11/05/2026
Są takie rzeczy, które potrafią wisieć nad nami tygodniami albo miesiącami. Wiemy nawet, że gdybyśmy w końcu to zrobili, prawdopodobnie poczulibyśmy ulgę. Myślimy o tym. Wracamy do tego w głowie. Czasem nawet mówimy sobie, że przecież chcemy to zrobić. Napisać tę wiadomość. Zrobić dane zadania. Umówić wizytę. A mimo to jakoś nam nie idzie. Z czasem zaczynamy mieć do siebie pretensje. Że znowu odkładamy. Że może jesteśmy niekonsekwentni albo „za mało zmotywowani”. Tymczasem psycholog Peter Gollwitzer, badający tzw. implementation intentions, pokazywał w swoich badaniach, że sama chęć zmiany często nie wystarcza. Dużo łatwiej przejść do działania, kiedy intencja zamienia się w konkretny plan.
Z kolei Timothy Pychyl, zajmujący się badaniem prokrastynacji, zwracał uwagę na to, że odkładanie działania bardzo często nie wynika z lenistwa. Częściej jest próbą odsunięcia od siebie napięcia, dyskomfortu albo emocji związanych z tym, co mamy zrobić.I myślę, że wiele osób zna ten moment, kiedy coś wydaje się ważne, ale im dłużej czeka, tym trudniej się za to zabrać. Bo do głosu wraca zmęczenie, codzienność, stare mechanizmy i próby przekonania siebie, że „to może jeszcze nie teraz”. Dlatego czasem pomaga zasada: jeśli możesz to zrób pierwszy krok od razu. Nie dlatego, że zawsze trzeba działać natychmiast albo być produktywnym przez cały czas. Bardziej dlatego, że kiedy coś trudnego ciągle „wisi” nam nad głową, zabiera energię także w tle. Ja sama mam czasem tak, że planuję na początek dnia coś, na co kompletnie nie mam ochoty. Choćby zacząć. I kiedy w końcu ruszę z tym chociaż trochę, reszta dnia wydaje się lżejsza. Bardziej sprawcza i nawet atrakcyjna. Czasem najbardziej męczy nie samo działanie, ale przeciągające się oczekiwanie na nie.