemat, iluzję wpływu:
jak wytrzymam, to będzie dobrze.

Skąd się to bierze?
Najczęściej z wczesnych doświadczeń, gdzie miłość była warunkowa, dziecko było parentyfikowane, jego emocje pomijane, a nagrodą za „bycie grzecznym” była akceptacja.

Dziecko uczy się wtedy:
jeśli będę cierpieć w ciszy — dostanę to, czego pragnę.

To strategia przetrwania, która kiedyś działała.

W dorosłym życiu pojawia się możliwość wyboru.
Kierunek zdrowienia to odzyskiwanie prawa do złości, uczenie się granic bez poczucia winy, doświadczanie relacji bez ceny cierpienia, rozróżnianie empatii od samounieważniania.

I co ważne — bardzo często początkiem tej drogi jest żałoba po tym, czego nie było.


A potem, powoli, pojawia się coś jeszcze.

Dawanie sobie prawa do przyjemności.
Uczenie się, że lekkość nie jest zagrożeniem.
Że radość nie musi być okupiona.

To nie dzieje się od razu.
To proces budowania w sobie przestrzeni —
pojemności na spokój, na dobro, na szczęście.

Jeśli czujesz, że to jest Twój moment,
w październiku tworzę przestrzeń, w której można się temu przyjrzeć głębiej — łagodnie, w ciele, w oddechu, w byciu.

Medytacyjno-oddechowy rejs katamaranem.

Jeśli chcesz — odezwij się po szczegóły 🌊

  Co robi dziecko ratownik, które zaczyna w niezwykły sposób pomagać i wspierać rodziców ? Kogo  ratuje ratując rodziców...
27/03/2026

Co robi dziecko ratownik, które zaczyna w niezwykły sposób pomagać i wspierać rodziców ? Kogo ratuje ratując rodziców? Wszystkie działania w dzieciństwie nastawione na pomoc innym są skierowane, żeby przede wszystkim ochronić siebie. Dzieci nie rodzą się z genem altruizmu. Dzieci są naturalnie egotyczne, bo to zapewnia im w kruchym okresie przetrwanie. Kiedy dziecko jest nadmiernie grzeczne, pomocne, zdyscyplinowane to oznacza, że pomaga rodzicom. Oznacza, że chroni coś co w jego świecie pomaga mu przetrwać. Dziecko, które staje się ratownikiem dla rodziców, tak naprawdę nie robi tego z dojrzałej potrzeby pomagania. Ono robi to, żeby przetrwać emocjonalnie.

Kim jest dziecko-ratownik?
Dziecko-ratownik to dziecko, które bardzo wcześnie wyczuło, że w rodzinie brakuje stabilności emocjonalnej. Może to być smutek rodzica, jego samotność, napięcie w relacji między rodzicami, choroba, uzależnienie, nadmiar obowiązków albo po prostu brak emocjonalnej dostępności.
Dziecko instynktownie rozumie jedną rzecz: jeśli będę potrzebować za dużo – mogę stracić miłość.
Więc zaczyna robić coś odwrotnego. Zamiast być tym, które potrzebuje, zaczyna być tym, które daje, pociesza, rozumie, dopasowuje się, pilnuje atmosfery, łagodzi konflikty, bierze na siebie odpowiedzialność emocjonalną. Na zewnątrz wygląda to jak empatia, dojrzałość i wrażliwość ponad wiek. W środku jest to jednak strategia przetrwania.
Kogo tak naprawdę ratuje?
Paradoks polega na tym, że kiedy dziecko ratuje rodziców tak naprawdę ratuje siebie.
Bo jeśli rodzic będzie spokojny, zadowolony, mniej obciążony, mniej zraniony, wtedy mnie nie odrzuci, nie skrzywdzi emocjonalnie, nie przestanie mnie kochać, nie rozpadnie się świat, od którego zależy moje bezpieczeństwo. To jest bardzo pierwotny mechanizm- utrzymać relację za wszelką cenę.
Dlaczego potem, w dorosłym życiu, nie wpuszcza pomocy?
Problem polega na tym, że taka strategia zapisuje się bardzo głęboko w psychice.
Dziecko uczy się, że jego potrzeby są mniej ważne, Ja muszę być silny. Nie mogę obciążać innych, Miłość dostaje się za bycie potrzebnym. Dlatego kiedy taka osoba dorasta, często pomaga innym automatycznie, bierze odpowiedzialność za cudze emocje, wspiera, ratuje, organizuje, trzyma przestrzeń, jednocześnie pojawia się coś trudnego: ta osoba nie wpuszcza pomocy do siebie.
Bo gdzieś bardzo głęboko działa stary zapis jeśli będę potrzebować – zostanę odrzucony, jeśli pokażę słabość – ktoś mnie zrani, jeśli się otworzę – zostanę rozczarowany. Więc paradoksalnie osoba, która najlepiej wspiera innych nie pozwala wesprzeć siebie.
Dlaczego pomaganie chroni przed bólem?
Kiedy jesteś skupiony na ratowaniu innych nie czujesz swojego bólu, nie dotykasz swojej samotności, nie musisz zobaczyć własnego głodu miłości To trochę jak odwrócenie uwagi.
Jeśli zajmuję się tobą – nie muszę zajmować się sobą.
Dlatego wszystkie działania pomocowe często są zupełnie nieświadomie sposobem na ochronę przed bólem odrzucenia, rozczarowaniem, poczuciem, niewystarczalności, zranieniem.

