01/05/2026
BYĆ "MOTORKIEM", CZYLI MOJA MISJA NA DYWANIE
Dziś na filmiku widzicie mnóstwo energii, mój rozemocjonowany głos i wiewiórki, które "musiały" zejść z chmur.
Ktoś mógłby zapytać: po co aż tyle tego entuzjazmu?
Prawda jest taka, że w terapii ORM często to ja muszę być tym pierwszym motorkiem napędzającym.
Kiedy dziecko jest wrażliwe i zamknięte.
Dla niej każde "O! Widzę ją!", każde wspólne stukanie rurkami o nogi i każde spojrzenie przez lunetę to wielkie wyzwanie.
Dlaczego tak bardzo się angażuję?
• Buduję odwagę przez zarażanie: Skoro dziecko nie czuje się na tyle pewnie by wyjść ze swoją inicjatywą, ja daję jej gotowe, kolorowe pomysły. Patrzę, jak chętnie je podejmuje, jak znika opór, a pojawia się ciekawość. To nasz ogromny wspólny sukces!
• Tworzę bezpieczną przestrzeń: Moje "wygłupy" na podłodze pokazują, że u mnie można wszystko (z zachowaniem rozsądku oczywiście😁) Że wymyślanie jest bezpieczne, radosne i daje moc.
• Czekam na ten jeden moment: Dziś to ja inicjuję "wiewiórki na suficie". Ale robię to z wielką wiarą, że pewnego dnia to mój pacjent pociągnie mnie za rękaw i sam zaproponuje swoją aktywność!
Moim celem nie jest tylko wywołanie słów. Moim celem jest moment, w którym dziecko poczuje się na tyle silne i pewne siebie, by wymyślić coś samo. By pokazać mi swój świat, a nie tylko gościć w moim.
Na razie to ja jestem "akumulatorem". I wiecie co?
Uwielbiam tę rolę! Bo widzę, jak z każdym stuknięciem rurki i każdym powtórzonym słowem, ona rośnie w siłę.
Logopedia to nie tylko ćwiczenia. To cierpliwe czekanie, aż małe skrzydła nabiorą odwagi, by machać samodzielnie.