06/11/2025
Nikt Ci nie powiedział, że będziesz musiała zabić siebie, żeby przeżyć…
Że nadejdzie dzień, kiedy wszystko z czym się identyfikowałaś do tej pory trzeba będzie wrzucić w ogień. Puścić z dymem wszystkie maski, role, wersje siebie dopasowane do oczekiwań.
Wyzwolenie z iluzji, której tak kurczowo się trzymałaś to przejście przez piekło. Nagle to, co wydawało się stabilnym gruntem osuwa się spod stóp. I nagle spadasz w otchłań prawdy. Sama. I nikt Cie nie złapie. Nie nadejdzie ratunek. Nikt nie ma wstępu do pewnych miejsc, które są tylko Twoje.
Do tych miejsc w środku, gdzie trzymasz wszystko, co za ciężkie, żeby o tym mówić. Tam mieszka wielki ból i wstyd. Tam porzuciłaś części siebie, o których nikt nie pamięta. Z Tobą na czele.
Zmartwychwstanie zaczyna się od pochówku. Od ukłonienia się każdej wersji siebie, która robiła, co mogła - z narzędziami, jakie miała. Która błądziła, bo nikt jej nie dał mapy. Która krzywdziła, bo sama krwawiła.
A potem wydarza się dziwna rzecz. Zaczynasz powstawać.
Nie cała od razu. Nie pięknie.
Najpierw powstają ręce. Brudne, ale swoje.
Potem głos, który chrypie od lat milczenia. Ale prawdziwy.
Potem kręgosłup. Nie jest taki prosty jak kiedyś, ale mocniejszy, bo teraz wiesz już, co potrafi udźwignąć.
I drżące nogi, które z tęsknotą szukają gruntu. Przerażone, ale Twoje. Tyle razy już wstawały z kolan i niosły Cię dalej.
I stajesz się kobietą bez aureoli, ale ze świętością w żyłach.
Bo świętość to już nie niewinność. To mądrość płynąca z doświadczeń. To blizny, które nie są już wstydliwą tajemnicą. To świadomość, że możesz się rozpaść i znów poskładać. I znów. I znów.
Dźwięczą mi tu wczorajsze słowa : Nawet jak się wypierdolisz to wstaniesz, bo znasz swoje nogi. Wiesz, co ustały. 👏🏻
I wiesz… możesz być procesem.
Może właśnie w tym jest cała tajemnica. Może życie nie przychodzi wraz z certyfikatem potwierdzającym uzdrowienie.
Życie jest uzdrowieniem.
Każdy oddech. Każdy ranek, kiedy otwierasz oczy mimo trudnego wczoraj. Każde “nie” powiedziane temu, co podcina Ci skrzydła.
To są Twoje ciche cuda.
Twoje codzienne zmartwychwstania.
Dla tych, które wciąż powstają. I powstają. I powstają…
🤍