Najtrudniejszy moment przychodzi wtedy, kiedy taka osoba zaczyna widzieć:
Ja całe życie dawałxm, a nigdy naprawdę nie nauczyłxm się brać.

I wtedy zaczyna się prawdziwa droga uzdrawiania.

Trudna , bo chodzi o to , że nie przestajesz być wrażliwym czy pomagać innym, twoja empatia jest darem, tylko w końcu pozwalasz sobie być tym , który też potrzebuje. Uczysz się przyjmować
Zaczynasz rozumieć, że miłość nie musi być zapłatą za bycie potrzebnym . Zdrowa relacja to nie ratowanie, tylko jest wtedy gdy dwie osoby mogą oddychać obok siebie i żadna nie musi dźwigać świata drugiej.

27/03/2026

Utknięcie w traumie adolescencji...
------------------------------------
Adolescencja to wiek nastoletni
To szukanie swojej tożsamości
Poprzez przybranie tymczasowej
Jestem jak ktoś...

Jak koleżanka, jak trener
Jak piosenkarka, jak jakiś idol...

Przybieranie
Poprzez upodabnianie się do innych
By w końcu zrezygnować...

Wybrać siebie...

Wielu utknęło w tym " wieku "
Nie mogąc wejść w grupę
Poprzez wstyd

Nie miały ubrań

Nie miały spokojnych, przewidywalnych domów
By zaprosić do siebie...

Nie mogły
Bo wstydziły się ojców alkoholików

Był brud, alkohol
I dziecko zamiast się bawić
Z innymi
Zajmowało się rodzicami...

To młodzieńcza głęboka rana odrzucenia
I jednocześnie porzucenia
Gdy nie było razem w " fazie "
Z innymi

Nie mogło się przynależeć
Do czegoś ...

To miejsce grupek koleżanek
I grupek kolegów

Nie zamknięcie tej fazy rozwoju
Z powodzeniem
Czyli z przyjęciem tożsamości
I zrezygnowaniem z nim , bo wysyciła jakiś obszar
Nauczyła czegoś

To utknięcie w zazdrości !!!
To utknięcie w urazie !!!

To znowu mnie nie chcą
Ciągle mnie nie chcą

Ale problem nie jest w grupie
Czy koleżankach/ kolegach
A poczuciu niesprawdliwości
Że przestrzeń rodzicielska
Nie była zaopiekowana
By dziecko mogło penetrować tę fazę

A nie dźwigać dom
Buforować uczucia rodziców ...

Tu strategią regulującą
Może być zakupoholizm
I szukanie stylu ...

Owładnięcie tym !

To bycie " starą nastolatką "
To ciągle: nie mogę do koleżanek
Jednocześnie nimi gardząc
I czując się lepszą ...

Czasem wstyd jest tak duży
Że przeformatował
I wycofał z życia społecznego na dobre...

Masz ochotę na coś więcej niż zwykłe wakacje?Wskakuj z nami na katamaran i popłyń w rejs medytacyjno- oddechowy Breath&F...
24/03/2026

Masz ochotę na coś więcej niż zwykłe wakacje?

Wskakuj z nami na katamaran i popłyń w rejs medytacyjno- oddechowy Breath&Flow po Tajlandii, gdzie oprócz rajskich widoków naprawdę złapiesz oddech — dosłownie i w przenośni.

