Gabinet psychoterapii - Marta Malanowska-Statkiewicz

Gabinet psychoterapii - Marta Malanowska-Statkiewicz Jestem psychoterapeutką w nurcie Gestalt.

14/02/2026

Warto spróbować, jak to może być w takim kręgu.

AutodiagnozaPracował ciszą, dużo słuchał.Czasem uśmiechał się,zadumał.Oddychał – głębiej,czasem płycej.Takie to terapeuc...
13/02/2026

Autodiagnoza

Pracował ciszą, dużo słuchał.
Czasem uśmiechał się,
zadumał.
Oddychał – głębiej,
czasem płycej.
Takie to terapeucie życie.

Wszyscy mówili „Terapeuta!
temu to w głowie się nie bełta.
On to ogarnia, on jest w formie.
Ten wszystkie klepki ma i normy”

Lecz gdy opuszczał strefę smutków,
grząskich zapytań,
myśli supłów,
to coś go nagle napadało
ten limeryczny stan zapału!
I już nie umiał wyhamować.
Jest nazwa miasta? To rymował.
O tak! Był w ciągu!
O tak! Był w szale.
Świat w limerykach brzmi wspaniale.

Lecz ktoś go wzywa:
„Proszę pana,
Toż tak mamrotać nie wypada!”

Będą wciąż mówić: Terapeuta,
ten co mu w głowie się nie bełta…”?
-----

Gdy czasem powagi za dużo i pracy, i w życiu, to może porządna porcja niepoważnych wierszy będzie najlepszą odskocznią dla mózgu?

Na mnie tak zadziałała „Fioletowa krowa. Antologia angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej” Stanisława Barańczaka
Ostrzegam! – to poczucie humoru jest zaraźliwe. Możecie również wpaść w pułapkę wierszowania, ale czy byłoby w tym coś złego?!

30/01/2026

Ten post wykluwa się już od poniedziałku… i chyba dziś wreszcie jest na niego pora.. 🙂 A będzie tym razem o przyjaźni… Może niezbyt gabinetowo, a za to z życia wzięte 🙂

Kiedyś myślałam, że przyjaźń to przede wszystkim historia wspólnych wspomnień. Dziś wiem i doświadczam tego, że przyjaźń to umiejętność bycia razem w tu i teraz.

Przyjaźń jest wtedy, kiedy można siedzieć w ciszy i czuć się z tym dobrze. Kiedy można rozmawiać o tym, co jest, a nie tylko o tym, co było. Kiedy spotykasz się z drugim człowiekiem bez scenariusza i bez udawania.

To właśnie taka obecność karmi. Nie ilość wspólnie spędzonych lat (choć to czasem pomaga - zwłaszcza kiedy zgadujesz piosenkę po jednej nutce 😁) , ale jakość tego, jak potrafimy ze sobą być.

Przyjaźń jest dla mnie ważna. To w takich relacjach bardziej czuję się sobą.
A ty – kiedy ostatnio byłaś/eś naprawdę obecny w relacji z przyjacielem?

25/01/2026

Kobiecy krąg w Oławie. Okazja, żeby pobyć z innymi kobietami w uważności. W piątki, a może okaże się, że i w inne dni 🤩.

🌿Pracuję indywidualnie i grupowo z dziećmi, nastolatkami i dorosłymi. Również online.
✨Wsparcie psychologiczno-pedagogiczne
✨Life Coaching
✨Trening uważności (mindfulness)
🍀Twoja droga zaczyna się tam, gdzie odważysz się stanąć w prawdzie.

Zdarza się słyszeć, że dziś wszyscy jesteśmy skupieni tylko na sobie. Coś w tym jest. Rozwój, samodoskonalenie się itp. ...
23/01/2026

Zdarza się słyszeć, że dziś wszyscy jesteśmy skupieni tylko na sobie.

Coś w tym jest.

Rozwój, samodoskonalenie się itp. aż do porzy… przesady.

A jednak na sesjach terapeutycznych i w zwykłych rozmowach regularnie słyszę zdania:

-Nie odmawiam, żeby było miło.

-Nie było to dla mnie przyjemne, ale ta pani się tak starała…

-Jak mogę myśleć tylko o swojej przyjemności?

-Nie mogę ich zostawić bez obiadu…

-Myślenie o tym, żeby mi było dobrze, to egoizm.

-Wiesz, że sataniści na pierwszy miejscu mają zdanie “ja jestem najważniejszy”?

-Nie chcę być egoistą.

-Jak mogę w ogóle myśleć: jestem najważniejsza w swoim życiu, a dopiero potem rodzice i inni?!

-Najpierw muszę im pomóc, potem może odpocznę.

Czasem ci ludzie słyszą:

-Bo tobie się wydaje, że jesteś pępkiem świata!

Odróżniam bycie pępkiem świata od dbania o siebie.

I tu znów na scenę przywołam Trzy Siostry: kukurydzę, fasolę i dynię, o których wspominałam wcześniej.

Tym razem będzie cytat z “Pieśni ziemi”:

“Lubię sobie wyobrażać, że ta trójka celowo ze sobą współpracuje (...). Piękno tego partnerstwa polega jednak na tym, że każda roślina robi to, co robi, aby wspomóc WŁASNY WZROST. Ale właśnie tak to działa - kiedy dobrze wiedzie się jednostkom, korzysta na tym cała społeczność.

Współdziałanie Trzech Sióstr przypomina mi jedną z podstawowych nauk moich przodków. Najważniejszą rzeczą, którą każdy z nas może odkryć, jest nasz wyjątkowy talent, nasz dar, i to, jak możemy go wykorzystać w świecie.

Odpowiednio pielęgnowana indywidualność przyczynia się do rozwoju całej grupy, każdy z nas musi więc być mocny w tym, kim jest i pielęgnować swój dar, aby można się nim było dzielić z innymi” Robin Wall Kimmerer.

A zatem czy dbanie o siebie i swój rozwój to egoizm, czy dbanie o jedno ogniwo większego łańcucha?
🌽🫘🎃

Taki tam tanByć może to jest tak,że dzień za dniemw powszedni ale i od świętatańczymy taki taniec:Raz, dwa, trzy rach ci...
22/01/2026

Taki tam tan

Być może to jest tak,
że dzień za dniem
w powszedni ale i od święta
tańczymy taki taniec:

Raz, dwa, trzy rach ciach mach

Ja chcę więcej figur,
a ty trzymasz rytm
Stałym krokiem
Spokojnie, powoli,
silne ramię, o które się opieram.
Ja oferuję zmienne stany.

Ram pam ciach raz dwa trzy

A gdybyś też dołożył figur,
to może byłoby dla już mnie za dużo
wygibasów.
Zbyt męcząco
i zawołałabym: Hola! Mój panie!
Toż trochę rozwagi!
Nie szalej tak, nie szalej!
I zaczęłabym trzymać rytm
stałym krokiem.

Zdziwiłbyś się, że umiem.
Ja zdziwiona, że znasz jakieś figury i układy,
mogłabym podzielić się z tobą
(na początek na kredyt zaufania)
gubieniem rozsądku.
Nie byłoby to wreszcie tylko na mojej głowie.
A Ty?

Lecz że stałe kroki mnie męczą -
- Ciebie nie?
Jak i nadmiar figur -
- No, mnie też!
To nie wymieniajmy się na stałe.

Rach dwa ciach!
Raz mach trzy!

zdjęcie z , autorstwa sasint

Przeczytałam krótką historię Trzech Sióstr: kukurydzy, fasoli i dyni. To indiańska historia z pięknej książki o życiu w ...
19/01/2026

Przeczytałam krótką historię Trzech Sióstr: kukurydzy, fasoli i dyni. To indiańska historia z pięknej książki o życiu w zgodzie z rytmem ziemi, przyrody i cyklu, „Pieśń ziemi” Robin Wall Kimmerer.
Takie historie muszą brzmieć pięknie, a nawet mogą trochę romantyzować i zasłaniać te elementy życia, które nie do końca musiały być poszanowaniem innych – przyznaję tu rację mojemu prywatnemu sceptykowi i antyromantykowi.
Lecz nie o tym chcę pisać.
Indianie mieli swój mało zachodni sposób na uprawianie tych trzech roślin. Sadzili je razem, a one wyrastając po kolei, mogły się oprzeć na pozostałych, ale też im coś dać. Najpierw wyrasta kukurydza, za nią fasola, na końcu dynia. Nie napiszę na czym polegała współpraca, bo o tym jest w książce. Czytajta ;-).
A we mnie zrodziło się pytanie, jak do tego doszli? Kto wymyślił ten sposób? Czy to tylko - jak często bywa - przypadek? Nawet jeśli przypadek to musiały zaistnieć pewne okoliczności.
I wyobraziłam je sobie tak:
Był sobie Indianin lub Indianka.
Ale że nie chce mi się przez cały czas dopisywać końcówek (i nie piszę ogłoszenia o pracę), więc niech to będzie Indianin.
Może szaman, a może stary dziadek, który już tylko siedział.
Siedział i patrzył. Patrzył na jakiś kawałek ziemi uprawnej, na rośliny na niej i do tego nigdzie się nie spieszył. Miał czas. Tak minął może jeden sezon uprawny, może dwa, może więcej, może ktoś się do niego dosiadł, wymienili parę uwag. Może potem już jakaś Indianka kontynuowała - co? Obserwacje.
I dzięki temu patrzeniu ktoś doszedł do tego, że jest reguła i te konkretne rośliny idealnie się uzupełniają (a przecież na pewno mieli tam też inne rośliny, nie tylko te trzy). Ale co ten wyjściowy Indianin zrobił? Tylko patrzył. Nie działał, nie przesadzał non stop. Nawet jeśli kombinował i wysiewał inaczej, to raz w roku a potem mógł tylko patrzeć. Dłuuuugo patrzeć.
To jest dla mnie niesamowite, jak wiele można dać innym albo przede wszystkim sobie, tylko patrząc, a potem przekazując, co się zobaczyło.

Teraz jak to piszę, to myślę, no banał! Wszyscy ciągle się oglądamy i podglądamy, i pokazujemy, i ujawniamy. Ale hola! Hola! Jednak tamto patrzenie było inne. Ono musiało być długie, bez codziennego raportowania.
I tak historia o trzech roślinach zaprowadziła mnie do tego, że samo patrzenie, to czasem najlepsza rzecz, jaką można robić.
Fotografie są wynikiem mojej chęci zjednoczenia się z dumającą Indianką – lecz za fotografiami stoi więcej czynności niż refleksyjności.

Na spacerze biegnie przede mną pies. Nie marudzi, węszy i prowadzi. Nawet jak chcę zrobić zdjęcie samemu zimowemu pejzaż...
09/01/2026

Na spacerze biegnie przede mną pies. Nie marudzi, węszy i prowadzi. Nawet jak chcę zrobić zdjęcie samemu zimowemu pejzażowi, to pies zaraz tam jest.

Zazwyczaj rozglądam się wokół, gdy chcę go puścić wolno i tylko wtedy patrzę za siebie.
Dziś spojrzałam wstecz w nietypowym momencie, kiedy pies był na smyczy i otoczenie nie wymagało skanowania. Ujrzałam drzewo, chyba wierzbę, pod którą chwilę temu przechodziłam a której widok zawsze mnie zasmuca. Pokryta jest prawie w całości jemiołą, więc niedługo dokona żywota. Przykre to tym bardziej, że jest jednym z nielicznych wysokich drzew w okolicy, które w lecie tworzą małe oazy cienia.
Gdy spojrzałam na nią z dystansu, a dzięki temu widoczną w całości, zadziwił mnie ten fantastyczny obrazek - drzewo całe w wielkich, przyprószonych śniegiem kulach, przy czym śnieg jakby lekko rozmywał obrzeża kul na tle białego nieba.
To drzewo, latami odchodzące z powierzchni ziemi, wraz z nienasyconą jemiołą stanowiło dostojny widok.
I przyszła do mnie myśl, że patrzę w przeszłość ale przecież i w przyszłość, że mam okazję doświadczyć podniosłości sytuacji. Spojrzeć wstecz i docenić to, co właśnie zachodzi. Malarze martwej natury wzruszyliby ramionami, co to za odkrycie! Przecież już dawno odkryli piękno odchodzenia.
Drzewo obwieszone jemiołowymi koralami. Ustrojone do odejścia.

Piękny wpis, o tym kim kiedyś w przyszłości, teraz... Terapeutką? Kim jeszcze? I łączy się to z pytaniem, czy zawsze trz...
05/01/2026

Piękny wpis, o tym kim kiedyś w przyszłości, teraz... Terapeutką? Kim jeszcze? I łączy się to z pytaniem, czy zawsze trzeba robić coś po coś - żeby kimś zostać? Czy można świadomie robić coś, uczyć się, dotykać tematu tylko po to, żeby to poczuć i przeżyć, i być po prostu bogatszym w doświadczenie a nie koniecznie w profesję.

A jeśli kiedyś.. nie będę już terapeutką, to kim będę?

Często o tym ostatnio myślę, obserwując felt sensownie, jak reaguje na ten pytajnik moje ciało. Przypuszczam, że dopóki starczy mi sił i nadziei, moja wrażliwość (w zestawie z humanistycznym umysłem i duszą) będzie szukać ujścia - albo w pisaniu książek, albo w malowaniu, a może pracy z gliną? Z drewnem? Z pięknem? Czy odważyłabym się wrócić do muzyki?

A może nikim bym nie była. Po prostu była. Ludzie pytaliby mnie, kim jesteś?, a ja odpowiadałabym, dzisiaj szukaniem znaczeń. Albo zadumą. Albo kolorem zielonym. Nic na zawsze, żadnej sztywnej przegródki. Żadnego od-do.

Póki co, jestem terapeutką, choć pewnie bardziej bywam. Nie zrozumcie mnie źle, nie zamierzam w najbliższym czasie uciekać z tej roli, całkiem mi tu dobrze. Od dłuższego czasu mam grafik w pełni zamieszkany przez pacjentów, zarówno w terapiach online jak i na żywo, za co jestem Wam niezmiennie, ogromnie wdzięczna!, i myślę o tym codziennie, jak dużo mam, i jakie to kruche i mocne jednocześnie - zdobywać Wasze zaufanie. I jednocześnie coś we mnie dojrzewa, gdzieś pomiędzy krtanią a mostkiem, pomiędzy racjonalnością a nieuchwytnością, i mam przeczucie, że.. no właśnie: prze-czucie, pre.. że coś ma nadejść. Ten stan jest łatwy i trudny jednocześnie, jakby to powiedział Fritz Perls „Nie popychaj rzeki, ona płynie sama”, zatem (już) nie popycham, trochę się zmęczyłam i leczę zakwasy.

Zamiast tego, wybieram ciszę. Dosłownie i w przenośni, choć bywa uporczywa w transporcie 😉. To z ciszy właśnie przyszła do mnie myśl, jak ważne dla terapeutki jest też bycie.. nieterapeutką. Szukanie swoich własnych wysp i przystani, swoich kształtów (innych niż kształt fotela odciśnięty na udach po całym dniu sesji). Poszerzanie się jako człowiek, bo Człowiekiem żywym pracuję, a nie tabelką. Nieutykanie w innych rolach - matki, żony, sąsiadki, kogoś tam. Właśnie. Może o to chodzi - o nieutykanie. O ruch. O tkanie. Sama wolałabym pójść do żywej, niezasiedziałej terapeutki, która szuka siebie i potrafi się do czegoś zapalić, niż do terapeutki - fotela (wtedy lepiej się nie zapalać..).

Zatem, jeśli kiedyś.. nie będę już terapeutką, to kim będę?

Kim Ty będziesz? (jeśli czyta to terapeutka).

Jeśli czyta to nieterapeutka:
Jeśli kiedyś nie będziesz już..XYZ, to kim będziesz?

Potraktujmy to pytanie jako otwarcie. Zaryzykuję nawet słowo - zaproszenie. Do tego, co uśpione, co dojrzewa, do bycia w ruchu.

Samo pytanie już jest ruchem. Okruchem. Rozruchem. Okiem i uchem.

A ja kończę ze śnieżnym puchem marnym za oknem. Dla wyrównania temperatur słońce z ostatniego wyjazdu dla Was.

Do wkrótce,
M.

Terapeutka
Nieterapeutka
Niewiemkto
Jeszcze

💌

Ostatnio pogoda zaskakiwała, śniegiem deszczem, słońcem. Teraz niektórzy zdezorientowani (w tym ja) nie wiedzą, czy jedn...
12/12/2025

Ostatnio pogoda zaskakiwała, śniegiem deszczem, słońcem. Teraz niektórzy zdezorientowani (w tym ja) nie wiedzą, czy jednak wiosenne, czy zimowe ubrania wyciągać i skąd.
W skutek tej zmienności pogody, gdzieniegdzie ostały się jeszcze... KAŁUŻE.

Idę sobie wczoraj chodnikiem. Przede mną dziewczynka w czarnych portkach w kropki i z podobnym plecakiem, poza tym zimowa kurtka i czapka. Rozmawia bardzo intensywnie przez telefon. Nagle patrzy: Kałuża!
I ciach! Od razu z impetem wdepnęła w nią jedną nogą.
Zaskoczyło mnie to.
Wzrokiem matki (choć nie jej matki przecież) sprawdzam, czyżby miała kalosze?
Nie miała.
Aha. Czyli zew kałuży był bardzo silny.
Śmieję się do siebie w duchu, a tu nagle dziewczynka wytarła podeszwę buta o nogawkę kropkowanych spodni, gdzieś na wysokości kolana (jakby przez moment weszła w pozycję drzewa z jogi).
Co to za ruchy? Odruchy? Pomysły? Jaki impuls je wywołał? Czy swędziała ją stopa, czy nagle przypomniała sobie, żeby nie brudzić butów?
Jak bardzo nic z tych rzeczy nie przyszło by do głowy dorosłemu a nawet takiemu już trochę bardziej wyrośniętemu?

Świadomi licznych skutków postępowania, iluż zewów już nie słyszymy?
A jakie jeszcze słyszymy?
Osobiście nie mogę się oprzeć deptaniu zmrożonych kałuż, ale wybieram co drugą, bo jednak trochę szkoda, gdy takie ładne, jak ta na załączonym obrazku minionych przymrozków.

Po raz kolejny w pociągu. W moim przedziale siedzą babki przy stoliku i nawijają... -zero problemów z tematami do rozmów...
05/12/2025

Po raz kolejny w pociągu.
W moim przedziale siedzą babki przy stoliku i nawijają... -zero problemów z tematami do rozmów. W drugim przedziale jakaś wycieczka z przedszkolakami. Wolę te babki.
Podziwiam dziewczynę, która spytała je, czy mogą mówić ciszej, bo nie jest w stanie czytać książki. Jedna z rozmówczyń podpowiedziała jej, żeby założyła słuchawki i szczerze współczuła, że się rozładowały. Przez pół godziny mówiły ciszej🤣.
Moje słuchawki działają.

W tej podróży zapragnęłam zająć się nikomu nie potrzebną rzeczą, czyli tłumaczeniem niezbyt trudnej piosenki. Tak o. Bez żadnego AI, ew ze słownikiem. AI zabrałoby całą przyjemność myślenia o słowach, myślenia o O'hene Savant, którego wcześniej nie znałam i który wykonuje muzykę bardzo mi gatunkowo daleką.
A zatrzymał mnie fragment (w bardzo wolnym tłumaczeniu):
"Nie widzę tych, którzy mnie uformowali
Media, jak mnie malują, te obrazy
Wciąż słyszę, że mój umysł jest bronią
Nikt nigdy nie powiedział, by go chronić, bo w złych rękach jesteś jak owieczka dla pasterza co tam gdzie obnażony miecz z twoją szyją zmierza"

(Nawet się grubo zrymowało)

Czy faktycznie, nikt nigdy nie powiedział? Czy my mówimy innym? Jak siebie chronić? O tym jest ten utwór. Niby oczywistości, tak jak piosenki o miłości🤩.

A to na papierze ot, taka mrówcza analogowa robota, jak szydełkowanie literami, która pozwala się oderwać od wszystkiego, co jest potrzebne_konieczne_ważne_do_zrobienia Czasem trzeba.

Czasem wybiera się jakąś drogę, podążając za wewnętrznym głosem, ale i tak trudno odpowiedzieć na rzeczowe (?) pytania: ...
02/12/2025

Czasem wybiera się jakąś drogę, podążając za wewnętrznym głosem, ale i tak trudno odpowiedzieć na rzeczowe (?) pytania: Po co? Co po tym? Za co będziesz żyć? I ten post jest trochę o tym. Choć filozofia nie jest moją mocną stroną - a może właśnie dlatego! - to nie mogłabym zadać pytanie: Po co nam filozofowie? No jak?!

Jestem filozofką. "Życzliwi" radzili mi się przebranżowić. Dobrze, że ich nie posłuchałam

Często mnie ludzie pytają, po co dzisiaj człowiekowi filozofia — dziecka tym nie nakarmisz, samochodu nie naprawisz, okien nie umyjesz. Są to niepraktyczne brednie, szkoda czasu. Czy się ktoś od tej całej filozofii robi szczęśliwszy albo ładniejszy? To nie jest na teraz, to nie ma sensu.

Jak mi tak mówią, to najpierw się robię smutna, bo czuję, że w takim razie życie zmarnowałam, ale szybciutko do siebie wracam, jak tylko sobie przypomnę, że dokładnie to samo mówiło społeczeństwo greckie z przełomu VII i VI w. p.n.e. do biednego Talesa z Miletu. Że jest niepraktyczny, potyka się na prostej drodze, bo zamiast patrzeć pod nogi, gapi się w niebo rozgwieżdżone, że na co on właściwie czas życia trwoni, zamiast milezyjski PKB wykuwać w trudzie i znoju, po co się gdzieś z Peryklesem szlaja, po co z tymi Egipcjanami tyle gada, nic taki w życiu nie osiągnie, grosza nie zarobi. I w końcu Tales się wkurzył (empatia tysiąc) i postanowił im pokazać, że on nie chodzi twardo po ziemi nie dlatego, że nie umie, ale dlatego, że mu się nie chce, bo woli myśleć o rzeczach ciekawszych.

Diogenes Laertios podaje, że pewnego roku, spodziewając się bardzo obfitych zbiorów, Tales zapożyczył się, gdzie tylko mógł, i wykupił wszystkie prasy do oliwek w okolicy. A potem, kiedy rzeczywiście było z czego tłoczyć, ludzie musieli za ciężkie pieniądze te prasy od niego pożyczać albo kupować, filozof zaś siedział na stosie złota i śmiał się w głos. Nieraz mi ta opowieść (jak mówią Włosi, "nawet jeśli nieprawdziwa, to dobrze wymyślona") ratowała humor w czasach studenckich i adiunkckich prekariatów, zwłaszcza gdy różne odmiany "życzliwych" osób udzielały mi światłych wskazówek w kontekście konieczności natychmiastowego przebranżowienia.

I dobrze, że ich nie posłuchałam, bobym nie tylko straciła ważną część siebie i miała zdecydowanie mniej poczucia sensu w życiu, ale przede wszystkim odebrała sobie narzędzia niezbędne do walki z całą tą narastającą falą kłamstwa, podłości, dezinformacji i ściemy, która nas aktualnie zalewa. Bo akurat właśnie dzisiaj filozofia może się nam przydać bardziej niż kiedykolwiek. Od strasznie dawna, właściwie od wspomnianego Talesa, zajmuje się ona opracowywaniem metod kwestionowania, wątpienia, podważania oraz jak się nie dać zrobić w balona. Nasze narzędzia są proste i może kilkoma, bez specjalnie chronologicznego porządku, raczej w hierarchii własnego stosowania, się z Państwem tutaj podzielę.

Po pierwsze: wątp! Bądź jak ten Kartezjusz, który pewnej zimowej nocy za piecem przeprowadził radykalne ćwiczenie z wątpienia właśnie i dojechał w nim do jedynej prawdy, której mógł być na 100 proc. pewny, czyli do prawdy własnego wątpiącego myślenia, która stała się podwaliną pewności istnienia, więc całkiem sporo się udało. Pomyślcie o tym dzisiaj, w czasach botów, awatarów, podszywania się, kradzieży tożsamości. Pewność, że jestem, wcale nie jest przereklamowana, a jeśli stanie za nią jeszcze akt myślenia, to zdecydowanie mniej będziesz narażona na to, że cię oszukają i wykorzystają twoje wątpliwości.

Bądź jak Francis Bacon, który w XVII w. w dziele "Novum Organum" opisał strategię walki z wszelką ściemą, również z tą, którą sami sobie serwujemy, bo nie potrafimy się wydostać z jaskini własnych przekonań, z pozornej koherencji mniemań. Pisał o idolach, zwanych również złudzeniami, których człowiek powinien się pozbyć, żeby móc zobaczyć, jak naprawdę jest w tym świecie, z którego zedrze się fasadową pozłotkę.

Wspomniane idole jaskini nosisz w sobie — bo tak cię wychowali, bo kiedyś coś gdzieś usłyszałeś, bo tak to sobie wszystko w środku ułożyłeś, że się boisz wyjąć choć cegiełkę, więc zamykasz pracowicie oczy i chronisz się przed dysonansem. Masz oprócz tego idole plemienia, które wynikają z tego, że przynależysz, że jesteś człowiekiem, że mamy swoje zbiorowe "mądrości", które się boisz odrzucić, bo nikt cię nie będzie lubił, bo przesąd cementuje wspólnotę. Trzeci rodzaj to złudzenia rynku, czyli te, które się biorą ze wszystkich plotek, półprawd, szeptanek pod gabinetem lekarza, do którego przyszłaś z lekkim katarem, a po półgodzinie w kolejce masz zawał i raka. Na koniec: idole teatru, czyli cała niesprawdzona wiedza płynąca z różnych scen, z mediów, od "ekspertów", co się dzisiaj znają na trakcjach i torach, a jeszcze wczoraj mówili o katastrofach lotniczych albo o modzie męskiej na jesień.

Mamy tego więcej, to są metody sprawdzone. Polecam filozofować, kiedy świat zwariował, żeby razem z nim nie oszaleć.

Źródło: Newsweek Polska, 24 listopada 2025 r.
Dr Katarzyna Kasia
fot. Justyna Cieślikowska/jcstudioset

Adres

Ulica Broniewskiego 27b
Oława
55-200

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet psychoterapii - Marta Malanowska-Statkiewicz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij