05/01/2026
Dziś trafiłam w internecie na tekst, który próbuje wyjaśniać tzw. „wypalenie nadnerczy” poprzez koncepcję dysfunkcji osi HPA. Autor opisuje ją jako proces, w którym organizm przez długi czas funkcjonuje w przewlekłym stresie, produkując coraz więcej kortyzolu, aż w końcu – rzekomo w sposób ochronny – „wygasza” oś HPA, co ma prowadzić do skrajnego zmęczenia, lęku, bezsenności, nietolerancji wysiłku i szeregu innych objawów. Kortyzol przedstawiany jest w tym ujęciu głównie jako hormon szkodliwy, prowadzący do insulinooporności, zaburzeń metabolicznych i „wyczerpania” organizmu, a wiele nieswoistych objawów łączy się w jedną narrację obejmującą także adrenalinę, DHEA, infekcje i MCAS.
Chcę się do takich treści odnosić, bo choć opisane objawy są dla wielu osób bardzo realne, sposób ich tłumaczenia nie jest zgodny z aktualną wiedzą endokrynologiczną. „Wypalenie nadnerczy” nie jest rozpoznaniem medycznym, a demonizowanie kortyzolu – hormonu niezbędnego do życia i ratującego zdrowie oraz życie osób z niewydolnością nadnerczy – może być dla chorych zwyczajnie szkodliwe.
Dla osób chorujących na rzeczywistą niewydolność nadnerczy / zaburzenia osi podwzgórze–przysadka–nadnercza (HPA) nie możemy jako Stowarzyszenie przejść obojętnie obok treści, które mieszają pojęcia i tworzą fałszywy obraz fizjologii.
1) „Wypalenie nadnerczy” nie jest rozpoznaniem medycznym.
To nie jest kwestia „opinii środowiska”, tylko fakt: nie funkcjonuje jako jednostka chorobowa w endokrynologii ani w klasyfikacjach chorób. Używanie tej etykiety jako wyjaśnienia szerokiej listy objawów (zmęczenie, lęk, bezsenność, zawroty głowy, „brak mocy”) jest nienaukowe i w praktyce sprzyja autodiagnozie.
2) „Dysfunkcja osi HPA” to pojęcie bardzo nieprecyzyjne.
Oś HPA oczywiście istnieje i odgrywa ważną rolę w reakcji na stres, ale w medycynie „zaburzenia osi HPA” oznaczają konkretne, mierzalne sytuacje kliniczne (np. niewydolność nadnerczy pierwotną/wtórną, supresję po glikokortykosteroidach, choroby przysadki, zespół Cushinga). Tymczasem w przytoczonym tekście pojęcie „dysfunkcji” jest użyte jako parasol na wszystko — bez kryteriów, badań i diagnostyki różnicowej.
3) Model „fazy alarmu–adaptacji–kapitulacji” to narracja, nie mechanizm medyczny.
To popularna metafora wywodząca się z historycznych koncepcji stresu, ale nie jest współczesnym modelem endokrynologicznym. Nie ma biomarkerów tych „faz”, nie ma uznanych kryteriów ich rozpoznania, a przedstawianie tego jako biologicznego „programu” jest wprowadzające w błąd.
4) Najpoważniejszy błąd: sugerowanie, że mózg „dla ochrony” wyłącza produkcję kortyzolu.
To nie jest zgodne z fizjologią. Niski kortyzol i niewydolność nadnerczy nie biorą się z „mądrej kapitulacji organizmu”, tylko z konkretnych przyczyn chorobowych (autoimmunologicznych, polekowych, przysadkowych/podwzgórzowych itd.). Takie tłumaczenie może dawać pozorne poczucie zrozumienia, ale odciąga od realnej diagnostyki.
5) Demonizowanie kortyzolu jest szkodliwe.
Kortyzol nie jest „toksycznym wrogiem”, tylko hormonem niezbędnym do życia: reguluje metabolizm, ciśnienie, reakcję na stres, pracę układu odpornościowego. Dla osób z niewydolnością nadnerczy hydrokortyzon ratuje życie — dosłownie. Narracje sprowadzające kortyzol do źródła wszelkiego zła utrwalają społeczne niezrozumienie naszej choroby i podkopują zaufanie do leczenia.
6) Łączenie tego tematu z MCAS, „reaktywacją boreliozy”, „wracającymi infekcjami” i wieloma nieswoistymi objawami to czerwone flagi.
Tego typu zestawy pojęć często tworzą atrakcyjną historię, ale nie stanowią dowodu klinicznego. Objawy takie jak przewlekłe zmęczenie czy bezsenność wymagają rzetelnej diagnostyki różnicowej (m.in. niedokrwistość, tarczyca, depresja/lęk, dysautonomia/POTS, choroby autoimmunologiczne, zaburzenia snu, działania leków), a nie jednej, wszystko-wyjaśniającej etykiety.
Dlaczego to dla nas ważne?
Bo tego typu treści mogą:
• opóźniać prawidłowe rozpoznanie,
• skłaniać do samoleczenia,
• i tworzyć fałszywe przekonanie, że „medycyna nie rozumie”, a internet „wie lepiej”.
Jako Stowarzyszenie mamy prawo mówić o cierpieniu i objawach — ale równie mocno mamy obowiązek bronić rzetelności. Nie zgodzimy się na fałszowanie rzeczywistości i demonizowanie kortyzolu, bo dla chorych kortyzol (w terapii substytucyjnej) nie jest „problemem”, tylko warunkiem przeżycia.
Jeśli ktoś odczuwa przewlekłe zmęczenie, zaburzenia snu, lęk, zawroty głowy czy spadki energii — zachęcamy do konsultacji lekarskiej i diagnostyki opartej na faktach, zamiast przyjmowania modnych etykiet, które brzmią naukowo, ale nie prowadzą do bezpiecznego leczenia.