📅 24–31.10.2026
🌍 Jeszcze mamy wolne miejsca

Zaczynamy w Phuket i Krabi, a potem… płyniemy tam, gdzie trudno dotrzeć z lądu. Ukryte laguny, jaskinie, turkusowa woda, cisza i przestrzeń. Takie miejsca, gdzie można się wyłączyć i poczuć, że życie trochę zwalnia.

A jak wyglądają nasze dni?

☀️ Poranki
Budzi Cię morze i światło. Zaczynamy spokojnie — od delikatnej pracy z ciałem i oddechem.
Robimy krótkie praktyki oddechowe (takie „oddechowe espresso” na dzień dobry), trochę rozruszamy ciało, złapiemy kontakt ze sobą.
To moment, żeby się ugruntować, poczuć siebie i wejść w dzień z lekkością.

🌙 Wieczory
Wieczorem zwalniamy jeszcze bardziej.
Sesje oddechowe, medytacje, czasem głębsza praca z emocjami — wszystko w bezpiecznej, spokojnej przestrzeni.
Do tego zachody słońca, cisza, rozmowy albo po prostu bycie.

Bez spiny. Bez przymusu. Każdy bierze tyle, ile potrzebuje.

A między tym wszystkim…

– pływamy kajakami lub pontonami po lagunach Koh Hong
– wpływamy do miejsc, które wyglądają jak z innego świata
– odwiedzamy słynną Wyspę Jamesa Bonda i zatokę Phang Nga
– chillujemy na Railay Beach przy klifach wyrastających z wody
– nurkujemy i snorkelingujemy na Phi Phi
– odpoczywamy na białych plażach Koh Khai Nok

I … jesteśmy.

To jest podróż, w której naprawdę możesz wrócić do siebie.

Jeśli czujesz, że to Cię woła — napisz do mnie

Kilka lat temu prowadziłam sesję oddechową.Na początku wszystko spokojnie, ludzie układali się na matach, zamykali oczy,...
16/03/2026

Kilka lat temu prowadziłam sesję oddechową.Na początku wszystko spokojnie, ludzie układali się na matach, zamykali oczy, szukali swojego rytmu oddechu.
Po kilku minutach jedna z kobiet nagle usiadła. Złapała się za klatkę piersiową i powiedziała:
Ja nie mogę oddychać głęboko… mam wrażenie jakby ktoś siedział mi na klatce.

Nie był to atak paniki.
Jej ciało po prostu nie znało takiej przestrzeni oddechu.

Kiedy później zaczęłyśmy rozmawiać, powiedziała, że w jej domu zawsze trzeba było uważać.
Nie było miejsca na emocje.
Najlepiej było być cicho i nie robić problemów.

I wszystko stało się dla niej jasne.

Bo oddech jest biologiczną funkcją, ale też Oddech jest historią naszego życia.

W niektórych podejściach psychosomatycznych, takich jak Biologia Totalna czy Recall Healing, płuca opisuje się jako obszar związany z tzw. terytorium powietrza.

To bardzo obrazowa metafora.

Powietrze symbolizuje przestrzeń, w której możemy istnieć.Nasze miejsce w świecie.Prawo do bycia.

Czy mam gdzie oddychać?
Czy jest dla mnie miejsce?
Czy mogę być sobą bez napięcia?

Kiedy człowiek czuje się bezpiecznie, oddech jest naturalny.
Rozszerza klatkę piersiową, rozluźnia przeponę, płynie.

Ale kiedy przez lata uczymy się, że trzeba się dopasować, nie przeszkadzać, nie zajmować za dużo miejsca — ciało zaczyna oddychać inaczej.Płycej.Ostrożniej.Jakby na pół.

Jakby podświadomie mówiło : weź tylko tyle powietrza, ile naprawdę wolno.

Często widzę to u osób, które w dzieciństwie bardzo wcześnie weszły w rolę opiekuna albo ratownika dla innych.

One świetnie trzymają przestrzeń dla świata.

Ale ich własna klatka piersiowa bywa zaciśnięta, bo całe życie uczyli się pilnować emocji innych ludzi, a ciało zapomniało, że też ma prawo się rozszerzyć.

