Surowe Kotki i Psy

Surowe Kotki i Psy Psy i koty: dietetyka, zoofarmakognozja, behawior! Edukacja na temat prawidłowej opieki i żywienia.

23/02/2026

Światowy Dzień Walki z Depresją. To chyba choroba zawodowa wszystkich, którzy pracują ze zwierzętami.
Zaniedbane zwierzeta, nieleczone zwierzęta, porzucane zwierzeta i zwierzęta niezrozumiane przez właściciela.
I jeszcze te, które jak Cynamon zostają przyniesione do uśpienia, gdy ich chorobę można leczyć. Jemu się udało a ile takich umiera?

I ta nowa skandynawska moda, która przetacza się przez social media, że dla zwierzęcia lepiej jest żeby zostało uśpione niż żeby „cierpiało” podczas leczenia. Nie mogę wchodzić ani na insta ani na fb, bo mam już pełno screenów gdy ktoś pyta o doświadczenia z chorobą x a nie daj Boże z chorobą nowotworowa i internetowe znawczynie wypisują by zwierzę uśpić. Już, natychmiast bo na pewno cierpi. Ktoś pisze, że są pod opieką lekarza, który ocenia komfort zwierzęcia na dobry i nie ma wskazań do eutanazji. Myślicie, że to pomaga?

NIE!

Jeszcze większe ciśniecie, że kot czy pies to nie jest „futrzane dziecko” tylko zwierzę i należy je dla jego dobra uśpić. W Polsce to jest problem z tym, że zwierzęta nie dostają pomocy, dostają ją za późno a nie z tym, że są masowo uporczywie leczone. Edukacja na co zwracać uwagę, jakie są opcje i że np. o opcjach zwierzęcia onko to mówi onkolog. Bo potem kończy się to tak, że zwierzę które mogło komfortowo żyć zostaje uśpione albo za późno trafia do specjalisty i nie ma już dla niego dobrych opcji.
Opiekunowie przewlekle chorych zwierząt, które żyją komfortowo i są leczone są oceniani, jako znęcający się. Mam pacjentów ze Skandynawii, mam mnóstwo historii jak ta, że kilkuletniego kota trzeba uśpić, bo ma początek przewlekłej choroby nerek (czuje sie ok) i będzie wymagał częstszych badań. A to stres!

Szałwia z filmiku poniżej w remisji 3 chorób nowotworowych rozumiem, że też do eutanazji bo dostaje 1 tabletkę dziennie?
Żyje normalnie. Jak normalny kot. Nic jej nie boli. Zmiany zostały usunięte operacyjnie. Są skale oceny bólu, komfortu życia i z tego trzeba korzystać a nie upraszczać, że leczenie = uporczywa terapia. O eutanazji trzeba rozmawiać od początku choroby zwierzęcia, bo gdy życie straci komfort i nie można go przywrócić ani utrzymać to trzeba dać odejść.

W lutym rok temu Szałwia przybyła do nas ❤️ i dalej żyje i dalej kwitnie, bawi się, bryka i szaleje. 3 nowotwory śpią i ...
18/02/2026

W lutym rok temu Szałwia przybyła do nas ❤️ i dalej żyje i dalej kwitnie, bawi się, bryka i szaleje. 3 nowotwory śpią i niech śpią jak najdłużej.

Pamiętacie Szałwię, czyli koci szkielecik z końcówki roku 2024? Kociczka była bardzo wyniszczona, zdiagnozowano u niej kilka nowotworów, problemy z płucami, z guzkami na listwach mlecznych… Dzięki super opiece wielu fantastycznych lekarzy i Agnieszki z Surowe Kotki i Psy kicia ma się dziś fantastycznie i co tu dużo mówić, wygrała los na loterii 🥰🥰🥰

Dziękujemy, Aga ❤️❤️❤️

11/02/2026

OŚWIADCZENIE

W związku z postem opublikowanym przez Fundację „Surowe Kotki i Psy” w dniu 5 lutego 2026 r. i powstałą wokół niego dyskusją w przestrzeni internetowej (w szczególności na portalu Facebook), przypominamy, iż jednym z podstawowych celów działalności Fundacji jest między innymi edukacja opiekunów zwierząt domowych (przede wszystkim kotów i psów), tak, aby mogli oni zwiększać swą wiedzę, a co za tym idzie, również poprawiać jakość życia swoich czworonożnych towarzyszy.

W takim to właśnie celu, czyli edukacji i promowania wiedzy o opiece nad zwierzętami, m.in. dotyczącej zagrożeń zdrowotnych, został opublikowany post z dnia 5 lutego 2026 r. Podkreślamy, że post nie miał na celu piętnowania czy dyskredytowania jakiegokolwiek zakładu leczniczego dla zwierząt, czy też poszczególnych osób – wszak w publikacji nie padła żadna nazwa czy też nazwisko. Post miał na celu wyłącznie edukację i informowanie, tak, aby każdy opiekun kota miał możliwość podjęcia świadomej, poinformowanej decyzji dotyczącej opieki nad swym zwierzęciem. Post nie był również nakierowany na wywoływanie paniki, w jego treści nie zostały użyte słowa takie jak „epidemia” czy „endemia”, była jedynie mowa o poszczególnych przypadkach kaliciwirozy. W treści publikacji nigdzie nie pojawia się również nakłanianie do rezygnacji z wizyt weterynaryjnych, a przekazywane dane mają na celu wywołanie refleksji i rozwagi u opiekunów kotów.

Post opublikowany przez Fundację opierał się na twardych danych – z jednej strony danych naukowych dotyczących kaliciwirozy w postaci uogólnionej, a z drugiej – danych o zachorowaniach, pochodzących od opiekunów zwierząt, a udostępnionych bezpośrednio Fundacji. Dane te zostały przekazane w oparciu o zasadę zaufania, jak również w nadziei, że zostaną one wykorzystane w celu szerzenia wiedzy, tak, by pomóc innym kotom uniknąć bólu i cierpienia wywołanego tą wysoce śmiertelną chorobą.

Tym bardziej zaskakuje nas i smuci, iż w przestrzeni internetowej, osoby oraz podmioty powołane do opieki nad zwierzętami krytykują nasze działania – i to w sposób daleki od merytoryki, a nacechowany sarkazmem, prowadzący do zdyskredytowania naszych działań zarówno w tym konkretnym przypadku, jak i ogólnie, jeśli chodzi o całość działań Fundacji „Surowe Kotki i Psy”. Przypisywane są nam intencje, jakich nigdy nie mieliśmy, w nasze usta wkładane są słowa, których nigdy w tym kontekście nie użyliśmy – jak chociażby wspomniana już „epidemia”. Skali zjawiska nie sposób zresztą stwierdzić, bo jak wskazała w swoim oświadczeniu Warszawska Izba Lekarsko-Weterynaryjna, kaliciwiroza nie jest chorobą zwalczaną z urzędu ani chorobą podlegającą obowiązkowi zgłoszenia do właściwych organów administracji weterynaryjnej, a zatem zakres i liczność zachorowań nie jest w żaden sposób nadzorowana i monitorowana. Takie zachowania są nie tylko zniesławiające względem samej Fundacji, ale – co ważniejsze – przynoszą też szkodę całej społeczności właścicieli i opiekunów zwierząt towarzyszących. Również z tego powodu nie decydujemy się na ujawnienie danych osób, które przekazały nam informacje o zachorowaniach kotów – nie chcemy, aby na te osoby spłynęła taka fala niczym nieuzasadnionej krytyki, z jaką mierzy się obecnie Fundacja.

Oświadczamy, iż nie ma naszej zgody na takie zachowania, zwłaszcza ze strony osób wykształconych, wykonujących zawody zaufania publicznego. Co za tym idzie, odpowiednie kroki, mające na celu zablokowanie i napiętnowanie tego rodzaju działań, zostały już podjęte.

Z naszej strony możemy obiecać i zapewnić, że Fundacja „Surowe Kotki i Psy” będzie kontynuować swoją działalność, zgodnie z dotychczasowymi celami i w niezmienny sposób.

Prezes Fundacji Surowe Kotki i Psy
Agnieszka Cholewiak-Góralczyk

Poniższy komentarz ma charakter naukowy i oparty jest wyłącznie na recenzowanych publikacjach naukowych. W sytuacji, w k...
06/02/2026

Poniższy komentarz ma charakter naukowy i oparty jest wyłącznie na recenzowanych publikacjach naukowych. W sytuacji, w której jest ryzyko zdrowotne zależy nam przede wszystkim na tym, żeby opiekunowie mieli dostęp do rzetelnych, sprawdzalnych informacji – a nie do opinii, które mogą wprowadzać w błąd.

Poniższy post jest odpowiedzią na komentarz jednej z przychodni (screen). Myślę że od teraz tak będziemy udostępniać informacje - jako źródło wiedzy do dalszej analizy dla odbiorców.

Nosicielstwo a ognisko VS‑FCV to dwa różne zagadnienia.

Istotnie, FCV jest wirusem endemicznym w populacji kotów. Odsetek bezobjawowych nosicieli wynosi około 2,5% u kotów domowych utrzymywanych w małych grupach (poniżej 4 osobników), około 32% w gospodarstwach z 4 i więcej kotami oraz 50–90% w schroniskach i koloniach (Hofmann‑Lehmann i wsp. 2022, za Radford i wsp. 2009). Nie jest to kontrowersyjne. Kontrowersyjne jest natomiast wyciąganie z tego wniosku, że ognisko VS‑FCV jest po prostu „okresowym nasileniem zakażeń w skupiskach kotów” i że placówka weterynaryjna nie może nic z tym zrobić poza testem PCR przy drzwiach. VS‑FCV to nie jest zwykła kaliciwiroza – to wariant wywołujący uogólnione zapalenie naczyń, niewydolność wielonarządową i śmiertelność rzędu 30–86%. We wszystkich opisanych w literaturze ogniskach VS‑FCV (USA 1998, Kalifornia 2000, Nowa Anglia 2003, Tuluza 2005, Nantes 2011, Korea 2020–2022, Australia 2015–2019) źródłem zakażeń była placówka weterynaryjna lub schronisko – stąd określenie „nosocomial” w tytułach tych publikacji (Schorr‑Evans i wsp. 2003, Reynolds i wsp. 2009, Deschamps i wsp. 2015, Park i wsp. 2024).

Testowanie RT‑PCR przed każdą wizytą nie jest standardem i nie jest rozwiązaniem.

W żadnych wytycznych – ani ABCD (Radford i wsp. 2009, aktualizacja: Hofmann‑Lehmann i wsp. 2022), ani w przeglądach dotyczących kontroli zakażeń w placówkach weterynaryjnych – nie ma zalecenia rutynowego testowania RT‑PCR każdego kota przed wejściem do kliniki. Nie dlatego, że to zły pomysł w teorii, ale dlatego, że jest to logistycznie niewykonalne, kosztowne, a przede wszystkim diagnostycznie niewystarczające: wynik ujemny nie wyklucza zakażenia (czułość testu zależy od momentu pobrania, miejsca wymazu i fazy choroby), natomiast wynik dodatni u zdrowego kota nie pozwala odróżnić łagodnego szczepu nosicielskiego od szczepu VS‑FCV – nie istnieje test molekularny, który to rozróżnia (Hofmann‑Lehmann i wsp. 2022).

Czego natomiast realnie wymagają wytyczne od placówki, w której potwierdzono ognisko VS‑FCV?

Procedura jest jasno opisana w każdym z opublikowanych raportów: natychmiastowe rozpoznanie ogniska na podstawie wzorca objawów klinicznych i potwierdzeń PCR, zamknięcie placówki na minimum 7–14 dni, pełna dezynfekcja wszystkich powierzchni i sprzętu środkami o udokumentowanej skuteczności wobec FCV (podchloryn sodu w rozcieńczeniu 1:32, Virkon S w stężeniu 1%), powiadomienie wszystkich opiekunów, których koty przebywały w placówce w okresie potencjalnej ekspozycji, oraz ścisła izolacja chorych pacjentów z pełnymi środkami ochrony osobistej personelu (Schorr‑Evans i wsp. 2003, Reynolds i wsp. 2009, Deschamps i wsp. 2015). W ogniskach, w których te procedury wdrożono szybko, udawało się ograniczyć szerzenie zakażenia. W ogniskach, w których zwlekano – śmiertelność sięgała 79%, czyli 11 z 14 kotów (Deschamps i wsp. 2015).

Zdanie „Czy my patrząc na zwierzę wiemy, czy cierpi na chorobę zakaźną?” odwraca perspektywę.

Nikt nie oczekuje od lekarza weterynarii rozpoznawania nosicielstwa gołym okiem. Oczekujemy natomiast, że w momencie, gdy w placówce dojdzie do serii zachorowań i potwierdzone zostaną zgony – placówka podejmie działania zgodne z opisanymi wyżej standardami. Niepodjęcie tych działań oznacza, że każdy kolejny kot wchodzący do takiej kliniki jest narażany na kontakt z wirusem przeżywającym na powierzchniach do 28 dni (Gehrke i wsp. 2019) i przenoszonym przez personel na rękach i odzieży (Deschamps i wsp. 2015).
To nie jest kwestia oczekiwań opiekunów, lecz minimum standardu opisanego w literaturze naukowej. Oczekujemy też że placówki będą komunikować się między sobą i poważnie traktować doniesienia jakie same między soba przekazują. Przecież w przypadku każdej choroby zakaźnej jest to po prostu rozsądne. To buduje zaufanie do całego środowiska, buduje poczucie bezpieczeństwa. A właśnie to i wiedza, co powinno nas zaniepokoić to podstawa, żeby czuć się pewnie.

Podsumowując: opiekunowie mają prawo oczekiwać od placówki weterynaryjnej nie testów PCR przed każdą wizytą, lecz uczciwej komunikacji o ryzyku, wdrożenia procedur izolacyjnych i dezynfekcyjnych oraz zdecydowanych działań mających na celu wyeliminowanie zagrożenia. To jest standard (światowy i z opracowań), nie nadmierne roszczenie.

Z poważaniem,
mgr dietetyki Agnieszka Cholewiak‑Góralczyk
Fundacja Surowe Kotki i Psy

Uwaga!!!Do Fundacji Surowe Kotki i Psy zgłaszają się opiekunowie kotów z Warszawy z przypadkami o identycznym przebiegu ...
04/02/2026

Uwaga!!!

Do Fundacji Surowe Kotki i Psy zgłaszają się opiekunowie kotów z Warszawy z przypadkami o identycznym przebiegu klinicznym. Mamy potwierdzone zgony oraz dodatnie wyniki PCR na Feline Calicivirus. Na podstawie zgłoszeń i dokumentacji medycznej mamy uzasadnione podejrzenie, że w Warszawie trwa ognisko VS-FCV – układowej postaci kaliciwirozy o wysokiej śmiertelności. Czujemy się w obowiązku przekazać posiadane informacje.

VS-FCV to nie jest klasyczna kaliciwiroza objawiająca się katarem i owrzodzeniami jamy ustnej. Jest to choroba układowa atakująca naczynia krwionośne w wielu narządach jednocześnie, prowadząca do niewydolności wielonarządowej. Śmiertelność w opisanych w literaturze ogniskach wynosi 30–86%.
Szczepienie przeciwko FCV nie zapewnia pełnej ochrony przed VS-FCV.

Objawy kliniczne
Objawy pojawiają się 1–5 dni po ekspozycji na zakażone środowisko (klinika weterynaryjna, schronisko, hotel dla kotów, salon groomerski etc.)
Najczęstsze objawy ogólnoustrojowe to gorączka powyżej 39,5°C, anoreksja i apatia – występują u 78–88% pacjentów. Te objawy są niespecyficzne i mogą być mylone z wieloma innymi chorobami.
Objawy charakterystyczne dla VS-FCV, odróżniające tę postać od klasycznej kaliciwirozy, obejmują: obrzęk podskórny kończyn i/lub pyska (u 49–72% pacjentów), zmiany skórne w postaci owrzodzeń, strupów, wyłysień i opóźnionego gojenia ran (u 33–49% pacjentów), żółtaczkę widoczną jako zażółcenie dziąseł, białek oczu lub skóry uszu (u 17–20% pacjentów), oraz owrzodzenia jamy ustnej na języku, podniebieniu i dziąsłach (u 12–47% pacjentów).
Na podstawie zgłoszeń do Fundacji oraz dokumentacji widzimy, że VS-FCV atakuje również drogi żółciowe. U pacjentów obserwowano zapalenie pęcherzyka żółciowego wtórne do zakrzepicy naczyń krwionośnych zaopatrujących pęcherzyk. Mechanizm jest następujący: vasculitis (zapalenie naczyń) prowadzi do zakrzepicy, zakrzepica powoduje niedokrwienie ściany pęcherzyka żółciowego, przewlekłe niedokrwienie skutkuje martwicą błony śluzowej i włóknieniem ściany, a w skrajnych przypadkach dochodzi do perforacji pęcherzyka.

Objawy ze strony układu pokarmowego obejmują wymioty, biegunkę, ból brzucha przy palpacji oraz podwyższone enzymy wątrobowe. Żółtaczka w przebiegu VS-FCV wynika zarówno z uszkodzenia hepatocytów (martwica wątroby), jak i z cholestazy związanej z zajęciem dróg żółciowych.

Przebieg choroby
Choroba postępuje szybko. Od pierwszych niespecyficznych objawów (gorączka, apatia) do stanu krytycznego może upłynąć 24–72 godziny. Wirus atakuje komórki śródbłonka naczyń krwionośnych, co prowadzi do uogólnionego zapalenia naczyń (vasculitis). Konsekwencją vasculitis jest tworzenie mikrozakrzepów w różnych narządach: wątrobie, trzustce, śledzionie, drogach żółciowych, płucach, skórze. Mikrozakrzepy powodują niedokrwienie tkanek, a następnie ich martwicę.
W zaawansowanych przypadkach rozwija się DIC (rozsiane wykrzepianie wewnątrznaczyniowe), objawiające się spadkiem liczby płytek krwi, wydłużeniem czasów krzepnięcia (APTT, PT) oraz krwawieniami. DIC w przebiegu VS-FCV ma bardzo złe rokowanie.
Koty dorosłe chorują ciężej niż kocięta.

Badania laboratoryjne
Charakterystyczny wzorzec laboratoryjny VS-FCV obejmuje: limfopenię (obniżenie liczby limfocytów poniżej 1,5 × 10³/µL) – jest to najczęstsza i najwcześniejsza nieprawidłowość hematologiczna; hiperbilirubinemię (bilirubina całkowita powyżej 1,2 mg/dl u kota) świadczącą o uszkodzeniu wątroby lub dróg żółciowych; podwyższone AST (powyżej 46 U/l) wskazujące na uszkodzenie hepatocytów lub mięśni; znacznie podwyższone CK (kinaza kreatynowa powyżej 300 U/l) świadczące o uszkodzeniu mięśni; znacznie podwyższone SAA (serum amyloid A powyżej 5 µg/ml) jako marker silnej odpowiedzi zapalnej; hipoalbuminemię (albuminy poniżej 2,5 g/dl) wynikającą z niewydolności wątroby lub ucieczki białka do tkanek; oraz trombocytopenię (płytki poniżej 150 × 10³/µL) jako wczesny marker DIC.
ALT bywa w normie lub nieznacznie podwyższone – wzorzec z dominacją AST nad ALT sugeruje raczej martwicę i uszkodzenie mięśni niż izolowane uszkodzenie hepatocytów.
U pacjentów z zajęciem dróg żółciowych obserwuje się dodatkowo podwyższoną bilirubinę bezpośrednią oraz zmiany w USG jamy brzusznej (pogrubienie ściany pęcherzyka żółciowego, obecność osadu lub złogów, poszerzenie dróg żółciowych).

