29/12/2025
Intymnie, cicho i uważnie chodziłam dzisiaj po szarej posadzce Muzeum Narodowe w Lublinie sycąc oczy kolorami, formami i światłem zatrzymanym na płótnach polskich malarzy należących do tzw. szkoły monachijskiej w XIX i XX wieku.
I choć dominującym tonem wystawy "Monachijczycy" zdaje się być rozumiana po sienkiewiczowsku polskość to mnie zachwyciły zgoła inne elementy. Mianowicie...
1. detale - zapierająca dech szczegółowość i precyzja zmuszała mnie do stania przed niejednym obrazem nad miarę długo, żeby - na przyklad - wchłaniać urok opadłych płatków kwiatu umieszczonego w pracowni malarskiej ukazanej na płótnie Maleckiego
2. technika pracy pastelami - niewiarygodny potencjał malarski w kredce Wyczółkowskiego ("Portet Edwarda Chmielarczyka") czy Stryjeńskiej
3. operowanie kolorem u Brandta czy Wierusza-Kowalskiego po prostu przeniosło moje oczy, serce i ciało na rozległe, zimowe, zmierzchające równiny Polesia, po których chodzą wilki lub mknie z impetem trójkonny zaprzęg
Z nieukrywaną przyjemnością i rodzajem wzruszenia schodziłam po schodach lubelskiego zamku ciesząc się, że nie muszę już koniecznie jechać do Warszawy, Krakowa, Amsterdamu czy Londynu, by obejrzeć kawał dobrej sztuki. Że mogę wyjść w zwyczajne, szare popołudnie na spacer w kierunku Bramy Grodzkiej i kilka kroków dalej spotkać się z pięknem najwyższej klasy.
https://facebook.com/events/s/monachijczycy-gierymscy-stryje/801759899456093/