02/05/2026
Weszła do gabinetu na kilka dni przed swoimi 15 urodzinami. Usiadła jak u siebie. Jedna noga gdzieś za wysoko, druga zwisa. – Jestem Lena – powiedziała z półuśmiechem. Można było pomyśleć, że przyszła z nudów, a nie z problemem. Złapała poduszkę i ukryła za nią buzię. „No dobra, nikt nie mówił, że będzie lekko” – to myśl z mojej głowy.
Lena rysuje. Przepięknie rysuje. Tworzy światy, które mają własną pogodę, własne prawa i własne cuda. Rysuje na każdej sesji. Gdy po raz pierwszy pokazała co narysowała, w mojej głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka: „uważaj, żeby nie powiedzieć czegoś banalnego„. Bo to nie jest zwykły rysunek, tylko kawałek jej układu nerwowego przeniesiony ołówkiem na papier. Rumieni się, kiedy ją chwalę. Czyli coś jeszcze działa.
„Nie chce mi się żyć” – mówi w pewnym momencie.
Bez dramatyzmu. Bez łez i bez cienia widocznego napięcia. Bez grama lęku. Tonem głosu, którym równie dobrze mogłaby powiedzieć: „nie chce mi się iść do szkoły”.
– Świat jest dziwny. Ludzie też. Ja do tego wszystkiego nie pasuję – dodaje.
Lena ma ADHD. Jej mózg działa w trybach albo-albo: albo pełne flow, albo totalne wyłączenie. Nie ma „średnio”.
Świat szkolny, codzienność, rutyna – to wszystko jest dla jej mózgu jak jedzenie bez smaku. A kiedy nie ma smaku, nie ma dopaminy. A kiedy nie ma dopaminy, pojawia się zmęczenie, brak motywacji, poczucie „nic mnie nie rusza”. To, co z zewnątrz wygląda dla niektórych dorosłych jak lenistwo, jest neurobiologiczną pustką.
Do ADHD często dołącza coś, czego nie widać w międzynarodowych klasyfikacjach na których opiera się diagnostyka:
RSD – rejection sensitive dysphoria – po polsku: wrażliwość na odrzucenie, która często idzie w parze z ADHD. Jak to działa? Odrzucenie boli bardziej. Krytyka wbija się głębiej. Porównanie z innymi zostaje na dłużej. I mózg produkuje myśl – wniosek: jestem jakaś nie taka.
Lena jest utalentowana. Bardzo.
– No i niczego jej nie brakuje. Przecież powinna być szczęśliwa – wzdycha tato Leny.
Problem w tym, że to tak nie działa. Bo talent Leny – oprócz tworzenia światów robi coś jeszcze: podnosi poprzeczkę, buduje perfekcjonizm, zamienia „lubię” w „muszę być świetna”. A kiedy coś nie wyjdzie, zamiast zwykłego „meh”, jest: „jestem beznadziejna”.
I wtedy pojawia się on: stwór z jednego ze światów Leny: Niemocnik.
Wprowadza człowieka w stan, w którym nie chce się wstać, nie chce się rysować, nie chce się gadać, nie chce się nic. Nie dlatego, że świat jest straszny. Tylko dlatego, że jest za mało odczuwalny. Dziwny. Obcy. To nie tak, że w Lenie jest mało życia i nie do końca tak, że Lena „nie chce żyć”. Ona – tymczasowo – nie ma dostępu do poczucia, że życie jest w sam raz odczuwalne, że ma smak i temperaturę. Różnica między jednym a drugim stanem jest kolosalna.
Czy to mija?
Nie lubię taniego optymizmu. Więc powiem uczciwie: samo nie zawsze mija, czasem mija w terapii, czasem potrzebne jest leczenie farmakologiczne. Zawsze: środowisko (dom, szkoła) ma znaczenie krytyczne, bo to ono tworzy bezpieczny port, gdy Niemocnik przejmuje ster.
Jeśli masz w domu Dziecko choć trochę podobne do Leny, nie mów „weź się w garść”, „inni mają gorzej”, „przecież masz talent”. Mów: „widzę, że Ci ciężko. I jestem przy Tobie.”
A jeśli jesteś trochę jak Lena, to zapamiętaj: nie Ty jesteś problemem. Twój mózg – po prostu – czasem gubi dostęp do światła. Ale światło nie znika. Ono tylko czeka, aż je znów zobaczysz, albo aż ktoś pomoże Ci do niego wrócić.
Zanim zobaczysz to światło, wyobraź sobie, że gdzieś obok, pod kocem, leży sobie stwór ze światów Leny: Niemocnik. On jest w porządku. Nie zostaje na zawsze. Tylko tyle, ile trzeba, aby nabrać sił.
Historia opisana w artykule oparta jest na rzeczywistych doświadczeniach klinicznych. Wszystkie dane zostały zmienione i zanonimizowane w celu ochrony prywatności pacjentki.