23/04/2026
Czemu nie odpisuje? Czy to koniec związku/ przyjaźni😭 ? Czy mogę wyciszyć telefon na czas nauki 🙉co jeśli ktoś akurat napisze że ma gorszy nastrój a ja nie odpiszę od razu 😱? Czy coś strasznego się wydarzy jeśli przez chwilę nie będę dostępna/y ....
Temat, który ciągle przewija się w gabinecie a Emilia Owoc tak świetnie o tym napisała, że udostępniam.
Jak długi czas nieodpisywania jest ok? 15 minut? Może trzy godziny? A może tyle ile potrzeba, żeby przeczytać ten długi post?
Do pracy dojeżdżam pociągiem. Traktuję to jak śluzę - czas życiem prywatnym a pracą, który służy oddzieleniu obu tych obszarów. Często wtedy czytam książkę, piszę ze znajomymi albo gram w gierki. Staram się nie rozmawiać w pociągu przez telefon - szanuję przestrzeń innych i prywatność ewentualnego rozmówcy.
Zazwyczaj w pociągu jest względnie cicho, każdy zanurzony w swoim świecie. Ale zdarzają się historie angażujące cały wagon (kto jeździ - ten wie), staję się wtedy niechętnym i niemym świadkiem czyjejś prywatności. Parę dni temu grupa młodzieży analizująca perypetie sercowe nieobecnego kolegi poruszyła bardzo ciekawy temat. Było podobno tak, że obgadywana dziewczyna tego obgadywanego chłopaka zareagowała bardzo intensywnie, kiedy nie odpisał jej przez kwadrans. Młodzież wspólnie doszła do wniosku, że kwadrans to przesada. Zaciekawiło mnie czy znajdą punkt czasowy, który uznają, za granicę kultury osobistej. Znaleźli - trzy godziny.
Myślę, że nasze pokolenie - zanurzone w cyfrowym świecie, ale pamiętające wszystkie etapy tej rewolucji, może sporo wnieść do tej dyskusji.
Bo było to tak:
1991 - telefon u sąsiada, międzymiastową do cioci w innym województwie trzeba było zamówić i czekać na stołku (tak - jak w Stranger Things w odcinku w ZSRR, dokładnie tak samo)
1998 - telefon w prawie każdym domu, przypięty kablem do ściany. Jak dzwoni to biegniesz potykając się o meble i kota, bo trzeba odebrać. Za to działa nawet jak nie ma prądu
2002 - telefon komórkowy typu "cegła". wszystko drogie, puszczamy sobie "sygnały", które znaczą różne, domyślne rzeczy ("dojechałam", "odbierz mnie z dworca", "myślę o tobie")
2005 - gadu - gadu tylko na komputerze stacjonarnym. Tryb niewidoczny ratuje przed efektem "jest dostępny, a nie odpisał"
2008 - era darmowych połączeń do wybranych numerów. Okazuje się że 6h dziennie to policzalny i zdecydowanie kończący się zbiór impulsów
2010 i dalej --> to już wszyscy wiedzą
Bycie wyłącznie online jest dla nas nienaturalne i niezdrowe. To tak, jak urządzenia elektroniczne w trybie stand-by - nasz układ nerwowy będąc w ciągłej gotowości zużywa dużo energii, której potem brakuje nam na inne sprawy.
Szczególnie niszcząco ten efekt działa na zasoby uwagowe - tak naprawdę nie jesteśmy w stanie dzielić swojej uwagi, możemy ją tylko zręcznie przerzucać pomiędzy różnymi zadaniami. Więc na dobrą sprawę możemy czuć się zajęci jak CEO wielkiej korporacji, kiedy przerzucamy swoją uwagę pomiędzy komunikatorami, powiadomieniami z gier, śledzeniem nowości w streamingach, a tak naprawdę nie robimy nic efektywnego.
Kiedy atakuje mnie FOMO (oczywiście, że mnie też dopada), albo czuje jak zwyczajnie męczy mnie cyfrowa stymulacja zadaję sobie pytanie: co bym robiła teraz gdyby to był 1998 rok? Albo 2005?
Wtedy, w tej chwili przerwy, wyszłabym na balkon popatrzeć na ptaki na drzewie, wzięłabym książkę, może zabrałabym się za jakąś pracę, albo wyszłabym z domu. Już samo patrzenie w dal przez okno - niby bezmyślne - może stanowić świetny odpoczynek dla oczu i mózgu, który zaowocuje dobrą myślą, rozluźnieniem, wydajnością, czy zwyczajnym dobrostanem.
A co z tym światem, który po kwadransie ma dyskomfort, po trzech godzinach się denerwuje, a po 12tu przesyła propozycje wieńców pogrzebowych do wyboru, bo skoro nie odpisujesz to najpewniej nie żyjesz... Musimy się wszyscy trenować w odraczaniu gratyfikacji i odnajdowaniu życia w życiu. Świat przeszedł rewolucję w 20 lat, nie da się jej odwrócić, ale trzeba w tym znaleźć siebie. I nie oszaleć.
zdjęcie stare, ale z pociągu