17/07/2023
Dariusz Bugalski: "Terapia długoterminowa jest jak powrót do domu”... Skoro dom jest niedobry, po co do niego wracać?
Monika Miller-Nadolska: To jest skomplikowana historia. Również dlatego, że domu właściwie nigdy się nie opuszcza, niesie się go w sobie. Powrót do domu to powrót do takiego doświadczenia, w którym drugi człowiek odpowiada na nas, na nasz wewnętrzny świat, odczytuje go, nazywa. Czasem jest to odzyskiwanie takiego doświadczenia, a czasem budowanie go na nowo. Ten ktoś, terapeuta, staje się stopniowo - jak to nazywamy w naszym języku - „dobrym obiektem”. Jest reprezentantem tych właściwości, których zabrakło rodzicom pacjenta, daje nadzieję na świat lepszych możliwości w człowieku i w życiu w ogóle. Dzięki dobremu obiektowi można liczyć na bycie zrozumianym i przyjętym, można nauczyć się rozumieć i przyjmować innych.
Alina Neugebauer: Terapia pozwala dotrzeć do różnych uczuć z wczesnego dzieciństwa. Pomaga wydobyć te uczucia na światło dzienne, doświadczyć ich, przeżyć je i wyrazić w bezpiecznych warunkach gabinetu psychoterapeutycznego. Emocjonalne doświadczenie pomaga objąć siebie samego oraz bliskich refleksją i zrozumieniem. Daje szansę na nowe spojrzenie. Nie¬zwykle istotne jest, aby pacjent mógł pozwolić sobie przeżywać wszystkie swoje uczucia do ważnych ludzi. Wszystkie. A więc żeby w terapii znalazło się miejsce i na żal, i na gniew, na smutek i na pretensje, ale także na miłość, wdzięczność i uznanie. Bo przecież nasi pacjenci, podobnie jak my, doświadczyli ze strony swoich bliskich nie tylko krzywd, ale również troski i miłości. Chociaż w skrajnych przypadkach była to troska minimalna - taka, która pozwoliła przeżyć. Powrót do domu, czyli rozplątanie tej splątanej nitki, jest ponownym, świadomym przeżyciem tych wszystkich uczuć, uporządkowaniem, domknięciem. To przynosi ulgę, ukojenie.
MM-N: I daje wewnętrzną integrację. Zmiana zaś jest możliwa dzięki kontaktowi z terapeutą, dzięki rozmawianiu i dzieleniu się myślami. To nie tylko kontakt emocjonalny, to też uczenie się myślenia, przyjmowania innej perspektywy rozumienia siebie. Często zupełnie nowej, zważywszy, że mówimy też o procesach nieświadomych, które samemu trudno zobaczyć. Można powiedzieć, że pacjent, przychodząc na terapię, nie zna swojej nieświadomości, choć ma poczucie, że ona istnieje. To wyraża się w pytaniach na przykład o to, dlaczego ciągle wybiera podobnych partnerów albo dlaczego nic mu się nie udaje w życiu i wszystko psuje. Czy w zastanawianiu się nad swoimi snami. W toku terapii poznaje nieświadome procesy, które kierują jego wyborami życiowymi i mogą leżeć u podłoża objawów; tego, że ktoś boi się ciemności albo obsesyjnie sprząta. Albo powodują, że przypisuje innym cechy, na przykład uwodzicielstwo czy zazdrość - broniąc się przed uznaniem ich za własne. Włączenie nieświadomości w obszar wiedzy o sobie daje poczucie scalenia i wzmacnia wewnętrznie.
Fragment wywiadu zamieszczonego w książce "Psychoterapia dziś. Rozmowy"
rys Federic Forest