15/11/2025
Widzę, jak wiele osób ma problem, żeby dostrzec, czego potrzebują, jakiej potrzebują zmiany. Żyją w kołowrotku życia uważając, że nie ma możliwości „rozciągnąć doby”, nie ma czasu na ruch, na kilka minut świadomego oddechu i skontaktowania się ze sobą. Nawet jeśli już dostrzegają potrzebę zmiany, trudno jest podjąć wysiłek, by wdrożyć to wszystko w życie. Dlaczego? Bo lubimy być w strefie komfortu.
Komfortu jest zdecydowanie za dużo w naszym codziennym życiu. Jedzenie dostępne 24h/dobę, samochód, wszystko na jedno kliknięcie, nawet nie trzeba wychodzić z domu, bo wszystko zostanie dowiezione pod drzwi, nawet jedzenie.
Nasz układ nerwowy lubi poczucie bezpieczeństwa i przewidywalność, to dlatego tak trudno zejść z kanapy i wyjść na spacer czy trening lub choćby wybrać rower zamiast samochodu. Bo każda z tych czynności jest ciągłym wychodzeniem ze strefy komfortu.
To samo widzę w praktyce jogi - w końcu praktyka jest lustrzanym odbiciem codziennego życia. Bez poświęcenia, bez wysiłku i wychodzenia ze swojej strefy komfortu, nie doświadczymy, nie osiągniemy, nie poczujemy więcej, nie nauczymy się więcej.
I nie chodzi o szpagaty - każdy ma swoją własną strefę komfortu, którą może stopniowo poszerzać. A żeby ją poszerzać, trzeba jednak DOTKNĄĆ JEJ GRANICY. Dlatego nie uważam, że praktyka jogi powinna być zawsze na 70%, 50%, 40%… Jeśli masz gorszy dzień, jak najbardziej - należy słuchać swojego ciała i dać sobie przestrzeń na komfort i odpoczynek. Tego zresztą uczy nas joga - samoobserwacji.
Dlatego zaczynasz każdą praktykę tu, gdzie jesteś. Bez porównywania, oceniania, bez oczekiwań (co nie znaczy bez celu) - to Twoja indywidualna droga.
Dla mnie osobiście joga jest o wysiłku, o poświęceniu. Zauważ, że nic w życiu nie przychodzi ot tak. Wysiłek czy to fizyczny, czy mentalny może przynieść to, po co chcesz sięgnąć. Tkwienie w strefie komfortu nie wprowadza niczego większego na dłuższą metę, co Ty na to?