Praca z oddechem jest czymś więcej niż ćwiczeniem fizycznym; to regularne przeuczanie ciała (czasem trwa długo ) i odkrywanie prostych, a jednocześnie trudnych rzeczy, że można wziąć głębszy wdech
i świat się od tego nie zawali, że klatka piersiowa może się otworzyć
i nikt za to nie ukarze, że powietrze jest wspólne, że pojemność na przyjemność i radość może być budowana jak mięśnie na siłowni 🙂

I że każdy z nas ma swoje miejsce w tym świecie . Masz swoje terytorium powietrza . Dobrego Dnia Ludzie 🤩🤩🤩

14/03/2026
11/03/2026

Unikalna metoda Wernera Meinholda - Metoda Terapeutyczna H.I.T.T.®, łączy psychologię głębi z hipnozą, dlatego nazwał ją Hipnointegracyjną Terapią Opartą o P...

Czasem myślę o tym, jak bardzo skomplikowana potrafi być relacja z ojcem w naszej psychice. Nie chodzi tylko o to, kim o...
09/03/2026

Czasem myślę o tym, jak bardzo skomplikowana potrafi być relacja z ojcem w naszej psychice. Nie chodzi tylko o to, kim on naprawdę był, ale o to, jaki obraz ojca nosimy w sobie. Bardzo często jest tak, że w środku żyje w nas pewien mit – obraz ojca jako kogoś dobrego, silnego, może nawet wyjątkowego. I ten obraz potrafi być dla dziecka bardzo ważny, bo daje poczucie, że świat jest w jakimś sensie bezpieczny, że ktoś nad nami czuwa, że ktoś stoi za nami.
Ale życie rzadko jest tak proste, jak ten mit. Bo w wielu relacjach obok miłości pojawia się też coś trudnego: surowość, brak czułości w jakimś momencie, zawstydzenie, niezrozumienie, czasem przemoc – nie zawsze wielka i oczywista, czasem drobna, ale powtarzająca się. I wtedy w psychice dziecka powstaje bardzo trudne napięcie. Bo z jednej strony jest miłość i potrzeba widzenia ojca jako dobrego, a z drugiej strony jest doświadczenie bólu.
Dla dziecka to napięcie jest zbyt duże, żeby je pomieścić naraz. Dlatego psychika robi coś bardzo sprytnego – zachowuje mit dobrego ojca, a ból odkłada gdzieś głęboko, w cień. I ten ból rzadko znika. On tam po prostu czeka. Czasem latami. Czasem całe życie.
Spotykam tak wiele osób dorastających z przekonaniem: miałem dobrego ojca, więc nie powinienem czuć tego, co czuję. Albo: skoro on był dobry, to może problem był we mnie. Bardzo trudno jest zobaczyć własne zranienie, bo ono jakby nie pasuje do historii, którą opowiadamy o swoim dzieciństwie.
A przecież prawda bywa bardziej złożona. Można mieć ojca, który był zdolny do miłości, i jednocześnie doświadczać przy nim bólu. Te dwie rzeczy nie wykluczają się. One mogą istnieć obok siebie. Dojście do takiego miejsca w sobie wymaga odwagi, bo oznacza odejście od czarno-białych obrazów.
W pewnym momencie życia zaczyna się pojawiać możliwość zobaczenia obu tych rzeczy naraz. I to nie jest droga oskarżania ojca albo detronizowania go, tylko droga uznania własnych doświadczeń w całości. Chodzi o miejsce w sobie, w ktorym mozna powiedzieć sobie: tak, dostałem miłość – i tak, coś mnie też zraniło. Mit przestaje być potrzebny jako tarcza ochronna, a zaczyna się bardziej ludzka, prawdziwa relacja z pamięcią o ojcu. Dojrzałość.
Co ciekawe, kiedy dochodzi się do tego miejsca, bardzo często pojawia się więcej spokoju Bo nie trzeba już bronić żadnej wersji historii. Nie trzeba ani idealizować, ani oskarżać. Można zobaczyć ojca jako człowieka – z jego siłą i z jego ograniczeniami. A jednocześnie można zobaczyć siebie jako dziecko, które miało prawo czuć to, co czuło.
I wtedy przestajemy żyć w cieniu tej relacji, ona przestaje nas definiować. Nie mamy potrzeby projektowania na partnerów tej części naszej historii - ani idealizowania ani demonizowania. To, co było kiedyś bardzo silne i bolesne, zaczyna być częścią większej historii – historii naszego życia, która odtąd należy do nas. I dopiero z tego miejsca można naprawdę iść dalej. Zmienia się uwewnętrzniona figura ojca - Wewnętrzny Ojciec- nasza opiekuńcza, zdrowa , męska Część .

Adres

Sanok, Kraków Stacjonarnie
Kraków
30-313

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Strefa Oddechu . Sylwia Serwońska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Strefa Oddechu . Sylwia Serwońska:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram