Pracownia Rozwoju i Psychoedukacji AFFIRMO

Pracownia Rozwoju i Psychoedukacji AFFIRMO Zajmujemy się pomocą psychologiczną i pedagogiczną, logopedią i integracją sensoryczną.

13/01/2026

Pewien psycholog dziecięcy przez tydzień zadawał dzieciom w wieku od 5 do 9 lat jedno proste pytanie:

„Skąd wiesz, że ktoś cię kocha?”

Odpowiedzi nie były naukowe.
Nie były wyszukane.
Były szczere, czyste i — o ironio — o wiele mądrzejsze niż większość dorosłych byłaby w stanie udzielić.

Oto kilka z nich:



Ala, 6 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy brat dzieli się ze mną ciastkiem, nawet jeśli to ostatnie i bardzo chciał je zjeść sam.”

Tymek, 7 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy mama kładzie swoje zimne ręce na moje policzki i mówi, że nie chciała, ale i tak się uśmiecha.”

Hania, 5 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy tata siada na podłodze i bawi się ze mną, i ani razu nie patrzy w telefon.”

Olek, 8 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy babcia opowiada mi historię, którą już znam, bo wie, że ją lubię.”

Maja, 6 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy ktoś trzyma ci miejsce, nawet jak musiał przesunąć swój plecak.”

Kuba, 5 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy ciocia mówi, że jest ze mnie dumna, chociaż niczego nie wygrałem.”

Lena, 7 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy rysujesz dla kogoś obrazek i on wisi na lodówce bardzo długo.”

Gabryś, 8 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy sąsiadka pozwala mi prowadzić jej psa i mówi, że to przeze mnie pies tak macha ogonem.”

Sonia, 6 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy mama całuje mnie w czoło, jak myśli, że śpię.”

Filip, 9 lat:

„Miłość jest wtedy, kiedy ktoś pamięta twoją ulubioną piosenkę i włącza ją zanim poprosisz.”

A potem odezwała się cicha dziewczynka, 5-letnia Emma.
I w kawiarni zapadła cisza.

Powiedziała:

„Miłość jest wtedy, kiedy siedzisz obok kogoś, kto jest smutny — i nie próbujesz go naprawić. Po prostu siedzisz, żeby nie był smutny sam.”

Bez wielkich słów.
Bez definicji.
Tylko obecność — najczystsza forma miłości.

💛 Piękna lekcja

Dzieci nie mówią o romantyzmie.
Nie mówią o idealnych gestach, kwiatach czy wielkich wyznaniach.

One mówią o:

• uwadze
• dobroci
• obecności
• drobnych poświęceniach
• poczuciu bezpieczeństwa
• pamiętaniu
• byciu wybranym

One przypominają nam, że miłość nie jest skomplikowana.
To my nią komplikujemy.

Prawdziwa miłość jest prosta:

Bądź.
Słuchaj.
Dbaj.
Wybieraj drugiego człowieka — jeszcze raz i jeszcze raz — nawet w małych, niewidocznych gestach.

Spróbuj dziś kochać jak dziecko:

• dziel się bez liczenia na zwrot
• chwal bez oporu
• bądź cierpliwy
• usiądź przy kimś, kto cierpi
• spraw, by ktoś poczuł się zapamiętany
• podaruj komuś swój czas — najcenniejszy dar, jaki masz

Bo dzieci rozumieją coś, o czym dorośli często zapominają:

Miłość nie jest czymś, co mówi się raz.
Miłość jest czymś, co pokazuje się codziennie — w drobnych, pięknych gestach. 💕

11/01/2026

Obowiązki domowe to nie kara. To integracja sensoryczna w praktyce.

Każda domowa czynność to trening dla mózgu.

🧺 Wieszanie prania
= planowanie ruchów, przekraczanie linii środka ciała, czucie głębokie w barkach i dłoniach

🍽 Nakrywanie do stołu
= koordynacja wzrokowo-ruchowa, kontrola siły, orientacja w przestrzeni

🧹 Zamiatanie i ścieranie
= regulacja napięcia mięśniowego, rytm, obustronna praca ciała

🥔 Obieranie, mieszanie, ugniatanie
= czucie w dłoniach, tolerancja dotyku, planowanie motoryczne

🧸 Sprzątanie zabawek
= organizacja bodźców, sekwencje, poczucie porządku w mózgu

To nie są „drobne zadania”.
To jest integracja sensoryczna w czystej postaci.

Jeśli zbyt często wyręczamy dziecko w obowiązkach domowych to:
➡ mózg nie dostaje treningu
➡ połączenia nerwowe się nie wzmacniają
➡ trudności pozostają lub rosną

Co jest wspierające?
✔ możliwość próbowania
✔ doświadczania ruchu, ciężaru, oporu, dotyku

Tak buduje się sprawny układ sensoryczny.

04/01/2026

Co się dzieje z ciałem, które funkcjonuje w lęku

To kolejny z cyklu wpisów, które poruszają temat lęku.😰
Gdy lęk trwa długo, ciało żyje w stanie ciągłej gotowości. Jakby zagrożenie miało pojawić się w każdej chwili — nawet jeśli realnie go nie ma.

Mięśnie są napięte, co prowadzi do bólów karku, pleców, szczęki.
Oddech staje się płytki, co zwiększa uczucie zmęczenia i zawrotów głowy.
Układ trawienny reaguje problemami żołądkowymi.
Sen przestaje być regenerujący i nie możemy zasnąć.

Ciało w lęku szybciej się męczy, trudniej mu się skupić i odpocząć. Z czasem nawet zupełnie drobne sytuacje mogą wywoływać silne reakcje, bo organizm nie ma już rezerw energii.

To dlatego lęk nie jest „tylko w głowie”. On realnie wpływa na zdrowie. Dlatego tak ważne jest, by nie ignorować sygnałów ciała, tylko nauczyć się je uspokajać.

Jeśli temat jest Was zainteresował, to polecam również wcześniejsze wpisy:
1. Strach i lęk - podobne a jednak zupełnie różne
2. Jak radzić sobie z lękiem w codziennym życiu
3. Jak uspokajać ciało, gdy lęk z myśli zaczyna przejmować kontrolę

03/01/2026

Wielokrotnie w trakcie mojej zawodowej pracy byłem stawiany w sytuacji w której rodzic, nauczyciel - mój współpracownik, lub nauczyciel dla którego prowadziłem szkolenie, mówił do mnie oburzonym, podniesionym głosem lub wręcz krzyczał na mnie wściekle.

Powody były różne - albo ktoś nie zgadzał się z moją decyzją, albo nie podobało mu się jakieś moje zdanie, albo uważał, że źle kieruję placówką itd. Mój rozmówca czuł się obrażony, skrzywdzony, niezadowolony i w tej rozmowie wyrażał swoje emocje.

Do głowy by mi nie przyszło, żeby postawić mu granice. Także ze względu na swój własny interes. Jego uczucia w relacji ze mną nie są moją prywatną sprawą, ale zawodowym wyzwaniem. Umiejętność uszanowania człowieka, razem z jego emocjami, bardzo pomaga nam w pracy i chroni nas przed wyniszczającymi konfliktami. Mnie w głowie w takich sytuacjach włącza się myślenie: „Jacek słuchaj, nie tłumacz się!, Jacek słuchaj, nie tłumacz się!, Jacek słuchaj, nie tłumacz się!”.

Dlaczego "nie tłumacz się"? Dlatego, że jeżeli chodziłoby po prostu o wyjaśnienie jakiejkolwiek sprawy, osoba ze mną rozmawiająca, nie krzyczałaby na mnie. Do zaopiekowania i uszanowania jest jej złość, niezadowolenie, ból, lęk, a nie rozstrzyganie jakichkolwiek innych kwestii. Mogę oczywiście zadbać o siebie w tej sytuacji i nie życzyć sobie, żeby ktokolwiek na mnie krzyczał, ale nie rozwiąże to między nami sytuacji emocjonalnie.

Uczę tego nauczycieli i dyrektorów, także w sytuacjach w których mnie proszą o pomoc. To bardzo skuteczny sposób dogadywania się z ludźmi.

Słuchanie polega na sparafrazowaniu tego co mówi rozmówca. W moim przypadku mogłaby to brzmieć: „Uważa Pani, że ją sobie lekceważę odmawiając przeniesienia Pawła do innej grupy”. Nie tłumaczenie się polega na powstrzymaniu się od wyjaśniania, dlaczego tego nie zrobiłem. Wyjaśnianie i tłumaczenie jeszcze bardziej rozsierdza rozmówcę, bo jest sygnalizowaniem mu, że nie ma powodu, żeby się wściekał, czyli, że robi coś bezsensownie i bez powodu. Jeżeli robi to bez powodu, to jest z nim coś nie tak. Ludzie nie lubią, jeśli im się tłumaczy, że są nie w porządku i jeszcze bardziej się emocjonalnie nakręcają.

To jest bardzo trudne do nauczenia, zwłaszcza jeśli nasze uczucia nie były szanowane przez naszych rodziców lub kogokolwiek innego. To sprawia, że jesteśmy bardzo wrażliwi na własnym punkcie.
Mnie pomogła świadomość rozróżniania siebie w roli nauczyciela czy dyrektora od siebie prywatnie oraz chęć wykonywania swojej pracy poprawnie. Dlatego się tego chciałem nauczyć. To nie jest tak, że takie sytuacje spływają po mnie jak po kaczce. Rozumiem jednak, że nie mogę szukać wsparcia dla moich emocji u człowieka dla którego pracuję lub go wspieram.

Asia Klaga (publikująca na tym profilu), na jednym ze szkoleń mówiła, że uczestnik TUS-u (Treningu Umiejętności Społecznych) ma prawo ją jako trenera wyzwać, także w sposób wulgarny, po to by doświadczyć na sobie jej reakcji jako trenera TUS-u, która uszanuje go w takiej sytuacji. Właśnie to zmienia ludzi na lepsze, a nie tłumaczenie im co wolno, a czego nie wolno robić.

Pierwszy raz zobaczyłem taki rodzaj uszanowania człowieka w jego emocjach, wiele lat temu na spotkaniu ks. prof. Tischnera z publicznością w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu. Jeden z rozmówców obrzucał Tischnera przez dłuższy czas inwektywami. Wywołało to gwizdy i tupanie reszty publiczności. W pewnym momencie Tischner wziął tego mężczyznę w obronę: „Widzi Pan, nasza rozmowa nie interesuje większości tutaj, proszę podejść do mnie po spotkaniu, dam Panu numer do siebie, skończymy ją w innym czasie”. Bardzo uszanował tego człowieka. Już samo zobaczenie takiej sytuacji, bardzo mnie zmieniło. Można powiedzieć, że spotkanie z Tischnerem było dla mnie formą TUS-u. Gdyby zareagował: „Nie życzę sobie, żeby Pan do mnie mówił w taki sposób”, to ani ja, ani publiczność, ani ten człowiek, niczego byśmy się nie nauczyli.

Jacek Kielin

01/01/2026

❤️❤️❤️❤️❤️

Umiejętność słuchania a nie poprawiania - podoba mi się od zawsze🙂 Świetny tekst❣️
01/01/2026

Umiejętność słuchania a nie poprawiania - podoba mi się od zawsze🙂 Świetny tekst❣️

Miałam ostatnio taką refleksję, że w ciągu kilku ostatnich lat naprawdę nauczyłam się słuchać drugiego człowieka.
A przede wszystkim – nauczyłam się słuchać swoich dzieci.
I to jest dla mnie wciąż zaskakujące, bo to nie był proces naturalny. Ja się tego musiałam nauczyć.
Wcześniej wydawało mi się, że jestem osobą uważną, że „łączę kropki”, że dużo rozumiem.
Dziś widzę wyraźnie: to wszystko było mało istotne, bo nie umiałam słuchać.
Jednym z elementów słuchania jest przyjmowanie informacji takiej, jaka ona jest.
Bez poprawiania. Bez dopowiadania. Bez natychmiastowej korekty rzeczywistości.
A to wymaga dyscypliny.
Bo jeśli dziecko mówi:
– „Mamo, chcę siku” –
to odpowiadam: „Okej, chcesz siku, wracamy do domu”.
Jeśli mówi:
– „Chcę pić” –
to odpowiadam: „Chcesz pić, przejdziemy do sklepu i kupimy wodę”.
Tu jest prosto. Fakty. Logika. Reakcja.

Ale jeśli dziecko mówi:
– „Mamo, tam biegną dinozaury” –
to automatycznie włącza nam się tryb:
„Nie ma dinozaurów. Wyginęły miliony lat temu. To musiało być coś innego”.
I tu robi się tricky.
Bo ja nie zachęcam nikogo do zakłamywania rzeczywistości.
Tylko do dania dziecku przestrzeni na powiedzenie tego, co chce powiedzieć, zanim powiemy mu, co my o tym myślimy.
Można przecież odpowiedzieć:
„Mówisz mi, że tam widziałeś biegnące dinozaury”.
I to jest prawdziwa historia.
Tylko że zdanie nie brzmiało: „Mamo, tam biegną dinozaury”,
tylko: „Ooo! Tam dinozaury”.
Powiedział to mój Staszek – który nie mówi za wiele.
I miałam wtedy taką… złotą minutę.
Odwróciłam się i zanim cokolwiek zobaczyłam, powiedziałam: „O! Mówisz: dinozaury”.
I dokładnie w tym momencie za rogiem znikał facet niosący 5 czy 8 balonów z dinozaurami.
Tam naprawdę były dinozaury.
To dało mi bardzo dużo do myślenia.
Czy my w ogóle umiemy rozmawiać z dziećmi tak, żeby najpierw pozwolić im być w swojej prawdzie, zanim zaczniemy je poprawiać, prostować, edukować i przywracać do „obiektywnej rzeczywistości”?
Bo gdyby ktoś nas ciągle negował:
„nie tak”, „nie to”, „źle widzisz”, „to niemożliwe” – to jak długo jeszcze chcielibyśmy coś mówić?

Tak tylko zostawiam.

Asia Klaga Fundacja Autika
Mama Stashka PodzielsiezeStashkiem

23/12/2025

„Dzieci mają teraz wszystko”
To „wszystko” występuje z reguły w znaczeniu: zabawki, gadżety, elektronikę.
Przedmioty.
Zaspokojone pragnienia i zachcianki.

W tym „wszystkim” brakuje często miejsca na coś, co potocznie nazywamy „nic” / „a to takie nic”.

Obecność,
uwaga,
relacje,
zabawa,
przytulenie,
buziak w policzek,
spokojny czas,
przestrzeń, w której nic nie trzeba.
Potrzeby.

Święta to często czas „spełniania”.
Kupowania, planowania.
„Żeby niczego nie brakowało”,
„Żeby wszyscy byli zadowoleni”,
„Żeby było czysto”,
„Żeby było perfekt”.

Łatwo w tym wszystkim zgubić to, co najważniejsze.
Łatwo tak się przeciążyć, że gdy już przychodzi ten „magiczny czas” opadamy z sił (jak nasze choinki;).

W świecie pełnym „wszystkiego”,
warto zrobić miejsce na „nic”.

W tym „nic” jest tak naprawdę WSZYSTKO ♡

______
Jak zawsze czekam na wasze refleksje pod postem - to wspiera.

22/12/2025

Jak przetrwać święta z rodziną i nie zwariować — przedświąteczny poradnik o umowach, konsekwencji i zdrowym rozsądku.

W rozmowach o podejściu relacyjno-rozwojowym pojęcie konsekwencji często budzi opór. Kojarzy się z czymś sztywnym, behawioralnym — z myśleniem: „bo tak się umówiliśmy i koniec”.

Tymczasem w relacyjnej perspektywie konsekwencja nie jest narzędziem wychowawczym. Jest postawą.
Nie „pracujemy na konsekwencjach”, bo stawiamy na elastyczność, uważność i reagowanie na potrzeby drugiego człowieka w danym momencie. A jednak… bywają sytuacje, w których pozostanie przy raz obranej decyzji jest najbardziej opiekuńczym działaniem, jakie możemy zaoferować dziecku.

Święta są właśnie taką sytuacją.
Bo święta to nie jest „jak zawsze, tylko ładniej”.
To zmiana rytmu, zapachów, dźwięków, ludzi, zasad gry.
Dla dziecka w spektrum — często zestaw naprawdę wysokiego stopnia trudności.
A najcenniejszym darem jest konsekwentne jego chronienie.
Wyobraźmy sobie:
kilka godzin przy wigilijnym stole, potrawy o zapachu i konsystencji „niespodzianka”, odświętnie ubranych, mocno wypachnionych krewnych, choinkę w środku salonu (dlaczego drzewo jest w domu?!), głośne śpiewanie kolęd, których na co dzień się nie słyszy.

Zanim dla dziecka stanie się to „magia świąt” i czymś przyjemnym, musi zostać poznane i oswojone — bo na start jest jak sensoryczny tor przeszkód.

Dlatego zamiast liczyć na cud — zaprojektujmy historię na przyszłość.

1. Opowiedz dziecku święta, zanim one się wydarzą.
Im więcej szczegółów, tym lepiej.
Gdzie będzie stół — w salonie czy w jadalni?
Jaki obrus — biały czy czerwony?
Jakie potrawy, z czego są zrobione i co może być zamiennikiem?
Nie chodzi o „przyzwyczajanie”.
Chodzi o poczucie przewidywalności.

2. Umówcie się na „momenty obowiązkowe” i „momenty wolne”.
Nie w sensie sztywnych ram czasowych, tylko jasnej informacji:
kiedy tradycja zobowiązuje do bycia razem (modlitwa, dzielenie się opłatkiem, prezenty),
a kiedy można odejść, odpocząć, pobyć samemu.
I — bardzo ważne — gdzie jest to miejsce odpoczynku.
Bezpieczne. Sprawdzone. Dostępne.

3. Strój komfortowy i strój ratunkowy.
Oba wybrane przez dziecko.
Bo najbardziej odświętna koszula potrafi zabić atmosferę szybciej niż brak barszczu.
A rajstopy z drapiącą metką po trzech godzinach mogą skutecznie odciąć dopływ sił życiowych do małych (i dużych) nóg.

4. Bądźmy rzecznikami naszych dzieci — ale nie ich tłumaczami.
Zastanówmy się:
co rodzina powinna wiedzieć,
jakie tematy są dla dziecka w strefie dyskomfortu.
Ustalmy to z wyprzedzeniem i jasno.
A jeśli daleki krewny poczuje nieodpartą potrzebę zasypania dziecka „złotymi radami” — postawmy granicę.
To my będziemy później regulować emocje dziecka. Nie on.

5. Nie oczekujmy „świątecznych reakcji”.
Brak wybuchu radości przy prezentach nie oznacza braku radości.
Brak elokwencji przy składaniu życzeń nie oznacza braku uczuć.
Święta są logistycznym, emocjonalnym i sensorycznym wyzwaniem.
Bądźmy blisko.
Składajmy życzenia w parach.
Otwierajmy prezenty w asyście.
Bądźmy cieniem, lektorem i bezpiecznym punktem odniesienia.

6. Normalizujmy przerwy — dla wszystkich.
Zróbmy „team tych, co zostają przy stole” i „team tych, co słuchają kolęd w słuchawkach”.
Zwracajmy uwagę na wszystkich przy stole — nie tylko na dziecko.
Bo potrzeba przerwy nie jest cechą neuroróżnorodności.
Jest cechą bycia człowiekiem.

7. Słuchajmy, nawet jeśli komunikat nam się nie podoba.
Jeśli dziecko mówi, że kolędy są głupie albo że wujek Jurek jest głupi —
zanim zaczniemy przywoływać je do porządku, zapytajmy siebie:
jaką potrzebę ono teraz komunikuje?
Dzieci bardzo rzadko chcą prowokować.
Częściej nie mają jeszcze narzędzi, by powiedzieć: „to dla mnie za dużo”.

8. Entuzjaści i cisi uczestnicy — obie formy są OK.
Święta dzielą ludzi na tych, którzy je kochają, i tych, którzy je przetrzymują.
Jedno i drugie jest w porządku.
Nasze dziecko dopiero uczy się, jak w tym świecie funkcjonować.

9. I temat stary jak świat: całowanie na siłę
Wyobraźcie sobie, że znowu macie cztery lata i musicie pocałować ciocię, którą widzicie pierwszy raz w życiu, a która wygląda jak skrzyżowanie Baby Jagi z kierowcą autobusu.
Ten brodaty policzek pamięta się długo.
Nie zmuszajmy dzieci do naruszania ich cielesnych granic w imię tradycji, której sami często nie rozumiemy.
Szacunek można okazać na wiele sposobów.
Modelujmy go — okazując szacunek wobec potrzeb i oporu naszych dzieci.

To oczywiście lista niepełna.

Święta są wielowątkowe, a życie — sprytne w zaskakiwaniu.

Jestem bardzo ciekawa:
co jeszcze dorzucilibyście do tej przedświątecznej listy przygotowań do (względnie) spokojnych świąt?

Asia Klaga Fundacja Autika
Mama Stashka PodzielsiezeStashkiem

12/12/2025

❤️❤️❤️❤️

Adres

Ulica Józefa Piłsudskiego 6/12
Namysłów Gmina
46-100

Telefon

+48600875438

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Pracownia Rozwoju i Psychoedukacji AFFIRMO umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria