08/12/2025
Corinne Hofmann.
W 1986 roku młoda Szwajcarka Corinne Hofmann poleciała do Kenii na dwutygodniowy urlop. Miała dwadzieścia sześć lat, prowadziła świetnie prosperujący butik, żyła spokojnie i była w stabilnym związku. Niczego nie szukała. Niczego się nie spodziewała.
Aż pewnego dnia, na plażach Malindi, zobaczyła mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie spotkała — wojownika Samburu: wysokiego, z pomalowaną twarzą, owiniętego w jaskrawoczerwoną tkaninę. Nazywał się Lketinga. Był moranem, młodym wojownikiem swojego plemienia.
Corinne wspominała, że w tamtej chwili świat wydał dziwny dźwięk.
Jakby ktoś uderzył ją prosto w klatkę piersiową.
To nie była miłość od pierwszego wejrzenia.
To był szok.
Uderzenie.
Wróciła do Szwajcarii, ale nic nie wydawało się już jej własne: ani butik, ani mieszkanie, ani życie, które wcześniej pasowało do niej jak szyta na miarę sukienka. Jej dusza została w Afryce — wśród glinianych chat, w cieple Czerwonej Ziemi, w spojrzeniu, którego nie mogła zapomnieć.
Dlatego zrobiła coś, co wielu nazwałoby szaleństwem: sprzedała wszystko, zamknęła sklep, odeszła od partnera, pożegnała się z rodziną i poleciała z powrotem do Kenii.
Nie na wakacje.
Na stałe.
Życie w społeczności Samburu zupełnie nie przypominało tego, co Corinne znała do tej pory.
Brak bieżącej wody.
Brak elektryczności.
Brak komfortu, prywatności i miejsca, w którym mogłaby ukryć się, gdy ciało odmawiało posłuszeństwa.
Zamiast tego była:
sawanna,
plemienne rytuały,
wieczory przy ognisku,
kobiece obowiązki,
surowe zasady wspólnoty.
Corinne próbowała się przystosować.
A przynajmniej — starała się.
Nauczyła się nosić wodę na głowie, mielić kukurydzę, chodzić boso po czerwonym pyle.
Wyszła za Lketingę zgodnie z obyczajem Samburu.
Urodziła im się córka — Napirai, światło ich życia.
Jednak za tą romantyczną fasadą kryła się surowa codzienność.
Corinne zapadła na malarię, dur brzuszny, zapalenie wątroby.
Chudła, słabła, walczyła o przetrwanie w warunkach, których jej organizm nie potrafił znieść.
Relacja z Lketingą zaczęła się komplikować: zazdrość, kontrola, różnice kulturowe, głębokie niezrozumienie.
To, co zaczęło się od miłości — potem ciekawości, potem uporu — zaczęło zmieniać się w strach.
Pewnego dnia, po kolejnym wybuchu napięcia, Corinne zrozumiała, że nie może tam dłużej zostać.
To życie odbierało jej zdrowie, wewnętrzny spokój i — przede wszystkim — możliwość zapewnienia córce bezpiecznej przyszłości.
Zabrała to niewiele, co miała, wzięła Napirai na ręce i opuściła wspólnotę.
Podróż z wioski Samburu była prawdziwą odyseją: ciężarówki, autobusy, długie godziny w upale, wysoka gorączka.
Ale w końcu dotarła do Szwajcarii.
Wyczerpana, ale żywa.
Sama, ale bezpieczna.
I matka — bardziej niż kiedykolwiek.
Kilka lat później opisała swoją historię w książce „Biała Masajka”, która stała się międzynarodowym bestsellerem.
Lketinga nie został przedstawiony jako złoczyńca.
Był człowiekiem z innego świata, z innymi zasadami i innym sposobem kochania.
I choć ich historia nie zakończyła się jak baśń, oboje wiedzieli jedno:
to było niezwykłe spotkanie, niezwykły wybór — miłość, która nie pokonała czasu, ale na zawsze odmieniła ich życie.
Corinne powiedziała zdanie, które podsumowuje wszystko:
„W Afryce wiele straciłam. Ale to właśnie tam odnalazłam siebie”.
I być może dlatego ta historia jest tak niezapomniana:
nie idealna miłość, lecz miłość na tyle odważна, by przekroczyć dwa światy — i pozostawić ślad w każdym z nich.