27/03/2026
Powiedział: „kochanie, ja się zmienię…” - to zdanie, które w gabinecie słyszę chyba częściej niż „dzień dobry”.
Przychodzi do mnie kobieta. Zmęczona, ale jeszcze wierząca. Opowiada, że tym razem jest inaczej. On się stara, rozmawia, ba nawet czasami słucha, a nie tylko słyszy. Jest czuły „jak nigdy wcześniej”….
Pytam spokojnie: „Od kiedy?”.
„Od tygodnia… odkąd powiedziałam, że odchodzę”.
I tu zaczyna się cała psychologia tej „zmiany”.
To nie jest transformacja. To jest reakcja na zagrożenie.
Układ nerwowy wchodzi w tryb utrzymania relacji. Pojawia się mobilizacja, kontrola zachowania, chwilowa empatia. Wszystko po to, żeby przywrócić równowagę - czyli żebyś została.
On nie zmienia siebie. On zmienia sposób, w jaki się prezentuje.
Dlatego to działa tylko do momentu, aż poczuje, że już nie musi się starać.
Potem wraca stare:
te same schematy, te same słowa, te same reakcje, wszystko to samo.
I ona siedzi naprzeciwko mnie i mówi: „Ja już nie wiem, czy on mnie kocha, czy tylko nie chce mnie stracić”.
To bardzo trafne pytanie.
Bo miłość nie potrzebuje trybu awaryjnego. Miłość jest… powtarzalna.
Ale zmiana też.
Jeśli widzisz ją tylko wtedy, gdy odchodzisz - to nie jest zmiana. To jest mechanizm utrzymania Cię blisko.
I możesz w to wejść jeszcze raz. I jeszcze raz, i kolejny…albo zobaczyć, że kameleon nie przestaje być kameleonem.
On tylko perfekcyjnie dobiera kolory.
A❤️