08/12/2025
Słyszysz „doula” i myślisz sobie: „o, pewnie swoje dzieci urodziła w lesie!” 🤭🌳
A tymczasem… to wcale nie tak.
Znam wiele polskich doul. Wszystkie są kobietami „stąd” – zanurzonymi w naszej codziennej rzeczywistości. Mają swoje historie, doświadczenia, lęki, początki. Takie jak my wszystkie.
Moja historia zaczyna się bardzo zwyczajnie. Byłam kobietą, która bała się porodu. W mojej głowie były obrazy jak z filmów: krew, krzyk, potworny ból. Tak naprawdę – nie chciałam rodzić wcale.
Do końca ósmego miesiąca wypierałam z myśli fakt, że poród w ogóle mnie czeka. A gdy w końcu zaczęłam się przygotowywać – był to zaledwie miesiąc przed terminem.
Więc niosłam w sobie przekonanie, że poród to dramat.
I wtedy wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam.
Urodziłam zwyczajnie. Naturalnie. W kilka godzin. Dość duże dziecko – prawie cztery kilogramy. To nie było łatwe, ale… nie było też traumatyczne. Nie było masakry, której się spodziewałam. Było zaskakująco spokojnie. Łagodnie. I szybko – przynajmniej w porównaniu z tym, co miałam w głowie.
Pamiętam to dziwne uczucie po porodzie. Radość – oczywiście. Ulgę. Wdzięczność.
I… złość.
Bo nagle dotarło do mnie, ile stresu, strachu i napięcia nosiłam w sobie zupełnie niepotrzebnie. Czułam się trochę oszukana. Jakby ktoś latami straszył mnie czymś, co nie musiało wyglądać w ten sposób.
Miałam ochotę wyjść na ulicę i krzyczeć:
„Ludzie, przestańcie straszyć kobiety! To nie musi być koszmar!”
Oczywiście – porody są różne. Historie są różne. Doświadczenia bywają trudne. Ale poród nie musi być traumą.
Od tamtego momentu zaczęłam czytać, uczyć się, szkolić. Coraz głębiej rozumiałam, jak ogromne znaczenie ma przygotowanie, wsparcie, poczucie bezpieczeństwa i obecność drugiego, życzliwego człowieka. Dziś wiem: dobre porody dzieją się każdego dnia. I Twój także może być dobry.
Jeśli chcesz – mogę iść tą drogą razem z Tobą.
Mogę pomóc Ci się przygotować, być obok w czasie porodu, wesprzeć w połogu.
Cicho, uważnie, z empatią. Tak, jak potrzebujesz. 🤍