Justyna Bohacz Praktyka Położnicza- porody domowe

Justyna Bohacz Praktyka Położnicza- porody domowe Jestem położną absolwentką Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Przyjmuję porody domowe. Przygotowuje pary do porodu. Przeprowadzam wizyty domowe. Patronaże.

Jeśli jesteś zadowolona z mojej opieki będzie mi miło jak zostawisz opinię 🤗

Statystyki 2025.Dziekuje moim cudownym koleżankom położnym, które wspierały mnie podczas asyst przy porodach. Wasza obec...
04/01/2026

Statystyki 2025.
Dziekuje moim cudownym koleżankom położnym, które wspierały mnie podczas asyst przy porodach. Wasza obecność, gotowość do pomocy w środku nocy, o północy czy w najbardziej nieoczekiwanych momentach – to dla mnie naprawdę coś wyjątkowego. Mogłam na Was zawsze liczyć i to daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa i siły. Jestem Wam za to niesamowicie wdzięczna 🤍
Dziękuję również położnym domowym, z którymi mam kontakt online – choć nie znamy się osobiście, zawsze mogę liczyć na Wasze wsparcie, rady i dobre słowo. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że w tej branży istnieje taka wzajemna pomoc i solidarność.❤️
Dziękuję rodzicom, których miałam przyjemność wspierać – za zaufanie, otwartość i możliwość towarzyszenia Wam w tym wyjątkowym momencie.

Dziś Boże Narodzenie.Czas, gdy prosimy o cuda.Kuba bardzo jednego potrzebuje – zdrowia.Jeśli możesz pomóc lub udostępnić...
25/12/2025

Dziś Boże Narodzenie.
Czas, gdy prosimy o cuda.
Kuba bardzo jednego potrzebuje – zdrowia.
Jeśli możesz pomóc lub udostępnić… dziękuję 🤍

Nadal zbieramy pieniążki

W tym całym chaosie są też oni - ludzie dobrego serca.
Przyjaciele, znajomi, czasem nawet zupełnie obcy, którzy potrafią podać rękę wtedy, gdy ja już opadam z sił.

Tacy, którzy dbają o mnie i wprost pytają ile śpię i czy regularnie jem 🫣
Tacy, którzy nie pytają „dlaczego?”, tylko po prostu są. Wspierają i mówią "jedź, zajmij się dzieckiem, a my ogarniemy", "zrób to, czy tamto, a my ogarniemy resztę", tacy, którzy kibicują i przede wszystkim wierzą.
Tacy, którzy rozumieją naszą sytuację i zamiast narzekać i pytać po co pobraliśmy badania nie mając na nie pełnej kwoty wiedzą, że czas odgrywa olbrzymią rolę i priorytetem było rozpoczęcie badań, a teraz trzeba ogarnąć resztę. Cegiełka po cegiełce...

To oni ❤️
Działają, wspierają, podtrzymują mnie, kiedy jako matka rozsypuję się na kawałki lub najzwyczajniej w świecie nie mam siły.
To dzięki nim wciąż stoję, mimo strachu, zmęczenia i niepewności.
Ich dobroć składa mnie z powrotem w całość - z całego serca dziękuję ❤️

A na zdjęciu najważniejszy bohater cierpliwie znoszący wszystkie te wizyty, wyjazdy, konsultacje, mnóstwo badań...

Jest bardzo dzielny 🥰
Mój prawie 10 latek ...

https://sercadlamaluszka.pl/nasi-podopieczni/jakub-bartnik

Kochani, proszę o pomoc dla synka mojej znajomej – Kubusia.Chłopiec zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi i potrz...
26/11/2025

Kochani, proszę o pomoc dla synka mojej znajomej – Kubusia.
Chłopiec zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi i potrzebuje wsparcia na leczenie oraz rehabilitację.

Każda, nawet najmniejsza wpłata ma ogromne znaczenie. ❤️
👉 Nr księgowy 6324 – Fundacja Serce dla Maluszka

https://sercadlamaluszka.pl/nasi-podopieczni/jakub-bartnik?fbclid=IwdGRjcAOUJBNjbGNrA5Qj9GV4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkDDM1MDY4NTUzMTcyOAABHnO_4pJkYyxDKonZpG8J-UD_Fbj4c9j1vDJL7mwBN6bL_SNMG-83max_3CoY_aem_Y0z7umIwFP5BNHxUdst5qw

Będę wdzięczna za udostępnienie. 🙏

Razem mamy , aby tworzyć lepsze jutro. Dołącz do grona naszych SuperBohaterów i odmień czyjś los.

Kiedy Jola zadzwoniła do mnie pierwszy raz i opowiedziała o swoim wcześniejszym porodzie zakończonym cięciem cesarskim, ...
24/11/2025

Kiedy Jola zadzwoniła do mnie pierwszy raz i opowiedziała o swoim wcześniejszym porodzie zakończonym cięciem cesarskim, bardzo chciałam pomóc jej „odczarować” tamto doświadczenie. Wierzę, że niektóre sytuacje w życiu pojawiają się po to, żeby nas czegoś nauczyć, otworzyć oczy i dać nam szansę, by następnym razem zrobić to inaczej.

