Kolposkopia - szansa na życie

Kolposkopia - szansa na życie dr Jacek Grzegorz Madej, specjalista chorób kobiecych i polskiej szkoły kolposkopii prof. Jana Madeja

23/12/2025

Miał 71 lat. Twarz wypaloną słońcem, dłonie zniszczone przez morską sól. Nazywał się João Pereira de Souza- emerytowany rybak z niewielkiej nadmorskiej wioski niedaleko Rio de Janeiro.

Pewnego poranka w 2011 roku, spacerując wzdłuż brzegu po nocnej burzy, zauważył coś czarnego pośród fal. Wyglądało to jak fragment wraku albo plastikowy worek niesiony przez prąd.

Gdy podszedł bliżej, zrozumiał, że to nie były śmieci.
To był pingwin - całkowicie pokryty ropą, nieruchomy, niemal martwy.

João podniósł go ostrożnie, jak ranne dziecko.
Zabrał pingwina do domu i przez wiele godzin mył go ciepłą wodą z mydłem, aż pióra odzyskały swój naturalny kolor. Karmił go świeżą rybą, trzymał w cieple i przez kilka dni spał obok, uważnie sprawdzając, czy oddycha. Nadał mu imię Dindim.

Z upływem tygodni mały pingwin zaczął znowu się poruszać, jeść i pływać w dużej beczce, którą João napełnił wodą specjalnie dla niego.
A gdy w końcu odzyskał siły, João zrobił to, co uważał za słuszne: zaniósł go na plażę i wypuścił.

- Idź, mój przyjacielu. Czas wracać do domu.

Jednak Dindim nie odpłynął od razu.
Popłynął kilka metrów, po czym zawrócił, opłynął João, dotknął go dziobem, jakby na pożegnanie i dopiero wtedy zniknął wśród fal.

João sądził, że na tym wszystko się skończyło, że była to piękna historia ocalenia i pożegnania.
Kilka miesięcy później, naprawiając sieci rybackie, usłyszał jednak znajomy dźwięk - przenikliwy krzyk dobiegający z morza.
Podniósł wzrok… i zobaczył Dindima.

Rozpoznał go natychmiast: ten sam chwiejny chód, to samo ciekawskie spojrzenie.
Od tamtej pory, z powodów, których nawet biolodzy nie potrafią do końca wyjaśnić, Dindim co roku pokonuje niemal osiem tysięcy kilometrów, by wrócić do João.

Spędza z nim osiem miesięcy, potem znów wyrusza na sezon lęgowy, a w kolejnym roku wraca punktualnie, wierny jak przyjaciel, który dotrzymuje obietnicy.

Jeden z biologów, który badał tę niezwykłą historię, opowiadał, że Dindim uważa João za część swojej rodziny. Rozpoznaje jego głos, pozwala się dotykać tylko jemu i przy nim nie okazuje strachu.
To rzadkie więzi, które uważa się za głęboko ludzkie.

Sam João, który całe życie spędził pośród morza i jego stworzeń, przyznaje, że nigdy nie widział niczego podobnego.
„Jest dla mnie jak syn” - powiedział kiedyś. - „I za każdym razem, gdy widzę, jak wraca, wiem, że dobroć nigdy nie ginie bez śladu”.

Historia João i Dindima stała się znana na całym świecie. Lecz poza swoją czułością niesie ze sobą prawdę znacznie głębszą: że współczucie jest językiem uniwersalnym, zdolnym łączyć różne gatunki i pokonywać odległości, które wydają się niemożliwe.

Bo czasem wystarczy jeden gest - ręka, która ratuje i serce, które otacza opieką, by zmienić nie tylko jedno życie, lecz całą trajektorię losu.

I tak każdego roku, gdy fale znów uderzają o brzeg, a João słyszy ten odległy krzyk, uśmiecha się, wiedząc, że najbardziej nieprawdopodobna przyjaźń świata za chwilę dokona kolejnego cudu.

🐧❤️🐧

04/12/2025
22/11/2025
12/09/2025

Gołąb umiera w ciszy.
To jego błąd .
Bo może gdyby wył z bólu, trząsł się że strachu,ociekając krwią skakał ludziom w ramiona i błagalnym wzrokiem prosił o ratunek to może by inaczej to wyglądało.
Tym czasem on siada gdzieś z boku pod murkiem, zamyka oczy i bujając się odmierza te kilka ostatnich godzin swojego życia.
Ludzie mijają go a on nie reaguje. Myślą że odpoczywa, że może śpi,że po prostu się nie boi. A on umiera i już mu wsyztsko jedno....
Dla niektórych jest słodką napuszoną kuleczką. Tym czasem on stroszy pióra na znak cierpienia, bo jego szybki metabolizm powoduje że z minuty na minutę ma coraz mniej energii a choroba żre go w zawrotnym tempie. Wszelkie zarazki hulają w jego organizmie tak że w ciągu godziny lub 2 może być po nim. Jest mu zimno i nie ma już siły tego zmienić.
Gołąb bardzo szybko wychładza się. W 30 stopniowym upale nóżki umierających pipisów bywają lodowate jak kamień. Przestają jeść , pić. I wtedy już raczej jest przesądzone co dalej.
Mówię o nich , że się bunkrują. Zamykają oczy i zamykają się w świecie hibernacji w kierunku śmierci.
Czasem umierają długo, bo nie zaznają spokoju i ciągle coś je wybudza, konieczność ucieczki dostarcza im adrenaliny jeszcze na chwilę życia. Czasem umierają wtedy kiedy są już zabezpieczone,bo wtedy wreszcie mogą. Im ciszej, im ciemniej, im spokojniej tym lepiej. Może to jakiś sposób przysługi dla nich ,.pozwolić im umrzeć w spokoju na miękkim papierowym ręczniku a potem zutylizować tak żeby ich zwłoki nie musiały się poniewierać szarpane co rusz przez inne głodne ptaki,które pewnie po tym posiłku też umrą zarażone.
A czasem nie umierają. Czasem te które ktoś zapakuje w karton wracają ze ścieżki śmierci zaskakująco dobrze.
Ale żeby to się stało muszą pierw napotkać człowieka który nachyli się nad nimi i w ten karton zapakuje. Opcji na pomoc jest naprawę wiele - od zgłoszenia do Straży Miejskiej, odniesienia na komisariat,telefonu do schroniska,fundacji czy szukania pomocy u wolontariuszy i osób prywatnie pomagających. Ale żeby cała maszyna ruszyła trzeba zatrzymać się i spróbować pomóc.
Dlatego tak bardzo frustruję się kiedy ptaki zostają na ulicy i ludzie idą dalej. Bo miały szansę zostać obudzone zanim umrą...

Adres

Centrum Cervix, Ulica Twardowskiego 37
Kraków

Telefon

+48501762786

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kolposkopia - szansa na życie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Kolposkopia - szansa na życie:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria