22/12/2025
Dla niektórych święta oznaczają nie tyle odpoczynek i czas rodzinnej bliskości, co bardziej konfrontację z tym, że nie mają dokąd wrócić albo że miejsce, do którego wracają, nigdy nie było dla nich bezpiecznym domem.
W efekcie czas postrzegany stereotypowo jako bardzo rodzinny może wiązać się z poczuciem osamotnienia jeszcze większym niż na co dzień. Jest w nim często poczucie bycia nierozumianym, niewidzianym lub zepchniętym do roli, która niewiele ma wspólnego z tym, jaki jesteś dziś. I zamiast bliskości pojawia się poczucie obcości, z którym nie wiadomo, co zrobić.
Do tego dochodzi intensyfikacja presji rozwojowej: kiedy ślub? A dzieci? A drugie dziecko? A może byś to czy tamto… Może być w nich ukryta troska, ale jest ukryta za bardzo i staje się przez to wręcz nieczytelna. Dostajesz komunikat, że Twoje życie nie wygląda tak „jak powinno” i zapewne sam masz w związku z tym masę obaw i przemyśleń, na które te pytania działają jak zapalnik napięcia, które już i tak w Tobie jest. Konflikt gotowy.
Tym bardziej, że przy takiej dynamice ryzyko tego, że włączą Ci się wcześniejsze sposoby reagowania w relacjach rodzinnych jest znacznie wyższe. Stąd święta mogą być czasem pewnej regresji, gdy osoby dorosłe, samodzielnie funkcjonujące mogą nieświadomie wracać do takich sposobów funkcjonowania, które zdawały się już nie obowiązywać. Możesz się przez to stać kimś kto znów: dostosowuje się dla spokoju, stara się przede wszystkim unikać konfliktów, bierze na siebie odpowiedzialność za nie swoje emocje albo odwrotnie: prowokować wzrost napięcia, żeby w końcu je móc rozładować.
W tym momencie mówimy już o wyrażaniu przez obie strony rozczarowania, które ciężko wyrażać wprost, bo przecież w święta ma być miło i rodzinnie. Forma nie-wprost (bywa że bierno-agresywna) pomaga uniknąć konfrontacji i ułatwia ewakuację w racjonalizacje typu: „przecież tylko mówię, że” lub manipulacyjny gaslighting czyichś emocji. Ma być miło i rodzinie, więc nie psuj atmosfery.
Jakie tu są opcje manewru?
1. Zaakceptuj, że to może być trudne. Bez dorabiania ideologii o wdzięczności, rodzinie i „radzeniu sobie lepiej”. Jeśli czujesz napięcie, złość, smutek czy rozczarowanie to przyjmij je i zastanów się, czy realnie jest szansa, że te emocje zostaną faktycznie zaopiekowane w tych okolicznościach, a więc sprawdź swoje oczekiwania i dostosuj je do realnych możliwości.
2. Możesz wybrać, na ile odsłaniasz siebie. Nie musisz tłumaczyć całego swojego życia przy świątecznym stole ani nikogo przekonywać, że Twoje wybory mają sens. Czasem wystarczającą odpowiedzią jest zmiana tematu, jakiś ogólnik albo dyplomatyczna ewakuacja typu: „nie chcę teraz o tym rozmawiać”. Zazwyczaj jesteśmy bardziej chętni do rozmowy na emocjonalnie obciążające tematy wtedy, gdy czujemy, że druga osoba faktycznie chce poznać nasze zdanie i jest ciekawa naszych myśli.
3. Daj sobie prawo do szukania momentów na samoregulację. Wyjście na spacer. Telefon do kogoś życzliwego. Zamknięcie się w łazience na kilka minut. Zajęcie się dziećmi, psem albo zmywaniem. Złapiesz nieco dystansu i powinno być łatwiej poradzić sobie z napięciem, które się w Tobie pojawia, a które ciężko wyrazić wprost.
4. Nie próbuj załatwić wszystkiego w święta. To zazwyczaj nie jest dobry moment na rozliczenia, przełomy i wielkie rozmowy o wzajemnych zranieniach. Jeśli coś ma być kiedyś powiedziane to być może nie musi być powiedziane teraz, gdy wszyscy są w większym napięciu niż zwykle. Czasem największą troską o relację (i o siebie) jest odłożenie tematu na spokojniejszy czas.
I na koniec: jeśli te doświadczenia co roku wracają w podobnej formie to prawdopodobnie nie chodzi tylko o święta. Być może one są jedynie soczewką, w której widać coś znacznie starszego i głębszego, co wydarza się w Tobie albo/i dynamice rodzinnej. Święta nie są momentem, który magicznie uzdrawia relacje. Często raczej je odsłaniają: pokazują to, co działa, i to, co pozostaje trudne. I z tym już nie trzeba zostawać samemu w każdy inny dzień roku.