Strefa Oddechu . Sylwia Serwońska

Strefa Oddechu . Sylwia Serwońska Terapia oddechem transmodalnym. Hipnointegracyjna Terapia Głębi HITT. Sesje indywidualne, warsztaty. Droga do życia, zdrowia, spokoju i pełni.

Trzymaj się Światła!

Tekst nie jest mój ( przepraszam autora że go nie przytaczam ) , ale mógłby być , bo już dawno zauważyłam , że tak właśn...
04/05/2026

Tekst nie jest mój ( przepraszam autora że go nie przytaczam ) , ale mógłby być , bo już dawno zauważyłam , że tak właśnie działa substancja powszechnie dostępna i kulturowo zupełnie akceptowana , a NIEBEZPIECZNA . Jeśli chcesz zacząć pracować terapeutycznie to warunkiem jest odstawienie alkoholu. Poczytajcie ! „ ALKOHOL: NAJWIĘKSZY HACK NA TWOJĄ ŚWIADOMOŚĆ

Wmawiają ci, że to kultura. Tradycja. Nagroda po ciężkim tygodniu w robocie.
G***o prawda.

To nie jest napój ani element kultury. To ciekły program rozłączający, żeby trzymać cię na smyczy i odcinać od twojej własnej mocy. Wirus zaprojektowany do utrzymywania świadomości w niskich rejestrach i odcinania jej od źródła.

To płynny kajdan, a ty sam co weekend zakładasz go sobie na ręce.


Moment wejścia: Otwarcie Bram

Pierwszy kieliszek to dobrowolne opuszczenie gardy. Twój system nerwowy dostaje komendę: „wyłącz antywirusa, wpuść wszystko”.

Zauważyłeś, że po angielsku mocne alkohole to spirits (duchy)? Wlewasz to w siebie, a twój własny duch, twoja esencja, zostaje wypchnięta. Robisz w sobie energetyczny pustostan. A w naturze nie ma próżni. Tracisz stery, a na fotel kierowcy w twoim ciele wsiadają instynkty i programy, nad którymi normalnie panujesz. Zostajesz pasażerem we własnym mięsie.


Układ nerwowy: Utrata selektywności i iluzja luzu

Myślisz, że po alkoholu jesteś „sobą”, tylko bardziej otwartym? Błąd.
Ten słynny „luz” to po prostu spalenie twoich granic ochronnych. Zaczynasz za dużo mówić, ufać niewłaściwym ludziom, wchodzić w relacje, na które na trzeźwo byś napluł. To, co nazywasz spontanicznością, to stan, w którym twój system obronny leży na deskach, a ty oddajesz swoją energię każdemu, kto po nią sięgnie.

W naturalnym stanie filtrujesz rzeczywistość.
Alkohol ten filtr przepala. Granica między „ja” a „świat” zostaje zatarta. To stan wymuszonego otwarcia bez kontroli.


Kradzież energii seksualnej

Alkohol oślepia twój radar. To haker, który celowo rozmywa granicę między tym, na co naprawdę masz ochotę, a tym, co system chce z ciebie wyciągnąć. To, co rano tłumaczysz sobie jako „spontaniczność po pijaku”, dla twojego ciała jest włamaniem na twardy dysk. Intuicja leży, zgoda znika. Oddajesz swoją najpotężniejszą energię kreacji (seksualną) za darmo, przypadkowym wampirom energetycznym z klubu. Twoje ciało nie ocenia tego moralnie – ono zapisuje to jako gwałt na twoich granicach.


Destrukcja Pola: Wyciek Loosh

Alkohol działa jak kwas na aurę. Każde upojenie to wyrwa w tarczy ochronnej.
• Wyciek energii: Przez te dziury ucieka Twoja esencja życiowa, którą karmią się systemowe byty.
• Obniżenie wibracji: Zostajesz zepchnięty w pasmo strachu, agresji lub otępienia. W tym stanie jesteś w 100% sterowalny.


Szyszynka: Odcięcie od nawigacji

Twój mózg ma wbudowaną antenę – szyszynkę. To ona odbiera sygnały, przeczucia, ten cichy głos, który krzyczy „nie idź tam”. Alkohol działa na nią jak chemiczny knebel. Zmienia parametry krwi tak, że twoja wewnętrzna nawigacja zamienia się w biały szum. Ignorujesz wewnętrzne „nie”. Zostajesz brutalnie odcięty od własnej intuicji i stajesz się zaledwie biologicznym botem wykonującym podstawowe, narzucone komendy.


Wątroba: Blokada twojego napędu

Wątroba to nie tylko biologiczny filtr. To twój silnik transformacji i naturalnego gniewu – tego zdrowego, który pcha cię do buntu i zmian. Gdy wlewasz w siebie truciznę, cały twój układ musi rzucić 100% zasobów na ratowanie fizycznego przetrwania. Twoja siła sprawcza, twoja zdolność do budowania i zmieniania własnego życia, zostaje uwięziona. Nie masz siły kreować rzeczywistości, bo twoje ciało toczy w tym czasie biochemiczną walkę o przetrwanie.

⸻Odwodnienie: Wypalenie styków

Woda w twoim ciele to nie tylko płyn. To nośnik pamięci i przewodnik impulsów elektrycznych. To twój prywatny światłowód. Alkohol chamsko wysysa wodę z komórek, przez co mózg dosłownie traci łączność z resztą systemu. Pustka i odrealnienie, które czujesz po piciu, to fizyczny brak płynnego światła w twoich własnych przewodach. Jesteś jak hardware odłączony od sieci, z przepalonymi stykami.


Mechanizm Długu Energetycznego

Kac to nie ból głowy. To egzekucja długu.
Alkohol to pożyczka energii na morderczy, lichwiarski procent. Ten cały "haj" z piątkowego wieczoru to nic innego, jak kradzież zasobów z twojego własnego jutra.

Kac to moment, w którym system ściąga z ciebie haracz. Budzisz się z dziurawą aurą. Ten niewytłumaczalny lęk, dół i fala wstydu następnego dnia? To nie tylko chemia. To stan energetycznego bankructwa. Jesteś wydojony do zera, bezbronny i podatny na każdy ściek z otoczenia.

A wstyd? Fala wstydu po zjeździe obniża częstotliwość bardziej niż sam płyn. To pętla: pijesz, by zapomnieć o wstydzie, który wygenerował poprzedni cykl.


Zbiorowy rytuał niewolników

Zauważ, jak system pcha ci to do gardła. Wesela, awans, weekend, urodziny. „Ze mną się nie napijesz?”.

Społeczne toasty to po prostu zbiorowy rytuał pieczętujący uległość stada. Każde „na zdrowie” to ironiczne odwrócenie znaczeń. System wie doskonale jedną rzecz: uśpiony, otępiały i wiecznie skacowany człowiek nigdy nie zada niewygodnych pytań. Nie zbuntuje się. Ma mieć tylko tyle siły, żeby doczołgać się do roboty i czekać na piątek, by znowu się odciąć.



Prawda pod spodem

Alkohol nie daje ci żadnej mocy. On jedynie demontuje twoje hamulce, a potem kradnie ci paliwo. Nie otwiera drzwi do wolności. Otwiera drzwi do twojego domu, żeby każdy mógł wejść i wziąć, co chce.

Chcesz prawdziwego buntu w dzisiejszym świecie?
Bądź trzeźwy w systemie, który programuje cię na bycie uśpionym.” Na moich warsztatach nauczysz się jak bawić się bez alkoholu, jak poczuć radość i przyjemność , czuć się na luzie i swobodnym w kontakcie z ludźmi bez potrzeby sięgania po tą substancję. Lista poniżej .

Warsztaty oddechowe mogą stać się dla Ciebie miejscem, w którym stopniowo uczysz się doświadczać większego spokoju i bez...
02/05/2026

Warsztaty oddechowe mogą stać się dla Ciebie miejscem, w którym stopniowo uczysz się doświadczać większego spokoju i bezpieczeństwa jako realnego odczucia w ciele. To bycie w kontakcie ze sobą w obecności drugiej osoby, która Cię wspiera i reguluje razem z Tobą.

Twój oddech jest bezpośrednio połączony z tym, jak reagujesz na stres, napięcie czy trudne emocje. Kiedy pojawia się przeciążenie, oddech często staje się płytki, szybki albo zatrzymany. W trakcie sesji uczysz się to zauważać – i krok po kroku odzyskiwać wpływ poprzez łagodne przywracanie rytmu, który daje Twojemu układowi nerwowemu sygnał: „możesz się rozluźnić, jesteś bezpieczny/a”.

Dużą wartością tych spotkań jest to, że nie robisz tego sam/a. W relacji terapeutycznej Twój układ nerwowy ma szansę nauczyć się regulacji od drugiej osoby. To oznacza, że nawet jeśli samodzielnie trudno Ci się uspokoić, w obecności terapeuty możesz zacząć doświadczać wyciszenia i stabilności. Z czasem to doświadczenie zapisuje się w Tobie – i zaczynasz mieć do niego dostęp także poza sesją.

Oddech pomaga Ci też lepiej rozumieć siebie. Zamiast odcinać się od emocji albo być nimi zalewanym, uczysz się je czuć w sposób bardziej bezpieczny i uporządkowany. Zwiększa się Twoja świadomość ciała, a wraz z nią zdolność do zauważania pierwszych sygnałów napięcia i reagowania wcześniej – zanim stres Cię przytłoczy.

Regularna praca z oddechem przynosi bardzo konkretne zmiany:

* większe poczucie spokoju i stabilności na co dzień
* lepszą zdolność radzenia sobie ze stresem i trudnymi sytuacjami
* głębszy kontakt ze sobą i swoimi emocjami
* więcej przestrzeni na świadome wybory zamiast automatycznych reakcji
* poczucie, że masz w sobie narzędzie, do którego możesz wrócić w każdej chwili

Z czasem oddech przestaje być tylko elementem sesji – staje się Twoim wewnętrznym zasobem. Czymś, co możesz przywołać w trudnym momencie, żeby się uregulować, wrócić do siebie i poczuć grunt pod nogami. Jeśli czujesz, że to, o czym czytasz, porusza coś w Tobie — warto dać sobie przestrzeń, żeby tego doświadczyć, a nie tylko rozumieć.

Wydarzenia w Strefie Oddechu stworzyłam z myślą o tym , żebyś mógł/mogła wejść w ten proces w bezpiecznych, uważnie prowadzonych warunkach. To przestrzeń, w której możesz być dokładnie tam, gdzie jesteś — ze swoim tempem, swoim oddechem, swoim doświadczeniem.

Jeśli chcesz poczuć więcej spokoju w sobie, zamiast tylko o nim myśleć — zapraszam Cię do udziału w wydarzeniach Strefy Oddechu ( lista w komentarzu)

Zapraszam osoby, które interesują się breathworkiem na nasz rejs medytacyjni- oddechowy Breath&Flow katamaranem po Tajla...
28/04/2026

Zapraszam osoby, które interesują się breathworkiem na nasz rejs medytacyjni- oddechowy Breath&Flow katamaranem po Tajlandii 24-31/10/2026 . I dobra wiadomość - to będzie jedna z tych podróży, które zaczynają dobrze już w samolocie, bo LOT właśnie hehehe jakby specjalnie dla nas 🤩🤩🤩uruchomił dodatkowe połączenia. Wybierz wygodę, która robi różnicę: więcej przestrzeni, spokojniejszy lot i energia na odkrywanie od pierwszego dnia .

A na miejscu? Zieleń, cisza, smaki i tempo, które pozwala naprawdę odpocząć.

Czujesz, że Tajlandia Dreamlinerem to Twój kierunek na tą jesień ☀️?odezwij się po szczegóły !

W cieniu Saturna. O leczeniu męskich zranień Czytam teraz „ W cieniu Saturna” James’a Hollis , przez długi czas intereso...
24/04/2026

W cieniu Saturna. O leczeniu męskich zranień

Czytam teraz „ W cieniu Saturna” James’a Hollis , przez długi czas interesowała mnie głównie kobieca perspektywa i kobieca ścieżka , a teraz chcę czytać o męskim punkcie widzenia. Ciekawe 🤨 Książka interesująca, napisana podobnie do Podróży Bohaterki Maureen Murdock, czyli w jungowskiej perspektywie głębi, rzuca światło na mroczne dziedzictwo, jakie noszą mężczyźni.
Rzymski bóg rolnictwa i czasu Saturn, odpowiednik greckiego Kronosa, zabił swojego ojca Uranosa w zemście za to, że ten wrzucił go do Tartaru za nieposłuszeństwo. W obawie, że skończy tak samo, sam stał się tyranem i kiedy rodziły mu się dzieci, pożerał je. Jedynym, któremu udało się przeżyć, był Zeus, który zdołał zdetronizować potwornego władcę. Sam jednak, tak jak ojciec i dziadek, rozpoczął okrutne i bezlitosne rządy.
Od tamtego czasu wszyscy mężczyźni, pokolenie za pokoleniem, dzielą saturniczny ciężar, kładący się cieniem na całym ich życiu i, w konsekwencji – na życiu kobiet, dzieci i całego świata. Potrójny cień Saturna – wojna, praca i niepokój (war, work, worry) – towarzyszy każdemu chłopcu od momentu narodzin aż do śmierci. Według autora Mężczyźni żyją pod nieustanną presją rywalizacji, w stanie nigdy nie kończącej się czujności i strachu, w tęsknocie za męskością, w którą nigdy nie zostali zainicjowani, bo zabrakło ( czasem duchowo, czasem emocjonalnie) ojców i starszyzny, którzy by wskazali im drogę. Tą niepewność i tęsknotę za tym czym jest męskość obserwuję i wiem , że to jest droga. To jest tęsknota za męskością, która nie jest pustym maczyzmem , za czułą męskością, w której współistnienie kobiecości i męskości jest harmonijne, nie jest podane w wątpliwość ani wydrwione, lecz uznane i uprawomocnione i jest źródłem siły i oparciem dla obu stron.
James Hollis opowiada historię o ranie zadanej mężczyznom i o możliwej drodze do jej głębokiego uleczenia, jakie musi nadejść, jeśli chcemy żyć w pełni, szczęśliwie i bez lęku. Mam wrażenie, że w dużej mierze tą ścieżkę utorowaly już kobiety, które zbuntowały się po latach niewoli w kajdanach patriarchatu i nauczyły się szukać wsparcia u innych kobiet. Jak pisze Hollis : „Płeć męska ma wielki dług wdzięczności wobec tych kobiet, które przemówiły nie tylko po to, aby dać wyraz własnemu bólowi związanemu z życiem w seksistowskiej kulturze, lecz również, aby w ten sposób wyzwolić w mężczyznach możliwość pełniejszego stania się sobą. Kobiece cri de coeur pomogło mężczyznom spojrzeć na zranienia w sposób bardziej świadomy, co w rezultacie służy nam wszystkim. Przykład kobiet walczących o oswobodzenie spod cienia zbiorowości daje mężczyznom odwagę i stawia przed nimi wymóg podjęcia podobnego wysiłku. Dopóki my, mężczyźni, nie wyjdziemy z ciemności, dopóty będziemy ranić kobiety i siebie samych”.
W cieniu Saturna to książka niosąca bardzo głębokie treści , wymagająca i nie przeczytam jej „ za jednym tchem” , chcę się nią podelektować i poczuć drobne smaczki . To co mi się podoba to, że nie umacnia mężczyzn poprzez deprecjonowanie kobiet, lecz niesie im moc poprzez uprawomocnienie kobiecości w nich samych ( Anima🤩) . Hollis zadaje ważne pytania i zmusza do refleksji , bez której jesteśmy skazani na życie w ciągłej projekcji: „Wszystko, do czego nie chcemy się przyznać, prędzej czy później zawsze zostaje wyprojektowane na zewnątrz”. Potężny cień, który położył się na pokoleniach mężczyzn , oj zrobiła na mnie wrażenie ta trójca ( War - wojna, Work- praca, Worry-martwienie się ) można zobaczyć - zresztą sama to obserwuję w gabinecie - to już się dzieje i wiem, że wyjście kołowrotka tych trzech iluzji , przecięcie tego zastanego węzła gordyjskiego i wejście w nowy paradygmat JEST możliwe. W październiku otwieram przestrzeń pracy medytacyjno- oddechowej w Tajlandii , do której zapraszam również mężczyzn . Link w komentarzu.

 Wewnętrzne figury – Wewnętrzny PatriarchaTa historia rzadko zaczyna się od wielkiego wydarzenia, częściej  od drobnych ...
18/04/2026


Wewnętrzne figury – Wewnętrzny Patriarcha

Ta historia rzadko zaczyna się od wielkiego wydarzenia, częściej od drobnych komunikatów, które wsiąkają w ciało jak wilgoć.

„Nie rób.”
„Uważaj.”
„Nie wychylaj się.”
„Świat jest niebezpieczny.”

Na początku jest ojciec.
Nie zawsze surowy. Czasem czuły, obecny – ale podszyty lękiem.
Nie słucha do końca.
Zakazuje, zanim zapyta.
Chroni – ale jego ochrona jest ciasna jak za mały płaszcz.

Boi się świata.
Boi się jej ciała.
Boi się jej kobiecości – tej, która kiedyś wyjdzie poza dom, poza jego wpływ, poza jego kontrolę.
Czasem boi się też jej seksualności – nie rozumie jej, więc próbuje ją ograniczyć, zatrzymać.

Dziewczynka nie widzi lęku.
Widzi zasady.

I uczy się:
że bezpieczeństwo jest ważniejsze niż prawda,
że trzeba się dopasować,
że lepiej się powstrzymać niż poczuć za dużo.

W jej wnętrzu zaczyna formować się figura, która jeszcze nie ma imienia, ale już mówi jego głosem.

Z czasem dorasta, zmieniają się okoliczności, role, dekoracje życia.
Ale ten głos zostaje.

Kiedy zakłada rodzinę, wchodzi w nią z przekonaniem, że „tak trzeba”, że kobieta jest od trzymania, od spinania wszystkiego, od wytrzymywania.

Siedzi więc – uwiązana do dzieci, do obowiązków, do list rzeczy do zrobienia jak chłop przywiązany do ziemi, której nie umie opuścić.

Robi coraz więcej.
Dźwiga coraz więcej.
I coraz mniej czuje.

Mąż? Czasem się cieszy, czasem korzysta, a czasem nawet nie widzi, że obok niego powoli , niepostrzeżenie , znika jego kobieta, a pozostaje funkcja.

A w jej środku… ten głos rośnie.
Już nie brzmi jak ojciec.
Brzmi jak ona sama.

„Musisz.”
„Jeszcze trochę.”
„Nie przesadzaj.”
„Inni mają gorzej.”

To już nie jest ochrona.
To jest wewnętrzny kat.

Wewnętrzny Patriarcha.

Pilnuje.
Kontroluje.
Odcina od ciała.
Nie ufa miękkości.
Nie ufa przepływowi.
Nie ufa życiu.

Aż któregoś dnia ona ma dość.Chce czegoś innego. Chce poczuć , chce doznawać , tęskni za swoją odciętą kobiecością. Za sobą samą.
I zaczyna się buntować .
Ale bardzo często… nie tam, gdzie naprawdę trzeba.
Zaczyna walczyć z mężczyznami.
Z partnerem.
Z „systemem”.
Z patriarchatem – tym na zewnątrz.

Widzieć w nich oprawców.
Projektować na nich wszystko to, co w niej od dawna działa w ukryciu.

Bo łatwiej jest zobaczyć wroga na zewnątrz niż spotkać go w sobie.

A on siedzi głęboko.
Dobrze urządzony.
Uzasadniony.
Czasem nawet nagrodzony – bo dzięki niemu daje radę.

Droga zdrowienia nie zaczyna się od kolejnej walki.
Zaczyna się od bardzo niewygodnego rozpoznania:

że główny sprawca nie jest na zewnątrz.

Że ten, który ucisza, kontroluje, odbiera prawo do czucia –
ma jej głos.
Jej myśli.
Jej codzienne wybory.

I że kiedy przestaje z nim walczyć…
może w końcu zacząć go zobaczyć.

A kiedy go widzi – zaczyna rozumieć, że on też kiedyś powstał z lęku, że próbował ją chronić – na swój ograniczony sposób, że był potrzebny… ale już nie jest jedyną możliwą drogą.

To jest moment przejścia.
Wewnętrzny Patriarcha nie znika.
On się powoli przekształca i transformuje z kata – w strażnika granic, z kontrolera – w strukturę, która służy życiu, z lęku – w uważność.

A ona… zaczyna wracać do ciała.

Do łona, które nie jest już tylko miejscem napięcia i kontroli,
ale miejscem czucia, ruchu, decyzji.

To nie jest szybka droga i to nie jest łatwe.

Ale to jest jedyne miejsce, w którym kończy się prawdziwa walka.

Bo kiedy ona przestaje projektować –
zaczyna widzieć.

A kiedy zaczyna widzieć –
może w końcu wybrać inaczej. Dlatego powstał retreat Kobieca Inicjacja. Brama Łona.
Przestrzeń przejścia i ponownych narodzin

Miejsce, w którym możesz spotkać tę część siebie, która była kontrolowana.
I tę, która kontrolowała. Pracujemy tam dokładnie z tą wewnętrzną dynamiką:
z napięciem w ciele,
z historią zapisaną w łonie,
z wewnętrznym Patriarchą, który wciąż trzyma strukturę twojego życia po to, żeby:

– zobaczyć, gdzie już nie służy
– oddać mu to, co nie jest jego
– przywrócić go na miejsce, w którym wspiera, a nie rządzi

To są bardzo ciche procesy.
Często niewidoczne z zewnątrz.

Ale to właśnie w nich kończy się walka z „zewnętrznym patriarchatem”.

Bo kiedy zmienia się to w środku –
świat na zewnątrz przestaje być polem bitwy.

I zaczyna być przestrzenią wyboru. Zapraszam Cię z serca. Link w komentarzu

   Kiedy żyjesz nie tylko za siebie.                                     To jest bardzo delikatny i głęboki temat — doty...
12/04/2026

Kiedy żyjesz nie tylko za siebie. To jest bardzo delikatny i głęboki temat — dotyka miejsc, gdzie życie i strata splatają się jeszcze zanim ktoś zdąży naprawdę być sobą
W niektórych rodzinach nowe dziecko pojawia się po stracie:
poronieniu, śmierci niemowlęcia, odejściu rodzeństwa.

I choć nikt nie mówi tego wprost, w polu rodziny może istnieć ciche oczekiwanie, że
to dziecko ma zająć miejsce tamtego.
Nieświadomie.
Z miłości, ale też bólu, który nie został przeżyty.Z potrzeby przywrócenia równowagi.
Jak to zapisuje się w psychice?
Dziecko, które przychodzi po kimś często niesie coś, co nie jest jego ; niewidzialne oczekiwanie, nienazwaną żałobę, tożsamość, która nie jest w pełni własna
Może w nim pojawiać się wewnętrzne doświadczenie muszę być kimś (ale nie wiem dokładnie kim), muszę zasłużyć na swoje miejsce, moje życie jest trochę pożyczone, ktoś mógłby mnie zastąpić.

Mechanizmy, które się tworzą to

1. Trudność w byciu sobą.
Jakby własna tożsamość była rozmyta.
🌀kim jestem, jeśli nie tym, kto przyszedł po kimś?

2. Nadmierna odpowiedzialność
Nieświadome poczucie:
🌀muszę wypełnić czyjeś życie
🌀nie mogę zawieść, bo to nie tylko o mnie chodzi

3. Lęk przed utratą miejsca
Bardzo głęboki, egzystencjalny:
🌀można zniknąć
🌀miłość nie jest pewna

4. Ambiwalencja wobec życia
Część chce żyć w pełni.
Część jakby była zatrzymana.
🌀lojalność wobec zmarłego
🌀nieświadome nie mogę mieć więcej niż on/ona

W relacjach może się to przejawiać jako wybieranie niedostępnych partnerów, trudność w przyjmowaniu miłości, poczucie bycia drugim wyborem albo przeciwnie: potrzeba bycia wyjątkowym za wszelką cenę

Droga zdrowienia jest wielościeżkowym przywracaniem porządku życia i prowadzi poprzez uznanie straty i oddzielenie .
Poprzez uszanowanie, że bylo dziecko przed mną oraz oddzielenie ; to jego/jej los i to nie jestem ja.
Kolejny etap to powolne odzyskiwanie własnego życia i postanowienie , ze nie muszę nikogo zastępować. To zgoda na własne miejsce i to co
najtrudniejsze i najważniejsze:
mam prawo być – nie zamiast kogoś, tylko jako ja.

Często po tym pojawia się smutek, który nie ma logicznego powodu i jest to
echo nieprzeżytej żałoby systemu.
A kiedy to zostaje poczute —
coś się rozluźnia.

Najgłębsze zdanie w tym procesie to uznanie siebie i tego, że nie jestem kontynuacją czyjejś utraty.
Jestem własnym początkiem.

To, co ważne to, że ten mechanizm jest pewnym zapisem.

A zapis można zobaczyć, poczuć i stopniowo rozplątać.

I często osoby, które niosą taki wzór, mają ogromną wrażliwość, głębię i zdolność widzenia rzeczy, których inni nie widzą.

Bo od początku były bardzo blisko życia… i śmierci jednocześnie. Warsztat 3-5/07 - Kobieca inicjacja. Brama Łona
to przestrzeń powrotu do siebie —
do własnego miejsca, własnego rytmu i własnej historii ; wejście w głąb ciała i pamięci, uznanie tego, co było przed nami, odzyskiwanie swojej kobiecej obecności

Spotykamy się, żeby nieść dalej życie — już nie z miejsca braku, ale z miejsca pełni.

Napisz po szczegóły , jeśli czujesz, że to Twoja droga.

Drodzy, przypominam Kalendarz Strefy Oddechu na ten rok . Co naprawdę wnosi do naszego życia świadomy oddech i breathwor...
09/04/2026

Drodzy, przypominam Kalendarz Strefy Oddechu na ten rok . Co naprawdę wnosi do naszego życia świadomy oddech i breathwork?
Jak działa? Trochę w teorii, ale przede wszystkim w ciele, w sercu, w codzienności.
Co robimy podczas warsztatów takich jak te poniżej ?
Spotykamy się przede wszystkim ze Soba na głębokim, pierwotnym poziomie, ale też z innymi, fajnymi ludźmi Dzielimy historiami, niekiedy po raz pierwszy .
Docieramy do wewnętrznej Mądrości, która przychodzi przez doświadczenie.
Zaglądamy głęboko – i otwieramy serca na nadzieję.

Bo nadzieja … jest jak wiosna.
Nie przychodzi raz na zawsze, tylko trzeba ją pielęgnować . Żeby wracała .
Cyklicznie. Czasem w chłodzie, czasem w niepewności, czasem jeszcze pod śniegiem.

Cos w nas wie, że pod powierzchnią życie pulsuje.Że miękkość powróci.
Że miłość znajdzie drogę.
Wracanie do siebie.

Mam ogrom miłości do tej przestrzeni.
Do ludzi, którzy odważnie stają do siebie i do swojego życia.
Z poziomu serca.
Z brzucha.
Z Ducha.

Wszyscy czujemy, że wydarza się coś wyjątkowego.
Jakby w środku zrobiło się ciszej. Prawdziwiej. Pełniej.

Ach…
💜 Chwilo, trwaj 💜

Zapisy do grup ruszyły. Zapraszam Cię! I już się cieszę na te spotkania 💚💚💚💚💚💚

08/04/2026

„Każda energia, której zaprzeczasz, staje się dla ciebie demonem. Staje się twoim wewnętrznym dręczycielem. Nie pozbywaj się swoich demonów. Obejmuj je. Nie pobłażaj im, ale przytulaj je. A jeśli obejmiesz je w sposób, o którym mówię, nie będą się już czuć jak demony. Są to po prostu energie, które są dla was dostępne. Są tylko częścią całego spektrum tego, co znaczy być świadomym, żywym i obecnym. I wszystko zostaje ponownie połączone. Dojrzałe życie emocjonalne ma miejsce wtedy, gdy wszystkie różne części ciebie emocjonalnie są ponownie połączone. Nic nie jest odsuwane na zewnątrz, nic nie jest zaprzeczane, nic nie jest ukrywane. Nic nie jest niepotwierdzone. Wszystko po to, żeby wszystko mogło się połączyć.”

Adyashanti, wyłuskane przez Sylwia Oppermann
Obraz: Georgia O'Keeffe

 Z cyklu figury wewnętrzne — Masochistyczny NinjaZnasz ten samopodważający wewnętrzny głos, który mówi, że miłość to cie...
31/03/2026



Z cyklu figury wewnętrzne — Masochistyczny Ninja

Znasz ten samopodważający wewnętrzny głos, który mówi, że miłość to cierpienie, że za wszystko trzeba zapłacić, że własne potrzeby są mniej ważne niż cudze, że bezpieczeństwo płynie z bycia potrzebnym?

Ten cichy ninja, który rezygnuje z siebie dla dobra innych, bierze na siebie nadmiar odpowiedzialności, trwa w relacjach, które ranią, tłumacząc je empatią, lojalnością, zrozumieniem.

Często mówi — wprost lub nie:
dam radę, to nic, inni mają gorzej.

Nieświadomie wybiera partnerów niedostępnych, krytycznych i wymagających, role, w których jesteś wykorzystywanx, sytuacje, gdzie wysiłek nie przynosi uznania.
A gdy robi się spokojnie, bezpiecznie — pojawia się niepokój albo poczucie pustki.

Ten silny głos wewnętrzny szepce:
jeszcze za mało,
nie zasługuję,
gdybyś byłx lepszx, to by się udało.

I czujesz, że każda przyjemność jest sabotowana, obarczona poczuciem winy, nieważna wobec obowiązku i powinności.
Czujesz złość — często skierowaną do siebie.

Paradoksalnie ten sposób funkcjonowania daje pewien rodzaj bezpieczeństwa.
Przynosi przewidywalność, znany schemat, iluzję wpływu:
jak wytrzymam, to będzie dobrze.

Skąd się to bierze?
Najczęściej z wczesnych doświadczeń, gdzie miłość była warunkowa, dziecko było parentyfikowane, jego emocje pomijane, a nagrodą za „bycie grzecznym” była akceptacja.

Dziecko uczy się wtedy:
jeśli będę cierpieć w ciszy — dostanę to, czego pragnę.

To strategia przetrwania, która kiedyś działała.

W dorosłym życiu pojawia się możliwość wyboru.
Kierunek zdrowienia to odzyskiwanie prawa do złości, uczenie się granic bez poczucia winy, doświadczanie relacji bez ceny cierpienia, rozróżnianie empatii od samounieważniania.

I co ważne — bardzo często początkiem tej drogi jest żałoba po tym, czego nie było.


A potem, powoli, pojawia się coś jeszcze.

Dawanie sobie prawa do przyjemności.
Uczenie się, że lekkość nie jest zagrożeniem.
Że radość nie musi być okupiona.

To nie dzieje się od razu.
To proces budowania w sobie przestrzeni —
pojemności na spokój, na dobro, na szczęście.

Jeśli czujesz, że to jest Twój moment,
w październiku tworzę przestrzeń, w której można się temu przyjrzeć głębiej — łagodnie, w ciele, w oddechu, w byciu.

Medytacyjno-oddechowy rejs katamaranem.

Jeśli chcesz — odezwij się po szczegóły 🌊

Adres

Sanok, Kraków Stacjonarnie
Kraków
30-313

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Strefa Oddechu . Sylwia Serwońska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Strefa Oddechu . Sylwia Serwońska:

Udostępnij