05/07/2018
Ja też byłam w chodziku…
Tak, byłam chodzikowym dzieckiem. I zapłaciłam za to cenę- kłopoty szkolne. Moja diagnoza z poradni opisywała skrzyżną lateralizację, dysgrafię i dysortografię. Miałam być oceniana tylko na podstawie odpowiedzi ustnych. Gdy miałam kłopoty z czytaniem moja mama sprowadzała kasety z nagraną lekturą, teraz jest łatwiej- mamy audiobooki. Pokochałam czytanie w wieku 17lat kiedy mój mózg dojrzał na tyle, że przestało to być dla mnie kłopotem. Ale pomimo tego wszystkiego nauka nigdy nie sprawiała mi kłopotów- bardzo lubiłam się uczyć, choć może nieco innych rzeczy niż nauczane w szkole. W podstawówce zazwyczaj miałam świadectwo z paskiem, ale tylko dzięki temu, że opinia z poradni obowiązywała ;) i mogłam wypowiadać się ustnie. Cóż, w liceum już tak łatwo nie było, ale jakoś minęło… Czemu to piszę? Bo szlag mnie jasny trafia, gdy widzę rady i opinie, takie jak „ja byłam wychowywana w chodziku i nic mi nie jest”, albo „moje dziecko też tak ma, to znaczy, że Twoje jest ok.” A skąd wiesz? Dlaczego stawiasz diagnozę bez wiedzy i zbadania? I to na podstawie tego, że wydaje Ci się, że jak u Ciebie tak jest to jest ok? No to trochę dawki wiedzy na temat układu ciało-mózg, który jest nierozłączny.
Mózg wydaje polecenia ciału. Tak myśli większość z nas. Czyli jak wymyślę sobie, że zrobię herbatę, to mózg mówi ciału co ma zrobić. Nie byłoby to możliwe gdyby ten mózg nie nauczył się wcześniej jak posługiwać się ciałem. Do tego potrzebne są lata nauki czucia ciała. Zobacz z jaką uwagą i koncentracją Twoje dziecko uczyło się chwytać różne przedmioty ;) A potem chodzić. A pamiętasz jak uczyłeś się pisać? Pomimo tego, że wiedziałeś jak ma wyglądać dana litera to spod ręki wychodziły zupełnie inne kształty. He he he… Niektórym to zostało aż do dorosłości ;) Ale co to ja miałam? A! Chodzi mi o to, że nasze ciało wysyła do mózgu miliony informacji na sekundę. I ten nasz mózg uczy się rozpoznawać te sygnały z czasem. To się nazywa dojrzałość układu nerwowego. On musi być dojrzały do przejścia na kolejny level gry „być sprawnym”. A co się stanie, jeśli wstawimy niedoświadczonego gracza- z poziomu 5 od razu na 15? Czyli np. dziecko, które nie umie siedzieć posadzimy, obłożymy poduszkami i będziemy „ćwiczyć” umiejętność siedzenia… Będzie się starał osiągnąć poziom bez uzyskania poprzednich umiejętności, a tu mówimy o pełzaniu i przejściu do siadu, które będą kluczowe w uzyskaniu umiejętności ruchu naprzemiennego. A ten ruch będzie konieczny na poziomie 624, czyli w nauce czytania. Serio! To, czy przeskoczymy dumnie etap wcześniejszy może (i zazwyczaj ma) wpływ na dalsze etapy gry. My mamy szczęście żyć w czasach, gdzie tą wiedzę mamy. Moja mama nie miała takich możliwości jak my teraz i ja utworzyłam drogi odpowiedzialne za wiele umiejętności dużo później lub dopiero w życiu dorosłym, gdy ćwiczyłam na sobie po kursach kinezjologii edukacyjnej.
Przedstawiłam tu jedynie ułamek możliwych konsekwencji. Nie skupiłam się na układzie ruchu, który też musi być gotowy do podjęcia następnych etapów rozwoju. Sadzając maluszka, który jeszcze nie osiągnął dojrzałości często doprowadzamy do tego, że wisi on na układzie więzadłowym, bo mięśnie są za słabe by podjąć się utrzymania postawy. Kierujemy rozwój w kierunku skoliozy, napięć obręczy górnej itd.
Tak, ja też byłam wsadzana do chodzika :( Ale ja teraz wiem ile pracy mnie to później kosztowało. Jak masz wątpliwości poszukaj specjalisty, nie pytaj na forum, to może być zgubne ;)