Aneta Gajda-Boryczko. Counselling i Terapia Gestalt.

Aneta Gajda-Boryczko. Counselling i Terapia Gestalt. TERAPIA ON-LINE
1. Terapia i Counselling Gestalt
2. Integracyjna Terapia Osób po Traumie
3. Kręgi Kobiece i Wspólnoty
Aneta Gajda-Boryczko – „Ja w relacjach”

Interwencja kryzysowa (w trakcie szkolenia certyfikacyjnego – zgodne z ERK – poziom 6)
4.

ŻYWY TOMIK: POWITANIE – „EcoEro, Cztery Pory Życia” Tak Go nazwałyśmy. Albo On sam się nazwał. W pewnym momencie przesta...
30/04/2026

ŻYWY TOMIK: POWITANIE – „EcoEro, Cztery Pory Życia”

Tak Go nazwałyśmy. Albo On sam się nazwał. W pewnym momencie przestało mieć znaczenie, czy to my tworzymy Tomik czy On tworzy nas.

„Kreatywna ciąża” trwała dwa lata. Urodził się pod koniec zeszłego roku. W tym roku, razem z Wiosną, zaczynamy pokazywać Go Wam.

EcoEro żyje cyklicznie, w rytmie tygodnia, roku, życia a nawet Życia. Tańczą w nim różne warstwy i opowieści. Najważniejsze z nich możecie dotknąć oglądając tę rolkę.

Tomik składa się z 5 części: Wiosna, Lato, Jesień, Zima i Odrodzenie. Pomiędzy nimi znajdują się rytuały – Ceremonie Przejścia. Po każdej z nich zostawiłyśmy miejsce dla Was: Twoja Własna Pieśń.

Przez kolejny rok i trzy miesiące – przez 5 pór roku – zapraszamy Was do współtworzenia na stronie: https://www.facebook.com/profile.php?id=61584783411786.
Co piątek robimy przestrzeń na opublikowanie kawałka Własnej Pieśni, czy to będzie wiersz, pieśń, grafika, obraz, fotografia. itp.

Mamy nadzieję, że dołączycie do tworzenia naszego Żywego Tomiku.
Zapraszamy.

Aneta, Aga, Ela

ZAPOWIEDŹ WYDAWNICZA: “EcoEro, Cztery Pory Życia”,Aneta Gajda Boryczko i Agnieszka Pawłowska - Górska (Aga Pawłogórska)z...
27/04/2026

ZAPOWIEDŹ WYDAWNICZA: “EcoEro, Cztery Pory Życia”,
Aneta Gajda Boryczko i Agnieszka Pawłowska - Górska (Aga Pawłogórska)
z muzyczną oprawą Ela Grabarczyk - Ponimasz (Ela Grabarczyk)

Już niedługo nasz tomik będzie dostępny do sprzedaży w formie ebook. Zbieramy na wydanie papierowe – nie jest dziś łatwo wydać tomik poezji, nawet pod matronatem tak szacownej Uczelni jak ASP. Szczególnie, gdy ma taką szatę graficzną.
Do końca Wiosny będzie można go kupić w cenie promocjnej: 19 zł.

KILKA SŁÓW O TOMIKU:
Najpierw Agnieszka spotkała Anetę. Albo spotykała – gdzieś tam w przepastnych czeluściach Facebooka. A potem zaproponowała Jej współpracę przy realizowanym w ramach badań statutowych przez akademię Sztuk Pięknych w Krakowie projekcie „Interdyscyplinarnie czyli sztuka w relacji”. Po dość długich wahaniach Aneta się zgodziła. Miałyśmy więc cel i kierunek.

Osią stały się wiersze Anety ale kiedy zaczęły do nich dołączać grafiki Agnieszki pojawiła się nowa jakość – coś pomiędzy. Wydawało się, że dzięki „temu czemuś” zaczęły one ze sobą rozmawiać, tak jak my. A czasem zupełnie niezależnie. Puściłyśmy więc je wolno i zaczęłyśmy podążać za tym, co rodziło się między nami.

„Tym czymś” była relacja, bo to ona jest spoiwem. I opowieść o Kobiecie i Kobiecości. Śniłyśmy razem wspólny sen, harmonizując się, najpierw nieświadomie a potem coraz bardziej świadomie, z kobiecym, księżycowym rytmem. Przez pierwszy rok budziłyśmy się na wiosnę, rozkwitałyśmy latem, powoli wycofywałyśmy się jesienią i zasypiałyśmy zimą.
Stopniowo do wierszy dołączyły Rytuały Przejścia, akcentujące kolejne etapy Życia Kobiety i podkreślające strefę "pomiędzy" nimi, kiedy już nie ma dawnego życia a jeszcze nie pojawiło się nowe. Ich zadaniem jest wsparcie w integracji poszczególnych etapów Czterech Pór Życia (i Odrodzenia).

A potem pojawiła się Ela, chociaż właściwie znały się i przyjaźniły z Aneta od lat. Najpierw „przypadkiem” - chciała zrobić prezent Anecie i stworzyła muzykę do jej wiersza, a jako że zrobiła to wspaniale, projekt rozmnożył się na dwa projekty, a Opowieść zaczęła śpiewać.
Jako, że Ela jest wszechstronnie uzdolniona i nie boi się wyzwań nowoczesności, stworzyła też stronę (bloga) i uruchomiła kanał na Youtube, a w dodatku przyniosła ze sobą wyraźne ramy i granice. Ale tu też pojawiło się „to coś” i słowa zaczęły rozmawiać z dźwiękami tworząc nową Opowieść zarówno między sobą, jak między Anetą i Elą.

Nasze "Duchowe Dziecko" w wersji słowno-obrazkowej jest już do kupienia w formie ebooka na stronie Wydawnictwa ASP a my jesteśmy gotowe przedstawić Wam nasz "Żywy Tomik".

Jednocześnie Trzy Kobiety i Trzy Opowieści, które splotły się w Jedną otwierają się na inne Opowieści. Tak jak w tomiku po każdym rytuale jest miejsce dla Czytelnika_czki - na Własną Pieśń dla Każdej (i Każdego) z Was, która_y zechce dołączyć do naszej Opowieści, tak na tej stronie robimy takie miejsce dla Was w każdy piątek.

Zapraszamy 😊

https://wydawnictwo.asp.krakow.pl/index.php/nowosci/

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕Powrót do Słowa, czyli epil...
23/04/2026

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕
Powrót do Słowa, czyli epilog podróży do Człowieczeństwa

Kiedy w sierpniu rozpoczynałam tę serię, pisałam o słowie jako o jednym z najstarszych pomostów, jakie zbudowaliśmy, by dotrzeć do Drugiego Człowieka i Spotkać się z Nim. Zobaczyć go/dotknąć i zostać zobaczonym/dotkniętym.
Pamiętam moje zdziwienie, gdy przeczytałam w książce mojego ulubionego psychologa ewolucyjnego, Robina Dunbara, hipotezę, że rozmowa (komunikacja werbalna) jest właściwą jedynie dla gatunku homo sapiens odmianą … iskania. A w dodatku, w optymalnych warunkach naczelne potrzebują iskać się przez 40% czasu, chociaż na ogół muszą zadowalać się połową tego czasu. Dotknąć… Gestem i słowem. Słowem i gestem.

Dziś, po wielu miesiącach wspólnej wędrówki przez różnorodne języki - te, którymi mówią Klienci w gabinecie te, którymi szeptamy czy krzyczymy poza nim - zapraszam Cię z powrotem do punktu wyjścia. Jednak słowo, którym dziś kończę, nie jest już tym samym słowem, od którego zaczynałam. Jest ono nasycone doświadczeniem wszystkiego, co po drodze udało się nazwać, poczuć i ucieleśnić.

Przeszliśmy przez język ciała, który chociaż najstarszy i najwierniejszy często musiał krzyczeć napięciem, by zostać usłyszanym. Dotknęliśmy języka snów, owego „królewskiego traktu do integracji”, gdzie wyśniliśmy kawałki siebie czekające na powrót. Szukaliśmy map w gwiazdach i liczbach, by uporządkować wewnętrzny chaos. Nie baliśmy się dialogu z technologią AI, odkrywając, że jesteśmy mostem między „głosem bez ciała” a „ciałem bez słów”. Szukaliśmy ukojenia w naturze i szamanizmie, odzyskując części duszy zagubione w traumie. W końcu stanęliśmy przed drugim Człowiekiem w stanie epoche, by za algorytmem diagnozy zobaczyć żywą Tajemnicę Osoby. Ta droga doprowadziła nas do Języka Ciszy, która okazała się nie Pustką, lecz Pełnią.
Co zatem zostaje na końcu drogi, która zaczyna się od nie-nazwanego, aby jednak dotrzeć do ucieleśnionego słowa? Zostaje Człowiek. Ocalony.

Przywołany przeze mnie w cytacie z wtorku Tadeusz Różewicz pisał o ocaleniu z rzezi, o świecie, w którym pojęcia stały się puste. My dziś często mierzymy się z konsekwencjami tej „rzezi” - z traumą transgeneracyjną, która jak walec przetoczyła się przez losy naszych matek i babek. Biblia mówi o tym, że „za grzechy przodków” cierpią potomkowie do czwartego pokolenia, przekazy szamańskie opowiadają o siedmiu, nauka – np. u van der Kolka wspomina o trzech. We wszystkich tych przekazach ukryta jest nadzieja – nadzieja na koniec cierpienia,
Niezależnie od miary czasu i ilości pokoleń, ocalenie zawsze oznacza to samo: odzyskanie wzroku, słuchu i mowy. Powrót do zmysłów.

Wierzę Dunbarowi, a właściwie doświadczam na co dzień tego, o czym pisze. W mojej pracy terapeutki Gestalt widzę, że słowo nie jest jedynie nośnikiem informacji. Jest żywym doświadczeniem, które ma moc dotykania głębiej niż dłonie. Kiedy po trudnej sesji czuję wzruszenie, wiem, że to moje ciało, mój rezonans kinestetyczny, działa jak kompas. To wzruszenie jest dowodem na moją dostępność (disponibilité). Na to, że nie jestem „głosem bez ciała”, ale żywą Osobą gotową na przyjęcie obecności Drugiego. Moja interocepcja i eksterocepcja są szczególnie, nieprzeciętnie silne. Nie dlatego, że taka się urodziłam, ale dlatego, że sama przeżyłam mnóstwo traum, doświadczyłam cPTSD i traumy zastępczej i latami wracałam do ciała, odzyskując zmysły – kontakt ze sobą i światem.

Moja praca, zbudowana na bliznach pozostałych po moich własnych traumach doprowadziła mnie do koncepcji, która jest mi niezwykle bliska – rezylientnej wrażliwości (resilient vulnerability). To wyraz buntu wobec modelu człowieka „nieodwracalnie uszkodzonego” przez traumę. Droga do przebycia, powrót do siebie, odzyskanie zmysłów – to nie jest łatwe. Wymaga ogromu wysiłku. I boli. Czasem bardzo boli. Ale warto. Warto, bo w jej efekcie zamiast widzieć w sobie „roztrzaskane naczynie”, możemy zobaczyć „zadrapania” (srutim). Zadrapanie to rana, którą uznajemy i honorujemy, ale która nie staje się naszym więzieniem. To nasza „odznaka honoru”: dowód na to, że przetrwaliśmy i mamy sprawczość, by nadawać cierpieniu sens.

Dzisiejsze podsumowanie nie jest kropką kończącą historię. Jest jak krok tarotowego Głupca, który z uśmiechem kończy jeden cykl, by z nowym zrozumieniem zacząć następny. Bo życie nie kończy się nigdy, a my nigdy nie przestajemy wzrastać - jeśli tylko tak zdecydujemy.

Warto więc na koniec zadać sobie pytanie: Jakim językiem chcę DZIŚ opowiedzieć siebie światu? Czy mam w sobie dość odwagi, by w tym opowiadaniu pozostać po prostu człowiekiem: wrażliwym, rezylientnym i gotowym na to, co jeszcze niewypowiedziane?
Dziękuję Wam za tę wspólną podróż. Pamiętajcie, by od czasu do czasu „zasejwować” w sobie to, co dobre, kojące i prawdziwe. To w tych momentach, gdy widzimy w oczach drugiego „siebie widzącego siebie”, dzieje się prawdziwa magia uzdrowienia.

Jednocześnie z pisaniem tej serii, chociaż znacznie dłużej, powstawał mój inny projekt: „EcoEro, Cztery Pory Życia”. W tym tomiku artystycznym, gdzie moje wiersze i rytuały spotkały się z grafikami Aga oraz muzyką Ela napisałyśmy we wstępie: „To pieśń kobiecości, która nie boi się przechodzić przez wszystkie pory życia w ciągłych cyklach narodzin, śmierci i zmartwychwstania, a zarazem dążyć do swojej Pełni. To wreszcie opowieść o Erosie – rozumianym nie tylko, a nawet nie przede wszystkim jako pożądanie, ale jako siła życia, łącząca ziemię i niebo, ciało i duszę, Kobietę z Mężczyzną, Człowieka z Naturą”. Zmartwychwstanie Kobiety i Kobiecości odbywa się właśnie poprzez tę Moc Erosa, w relacji do siebie i Innego”.
Ten tomik stawał się pomiędzy nami, ewoluował, rozrastał się – dlatego nazwałyśmy go „Żywym Tomikiem”. Jego Epilogiem jest wiersz „spotkanie”. Przywołam go tutaj w całości.

"𝚜𝚙𝚘𝚝𝚔𝚊𝚗𝚒𝚎"

𝚓𝚎𝚜𝚝 𝚝𝚊𝚔𝚒𝚎 𝚖𝚒𝚎𝚓𝚜𝚌𝚎
𝚜́𝚠𝚒𝚎̨𝚝𝚎

𝚠𝚌𝚑𝚘𝚍𝚣𝚒 𝚜𝚒𝚎̨ 𝚝𝚊𝚖 𝚋𝚎𝚣 𝚋𝚞𝚝𝚘́𝚠
𝚒 𝚜́𝚖𝚒𝚎𝚛𝚌𝚒𝚘𝚗𝚘𝚜́𝚗𝚢𝚌𝚑 𝚗𝚊𝚛𝚣𝚎̨𝚍𝚣𝚒
𝚗𝚊𝚓𝚘𝚍𝚠𝚊𝚣̇𝚗𝚒𝚎𝚓𝚜𝚒 𝚛𝚘𝚋𝚒𝚊̨ 𝚝𝚘 𝚗𝚊𝚐𝚘
𝚓𝚊𝚔 𝚠𝚒𝚎𝚓𝚜𝚔𝚒𝚎 𝚍𝚣𝚒𝚎𝚌𝚒 𝚗𝚊 𝚠𝚒𝚘𝚜𝚗𝚎̨
𝚖𝚒𝚕𝚒𝚘𝚗 𝚕𝚊𝚝 𝚝𝚎𝚖𝚞

𝚗𝚒𝚎 𝚠𝚗𝚘𝚜𝚒 𝚜𝚒𝚎̨ 𝚜́𝚖𝚒𝚎𝚌𝚒
𝚊𝚗𝚒 𝚘𝚜𝚝𝚛𝚢𝚌𝚑 𝚜ł𝚘́𝚠
𝚙𝚛𝚎𝚏𝚎𝚛𝚘𝚠𝚊𝚗𝚊 𝚓𝚎𝚜𝚝 𝚌𝚒𝚜𝚣𝚊
𝚣 𝚍𝚎𝚕𝚒𝚔𝚊𝚝𝚗𝚢𝚖 𝚞𝚜́𝚖𝚒𝚎𝚌𝚑𝚎𝚖
𝚌𝚑𝚘𝚌𝚒𝚊𝚣̇ ł𝚣𝚢 𝚜𝚊̨ 𝚛𝚘́𝚠𝚗𝚒𝚎 𝚖𝚒𝚕𝚎 𝚠𝚒𝚍𝚣𝚒𝚊𝚗𝚎
𝚊 𝚌𝚣𝚊𝚜𝚎𝚖 𝚒 𝚠𝚜𝚙𝚘́𝚕𝚗𝚢 𝚜́𝚖𝚒𝚎𝚌𝚑

𝚒 𝚘𝚌𝚣𝚢𝚠𝚒𝚜́𝚌𝚒𝚎
𝚗𝚒𝚎 𝚖𝚘𝚣̇𝚗𝚊 𝚠𝚎𝚓𝚜́𝚌́ 𝚋𝚎𝚣 𝚙𝚢𝚝𝚊𝚗𝚒𝚊
𝚗𝚊𝚓𝚕𝚎𝚙𝚒𝚎𝚓 𝚣𝚋𝚕𝚒𝚣̇𝚊𝚌́ 𝚜𝚒𝚎̨ 𝚙𝚘𝚠𝚘𝚕𝚒
𝚓𝚊𝚔 𝚖𝚊ł𝚢 𝚔𝚜𝚒𝚊̨𝚣̇𝚎̨ 𝚍𝚘 𝚕𝚒𝚜𝚊

𝚖𝚘𝚣̇𝚗𝚊 𝚗𝚊 𝚌𝚑𝚠𝚒𝚕𝚎̨ 𝚞𝚜𝚒𝚊̨𝚜́𝚌́ 𝚠 𝚙𝚛𝚘𝚐𝚞
𝚒 𝚙𝚘𝚜ł𝚞𝚌𝚑𝚊𝚌́
𝚍𝚘𝚝𝚔𝚗𝚊̨𝚌́ 𝚠𝚘𝚕𝚗𝚘
𝚍𝚘𝚙𝚒𝚎𝚛𝚘 𝚐𝚍𝚢 𝚜𝚔𝚒𝚗𝚎̨ 𝚐ł𝚘𝚠𝚊̨
𝚠 𝚘𝚍𝚙𝚘𝚠𝚒𝚎𝚍𝚣𝚒
𝚗𝚊 𝚝𝚠𝚘𝚓𝚎 𝚙𝚢𝚝𝚊𝚓𝚊̨𝚌𝚎 𝚜𝚙𝚘𝚓𝚛𝚣𝚎𝚗𝚒𝚎

𝚓𝚎𝚜𝚝 𝚝𝚊𝚔𝚒𝚎 𝚖𝚒𝚎𝚓𝚜𝚌𝚎
𝚠 𝚜𝚊𝚖𝚢𝚖 𝚜́𝚛𝚘𝚍𝚔𝚞
𝚜𝚎𝚛𝚌𝚊

Dla mnie samej ten wiersz to nie tylko epilog. To Nowy Fundament mojego Życia.
Do usłyszenia w kolejnych Seriach i Spotkaniach. W samym środku serca.

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕Powrót do Słowa, czyli epil...
20/04/2026

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕
Powrót do Słowa, czyli epilog podróży do Człowieczeństwa

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕Język Ciszy w gabinecie ter...
16/04/2026

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕
Język Ciszy w gabinecie terapeutycznym i poza nim

Cisza oporu, cisza kojąca, cisza braku słów.
Rozpoznawanie różnych odcieni ciszy było jednym z moich największych odkryć. Nieco tylko mniejszym od odkrycia ciszy i jej bogactwa w ogóle. Doświadczenie ciszy, która nie jest pustką czy zerwaniem kontaktu ale bezpieczną przestrzenią bycia – ze sobą i z drugim Człowiekiem – jest nieporównywalne z niczym innym. Ośmielę się je nawet nazwać Pełnią Kontaktu.

Przez wiele, wiele lat nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak uciekałam przed ciszą, jak bardzo jej unikałam, jak przestraszał mnie fakt, że gdy milkły zewnętrzne odgłosy, właśnie w tej ciszy zaczynałam coraz głośniej słyszeć siebie samą – te wszystkie głosy, przed którymi na co dzień nieświadomie uciekałam, które zagłuszałam, znikałam na milion sposobów. Tamta cisza była głośniejsza niż krzyki i wrzaski. Bałam się jej.

