04/01/2026
Ludzie w nocy maile piszą.
"Miało być więcej wspólnego rodzinnego czasu a mąż znowu bierze kolejne zlecenia jakby uciekał z domu. Jesteśmy 19 lat razem, jesteśmy z dość biednych rodzin. Ciężką pracą wszystko zdobyliśmy sami,kilka lat temu stanęliśmy na nogach. Mamy jedną kilkunastoletnią córkę. Żyje nam się spokojnie. Życie nas nie rozpieszczało, tragiczna śmierć w najbliższej rodzinie wywarła na nas wielki wpływ. Obiecaliśmy sobie, że będziemy więcej czasu spędzać razem. Powtarzam od lat mężowi, że córka będzie coraz mniej chciała i potrzebowała czasu z nami. Mąż mówi, że wie. Ma wiedzę z pedagogiki, tzn tak myślałam.
Ciągle poszukuje nowych i nowych wyzwań. Tłumaczy, że robi to dla rodziny. Jednak po co te pieniądze jak nie możemy ich spożytkować na wspólne wyjazdy, wyjścia. Ciągle go nie ma.
Planujemy wyjazd na 5 dni,on po 3 dniach mówi, że musi wracać. I wraca. Pracuje bo chce. Podejrzewałam go o romans ale to nic z tych rzeczy.
Angażuje się w różne akcje, lubi w naszym małym środowisku błyszczeć, być podziwianym. Jesteśmy taką insta rodziną. Wielu nas podziwia, pewnie nam zazdrości. Moje koleżanki mówią, że mam fajne życie. Niestety nie mam ale po co im o tym mówić. Jestem uśmiechnięta, mam dobry samochód, finansowo, mam co chcę.
W listopadzie odkryłam, że córka samookalecza się. Trafiła na terapię. Robi to od wakacji. Ma niebezpieczne myśli. Mąż jest z boku tego, czuje się zraniony przez córkę "bo przecież on to wszystko dla nas robi" a ona tego nie potrafi uszanować.
Nie potrafi tego zrozumieć. Ciągle mówi, że inne dzieci marzą o takim życiu jak ma ona. Ma fajne ciuchy, gadżety, wyjeżdża na zagraniczne obozy, chodzi na drogie zajęcia, sporty a tu samookaleczenia.
Martwię się. Córka coraz częściej obarcza nas za swoje nieszczęście.
Grafik mojego męża do marca nie zakłada aby mógł pójść z córką na terapię. Mówi, że w kwietniu.
Ona ze łzami mówi, że do tego czasu nie wie co będzie.
Mąż mówi, że to szantaż emocjonalny.
Muszę coś zmienić."