Diagnostyka
Rozpoznanie VS-FCV opiera się na: obrazie klinicznym (gorączka, obrzęki, zmiany skórne, żółtaczka, szybka progresja), wynikach badań laboratoryjnych (limfopenia, hiperbilirubinemia, podwyższone AST/CK/SAA), dodatnim wyniku RT-PCR na FCV (wymaz z gardła, spojówek lub zmian skórnych), oraz kontekście epidemiologicznym (kontakt z zakażonym środowiskiem, więcej niż 1 przypadek w danym miejscu).
Ujemny wynik RT-PCR nie wyklucza zakażenia FCV. Nie istnieje test molekularny specyficznie odróżniający szczepy VS-FCV od szczepów wywołujących łagodną postać choroby.

Postępowanie dla opiekunów kotów
Jeśli kot przebywał w ciągu ostatnich 14 dni w klinice weterynaryjnej, schronisku, hotelu dla kotów lub miał kontakt z obcymi kotami w Warszawie, należy obserwować go pod kątem wymienionych objawów.
W przypadku wystąpienia gorączki, apatii, braku apetytu, obrzęku łap lub pyszczka, żółtaczki lub owrzodzeń należy niezwłocznie zgłosić się do lekarza weterynarii. Należy poinformować lekarza o podejrzeniu VS-FCV i zgłosić się do kliniki, która przyjmuje pacjentów zakaźnych. Należy poprosić o wykonanie pełnego panelu biochemicznego, morfologii z rozmazem oraz testu RT-PCR na FCV.
Test płytkowy można wykonać też w domu - zamówić go przez internet albo zapytać w pobliskiej klinice czy możecie go kupić. On nie daje 100% ale jest dobrym przesiewowym wstępem.
Chory kot powinien być izolowany od innych kotów w gospodarstwie domowym. Wszystkie przedmioty, z którymi kot miał kontakt (miski, kuweta, legowisko, transporter, podłogi), należy zdezynfekować roztworem podchlorynu sodu z czasem kontaktu minimum 10 minut.

Opiekunów kotów, u których wystąpiły opisane objawy, prosimy o kontakt z Fundacją Surowe Kotki i Psy. Zbieramy dane w celu ustalenia skali ogniska, identyfikacji źródeł zakażenia oraz ostrzeżenia innych opiekunów.

Udostępnij!!!

Kotka ze zdjęcia nie przeżyła, przebieg był gwałtowny. Jej opiekunka zgodziła się ją Wam pokazać abyście zrozumieli, że to mega poważne zagrożenie.

(Zgłoszone i do Izby Wet i do PIW)

Często słyszę, że kroplówki „płuczą kota z toksyn”. To skrót myślowy, który robi więcej szkody niż pożytku. Kroplówki ni...
08/01/2026

Często słyszę, że kroplówki „płuczą kota z toksyn”. To skrót myślowy, który robi więcej szkody niż pożytku. Kroplówki nie działają jak filtr ani pralka do organizmu. One nie wyciągają toksyn z tkanek i nie cofają PChN.

Ich rola jest inna i bardzo konkretna. Kroplówki poprawiają warunki pracy nerek. Gdy kot jest odwodniony albo ma zbyt małą objętość krwi krążącej, nerki są gorzej ukrwione i filtrują krew mniej efektywnie. Podanie płynów zwiększa objętość krwi, poprawia przepływ przez nerki i podnosi filtrację. Dzięki temu produkty przemiany materii, takie jak mocznik i kreatynina, są szybciej przenoszone z krwi do moczu i wydalane.

Dlatego po kroplówkach wyniki badań często się poprawiają i zwierzak czuje się lepiej. Ale to działa tylko wtedy jak nerki jeszcze mogą pracować.

Kroplówki to nie jest odtruwanie organizmu i nie jest to cofanie choroby. Kroplówki nie naprawiają uszkodzonych nefronów, nie regenerują PChNowych nerek i nie usuwają substancji, które zdążyły się już nagromadzić w tkankach. One jedynie ułatwiają nerkom wykonanie pracy, do której nadal są zdolne.

Dlatego w chorobach nerek kroplówki są leczeniem objawowym i wspierającym. Poprawiają samopoczucie, zmniejszają objawy mocznicy i stabilizują parametry biochemiczne, ale nie zastępują diety, kontroli fosforu ani leczenia przyczynowego. Można jednocześnie widzieć lepsze wyniki na kroplówkach i wiedzieć, że nie doszło do odtrucia organizmu. To nie jest sprzeczność – to dwa różne zjawiska, które często są mylone.