Zaczęłam to stopniowo rozumieć dopiero, gdy zostałam terapeutką. Szybko okazało się, jak źle znoszę ciszę w gabinecie. Gdy tylko się pojawiała, zaczynałam ją zagłuszać: na zewnątrz lub wewnątrz. Czasem (zbyt) szybko zapełniałam ją diagnozą, przedwczesną mentalizacją, milionami hipotez. Czasem (zbyt) szybko nazywałam to, co się dzieje czy proponowałam eksperyment. Umiałam doskonale wysiedzieć w ogniu bólu, cierpienia, traumy, nienawiści czy wściekłości a nawet w lodzie obojętności czy pogardy ale usiedzieć w ciszy? Pozostać w obecności i otwartości, aby po prostu być i pozwolić na to samo drugiemu Człowiekowi? To okazało się dla mnie trudne. Bardzo trudne. Długo i wytrwale się tego uczyłam. Nadal wciąż wpadam w pułapkę słów – nazw, definicji i diagnoz. Ale już wiem, że nie ucieknę przed tymi głosami. Mogę uciekać ale nie ucieknę. Wiem też, że jeśli się zatrzymam i je wysłucham, to odejdą. Wiem, że spod tego hałasu wyłoni się Cisza. Miejsce bez słów. Przestrzeń czystego Bycia.

Patrząc na zjawisko ciszy z bardziej naukowego czy filozoficznego punktu widzenia można powiedzieć, że nie jest ona pustką, lecz najbardziej pierwotnym, ontologicznym tłem, na którym w ogóle może wybrzmieć słowo. W świecie zdominowanym przez cyfrowy zgiełk i przymus nieustannej komunikacji, powrót do „Języka Ciszy” może stać się aktem rewolucyjnym i niezbędnym dla zachowania ludzkiej podmiotowości.

W tradycji fenomenologicznej, którą tak bardzo czuję, milczenie jest medium prawdy wymykającej się logice dyskursywnej. Martin Heidegger przypominał nam, że autentyczność bycia wymaga zdolności do usłyszenia „głosu bycia”, co jest możliwe tylko poprzez wycofanie się ze sfery jałowego „gadania” (Gerede). W gabinecie terapeutycznym ta lekcja jest kluczowa: tylko ten, kto potrafi milczeć, może naprawdę coś powiedzieć.

Józef Tischner pisał o spotkaniu jako o wydarzeniu dziejącym się w przestrzeni „twarzą w twarz”. W tej relacji cisza pełni funkcję podobną do światła, bo odsłania i problematyzuje istnienie drugiego człowieka. Spotkanie z twarzą Innego to spotkanie z jego prawdą, której nie da się zamknąć w definicji. Milczenie staje się tu więc formą „czytania” Drugiego, gdzie wstyd czy gest zasłaniania twarzy są mową bardziej radykalną, bardziej wypełnioną treścią niż jakiekolwiek werbalne deklaracje.

Z kolei z punktu widzenia dynamiki procesu terapeutycznego ewolucja postrzegania milczenia/ciszy to droga od lęku do zaufania. Zygmunt Freud widział w milczeniu pacjenta przede wszystkim opór (resistance) przed uświadamianiem sobie treści wypartych. Dzięki pracom Donalda Winnicotta wiemy jednak, że milczenie może być wyrazem najwyższej dojrzałości, czyli osiągnięciem „zdolności do bycia samemu” w obecności drugiej osoby. To stan, w którym Klient czuje się na tyle bezpiecznie, że nie musi już „zabawiać” terapeuty słowami, lecz może po prostu Być.
W tym ujęciu terapeuta staje się rodzajem „kontenera” dla niepomieszczonych afektów pacjenta, jak uczył Wilfred Bion a praca odbywa się w głębokim milczeniu, poprzez zdolność do „marzenia” (reverie), która pozwala przekształcać surowe, przerażające doświadczenia w myśli, którym można nadać sens. Ta terapeutyczna cisza nie jest biernością - to intensywna praca psychiczna, wymagająca przystąpienia do sesji „bez pamięci i pożądania”, by móc w pełni przyjąć to, co nowe i nieznane.

Współczesna nauka potwierdza to, co intuicyjnie czujemy w gabinecie: nasz mózg autentycznie „słyszy” ciszę. Nie jest ona brakiem bodźca, lecz konkretnym „obiektem słuchowym”. Badania wykazują, że cisza stymuluje neurogenezę w hipokampie, czyli obszarze odpowiedzialnym za pamięć i regulację emocjonalną. W momentach milczenia aktywuje się sieć aktywności spoczynkowej (DMN), pozwalając mózgowi na konsolidację pamięci i tworzenie spójnej narracji o własnym „Ja”. To w ciszy dokonuje się najbardziej intensywna praca nad integracją tożsamości Klienta.

Poza ścianami gabinetu (a czasem i w nim) cisza może nabrać wymiaru etycznego i duchowego. Może stać się wyrazem szacunku dla tego, co niewyrażalne. Ludwig Wittgenstein zakończył swój „Tractatus” słynnym: „o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”. Nie była to kapitulacja, lecz hołd dla mistycznego wymiaru cierpienia i olśnienia.
Wymiar duchowy ciszy objawia się również w momentach wspólnotowych - w milczeniu podczas rytuałów, które buduje przymierze i więź silniejszą niż słowa. Widzimy to w potrzebie „cyfrowych sabatów”, celowego odłączania się od sieci, by odzyskać kontakt z naturą i własnym wnętrzem. Cisza jest tu bramą do mądrości, gdzie ego się rozpuszcza, pozwalając na harmonię z wszechświatem.

Podsumowując, badania wskazują na to, że bycie w ciszy:
1️⃣ Stymuluje neurogenezę w hipokampie.
2️⃣ Aktywuje Sieci Aktywności Spoczynkowej (DMN).
3️⃣ Redukuje stres.
4️⃣ Regeneruje fizjologicznie.
Oddziałuje na nasz mózg poprzez wyciszanie reakcji stresowych, co jest niezbędne dla procesów naprawczych organizmu: obniża poziom kortyzolu (nawet krótkie, dwuminutowe przerwy w ciszy obniżają poziom hormonu stresu skuteczniej niż tzw. muzyka relaksacyjna), przestawia na dominację układu przywspółczulnego (aktywuje układ odpowiedzialny za odpoczynek i trawienie, co spowalnia tętno i obniża ciśnienie krwi) oraz chroni ciało migdałowate odpowiedzialne za lęk (pozwala na wygaszenie aktywności, redukując neuronalne zmęczenie).
Cisza nie jest więc pustką, lecz dynamiczną okazją dla mózgu do regeneracji, reorganizacji i wzrostu. Działa ona jako „lekarstwo” na przebodźcowanie cyfrowe, pozwalając na odzyskanie elastyczności poznawczo-emocjonalnej.

Ciszy i bycia w ciszy można się nauczyć. Donald Winnicott określał ją jako „budowanie zdolności do bycia samemu”, które jest procesem odzyskiwania wewnętrznej siły, pozwalającej czerpać satysfakcję z własnego towarzystwa bez lęku przed izolacją czy porzuceniem. Z perspektywy klinicznej i filozoficznej, umiejętność ta wymaga przejścia od reaktywności na bodźce zewnętrzne do autentycznego kontaktu z własnym „Prawdziwym Ja”.

