25/11/2025
Historia o astronautach, którzy wybierali tylko największe rozmiary „kosmicznych k0ndomów”, choć potem siusiali sobie po nogach, to tak naprawdę podręcznikowy przykład tego, o czym mówi terapia akceptacji i zaangażowania (ACT)
Chodzi o relację z własnymi myślami, etykietami siebie i unikania dyskomfortu.
🧠 Rozmiar — czyli pułapka dosłownego traktowania myśli
„Duży = lepszy”, „mniejszy = wstyd” — to klasyczny przykład, jak umysł podsuwa nam reguły, które wyglądają rozsądnie, ale prowadzą nas na manowce.
ACT nazywa to fuzją poznawczą — sklejaniem się z myślami tak, jakby były faktami.
Astronauci słyszeli w głowach:
👉 „Jak wezmę średni, to co pomyślą?”
I już. Myśl staje się prawdą.
Mimo że ciało mówiło coś zupełnie innego.
🧼 Unikanie doświadczeń — czyli „wolę skłamać ale nie mierzyć się z potencjalną opinią”
Zamiast zmierzyć się z chwilowym dyskomfortem („Ten rozmiar naprawdę pasuje”), załoga wybierała unik:
👉 większy rozmiar ego
👉 mniejszą szansę na sukces
👉 większą szansę, że wszystko wokół będzie żółte
W ACT to klasyczna forma eksperymentalnego unikania — robimy coś, żeby nie czuć czegoś trudnego, a potem płacimy kosmiczną cenę.
A unikanie często nie wychodzi nam na dobre.
🪄 Zmiana etykiet = zmiana zachowania
NASA zastosowała genialne ACT-owe narzędzie: defuzję przez język.
Nie zmienili urządzenia.
Zmienił się tylko opis.
Z „mały/średni/duży” na „duży/gigantyczny/monstrualny”.
To czysta magia semantyczna.
A raczej dowód, że:
🪄 Słowa mają moc wpływania na nasze działania, nawet jeśli rzeczywistość pozostaje ta sama.
W ACT mówimy:
👉 To nie świat nas ogranicza — tylko nasze narracje o świecie.
🧩 Elastyczność psychologiczna — czyli kosmiczna supermoc
Sztuką jest umieć powiedzieć:
„To tylko myśl”.
„To tylko etykieta”.
„Mogę wybrać to, co działa, nie to, co łechce ego”.
To właśnie elastyczność psychologiczna — umiejętność robienia tego, co ważne, nawet jeśli umysł gada swoje głupoty.
Pamiętaj, że:
🧠 Twoje myśli nie zawsze są faktami.
💬 Słowa to narzędzia, nie wyroki.
💛 Warto działać zgodnie ze swoimi wartościami.
A czasem wystarczy zmienić jedno słowo, żeby sprawy miały się lepiej.
Nie ukrywajmy – sprawa jest niezwykle poważna XD.
Nie tak poważna jak pojawienie się burgera Drwala w Maczku (co pokazuje, że polecimy za wszystkim, jeśli tylko niedostępne, mimo że ta kanapka jest przewartościowana jak Uggi i klepie matę po pierwszym gryzie jak Najman).
Otóż podczas kosmicznych misji Apollo, kiedy astronauci NASA byli wyłącznie mężczyznami, inżynierowie musieli wymyślić sprytny sposób, aby mogli oddawać mocz w kosmosie.
Donald Rethke, który zyskał przezwisko „Dr. Flush” („Doktor Spłuczka”) za pracę nad systemami usuwania odpadów w warunkach nieważkości, w serialu Moon Machines opisywał to tak:
„Wewnątrz zestawu do zbierania moczu, który nazywamy torbą na siusiu, znajduje się litrowy worek. A połączenie z ciałem stanowił kondom z wężykiem na końcu, który umożliwiał swobodny przepływ moczu do worka.”
Aby zapewnić szczelne dopasowanie dla każdego, NASA wyprodukowała trzy rozmiary: mały, średni i duży, pozwalając astronautom wybrać odpowiednio do swojej anatomii.
Jak to się skończyło, to każda kobieta, której wiele razy usiłowano wmówić, że „to jest 20 cm, patrz maleńka i używaj”, już wie.
Żaden ziomeczek, żaden kosmiczny supermacho, wcześniej zrekrutowany wśród najtwardszych pilotów doświadczalnych i wojskowych pilotów myśliwców, nie chciał średniego ani małego.
Wszyscy brali tylko duże.
Efekt był raczej łatwy do przewidzenia.
Russell Schweickart, pilot modułu księżycowego podczas misji Apollo 9:
„Zawsze istnieje możliwość, że podczas poruszania się w skafandrze możesz przypadkowo ściągnąć kondom, a zawsze — mamy trzy rozmiary, wiesz: mały, średni i duży — jeśli chodzi o średnicę, i zawsze jest ten mały problem ego, który wybierzesz.
Oczywiście mądrzy wybierają właściwy rozmiar, bo to bardzo ważne. Ale jeśli wybierzesz zbyt mały, to skutecznie zaciśnie on przepływ i po prostu robisz się żółty, bo nie możesz oddać moczu; a jeśli z kolei masz problem z ego i wybierzesz duży, gdy powinieneś wybrać średni, to po pierwszym siknięciu połowa moczu ląduje poza workiem — na tobie.”
Mocz latał więc wszędzie.
Wtem ktoś znający męską naturę zastanowił się chwilę i znalazł cudowne rozwiązanie problemu. Nie ruszono konstrukcji urządzenia do moczu.
Dr. Flush: „Zmieniliśmy nazwy na duży, gigantyczny i monstrualny” (extra large, immense, and unbelievable).
Bądź, jak kto woli: „Zmieniliśmy nazwy na duży, gigantyczny i monstrualny.” — „We changed the names to large, gigantic, and humongous.”
Problem cudownie zniknął, bo większość zaczęła wybierać extra large XD.
Jak z tego przykładu widać: słowa mają magiczną moc.
Nie – „udało mi się”, tylko „zrobiłem to”.
Nie: „Nie jestem w tym dobry.”, ale: „Jeszcze się tego uczę.”
Nie: „Nic nie mogę zrobić.”, ale: „Zacznę od tego, na co mam wpływ.”
Nie: „Jesteś bezdusznym ch…”, tylko: „Zależy mi na Tobie.”
Nie: "mam małego", tylko: "Nie każdy miecz musi być dwuręczny — liczy się technika pojedynku".
Bądź jak kto woli: "Pamiętaj: nawet krótkie HDMI daje obraz w 4K" XD
A co do kosmosu, to przeczytaj komentarz (ostrzegam, tylko dla osób ze zrąbanym poczuciem humoru)😈