I jeszcze jedno ważne zdanie na koniec. Kroplówki są lekiem. A każdy lek, jeśli jest podawany bez potrzeby albo w złej dawce, może zaszkodzić. Nieprawidłowy typ płynu też może zaszkodzić. To nie jest wszystko jedno co kot dostanie!

Jeśli kot nie jest odwodniony, organizm musi ten nadmiar szybko wydalić, co obciąża nerki i zaburza równowagę elektrolitową. U części kotów może to prowadzić do osłabienia, duszności, a nawet obrzęku płuc. Dlatego kroplówki powinny być zawsze decyzją medyczną, a nie rutyną.

Odtruwanie to dializa – tam maszyna faktycznie przejmuje pracę nerek. Kroplówki robią coś innego: poprawiają warunki, w których nerki jeszcze mogą pracować.

Udostępnij i szerz wiedzę!

Wielu opiekunów słysząc, że kot dostaje kroplówki ma poczucie, że organizm jest w jakiś sposób odżywiony. To bardzo częs...
06/01/2026

Wielu opiekunów słysząc, że kot dostaje kroplówki ma poczucie, że organizm jest w jakiś sposób odżywiony. To bardzo częste, ale niestety błędne przekonanie. Kroplówka ratuje życie w ostrych stanach, ale nie zastępuje jedzenia i nie chroni kota przed skutkami głodówki.

Kroplówki (dożylne lub podskórne) zawierają głównie wodę i elektrolity. Czasem dodaje się niewielką ilość glukozy. Ich zadaniem jest nawodnienie, poprawa krążenia i wyrównanie zaburzeń elektrolitowych. Nie zawierają białka ani tłuszczu, czyli składników niezbędnych do utrzymania mięśni, pracy narządów i regeneracji organizmu. Nawet jeśli kot niby lepiej funkcjonuje na kroplówkach a nie je to z punktu widzenia metabolizmu nadal jest w stanie głodu.

U kotów ma to szczególne znaczenie, bo ich organizm bardzo źle toleruje brak jedzenia. Kot nie potrafi „przełączyć się” na oszczędny tryb, tak jak pies czy człowiek. Gdy przestaje jeść, bardzo szybko zaczyna spalać własne białka – głównie z mięśni – żeby utrzymać podstawowe funkcje życiowe. Równocześnie z tkanki tłuszczowej uwalniane są duże ilości tłuszczu, który trafia do wątroby. Kocia wątroba ma ograniczoną zdolność radzenia sobie z takim napływem tłuszczu, dlatego u części kotów rozwija się stłuszczenie wątroby. To poważna, potencjalnie śmiertelna choroba.
Dodatkowo brak jedzenia wpływa na jelita. Komórki jelitowe odnawiają się bardzo szybko i do tego procesu potrzebują energii oraz składników odżywczych. Gdy ich brakuje, jelita zaczynają funkcjonować gorzej, co utrudnia późniejszy powrót do normalnego karmienia i zdrowia. To kolejny powód, dla którego „przeczekiwanie” niejedzenia jest ryzykowne.

Ważne jest też to, że kroplówki mogą maskować problem. Kot jest nawodniony więc z zewnątrz wygląda lepiej. Tymczasem w środku może postępować utrata mięśni, osłabienie wątroby i niedożywienie. To nie jest sprzeczność tylko to są dwa różne procesy.
To nie znaczy, że każdy kot, który przez krótki czas je mało, natychmiast ciężko zachoruje. Reakcja organizmu zależy od wielu czynników: wieku, masy ciała, chorób towarzyszących i czasu trwania problemu. Ale fakt jest jeden: kroplówka nie zatrzymuje głodzenia i piszę tu o kotach chorych, które są kroplówkowane a opiekun myśli, ze to wystarczy.
Dlatego w leczeniu kotów tak duży nacisk kładzie się nie tylko na płyny, ale też na żywienie. Jeśli kot nie je sam, lekarz musi o tym wiedzieć, może dobrać leki pobudzające apetyt, pokaże jak powinno wyglądać dokarmianie, a w niektórych sytuacjach zaproponuje założenie sondy. Sonda nie jest „porażką” ani drastycznym rozwiązaniem – bardzo często ratuje życie i pozwala organizmowi się regenerować. Udostępnij aby inni się o tym dowiedzieli!🙌

Ostatnio widzę dużo więcej przypadków zapalenia dróg żółciowych – głównie u kotów. Psy też chorują ale nasi psi pacjenci...
05/01/2026

Ostatnio widzę dużo więcej przypadków zapalenia dróg żółciowych – głównie u kotów. Psy też chorują ale nasi psi pacjenci w mniejszym zakresie niż koty.

Piszę o tym też z prywatnego powodu, jak wiecie mój Anakin też choruje. I właśnie dlatego zależy mi, żeby to wybrzmiało jasno i prosto – bo to choroba, przy której zwlekanie potrafi bardzo szybko pogorszyć sytuację.

W skrócie są dwa główne typy:
1) ostry – najczęściej związany z infekcją bakteryjną (potrafi zacząć się nagle),
2) przewlekły – bardziej „od układu odpornościowego”, ciągnie się tygodniami/miesiącami i niestety może nawracać.

Najważniejsza rzecz, którą chcę podkreślić:
NIEJEDZĄCY KOT TO ALARM. A kot z problemem z drogami żółciowymi jeść nie chce.
U kotów jedzenie zaledwie 2-3 dni „prawie nic” albo nic przez dobę wcale szybko uruchomić stłuszczenie wątroby. A to potrafi być stan zagrażający życiu. Dlatego nie czekamy, aż kotu samo przejdzie.

Co robić, jeśli kot nie je:
- jeśli kot nie je całą dobę albo je wyraźnie mniej niż zwykle jest to wskazanie do pilnej wizyty u lekarza weterynarii i diagnostyki,
- jeśli są dodatkowo wymioty, apatia, gorączka, ból brzucha to natychmiast pędzicie do lecznicy,
- jeśli kot ma nadmierną masę ciała i przestaje jeść: tym bardziej pilne.
Uwaga: w USG nic nie musi wyjść z drogami żółciowymi, aby był problem. Nie kierujcie się tym, że na pewno git.

Dokarmianie:
Jeżeli kot nie je, trzeba mu dostarczyć jedzenie w sposób bezpieczny. Czasem wystarczą leki przeciwbólowe/przeciwwymiotne i wraca apetyt (chociaż cześciowo więc i tak dokarmiacie), ale czasem trzeba dokarmiać, a w cięższych sytuacjach najlepszym rozwiązaniem bywa sonda na jakiś czas. To nie jest nic strasznego, a może uratować życie. Niestety kilka kotów zgłoszonych do mnie, żeby pomóc bo nie jedzą nie jadły zbyt długo i nie dało się już wyjść ze spirali zniszczenia organizmu.

U kota już jedna doba bez jedzenia uruchamia niebezpieczny łańcuch zmian. Organizm, który jest biologicznie przystosowany do częstego przyjmowania pokarmu, zaczyna gwałtownie przechodzić w tryb awaryjny. Tłuszcz z zapasów zostaje masowo uwolniony do krwi i trafia do wątroby, która u kota ma bardzo ograniczoną zdolność jego przetwarzania. Wątroba zaczyna się dosłownie zalewać tłuszczem, przestaje prawidłowo pracować, spada detoksykacja, produkcja białek i żółci. Do tego dochodzi szybki niedobór energii dla mózgu, osłabienie mięśni, zaburzenia elektrolitowe i narastające nudności, które jeszcze bardziej hamują apetyt.

Niektóre koty robią się żółte w skutek choroby zanim trafią do lekarza!
Jak rozpoznać żółtaczkę w domu:
- obejrzyj w dobrym świetle dziąsła (powinny być różowe),
- sprawdź białka oczu (powinny być białe),
- zerknij na wnętrze uszu i nieowłosione miejsca skóry.
Jeśli widzisz wyraźne zażółcenie – to sygnał, żeby jechać na konsultację.

Jeśli ktoś ma w domu kota, który przestał jeść albo je nagle mniej - nie czekajcie. A kota trzeba dokarmiać, albo z ręki, albo strzykawka i i blenderowane jedzenie, albo sonda. Karmimy powoli, małe ilości. Są produkty do dokarmiania - jeśli to Wam najłatwiej podać to to podajecie. Chcecie przeglad czym dokarmiać?

02/01/2026

Słodszego kitka to tu jeszcze nie było! I bardziej gadatliwego!

A pomyśleć, że do lecznicy go przyniesiono na uśpienie. Nic mu takiego nie dolega, trzeba go doleczyc z zaniedbanej infekcji, zrobić rezonans i niech sobie slodziakuje w czyimś domku na zawsze.

W zbiórce wszystko opisane a link do zbiórki macie w komentarzu.
Udostępniajcie slodziaka, niech leci w świat ❤️

Wesołych Świąt Kochani i czego sobie życzycie. Ja już dostałam to co chciałam - Szałwia dożyła do swoich pierwszy Świąt,...
23/12/2025

Wesołych Świąt Kochani i czego sobie życzycie. Ja już dostałam to co chciałam - Szałwia dożyła do swoich pierwszy Świąt, do swojej pierwszej choinki! Mimo prognoz, które 13 miesięcy temu dały jej max 8 miesięcy życia. I nic jej nie dolega tfu tfu tfu. Jest na chemii doustnej dobranej przez i jest regularnie badana. Ma swoją dietę i suplementację. I moje marzenie od diagnozy Buliona było, żebyśmy mogli mieć kolejne Święta razem, że oszukamy czas, ukradniemy go. Teraz wyciągamy za uszy i Anakina, długa droga daleka ale do przodu. Udało nam się dotrwać więc w pełnym siedmiokocim stadzie ❤️

Więc życzę Wam przede wszystkim zdrowia i zdrowia dla Waszych zwierzaków. Resztę to się ogarnie.

P.S. dostałam też prezent od NFZ i mam skierowanie na rezonans kolana z terminem w Sylwestra 😂

P.S.2 Szałwia to urodzona modelka!

Poznajcie Cynamonka, nowego Surowego. Uratowanego przez .orlej gdzie został przyniesiony bezimienny i zakatarzony, z rop...
15/12/2025

Poznajcie Cynamonka, nowego Surowego. Uratowanego przez .orlej gdzie został przyniesiony bezimienny i zakatarzony, z ropą w uszach na eutanazje. Jego wcześniejsza właścicielka nie chciała go leczyć, chciała żeby został uśpiony. Nie było wskazań do eutanazji więc lekarka zadzwoniła do nas czy możemy go przyjąć do nas. A my obie z .czarek.o.dietetyce chore. Poprosiliśmy tylko o podleczenie go i przetrzymanie aż dojdziemy do siebie, żeby móc mu pomóc. I żeby zrobiono fest badania, bo takie korki to jajka z niespodzianką. I to byl dobry ruch bo kotek ma problemy neurologiczne, przechyla go na lewą stronę. Jeśli leczenie nie przyniesie skutku to będzie potrzebował rezonansu. Poza tym jest malutki, to dorosły kocur a waży niecałe 2 kg. Ma ok 1-3 lata.

Nazwałyśmy go z Kasią Cynamon, bo to świąteczna niespodzianka plus Kasia wymyśliła, że jak będzie łobuzem to będzie Ancymonkiem.

Kocha jedzenie, walerianke, lubi czesanko i głaski. I dziwi się co to się wydarzyło. Będziemy dla niego dobierać najlepszego opiekuna na świecie ale jak mu wydobrzeje a my poznamy jego charakter i potrzeby.

Jeśli ktoś chce mu się dorzucić do nowego życia to można:

Rachunek odbiorcy M BIZNES KONTO STANDARD

53 1140 2004 0000 3702 7662 9874

Odbiorca
FUNDACJA SUROWE KOTKI I PSY

Tytuł przelewu: darowizna

Im cięższe czasy, im więcej smutku w ludziach tym większa potrzeba prostych rozwiązań. Niestety, kiedy człowiekiem targa...
15/11/2025

Im cięższe czasy, im więcej smutku w ludziach tym większa potrzeba prostych rozwiązań. Niestety, kiedy człowiekiem targają emocje, martwi się o zdrowie swojego pupila to łatwo dać się złapać na metody, które nie działają ale fajnie brzmią, dają poczucie, że coś można zrobić.
I jak to nie szkodzi i nie opóźnia leczenia ani nie drenuje portfela opiekuna tak że nie ma za co leczyć zwierzaka to jest to sprawą tylko osoby, która świadomie decyduje się brać udział w tych metodach. Ale mam wątpliwość czy ludzie decydują się na to świadomie?

Nie mogę też opierać diety na „rozpoznaniach” z biorezonansu. Zwierzę potrzebuje prawdziwej diagnostyki i decyzji opartych na racjonalnych przesłankach. Zdarza się że jedyne badanie, jakie opiekun przynosi na wizytę to wydruk z biorezonansu…

Dla nieznających tematu:

Terapia biorezonansowa to metoda zaliczana do medycyny alternatywnej. Jej zwolennicy uważają, że każdy organizm (człowieka czy zwierzęcia) emituje charakterystyczne drgania elektromagnetyczne. Według tej teorii choroby mają powodować „zaburzenia częstotliwości” w ciele. Urządzenie do biorezonansu ma wykrywać te zaburzone częstotliwości poprzez przyczepione do ciała elektrody, a następnie emitować „skorygowane” sygnały w celu przywrócenia równowagi i pobudzenia samoleczenia organizmu. Brzmi to nowocześnie i nieinwazyjnie – w praktyce zwierzęciu przykłada się elektrody do skóry lub sierści, a maszyna rzekomo „skanuje” jego energię i koryguje nieprawidłowości. Niestety, już na wstępie trzeba zaznaczyć, że taka teoria nie ma solidnych podstaw naukowych. Mechanizmy działania biorezonansu nie zostały wiarygodnie wyjaśnione ani potwierdzone w badaniach. W konwencjonalnej nauce brak dowodów, by organizm emitował diagnozowalne „częstotliwości chorób” – to koncepcja pseudonaukowa, wywodząca się raczej z przekonań o „energiach” niż z biologii. Tak samo rzekome „sprawdzanie” karm i produktów biorezonansem czy uczulają danego zwierzaka nie ma potwierdzonego działania.

Adres

Fabryczna 9
Marki
05-270

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Surowe Kotki i Psy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria