23/03/2026
"Współczesna pogoń za samorozwojem i mitycznym stanem przepracowania napędzana jest głębokim poczuciem niewystarczalności. Bycia niejakimś, niejakąś, innym, inną niż reszta. A w świecie, w którym ignoruje się uwarunkowania ekonomiczne, polityczne czy społeczne, jednostka staje się w pełni odpowiedzialna – i za swoje sukcesy, i za wszelkie porażki. Jesteśmy więc samotnymi i wyizolowanymi społecznie wolnymi elektronami, które system ograbił z poczucia łączności z drugim człowiekiem.
Dlatego trafiamy do gabinetów terapeutycznych z nadzieją, że można żyć pełniej, nie czuć dojmującej pustki i bezsensu. "
"Współczesna pogoń za samorozwojem i mitycznym stanem przepracowania napędzana jest głębokim poczuciem niewystarczalności. Bycia niejakimś, niejakąś, innym, inną niż reszta. A w świecie, w którym ignoruje się uwarunkowania ekonomiczne, polityczne czy społeczne, jednostka staje się w pełni odpowiedzialna – i za swoje sukcesy, i za wszelkie porażki. Jesteśmy więc samotnymi i wyizolowanymi społecznie wolnymi elektronami, które system ograbił z poczucia łączności z drugim człowiekiem.
Dlatego trafiamy do gabinetów terapeutycznych z nadzieją, że można żyć pełniej, nie czuć dojmującej pustki i bezsensu. Tyle że, idąc do psychoterapeuty, nigdy nie będziemy mieć pewności, że tym razem będzie inaczej. Że tym razem nie będziemy kręcić się w kółko z tym samym problemem. Że dzięki jednemu protokołowi uporamy się z przeszłością raz na zawsze. Złudzenie, że psychoterapię da się wyczerpująco ująć w ramach jednego, dogmatycznego podejścia, ignorując dorobek pozostałych nurtów czy niemierzalny czynnik ludzki, który odgrywa nieocenioną rolę w pracy z pacjentem, jest, no właśnie, złudzeniem. Proces terapeutyczny nadal będzie nieść za sobą ryzyko porażki, braku zmiany, czasem nawet chwilowego pogorszenia. Nikt nie da pacjentowi czy pacjentce gwarancji sukcesu. I dobrze, bo byłoby to skrajnie nieetyczne. Podejmując się pracy nad sobą, będzie trzeba zmierzyć się z tym, że ta praca nie od razu przyniesie ulgę. Że czasem jakiś niekontrolowalny element jak ton głosu czy spojrzenie terapeuty rozłoży nas na łopatki i będzie tym czymś, co przechyli szalę i doprowadzi do zmiany. I że będzie to nie do odtworzenia, nie do zmierzenia, i że dla nas samych będzie to kompletnie niezrozumiałe. A jednak coś to w nas ruszy. I że czasem, w sytuacjach niełatwych do diagnostycznego zaszufladkowania, najrzetelniej przebadany protokół niewiele zdziała, zostawiając nas z poczuciem frustracji i bezsilności.
Decydując się na to, żeby rozpocząć proces psychoterapii i zajrzeć we własną historię, obdarzyć ją troską i uwagą, warto pojednać się z tym, że ta historia nie zawsze odwdzięczy się natychmiastowymi sukcesami i rozwiązaniami. Czasem po dwóch krokach naprzód będzie trzeba o jeden się cofnąć. A to nam się zazwyczaj nie podoba. Tak samo jak fakt, że terapeuta nie zna odpowiedzi na najbardziej nurtujące nas pytania, przyjmuje niekiedy postawę niewiedzenia, zamiast szukać jednoznacznych wyjaśnień złożonych problemów, i nieustannie weryfikuje, czy postawione przez niego robocze hipotezy są wciąż aktualne.
Ale pomimo tych wszystkich trudów, rozczarowań i ambiwalencji wejście w proces terapeutyczny z czasem może pomóc nadać naszym doświadczeniom znaczenie i opowiedzieć je sobie inaczej niż dotychczas. Sprawić, że łatwiej będzie poukładać się zarówno z wszystkim tym, co nam się przydarzyło, jak i tym, czego nam w przeszłości zabrakło. I z cierpliwością, której nie było nam dane wcześniej zaznać, znosić własne frustracje i mieścić w sobie sprzeczne emocje. Praca nad sobą nie niesie gwarancji lżejszego życia. Jest natomiast jedyną znaną mi drogą do lepszego zrozumienia, z czego się składamy, jak nasza przeszłość przenika wszystko to, czego doświadczamy dzisiaj, co z tego jest nasze, a co należy do tych, którzy kiedyś decydowali za nas. I dokąd chcemy dalej zmierzać, tak aby mieć poczucie wpływu na to, jak wygląda nasze dorosłe już życie. Paradoksalnie w toku pogłębionej pracy nad sobą przestajemy się tak bardzo nami samymi interesować. Zaciekawiamy się natomiast tym, co dookoła nas, co ponadjednostkowe i sensotwórcze. I w tym zwrocie dostrzegam moment niezwykłej ulgi."
K**a Wojtkiewicz, Sobą zajęci, Wyd. Agora
fot Krisjanis Mezulis