Oto konkretne praktyki i „ćwiczenia” wspomagające ten proces:
1️⃣ Praktyka uważności (Mindfulness) i medytacja: angażowanie się w aktywności oparte na uważności pomaga stać się bardziej obecnym i osadzonym we własnym ciele. Medytacja pozwala na przyglądanie się własnym myślom bez ich oceniania, co osłabia automatyczne pętle myślowe i sprzyja „de-automatyzacji” reaktywnych zachowań.
2️⃣ „Sprinty ciszy” (2-minutowe pauzy): rozpoczęcie od bardzo krótkich, mierzalnych okresów ciszy w ciągu dnia pomaga układowi nerwowemu zaadaptować się do braku bodźców. Badania wykazują, że już dwie minuty ciszy skuteczniej obniżają poziom kortyzolu (hormonu stresu) niż muzyka relaksacyjna.
Ćwiczenie: Ustaw stoper na 2 minuty i po prostu siedź w bezruchu, skupiając się na oddechu lub otaczającej ciszy.
3️⃣ Planowana samotność (Scheduled Solitude): należy celowo wyznaczać w kalendarzu czas tylko dla siebie, wolny od rozpraszaczy. Źródła sugerują następujące formy takiej aktywności:
▪ Ciche spacery (najlepiej w naturze): samotne obcowanie z przyrodą wzmacnia neurogenezę w hipokampie i sprzyja równowadze emocjonalnej.
▪ Pisanie dziennika (Journaling): pozwala na głęboką autorefleksję i uporządkowanie własnych emocji bez zewnętrznej oceny.
▪ Czytanie: angażowanie się w lekturę bez przymusu natychmiastowego dzielenia się refleksjami z innymi.
4️⃣ Cyfrowy Sabat i higiena technologiczna: w dobie cyfrowego zgiełku zdolność do bycia samemu jest systematycznie niszczona przez przymus bycia „online”. Praktyki odłączania się są kluczowe:
▪ Cyfrowy Sabat: regularne (np. raz w tygodniu przez 24h) całkowite odłączanie się od ekranów i powiadomień.
▪ „Godziny ciszy”: blokowanie powiadomień w określonych porach dnia, by stworzyć przestrzeń na głęboką pracę i refleksję.
5️⃣ „Mind-wandering” – pozwalanie myślom na błądzenie: współcześnie często uciekamy w telefon w każdej wolnej chwili (np. w kolejce). Budowanie zdolności do bycia samemu polega na akceptacji nudy i pozwalaniu umysłowi na swobodne błądzenie. Ten stan aktywuje sieć aktywności spoczynkowej (DMN), co sprzyja kreatywności i reorganizacji mentalnej.
6️⃣ Relacyjna budowa zdolności w terapii: zgodnie z myślą Winnicotta, zdolność do bycia samemu paradoksalnie rozwija się najpierw w obecności drugiej osoby (opiekuna lub terapeuty), która zapewnia „wsparcie ego” bez narzucania swoich celów.
Jeśli czujesz dyskomfort w ciszy, praca z terapeutą może pomóc Ci nauczyć się „bycia samemu przy kimś”. Terapeuta pełni rolę „kontenera” dla Twoich lęków, aż nauczysz się samodzielnie koić własne emocje.
I pamiętaj: budowanie tej zdolności nie polega na narzuconej izolacji, lecz na stopniowym oswajaniu ciszy jako „zasobu”, który regeneruje mózg i pozwala na autentyczne spotkanie z samym sobą.

Przez wszystkie minione lata, zdobywając prywatne i zawodowe doświadczenia nauczyłam się, że milczenie może być rodzajem oporu, może pełnić funkcje uprzejmościowe, chroniąc „twarz” drugiego człowieka przed konfrontacją, może też być najcięższym wyrazem bezsilności wobec traumy. Ale może także być miejscem, w którym odnajdziemy siebie – to dlatego cisza może stać pomostem między tym, co biologiczne, a tym, co duchowe.

Warto „odczarować” ciszę i przestać bać się milczenia: w gabinecie czy poza nim.
Pozwólmy sobie, Klientowi (albo po prostu drugiemu Człowiekowi) zasiąść w „miejscu kierowcy” jego własnego procesu, dając mu przestrzeń, której tak bardzo odmawia mu świat zewnętrzny.

Bo często tylko cisza jest w stanie unieść pamięć o rzeczach, dla których słowa są zbyt słabe.

I pozwala odnaleźć siebie.

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕Język Ciszy w gabinecie ter...
13/04/2026

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕
Język Ciszy w gabinecie terapeutycznym i poza nim

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕Język relacji: Twarzą w twa...
09/04/2026

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕
Język relacji: Twarzą w twarz z Drugim - Spotkanie, czyli momenty epoche.

Są takie chwile w spotkaniu z drugim człowiekiem, w których nagle przestaję wiedzieć. Nie sięgam po to, co wiem jako terapeutka. Nie próbuję rozumieć szybciej. Nie nazywam. Zatrzymuję się, a może zatrzymuje się czas. I właśnie wtedy… coś zaczyna się wydarzać.

Wtedy zadziewa się Ten Moment. Czasem krótki, prawie niezauważalny. Czasem obejmuje całą godzinę. Doświadczyłam też chwil, kiedy trwał dłużej. Patrzyłam na drugiego człowieka i nagle czas się zatrzymywał. Na chwilę milkły myśli. Znikała potrzeba rozumienia, nazywania, porządkowania. Zostawała tylko obecność, czysta obecność. I coś jeszcze: poczucie, że dzieje się coś ważnego. Coś, czego nie da się zaplanować ani powtórzyć. Jakby pomiędzy nami otwierała się przestrzeń Spotkania.

W dzisiejszym świecie, zdominowanym przez pośpiech, procedury i cyfrowe algorytmy, coraz częściej doświadczamy kryzysu obecności: własnej i drugiego człowieka.
Człowiek coraz częściej bywa redukowany do sumy swoich ról społecznych lub diagnoz, co Gabriel Marcel nazywa „światem problemów”, w którym brakuje miejsca na tajemnicę Osoby.
Tymczasem ta TAJEMNICA od kiedy tylko pamiętam stanowiła centrum moich poszukiwań: najpierw jako osoby a potem także jako terapeutki. Wciąż i wciąż stawałam przed wyzwaniem: jak odzyskać żywe, niepowtarzalne spotkanie z Drugim, które nie byłoby jedynie wymianą informacji, ale prawdziwym wydarzeniem?

Kluczem do autentycznego zbliżenia jest epoche. To przyswojone przez Gestalt pojęcie, które Edmund Husserl uczynił fundamentem fenomenologii. W potocznym znaczeniu to „wstrzymanie sądu”, ale w relacji z drugim człowiekiem epoche staje się czymś w rodzaju ascezy poznawczej: świadomym „wzięciem w nawias” naszych uprzedzeń, teorii psychologicznych i gotowych etykiet. Takim rodzajem przerwy na „oddech prawdy” i pełną obecność w danej chwili, pełen kontakt i pełne Spotkanie: ze sobą i z Drugim.

Stosowanie epoche w gabinecie i w życiu przypomina rozebranie się z ochronnych myśli, przekonań i osądów. Rezygnację z wszelkich etykiet. Wymaga ono pauzy „trwającej tyle, co oddech”, która pozwala nam nie reagować z pierwszej fali emocji, lecz spojrzeć na Drugiego z zachwytem, jak na nieustanne źródło nowości. Dzięki temu przestajemy przedmiotowo „analizować obiekt”, a zaczynamy współtworzyć świat z żywym człowiekiem poprzez współ-obecność.

Kiedy zawieszamy osąd, wyłania się Twarz, prawdziwe oblicze, żywe trwanie, autentyczne ja. Dla Emmanuela Levinasa twarz nie jest sumą cech fizycznych, ale zjawiskiem etycznym, które nas jakby dopada i nie pozwala na obojętność. Twarz Drugiego jest pierwotnym „oto jestem”, na które musimy odpowiedzieć całym swoim bytem. W relacji „twarzą w twarz” Inny przestaje być elementem tła, a staje się suwerennym głosem wzywającym do odpowiedzialności.

Józef Tischner dodaje, że spotkanie z Twarzą to wejście w egzystencjalny dramat, od którego coś ważnego w bardzo istotny sposób zależy. Człowiek jako istota dramatyczna bierze udział w rozgrywce między dobrem a złem, ocaleniem a zgubą. Twarz w tym ujęciu jest miejscem, w którym pojawia się prawda człowieka, a wszelkie próby jej zasłaniania maską świadczą o lęku lub bolesnej historii, którą nosimy w sobie. Terapeuta, stosując epoche (a raczej wchodząc w stan epoche), tworzy bezpieczną przestrzeń, w której Klient może odważyć się na „głębszą odsłonę siebie”, patrząc drugiemu w oczy bez lęku przed oceną.
To samo dotyczy Spotkania poza relacją terapeutyczną.

Aby Spotkanie mogło się wydarzyć, musimy wypracować postawę dostępności (disponibilité), która ma duchowy znak jakości. Wejść na drogę od postrzegania Drugiego jako Problemu do widzenia go jako Tajemnicy, Być dostępnym to być gotowym na przyjęcie obecności Drugiego w taki sposób, by znalazł on miejsce wewnątrz naszego przeżycia, głębi nas samych. Osoba niedostępna w kontakcie jest zagracona sobą, swoimi sukcesami czy statusem eksperta, co czyni ją nieprzejrzystą dla drugiego człowieka.

W chwilach najgłębszego kryzysu, rozpaczy czy poczucia bezsensu w życiu to momenty, gdy otwieramy się na cierpienie drugiego człowieka, chociaż sami stoimy w obliczu takiego samego lęku czy kryzysu, na przykład w chwili śmierci bliskiej osoby.
W gabinecie to właśnie momenty epoche, w których zawieszamy wyrok „beznadziejnego przypadku”, otwierają przestrzeń dla nadziei. Nadzieja nie jest tu optymizmem opartym na statystykach, lecz niezachwianą odmową uznania klęski Drugiego i niezachwianą nadzieją w jego odzyskanie siebie.

W Prawdziwym Spotkaniu język relacji to język obecności, a nie techniki. Prawdziwe leczenie duszy i więzi dokonuje się w sferze Ja-Ty, gdzie Drugi jest uznany w całej swojej prawdzie, a nie traktowany jako przedmiot do naprawy.
Jako terapeutka muszę pamiętać, że:
1️⃣ Spotkanie to Wydarzenie: nie da się go zaplanować, wymaga odwagi bycia poruszonym.
2️⃣ Jestem odpowiedzialna za „Twarz”: spojrzenie w oczy to dopiero początek zobowiązania, które współtworzy więź międzyludzką.
3️⃣ Cierpliwość jest metodą: cierpienie i proces odsłaniania prawdy wymagają czasu, a pośpiech bywa formą przemocy wobec Tajemnicy Osoby.
4️⃣ Budowanie dostępności to podstawa: nieustannie pracuję nad usuwaniem wewnętrznych blokad które uniemożliwiają mi bycie w pełni obecną.

Kiedy traktujemy cierpienie drugiego człowieka jedynie jako usterkę do naprawienia, wchodzimy w relację przedmiotową, którą Martin Buber nazwał relacją Ja-Ono – nastawioną na użyteczność i kontrolę, a nie na autentyczną obecność.

Ostatecznie, uzdrowienie nie polega na usunięciu symptomu, lecz na przywróceniu zdolności do dialogicznego otwarcia na świat. Tylko w takim „pomiędzy”, w momentach czystego epoche, rodzi się szansa na autentyczne spotkanie, które pozwala nam na nowo odnaleźć siebie w spojrzeniu Drugiego.
Jednocześnie Spotkanie to pomaga odnaleźć Drugiemu siebie w naszym spojrzeniu.
Aż wreszcie odnajdujemy i łączymy się w jednym przeżyciu, widząc nawzajem w swoich oczach „siebie widzącego siebie”.

I to jest piękne.

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕Język relacji: Twarzą w twa...
06/04/2026

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕
Język relacji: Twarzą w twarz z Drugim - Spotkanie, czyli momenty epoche.

WIELKANOC 2026Święto Ostary i Jare Gody odeszły w przeszłość, ale Krąg Życia toczy się nadal. Niezmiennie i zmiennie jed...
04/04/2026

WIELKANOC 2026

Święto Ostary i Jare Gody odeszły w przeszłość, ale Krąg Życia toczy się nadal. Niezmiennie i zmiennie jednocześnie.

Trwa Wielki Tydzień. Wielkanoc.

Opowieść o Mężczyźnie i Męskim Bogu, który umarł i zmartwychwstał, aby nas zbawić.
Opowieść, w której narracja o wiośnie, płodności, seksualności i triumfie życia nad śmiercią nabrała kolorytu cierpienia i męki - a przecież jest głównie o zmartwychwstaniu.

Nie podważam tej opowieści. W naszym kręgu kulturowym wrosła w nas wszystkich. I wszystkim, którzy opowiadają ją swoim życiem, życzę Dobrych i Radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego.

Gdzieś pod skórą i warstwami historii toczy się inna opowieść, z czasów, gdy Światło również wygrało z Ciemnością, ale j***o wiązało się z kultem płodności i początkiem kosmosu oraz całego otaczającego nas świata.
Z Kobietą-Boginią, z Kobietą Matką, która obejmowała sobą całe życie, z wpisanymi w nie narodzinami i śmiercią.
W której pisklę kurczaka mogło oznaczać duszę pod postacią ptaka a kogut był symbolem męskiej witalności i seksualności.
W której smaganie wierzbowymi witkami zapewnić miało płodność i obfitość a oczyszczająca woda była święta, nawet jeśli nie święcona.

Oby spotkały się gdzieś w Magicznym Pomiędzy a wraz z jajkiem i zającem w naszych domach zagościła wszelka Płodność i Obfitość.
Ciemności nie wolno lekceważyć, ale można ją rozświetlać. Bo chociaż tak jej się boimy, zawiera w sobie obietnicę Nowego Życia.
Z szacunkiem dla tych, którzy cierpią i umierają zmartwychwstajmy w bliskości i radości 🐣🐑🐇

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕Co mówi o Tobie Twój Dom i ...
02/04/2026

❕JAK OPOWIEDZIEĆ NIEWYPOWIEDZIANE - JĘZYKI, KTÓRYMI MÓWIĄ PACJENCI / KLIENCI (PSYCHO)TERAPII❕
Co mówi o Tobie Twój Dom i ulubione przedmioty: Dom jako Mapa Duszy i kluczowy element tożsamości.

▪ Teza: Możliwość poznania i obecności w bezpośrednim otoczeniu Klienta (jego Domu) jest jedną z największych korzyści terapii online) ▪

Jeśli czytasz te słowa ze swojej prywatnej przestrzeni, oderwij wzrok od ekranu i rozejrzyj się wokół siebie. Popatrz na kształty, barwy i rozmieszczenie przedmiotów wokół Ciebie. Zerknij na kolor i fakturę ścian. Firanki, zasłony, rolety zdobiące okna. Wszystko to, co zdecydowałeś się umieścić w miejscu, gdzie zasypiasz i budzisz się na co dzień. Bachelard, filozof, fizyk i poeta, uznał, że przestrzeń zewnętrzna domu stanowi odbicie Twojego wewnętrznego świata. Porównał dom do gniazda czy muszli a nawet przedłużenia łona matki, które przyjmuje, obejmuje i chroni. Jego zdaniem domowa enklawa jest częścią nas, podobnie jak my jesteśmy jej częścią a ucząc się w niej mieszkać – uczymy się zamieszkiwać nasz wewnętrzny świat.

Pamiętam, kiedy dom „ucieleśnił się” po raz pierwszy w moim gabinecie. To już niemal 20 lat temu. Metafora domu z wieloma pokojami pojawiła się spontanicznie w kontakcie z Osobą, która była tak poraniona i podzielona na małe kawałeczki (dezintegracja), że każdą z części trzeba było zająć się oddzielnie a wyobrażony (a potem stopniowo rysowany) dom stanowił doskonałe narzędzie do integracji tych części. Oparłam na tej metaforze cały proces, z zachwytem towarzysząc w odkrywaniu a czasem budowaniu kolejnych pokoi, pięter, strychu, piwnicy. Pamiętam moment, gdy pojawił się płot i psy-strażnicy a potem piękny ogród z altaną i jeziorkiem. A potem spotkania mieszkańców we wspólnej przestrzeni a nawet… pierwsi goście. Dzisiaj, teraz, kiedy piszę te słowa, uśmiecham się na myśl o tamtym procesie.

Pamiętam, kiedy inna Osoba, rysując plan swojego rzeczywistego mieszkania i mając za zadanie oznaczyć kolorem miejsca, w których pracuje, z ogromnym szokiem patrzyła na powierzchnię niemal całkowicie pokrytą czerwienią.

Pamiętam też jak ja sama przechodziłam proces „zapraszania” kolejnych przedmiotów do mojego wcześniej niemal pustego gabinetu – bo kiedyś tak mnie uczono, żeby nie zagracać przestrzeni, co miało zakłócać proces Klienta. Łatwe to nie było ale stopniowo pojawiały się świeczki i świeczniki, olejki zapachowe, obrazki, książki i poduszeczki. Jedna z nich: puchate, czerwone serduszko, cieszyła się szczególną sympatią Klientów. Kiedy pojawiała się w procesie delikatna, wrażliwa część, często zwana Wewnętrznym Dzieckiem, jasio-podusia był znakomitym obiektem do eksternalizacji, najczęściej wybieranym przez Osoby, którym Towarzyszyłam. Do dziś pamiętam, kiedy jedna z nich pod koniec sesji oświadczyła zdecydowanie, że nie odda poduszki/dziecka, bo jest jej i musi się nim zaopiekować i nacieszyć. Po czym wyszła z nim pod pachą (za moją zgodą). I jak po kilku tygodniach przyniosła go z powrotem mówiąc, że to już tylko poduszka, bo Wewnętrzne Dziecko to ona ma w środku.

Pamiętam też Osoby, które albo przynosiły i pokazywały mi swoje Przedmioty Mocy z taką dumą jak przedstawiciele ludów natywnych nosili na szyi woreczki z medicine a szamani – swoje totemy. W głowie pojawiała mi się myśl: „obiekty przejściowe” ale zawsze z pełnym szacunkiem przyjmowałam znaczenie, jakie nadawali im moi Klienci.

Ale największą lekcję przyniosła mi praca online niosąca ze sobą „bycie zaproszoną” do prywatnej przestrzeni Klienta. Zaczęłam pracować w ten sposób już w 2009 roku, jednocześnie pisząc poradnik z obszaru tzw. eurosieroctwa. To był czas, kiedy po kilku latach wyjazdów zarobkowych do krajów unijnych pojedynczych osób, zaczęły wyjeżdżać całe rodziny. Zaaklimatyzowanie się w innej kulturze, zbudowanie w jej ramach własnego „gniazda”, przyniosło duże zapotrzebowanie na wsparcie terapeutyczne a ja uczyłam się jak to jest bywać „gościem” w domu Klienta a nie gościć go w mniej lub bardziej neutralnym środowisku gabinetu. Kolejne wyzwanie a zarazem odkrycia pojawiły się, gdy w obliczu covida procesy gabinetowe musiały przenieść się na jakiś czas online. Wiele z nich ruszyło gwałtownie do przodu, wszystkie przyniosły informacje o Klientach, których prawdopodobnie nigdy nie zyskałabym w gabinecie.

Patrząc na to zjawisko bardziej specjalistycznie, można uznać, że współczesna terapia przechodzi mocną zmianę paradygmatu – proces coraz częściej przenosi się z gabinetu do nasyconej znaczeniami przestrzeni domowej Klienta. Dom, postrzegany przez pryzmat psychologii środowiskowej, neuropsychologii czy fenomenologii, przestaje tym samym być jedynie tłem sesji a zaczyna nabierać charakteru „mapy duszy”. Staje się rodzajem trójwymiarowego zapisu tożsamości i mechanizmów regulacyjnych – w miejsce „neutralnego kontenera” gabinetu. Bezpośredni wgląd w otoczenie pacjenta podczas sesji online zwiększa trafność ekologiczną diagnozy, wzmacnia sprawstwo pacjenta oraz pozwala na projektowanie interwencji w jego „naturalnym środowisku”, stanowiącym centralny punkt organizacji tożsamości miejsca (place identity) oraz „centralny punkt odniesienia ludzkiej egzystencji”.

W nurcie psychologii środowiskowej dom jest definiowany jako psychofizyczna przestrzeń będąca przedłużeniem „ja” mieszkańca. Dzięki procesowi personalizacji: od doboru kolorów po rozmieszczenie pamiątek, jest formą ekspresji unikalnej tożsamości jednostki. Badania potwierdzają, że obserwatorzy potrafią z dużą dokładnością odczytać cechy osobowości mieszkańców, analizując jedynie ich pokoje.
Zgodnie z psychologią środowiskową i fenomenologią przestrzeni, przedmioty, którymi się otaczamy, stanowią „symboliczny język” komunikujący naszą tożsamość oraz cechy osobowości. Analiza wystroju domu pozwala z dużą dokładnością odczytać profil mieszkańca, szczególnie w oparciu o model Wielkiej Piątki.
W literaturze przedmiotu znajdziemy informacje o przedmiotach i atrybutach przestrzeni, które najdokładniej zdradzają nasze cechy. Są to:
1️⃣ Systemy organizacji i przechowywania: obecność oraz panujący w nich ład i porządek są najsilniejszymi wskaźnikami sumienności. Brak niepotrzebnych przedmiotów sugeruje silne mechanizmy kontrolne i zorganizowanie jednostki.
2️⃣ Książki, dzieła sztuki i pamiątki z podróży: nagromadzenie tych obiektów oraz ogólna różnorodność sensoryczna wnętrza świadczą o wysokiej otwartości na doświadczenie. Wskazują one na elastyczność poznawczą i poszukiwanie nowych perspektyw.
3️⃣ Zdjęcia grupowe i meble dla gości: liczne fotografie z innymi ludźmi oraz przestrzeń wyraźnie przygotowana na wizyty osób trzecich są domeną ekstrawertyków, odzwierciedlając ich silną potrzebę stymulacji społecznej.
4️⃣ Rośliny, miękkie tkaniny i pamiątki rodzinne: przedmioty te, w połączeniu z ciepłą kolorystyką, wskazują na ugodowość. Świadczą o dążeniu do harmonii oraz nasycaniu przestrzeni elementami afektywnymi, co jest szczególnie częste u kobiet.
5️⃣ Nagromadzone przedmioty i chaos wizualny: nadmiar przypadkowych rzeczy może być sygnałem neurotyczności. Taki „chaos” często pełni funkcję „pancerza”, który ma chronić mieszkańca przed lękiem lub pustką wewnętrzną.
6️⃣ Szuflady, szafy i skrytki: Gaston Bachelard wskazuje, że te „mikroprzestrzenie” służą do porządkowania życia wewnętrznego i ukrywania fragmentów jaźni. Sposób, w jaki dbamy o te miejsca, odzwierciedla stopień naszego zaufania do świata i zdolność do otwierania się przed innymi.
7️⃣ Przedmioty „pielęgnowane”: meble, które są regularnie polerowane lub czyszczone z dużą uwagą, stają się częścią „porządku wspólnotowego” i świadczą o głębokim zakorzenieniu mieszkańca w domowej rzeczywistości.
Terapeuta online, mając wgląd w te materialne atrybuty w „naturalnym laboratorium” pacjenta, zyskuje dane o wysokiej trafności diagnostycznej, które w sterylnym gabinecie mogłyby pozostać nieujawnione.
Bachelard w „Poetyce przestrzeni” analizuje dom jako „narzędzie do śnienia” i „topografię naszego bytu intymnego”. Kluczowym pojęciem w jego analizie jest wertykalność domu, gdzie poziomy architektoniczne odpowiadają warstwom psychiki. I tak:
▪ Poddasze/strych ma symbolizować racjonalność, jasność myśli i intelektualizację.
▪ Piwnica z kolei reprezentuje nieświadomość, wypartą przeszłość i irracjonalne lęki.
▪ Szuflady i szafy służą natomiast do porządkowania życia wewnętrznego i ochrony tajemnic.
Terapeuta online może obserwować, w której „części” swojej wewnętrznej architektury pacjent decyduje się przebywać, co niesie istotny ładunek diagnostyczny.

Z neuropsychologicznego punktu widzenia dom odnosi się do biologii przywiązania i bezpieczeństwa. Nasze połączenie z nim jest głęboko zakorzenione w strukturach mózgu, szczególnie w hipokampie, który zawiera komórki miejsca (place cells) oraz komórki sieciowe (grid cells). Tworzą one wewnętrzny system współrzędnych łączący lokalizacje z afektem. Przebywanie w domu aktywuje tryb „bezpiecznej nawigacji”, co może obniżać aktywność ciała migdałowatego i ułatwiać dostęp do trudnych treści autobiograficznych. Więź z domem regulowana jest przez układ oksytocynowy i dopaminergiczny, co sprawia, że „bycie u siebie” jest biologicznie nagradzające i sprzyja plastyczności mózgu.
Terapia online pozwala też na bezpośrednią obserwację poziomu chaosu domowego, który jest silnym stresorem środowiskowym. Badania wykazują, że życie w chaotycznym otoczeniu koreluje ze spłaszczeniem dobowej krzywej wydzielania kortyzolu i trudnościami w regulacji emocji. Z kolei stałe rutyny domowe działają jako bufor chroniący przed negatywnymi skutkami stresu i promują odporność psychiczną (rezyliencję).

Terapia online diametralnie zmienia też dynamikę relacyjną. To nie terapeuta a Klient staje się gospodarzem. Daje to Klientowi poczucie kontroli i autonomii, co jest kluczowe dla osób z traumami relacyjnymi. Z badań wynika również, że Klienci online często odczuwają mniejszy wstyd i stygmatyzację, co sprzyja większej otwartości i autentyczności w procesie samoujawniania.
Mimo korzyści, model ten stawia nowe wyzwania etyczne dotyczące granic intruzywności. Terapeuta musi z dużą delikatnością wprowadzać komentarze dotyczące otoczenia i dbać o to, by pacjent czuł się bezpiecznie w swoim „sanktuarium”.
Niemniej jednak Dom jako mapa duszy to metafora uświadamiająca, że proces terapeutyczny dzieje się tam, gdzie pacjent żyje na co dzień. Psychoterapia online, umożliwiając poznanie fundamentu stabilności psychicznej pacjenta, jakim jest jego dom, staje się kluczem do głębokiej i trwałej zmiany.

A terapeuta? Cóż, terapeuta jest gościem: w domu i w życiu Klienta.

Adres

Kraków

Telefon

+48791038988

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Aneta Gajda-Boryczko. Counselling i Terapia Gestalt. umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Aneta Gajda-Boryczko. Counselling i Terapia Gestalt.:

Udostępnij