12/09/2021
"Zamieszkała z nami dopiero rok przed śmiercią. Wcześniej pomieszkiwała u nas, zwłaszcza zimą. Miała prawie 90 lat. Jej dolegliwości narastały stopniowo, jakby powoli wyczerpywały się w niej siły życiowe.
To, że zamieszkamy razem, było dla mnie rzeczą całkowicie oczywistą. Nie jestem przeciwna domom opieki, rozumiem, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na to, by przyjąć rodzica do siebie - mają małe mieszkania, dzieci, pracę. Ja mogłam to zrobić.
Zawsze miałyśmy bliski, choć czasami niełatwy kontakt. Jestem jedynaczką. Mama bardzo mi pomagała przy dzieciach, zawsze mogłam na nią liczyć. Stopniowo odkrywałam, że role zaczynają się odwracać. Że teraz to ja będę pomagać mamie. Jakby zamykało się koło: to, co otrzymałam od niej, szczególnie jako dziecko, teraz mam szansę zwrócić, i to w prawie identyczny sposób: karmienie, mycie, zakładanie pampersów. Kiedyś nawet powiedziałam jej: "Czuję, jakbyś teraz to ty była moją córeczką".
Odchodzący człowiek stopniowo się wygasza, jego świat się kurczy, ogranicza do domu, do najbliższych, gasną w nim pragnienia i potrzeby. Proces odchodzenia polega też na wygładzaniu wszelkich konturów - mama łagodniała. Przyjmowała wszystko bardzo naturalnie. Była zżyta z myślą, że starość i śmierć są częścią życia.
To, co było dla mnie najtrudniejsze, to bezsenność i wysiłek fizyczny. Mama wołała mnie w nocy, potem już sama budziłam się co chwila, żeby sprawdzić, czy wszystko u niej w porządku. Potrafiła wstawać w nocy, a ponieważ była bardzo słaba, czasami upadała; strasznie trudno podnieść takie bezładne ciało. Czułam się po prostu fizycznie zmęczona.
Na szczęście nie byłam z tym sama, cały czas pomagał mi mąż. Czuwaliśmy przy niej na zmianę. Jakoś wspólnie dawaliśmy radę. Gdyby nasze siły się wyczerpały, to na pewno poprosilibyśmy o pomoc. Trzeba siebie nieustannie pytać: czy to już nie jest dla mnie za dużo? Bo przecież nie o to chodzi, żeby siebie zadręczyć i czas, który może być darem, zamienić w gehennę.
Tego naszego ostatniego wspólnego roku za nic bym nie oddała. To było niezwykłe doświadczenie, za które jestem bardzo wdzięczna losowi. Czy chciałabym, żeby moje dzieci zajmowały się mną kiedyś w taki sposób? Z jednej strony chciałabym, żeby moje odchodzenie było dla nich mało uciążliwe, ale z drugiej - kiedy biorę pod uwagę moje doświadczenia i to, jakim ten czas był dla mnie darem, dlaczego nie miałyby doświadczyć tego samego?
Wszystko się domknęło. Bez tego mój związek z mamą nie byłby zakończony."
Małgorzata Braunek, Jestem matką mojej matki
Zapraszamy do nowej grupy wsparcia, prowadzonej on-line - dla osób 60+, więcej informacji na naszej stronie lps.pl