28/03/2026
Samotność i poczucie pustki coraz częściej stają się tematem rozmów w gabinetach psychoterapeutycznych. Socjologowie od dawna próbują zrozumieć ich źródła. Wskazują na zmiany, które zaszły w naszym sposobie życia: rosnący indywidualizm, osłabienie więzi, tempo codzienności, które nie zostawia przestrzeni na prawdziwą bliskość.
Indywidualizm przez długi czas miał bardzo atrakcyjne oblicze. Wolność, niezależność, bycie sobą, rozwój, odwaga życia na własnych zasadach. Zafascynowani wizją człowieka, który nie potrzebuje nikogo i który sam buduje swoje życie zapomnieliśmy, jak to miło jest czasem odpuścić kontrolę.
Coraz częściej zaczynamy mówić o drugiej stronie medalu. Wiele osób zamiast wolności odczuwa samotność. Mimo pozornie setek ludzi wokół nas często mamy poczucie, że musimy sobie radzić sami. Relacje stają się kruche i powierzchowne, więcej jest tych wirtualnych i zawodowych niż opartych na miłości i zaufaniu.
Chcemy się rozwijać, być produktywni, ale zamiast tego czujemy się coraz bardziej zmęczeni. Stawiamy na "ja", nie na "my" i mimo dziwnego poczucia pustki tej wartości bronimy najbardziej. Tej naszej indywidualności i wolności.
A człowiek to istota społeczna. Żeby przetrwać, potrzebował grupy. Świat się zmienił, ale ta zasada wcale nie. Wyznajemy ją, owszem, korzystając z usług. Ale usługi to bardzo powierzchowna, jeśli nie żadna relacja.
Czy to, co miało nas wyzwolić, nie zaczyna nas powoli oddzielać? Czy da się zbudować szczęście wyłącznie w pojedynkę? Problem zaczyna się wtedy, kiedy stawiając tylko na nasze cele pomijamy potrzeby wspólnotowości. Możemy się okłamywać, ale prawda jest taka, że potrzebujemy realnych relacji. I możemy zacząć je tworzyć na każdym etapie naszego życia. Do czego szczerze Was zachęcamy.