23/03/2026
Jak bardzo skutecznie spier*olić sobie życie (najlepszymi intencjami)
1. Czekaj, aż będziesz gotowa.
Nazwij to „dojrzałością”. „Przygotowaniem”. W praktyce: stoisz w miejscu i trenujesz się w oddawaniu sprawczości i życie dzieje się obok.
2. Mów sobie (i tylko sobie) „od jutra”, „ostatni raz”, „teraz już naprawdę”.
Brzmi jak decyzja.
Ale Twoje ciało koduje: „nie można na mnie polegać, bo nawet na sobie nie mogę polegać".
3. Myl pragnienie z kompulsją.
Idź za impulsem, a potem nazwij to „podążaniem za sobą”.
Następnie dołóż wstyd i nazwij to „pracą nad sobą”. I oczywiście izoluj się w tym, żeby nikt nie zobaczył czasem, że się wstydzisz.
4. Mów „kocham siebie najpierw”, myśląc, że dzięki temu relacje będą piękne.
Zrób z tego filozofię. I nawet nie zauważysz momentu, w którym samotność zaczyna udawać rozwój.
5. Ratuj innych i nazwij to miłością.
Doradzaj, prowadź, trzymaj wszystko w ryzach. Poczuj się potrzebna.
I nie zauważysz, jak bawisz się w bozię, liczysz na zwrot, choć nazwiesz to miłością i odbierasz innym sprawczość, a sobie… spokój.
6. Bierz odpowiedzialność za czyjeś emocje.
Nazwij to dbaniem o relacje. Wyprzedzaj, tłumacz, wygładzaj. I ignoruj ciągłe napięcie i brak oddechu.
7. Ignoruj swoje ciało, ale rób to „świadomie”.
Kawa, żeby dowieźć dzień. Wino, żeby „odpuścić”. Zmęczenie, które trwa latami nazwij „etapem”. Aż ciało przestanie szeptać i zacznie krzyczeć.
8. Analizuj zamiast czuć.
I wybierz ładną narrację zamiast prawdy, którą czujesz.
Rozkładaj wszystko na czynniki pierwsze. Zrozum wszystko. Trać kontakt z tym, co w Tobie żywe.
9. Zostawaj tam, gdzie na Ciebie miejsca nie ma. W imię miłości.
Daj jeszcze jedną szansę.
I jeszcze jedną. Nazwij to „lojalnością”, bo umysł daje zawsze ładną łatkę na toksyczne powiązania.
10. Wierz, że masz czas.
Że jeszcze zdążysz.
Że później się tym zajmiesz.
To iluzja, w dodatku najdroższa.
To wszystko rzadko wygląda jak „psucie sobie życia”.
To wygląda jak:
„robię, co trzeba”
„jestem dobrą osobą”
„pracuję nad sobą”
„kocham”
I właśnie dlatego jest dokarmiane, bo to brzmi tak ładnie. Ale to jest jak pompowanie świeżej krwi do trupa.
Gdzie w swoim życiu robisz coś „w dobrej wierze”… co tak naprawdę oddala Cię od siebie?