24/10/2025
Post bardzo osobisty.
W dniu urodzin (bez względu na to, ile mamy lat )
coś w nas wraca do chwili narodzin.
Ciało i dusza pamiętają tamten moment: pierwsze światło, pierwszy oddech, Jej obecność lub brak.
Mama.
Nawet jeśli dziś rozumiem to tylko umysłem, moje ciało wciąż pamięta, że kiedyś ona była obok — że to z nią przyszłam na świat. A teraz jej nie ma.
I ten brak, tak cichy i pierwotny, odzywa się właśnie w urodziny.
To nie jest zwykły smutek — to echo pierwszej więzi, najgłębszej, jaką zna człowiek.
Jakby dziś dusza na chwilę znów rozglądała się po świecie, pytając: „Gdzie jesteś, mamo?”
Nie ma w tym nic złego.
To nie słabość, to miłość w swojej najczystszej formie — tęsknota za źródłem, z którego się przyszło.
Dlatego chcę Ci powiedzieć, że w takie dni nie ma obowiązku świętować na zewnątrz.
Czasem wystarczy usiąść spokojnie, zapalić świecę, poczuć Jej obecność w sobie.
Bo choć Jej już nie ma w świecie, Jej miłość wciąż jest Twoim tlenem.
Dziś są moje urodziny.
Tym razem nie świętuję głośno.
Tylko szeptem — „Dziękuję, mamo” ♥️
K.