10/02/2026
Czuję dziś złość i zamierzam ją tu konstruktywnie wykorzystać.
Mój stały klient (był u mnie na ok. 15 sesjach), z wielopoziomowymi problemami udał się do fizjoterapeuty na dodatkową konsultację. Ja poparłam tą decyzję, mówię, że to może będzie dodatkowy puzelek do układanki. Poszedł. I co usłyszał?...
Że Terapia Czaszkowo-Krzyżowa pracuje TYLKO z powięzią i płynem mózgowo-rdzeniowym, że na mózgu wcale, i że poleca raczej mindfullness, Somatic Experience, terapię TRE. Że te metody pracują z mózgiem, a moje nie. Że potrzebuje behawioralnie doświadczyć, a w terapii leżącej nie doświadczy tego...
Ja naprawdę rozumiem fakt, że ktoś poleca coś wg własnego uznania i doświadczenia (mi pomogło lub mojemu pacjentowi, to tobie też pewnie pomoże). Albo był na szkoleniu i zobaczył potencjał danej metody.
Ale nie rozumiem sytuacji, w której ktoś nie posiada rzetelnej wiedzy, spłaszcza daną metodę terapeutyczną, bazuje na nieprawdziwych opiniach i się w taki sposób o niej wyraża. Chciało by mi się powiedzieć wtf...
A co najsmutniejsze, doświadczam takich opinii praktycznie od początku mojej zawodowej kariery jako Osteopatka kranialna, czy Refleksolożka Terapeutyczna. I zauważyłam kilka powtarzających się czynników, które mają na to wpływ:
● bezrefleksyjne (jeszcze raz powtórzę: BEZREFLEKSYJNE) zaufanie wyłącznie lekarzom, którzy zalecają tylko leki i co najgorsze odwodzą pacjentów z bólami psychosomatycznymi od pójścia na terapię czaszkowo-krzyżową, czy nawet akupunkturę...
● znów bezrefleksyjne zaufanie fizjoterapeutom (a przypominam, że dawno temu fizjoterapia również była uznawana za swego rodzaju szarlataństwo, jak się dorobiła uznania akademickiego, to już nie jest. I nikogo już nie obchodzi, że ktoś skończył fizjo, nie poszedł w ogóle w tym nurcie, tylko robi naturoterapię, tajski, shiatsu, albo terapię czaszkowo-krzyżową lub terapie dźwiękiem, fizjo służy mu wyłącznie za papierek, który upoważnia go do odegrania roli, teoretycznie nadającej etykietę "zaufanie")...
● bezrefleksyjne zaufanie opinii: "osteopata jest tylko po kursie", "refleksologia" to tylko masaż i nauka po kursie (o czym my tu mówimy, chcemy sprowadzić wiedzę z profesjonalnych szkół zawodowych do lamusa, tylko dlatego, że nie są jeszcze wykładane na Uniwerku, bo nie doczekały swojej walki o szacunek i rację bytu?)
● brak wiedzy społecznej i brak jej szerzenia, dzielenia się nią...
● mało rozpowszechnione metody pracy w naszym północno-wschodnim regionie (uwierzcie mi lub sami sprawdźcie, że moje metody pracy są szeroko rozpowszechnione na południu Polski, w Niemczech, Anglii czy Kanadzie)...
● brak chęci poszukania innych metod pracy (przecież zawsze możecie zapytać lub sprawdzić jaką szkołę ktoś skończył lub sprawdzić w Google AI jak wygląda ścieżka zawodu danej metody pracy)...
● brak zaufania...
● presja, często własna (chęć szybkich efektów po latach przekroczeń)...
Minęło mi tu już kilka dobrych lat i tak, jak na początku kariery wolałam się nie odzywać, bałam się (a z tego lęku byłam zbyt mało pewna siebie, nawet wobec moich klientów), tak dziś mój głos tutaj będzie mocny i głośny.
I to nie prawda, że nie pracuję z twarzoczaszką, owszem pracuję z "unoszeniem kości czołowej" z dziećmi, które mają lęki. Pracuję stomatologią osteopatyczną manualnie, czasem to boli, czasem nie. Pracuję z uruchomieniem zastałej przepony, psychosomatycznymi bólami serca, z miednicą mniejszą i jej narządami (owszem nie ma to jak ćwiczenia, ale kiedy ktoś nie może się wypróżniać zdrowo lub zajść w ciążę, lub uprawiać seksu, bo boli, to moje podejście terapeutyczne jest idealne + fizjo uroginekologiczna). Pracuję coraz bardziej i częściej biodynamicznie. Tak naprawdę integralność manualna i biodynamiczna daje dobre efekty, bo wiem, czemu i po co coś robię.
Pracuję z układem nerwowym i tam, gdzie są wszelkie zaburzenia ów układu. Szkoda, że tak mało neurologów edukuje się o metodach wspierających leczenie takich pacjentów.
Dlatego wyrażam dziś prośbę do innych specjalistów. Edukujcie się, dla dobra swoich pacjentów.
Natomiast zdanie do osób, które są pacjentami. Skoro nikt Wam nie przekazuje wiedzy, sami szukajcie. Wiem, że trochę po omacku, ale uwierzcie mi, miewam tak zdeterminowanych klientów, którym nikt nic nie mówił, ale szukali w Google, na forach, czy poprzez AI, aż znaleźli. Niestety od razu dodam, że np. Chat GPT jest zaprogramowany na medycynę powszechną. To też jak będziecie pytać, musicie poprosić o uwzględnienie metod naturalnych, tudzież alternatywnych (nie lubię tego słowa, bo umniejsza tak silnym metodom pracy jak terapia manualna).
I zanim jeszcze podam Wam tu najważniejszą wiedzę o TCK i tym, czy faktycznie tylko pracuję z powięzią, dodam - NIE ZAWSZE ĆWICZENIA WYSTARCZĄ. Sama byłam tego przypadkiem, jak upadłam 2x na kość krzyżową tydzień po tygodniu. Po pierwszym miesiącu od urazu odczuwałam silny ból kręgosłupa szyjnego. Nie mogłam pracować. A co mi przypisowano jako wrażliwej kobiecie? No oczywiście, że TYLKO emocje. Nikt nie popracował na kości krzyżowej, ani potylicy, pomimo, że prosiłam. Neurochirurg nie dał mi skierowania na rezonans magnetyczny kręgosłupa, bo to nie jego działka. Neurolog nie dał mi skierowania, bo nie, bo mam się wystawić na słońce i w ogóle wyśmiał mój zawód?!!!
Zrobiłam to badanie. Zapłaciłam 1000zł z własnej kieszeni. Ortopeda ściemnił i nie przyznał, że mam pęknięcie w worku oponowym kości krzyżowej. Namówił na blokadę za 700zł w szyję. Dopiero po 2 latach jeden empatyczny fizjoterapeuta przyznał, że mam w wyniku badań takie coś. A w międzyczasie... Przeszłam terapie u osteopaty typowo technicznego (zero poczucia bezpieczeństwa), 10 sesji masaży, wiele wizyt u fizjo (praca na punktach spustowych, nawet 2x terapią czaszkowo-krzyżową, której ten fizjo kompletnie wtedy nie rozumiał), aż w końcu pomogła terapia czaszkowo-krzyżowa u osoby, która była wyedukowana i wiedziała co robi i po co to robi. Żadne ćwiczenia po drodze też mi nie pomogły. Na chwilę tylko poskramiały głośny krzyk mojego ciała. Dopiero po terapii, po półrocznych sesjach mogłam zacząć ćwiczyć by podtrzymywać poprawę jakości mojego ciała.
Inny mój przypadek, kiedy nabawiłam się zespołu jelita drażliwego, po traumatycznym porodzie córek i przekroczeniu granic mojego ciała przez jedną położną. Najbardziej kojąca była Refleksologia stóp + dietetyka kliniczna, a później terapia somatyczna terapią wisceralną, czaszkowo-krzyżową i czułymi rozmowami o tym porodzie z dobrymi kobietami.
Kolejny mój przypadek, stany lękowe po pierwszym covidzie. Żadne leki nie dały efektu (dostałam uspokajające od rodzinnej) - pomogło ponad 10 sesji cotygodniowej terapii czaszkowo-krzyżowej).
A TERAZ NAJWAŻNIEJSZE 👇🏼
🌿Czym naprawdę jest terapia czaszkowo-krzyżowa?
Terapia czaszkowo-krzyżowa nie jest wyłącznie pracą z powięzią ani „płynem mózgowo-rdzeniowym”.
To metoda głębokiej regulacji, która oddziałuje na centralny i autonomiczny układ nerwowy, a przez to na całe ciało i psychikę.
Pracując z rytmem czaszkowo-krzyżowym, pracujemy z:
• mózgiem i jego zdolnością do integracji bodźców
• nerwami czaszkowymi
• pniem mózgu (oś regulacji stresu i bezpieczeństwa)
• autonomicznym układem nerwowym (współczulnym i przywspółczulnym)
• napięciami zapisanymi w oponach mózgowo-rdzeniowych
• wzorcami urazowymi zapisanymi w ciele po traumach fizycznych i emocjonalnych
To dlatego terapia ta bywa skuteczna u osób po przemocy, urazach, wstrząsach, przeciążeniu psychicznym, gdy inne metody są zbyt intensywne lub zbyt „zadaniowe”.
🌿Co dzieje się w ciele osoby po traumie?
U osób po długotrwałej traumie:
• układ nerwowy często pozostaje w stanie czujności lub zamrożenia,
• mózg nie integruje bodźców płynnie,
• ciało żyje w chronicznym napięciu,
• mogą pojawiać się nietypowe objawy: pulsowania, szumy, „stuki”, uczucia ciśnienia w głowie.
Terapia czaszkowo-krzyżowa nie zmusza układu nerwowego do zmiany.
Ona tworzy warunki, w których układ nerwowy sam zaczyna się regulować.
To proces — często powolny, ale głęboki i trwały.
🌿A co z mindfulness, Somatic Experience, TRE?
To wartościowe metody.
Ale nie są alternatywą „zamiast” — tylko mogą być uzupełnieniem.
🌿Terapia czaszkowo-krzyżowa:
• dociera tam, gdzie słowa i ćwiczenia nie mają dostępu,
• pracuje poniżej poziomu świadomej kontroli,
• bywa pierwszym krokiem, zanim ciało będzie gotowe na inne formy pracy.
Najważniejsze!
Jeśli objawy się zmniejszają, napięcie się rozluźnia, a ciało odzyskuje poczucie bezpieczeństwa — to znaczy, że proces zachodzi.
Ciało po traumie nie potrzebuje pośpiechu.
Potrzebuje czucia, regulacji i czasu.
I dokładnie tym jest terapia czaszkowo-krzyżowa❣️
P.S. Moja terapia temu klientowi pomogła w zmniejszeniu "stuków" i szumów w głowie, zmniejszeniu ciśnienia i napięcia śródczaszkowego i na każdej sesji odczuwa działanie mojej pracy. W mojej ocenie dobrze by skorzystał z jednej dodatkowej metody pracy (ale także z ostrożnością i obserwacją siebie), po to by nie przeciążyć układu nerwowego. Choćby dlatego, że już chodzi na psychoterapię i do mnie.
P.S.2. Wrócę tu wkrótce by opowiedzieć o historii osteopatii i terapii czaszkowo-krzyżowej. Dziś powiem tak. To drugie nie jest czymś mniejszym lub gorszym niż to pierwsze. Jedno wywodzi się z drugiego i jest wąską specjalizacją, by jeszcze lepiej pomagać tym, którzy tego autentycznie potrzebują.
* I tak już na sam koniec. Wyczytałam ostatnio wg astrologii Chińskiej, że mam takie ustawienie znaków, które daje mi podążanie za odkrywaniem czegoś nowego, za prawdą, która jest jeszcze trudna dla innych, za szerzeniem i dzieleniem się tym, co jeszcze wciąż mało znane. Najwyraźniej tu mam się w tym realizować.
Pozdrawiam ciepło,
Monika Szpendowska Osteopatka kranialna, Refleksolożka Terapeutyczna, Coachka, Holistyczna Terapeutka Ciała, Terapeutka Masażu Shantala