Jej pierwszy poród został wywołany ze względu na jednorazowy epizod podwyższonego ciśnienia tętniczego. Indukcja nie przyniosła postępu i skończyło się cesarskim cięciem.
W kolejnej ciąży Jola była już zupełnie inną kobietą – świadomą, przygotowaną i zdeterminowaną. Pracowała z fizjoterapeutą, chodziła na jogę, szukała rozwiązań. Zadzwoniła do mnie, prosząc o nadzieję. Chciała spróbować urodzić siłami natury.

Początkowo rozważałyśmy poród w szpitalu, ale seria okoliczności, które pojawiły się później, zaprowadziły nas… do wody. Do domu. Do jej bezpiecznego miejsca.

Na pierwszym spotkaniu widziałam, że Jola potrzebuje planu – jasnego, konkretnego, rozpisanego. Przyznam, stresowało mnie to, bo poród nie lubi kontroli. On potrzebuje odpuszczenia. A u Joli był lęk – duży lęk przed indukcją, przed tym, że skurcze się nie rozkręcą, że dojdzie do deadlinu i będzie musiała położyć się na oddziale.

Afirmacje, wsparcie, spacery, zalecenia… krok po kroku wracała nadzieja, że ciało ruszy samo.
Bo poród po cięciu potrzebuje czasu – dojrzewania, spokoju, zrozumienia. I nie chodzi tylko o przygotowanie ciała, ale też o oswojenie tego strachu, który siedzi głęboko w człowieku.

Ale żeby nie było zbyt łatwo… tuż przed terminem dopadła jej rodzine grypa żołądkowa. W badaniach u Joli wyszedł wysoki stan zapalny i konieczna była hospitalizacja. W jednym ze szpitali zapadła decyzja o cięciu cesarskim. Jola – świadoma swoich praw – wypisała się na własne żądanie. Pojechała do innej placówki, gdzie kilku lekarzy wykonało badania i wykluczyło wskazania do CC. Po obserwacji wróciła do domu. Spokojna. Z luzem. Z poczuciem bezpieczeństwa, bo poznała personel, który traktował ją jak człowieka.

Powiedziała wtedy:
— Chciałabym urodzić w domu… ale nie nastawiam się.

Ustaliłyśmy więc, że rodzimy w domu, chyba że akurat mam dyżur — wtedy jedzie do szpitala.

Kiedy minął termin, lekarz dał zielone światło: w 41. tygodniu ewentualna indukcja, jeśli poród nie zacznie się sam.
Cudowna wiadomość — miałyśmy aż 7 dni. To bardzo dużo. Tym bardziej ze skurcze zaczęły sie już pojawiać.
Zapisy KTG piękne. Więc… czekałyśmy.

Co noc skurcze zaczynały się przy zmroku i wyciszały o świcie.
Były momenty zwątpienia…
„Pojadę do szpitala… niech zrobią to cięcie” — mówiła.
I zaraz dodawała: „Ale zjadłam, to i tak bym musiała czekać na znieczulenie”, więc zostawała w domu — a skurcze cichły. Natura wie, co robi.

Dzień przed porodem przyjechałam na KTG i na prośbę Joli sprawdziłam rozwarcie. Była pewna, że ma 3 cm.
Miałyśmy… dobre 6.
Cieniutką szyjkę, idealne warunki.
Jedynym moim stresem był mój nocny dyżur. Ale życie i tak zawsze pisze swój scenariusz.

Powiedziałam jej o wpływie ciemności na wydzielanie oksytocyny, więc Jola… całą noc siedziała przy zapalonym świetle, żeby „nie urodzić za szybko” i żebym zdążyła do niej wrócić.

Kiedy rano schodziłam z dyżuru, dostałam od niej zdjęcie czopa śluzowego z odrobiną krwi. Zadzwoniłam, żeby uspokoić — w głosie miała już „ten ton”.
Chciałam wrócić do domu po dyżurze, ale zmieniłam decyzję. Jechałam do niej od razu.

Gdy dotarłam, Jola była w wannie, uśmiechnięta, szczęśliwa, że przetrwała noc.
W badaniu: pełne rozwarcie. Skurcze rzadkie. Jola śmiała się, że specjalnie świeciła światło, żeby nie urodzić beze mnie.

Wyjęłyśmy ją z wanny, zaproponowałam różne pozycje wertykalne — główka zeszła pięknie.
Między skurczami potrafiła zasnąć i słodko pochrapywać.
Była absolutnie świadoma, spokojna.
Mówiła mężowi, jaką muzykę puścić.
Śpiewała.
Oddychała.
Była w swoim świecie.

Tętno Jagienki — idealne.
Mąż Joli cały czas obok: podawał wodę, karmił, wspierał. Był skałą.

Kiedy odeszły czyste wody, Jola znów była w wannie.
Pojawiło się parcie — te dźwięki, które budzą w położnych instynkt bojowy.
A kiedy Jagienka zaczęła „kukać” (dla niewtajemniczonych to znaczy pojawiać się i znikać), Jola potrafiła jeszcze żartować:
— Kuka? Czy nie kuka?

Niesamowite. W środku bólu — uśmiech. W środku wysiłku — poczucie humoru.

I wreszcie — przyszła.
Jagienka. Piękna, głośna, pewna siebie. Rodząca się z rączką przy twarzy — jakby już na wejściu chciała powiedzieć: „Hej, będę decydować.”

Łożysko urodziło się chwilę później, a Jola przeszła na swoje własne łóżko.
Do swojej sypialni.
Do swojego rytmu.

Dla mnie — bohaterka.
Nie poddała się.
Zaufała sobie.
Otworzyła się na to, co przyniesie ciało. I urodziła… w pięknym stylu.

Zaraz po narodzinach Jagienki jej tata zrobił coś niezwykle wzruszającego. Wyszedł na dwór, wyjął przygotowane wcześniej różowe kokardy i z dumą zawiesił je na bramie. Opowiedzieli, że będąc we Włoszech dowiedzieli się o tej tradycji ogłoszenia całemu światu, że właśnie przyszło na świat dziecko.

Tata Jagienki zrobił to z takim wzruszeniem i dumą, jakby chciał powiedzieć całemu światu:
„Ona już jest. Najpiękniejsza. Nasza.”

Kiedy Jagna uczyła się ssać, zadzwoniła jej babcia, mama Joli.
— Podać Ci telefon? — zapytałam.
Jola odpowiedziała:
— Ale mama nic nie wie o porodzie domowym 🫣😄 Powiem jej na spokojnie.

Godzinę później mama Joli przyjechała do domu, ponieważ starszy brat Jagienki bardzo chciał już wrócić po 2 dniach nieobecności - jakby czuł, że ktoś na niego już czeka.
I zastała… świeżo narodzoną wnuczkę.
Jej mina była bezcenna — mieszanka szoku, wzruszenia i dumy.

Ten poród był lekcją odwagi, zaufania i wspólnej siły.
Jola – cicha wojowniczka, która zmierzyła się ze swoim lękiem i wygrała.
Mąż Joli – opoka, która ani na moment nie puściła jej ręki.
A jej mama, babcia małej Jagienki – kobieta, która z miłością przyjęła ten wielki sekret, który wydarzył się dosłownie tuż obok niej.

Urodzili razem.
Przeszli przez to jako zespół.
Każdy z nich był w tej historii bohaterem.

A Jagienka?
Wybrała sobie idealny moment, idealne miejsce i idealnych ludzi, żeby przyjść na świat. I... zaczekała na mnie.

I to jest właśnie magia porodów, które prowadzi serce, a nie strach.

🧡🩷❤️
29/10/2025

🧡🩷❤️

💛 Bycie położną jest w sercu, nie w maci🌹y.

Czasem słyszę, jak położne zadają sobie pytanie:
„Jak mogę naprawdę zrozumieć kobietę po stracie, skoro sama tego nie przeżyłam?”
„Jak mam wspierać pacjentkę po poronieniu, po ciężkim porodzie, po operacji, skoro mnie to ominęło?”

I ja to rozumiem.
Bo czasem w naszej pracy rodzi się takie ciche poczucie, że żeby czuć, trzeba doświadczyć.
Że dopiero wtedy możemy być „wystarczająco dobre”, „naprawdę empatyczne”, „prawdziwe”.

Ale dziś chcę powiedzieć głośno — to nieprawda.
Bycie położną nie rodzi się z macicy.
Nie rodzi się z bólu, z utraty, z choroby.
Rodzi się z serca.

Tak, moje własne doświadczenia życiowe wiele mnie nauczyły.
Pokazały, jak wygląda świat po drugiej stronie łóżka szpitalnego.
Dały mi narzędzia i miękkość, której nie da się wyczytać z książek.
Ale nie one uczyniły mnie położną.

Położną uczyniło mnie serce.
To, które bije dla kobiet — niezależnie od tego, co przeżyły.
To, które czasem czuje bez słów, które po prostu jest obok.

Więc jeśli jesteś położną i czujesz, że nie masz w sobie „wystarczająco” — zatrzymaj się.
Masz w sobie wszystko, co najważniejsze.
Bo dobro, które nosisz w sercu, jest wystarczające.
To właśnie ono czyni Cię położną z prawdziwego powołania. 💛

Położna Małgosia

❤️🩷❤️
09/10/2025

❤️🩷❤️

Adres

Lubartów Gmina
21-100

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Justyna Bohacz Praktyka Położnicza- porody domowe umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Justyna Bohacz Praktyka Położnicza- porody domowe:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram