21/11/2023
ORZEŁ? KURA? I TO, CO WYNIKA Z ROZPOZNANIA PRAWDY O SOBIE…
Dominika Majewska.
__________________________________________________________
BAJKA O ORLE I KURACH
Na pewno znasz bajkę o orle i kurach.
Orzeł wychowywał się wśród kur, zatem przejął od nich nawyki, sposób bycia, działania i rytm dnia. Wszystko robił machinalnie, grzebał wielkimi pazurami w piachu w poszukiwaniu robaczków, dziobał nasiona swym ostrym i mocnym dziobem i wzbijał się co najwyżej na wysokość najwyższej grzędy, czyli bardzo nisko. Gdy widział drapieżnika, w popłochu slalomem uciekał - próbując gdakać i nerwowo machając skrzydłami. Kulił się i chował, gdy tylko usłyszał jakiś dźwięk, który uznawał za niepokojący. Przechadzał się wraz z innymi kurami po przestrzeni zagrodzonego podwórka, nie wyściubiając dzioba na większy świat. W górę, w niebo nawet nie patrzył, skupiony na tym, co w piachu, co pod pazurami.
Tak było do czasu, gdy gospodarza odwiedził inny rolnik i zobaczywszy - próbującego gdakać, jak kury orła - zapytał, czemu ten orzeł zachowuje się, jak kura? Bo on stał się kurą – odparł na to gospodarz. Nieprawda! – stanowczo zaprzeczył odwiedzający rolnik – nieprawda! Ten orzeł nie jest kurą! I choć żyje wśród kur i przejął ich zwyczaje – jest orłem, bo ma w sobie serce orła!
Dopiero wtedy, w tamtej chwili, gdy orzeł usłyszał słowa rolnika – spojrzał w górę, wysoko, wyyyysoooookooo ponad dachami gospodarstwa. I bardzo długo patrzył w niebo… „A co jeśli…?” – dudniło w nim pytanie… A co jeśli, jestem kimś więcej, niż myślałem, że jestem? – pomyślał… A co jeśli?
Ostatni akapit opowieści jest mojego autorstwa. A co jeśli?
Kilka dni temu po raz kolejny oglądałam film „Bohemian Rhapsody” o losie Freddiego Mercury’ego. I przypomniała mi się bajka o orle i kurach. Psychologia miłości mówi o tym, że zawsze dajemy, co mamy najlepszego. Z miłości właśnie. Zatem, kury, z miłości dadzą wszystko, czym dysponują - tym, którzy stanowią element stada i których kochają. Dadzą całą swoją kurowatość. Przekażą sposoby działania, myślenia, nauczą granic możliwości, by pomóc być ostrożnym, zaszczepią ogląd na innych, na świat i na nasze miejsce w nim. Po to, by potomek był możliwie najlepszą, a przez to i możliwie najszczęśliwszą kurą. Z miłości, będą też tępić wszystkie przejawy nie-kurowatości, by pomóc znaleźć się na „właściwym (według kur) torze życia”. Każdy bowiem daje to, co ma i kształtuje na wzór tego, kim sam jest i co, sam wie. Kura zna świat kury i tylko nim może się dzielić.
Tylko, co – jeśli w stadzie kur funkcjonuje orzeł?
Każdy z nas chce być przede wszystkim przyjęty, zaakceptowany i kochany. Jeśli ma w tym pomóc bycie podobnym do innych – nawet nieświadomie - robimy wszystko, by spełnić oczekiwania. Szczególnie w czasach naszej zależności, gdy jesteśmy dziećmi i młodymi ludźmi, gdy formujemy swoją tożsamość. Tyle tylko, że choćby nie wiem, jak orzeł się starał perfekcyjnie grzebać pazurami w piachu, stukać dziobem w nasiona oraz gdakać – zawsze będzie odstawał od reszty, zawsze będzie trochę inny, często gorszy, nie-taki, nieadekwatny, w konsekwencji czego w głębi duszy – może czuć się niewystarczająco dobry. I choć orzeł próbuje żyć po kurzemu – zapewne coś w jego wnętrzu może tęsknić, wołać go, do czegoś, co nie jest z kurzego, czyli akceptowanego przez większość, świata. Zaprzeczając tym wewnętrznym tęsknotom – zawsze może czuć się trochę lub bardzo nieszczęśliwy.
Oglądałam „Bohemian Rhapsody” i myślałam o tym, jak w tym cudownym „kurzym stadzie” pojawił się – już chyba nawet nie orzeł, a płomienny, ognisty kolorowy ptak, który tak się wymykał wszystkiemu, co kurze. Myślał inaczej, patrzył inaczej, szerzej, śmielej, wyżej, dalej, bardziej zuchwale. Mówił to, o czym inni nawet nie myśleli. Robił to, co w kurzym świecie nie przystoi, nie wypada lub na co – według kur – szkoda czasu. Na dodatek był taki nieokreślony, niejednoznaczny w swoim sposobie bycia, myślenia, życia. I tak w tym wszystkim i poprzez to wszystko dla kur i innych istot - niewygodny. Jakie to musiało być trudne dla „kur”, by próbować go nauczyć być kurą. Przecież oni go kochali i chcieli, by było mu dobrze, po kurzemu dobrze…
I myślałam o tym, jak niezwykły był Freddie, że w tym wszystkim znalazł moc, by przeć do przodu, za tym, co wzywało go z wnętrza, z istoty jego natury. Bo przecież on też chciał być kochany, przyjęty i akceptowany przez swoje stado. Każdy z ludzi tego chce, nawet – jeśli mówi, że tak nie jest. To i tak - nieświadome lojalności i więzi nas prowadzą. Ileż trzeba miłości i życzliwości do siebie, by pomimo całego „kurowatego dobra”, które dostajemy od opiekującego się nami kurzego stada – odważyć się zobaczyć „swoją swojość”, swoją jakość, swoje właściwości. Nie tylko je zobaczyć, ale i w konsekwencji zgodzić się na nie – czyli je przyjąć i odważyć się podążać za nimi i na nich budować swoje życie.
Myślałam też o tym, jaki Wszechświat jest cudownie mądry. Sprawił, że Freddie był tak inny od swego stada, tak bardzo inny od wielu ludzi w ogóle, sprawił, że było mu zapewne tak bardzo niewygodnie i trudno, że być może zmusił go tym, do ruchu ku sobie. „Jesteś słabością moją – więc mi dodaj siły”, jak głoszą słowa jednej z piosenek. Być może to owo uczucie dyskomfortu, niedopasowania, bycie niewystarczającą/-ym jest tym motorem, który „zmusza nas” do ruchu, do szukania innych możliwości i rozwiązań dla siebie. Być może to właśnie odrzucenie – choć bolesne i trudne – jest tym, co może nas sprowokować do szukania siebie, swojej drogi i stania przy sobie, za sobą. Bo gdyby Freddiego nie uwierała „kurowatość kur” i jednocześnie jeśli nie wołała go „nie-kurowata jego jegość”, jeśli nie wołałby go jego wewnętrzny ogień ku nieznanej, ale własnej ścieżce – dziś nikt z nas nie mógłby słuchać niezliczonych, zapierających dech w piersiach, dzieł Freddiego. Być może zostałby jedynie tym, który „ponoć ma potencjał” i taki by też umarł…
__________________________________
KIM/JAKA/-I JESTEŚ? – ROZPOZNAĆ SWOJE JAKOŚCI
Trzeba nam odważyć się spojrzeć w lustro i zobaczyć siebie oraz swoje jakości. Nie przeciw tym, z którymi wyrastaliśmy i nie wbrew ich światopoglądom, ale z miłości do siebie, z życzliwości dla siebie oraz właśnie z szacunku dla tych, którzy podali nam życie i zasoby, jakie z nim płyną. Jeśli jesteś orłem – zobaczyć w sobie orła. Jeśli jesteś mrówką – zobaczyć mrówkę. Jeśli eterycznym motylkiem, zobaczyć motylka i jego eteryczność. Jeśli jesteś pitbullem – zobaczyć pitbulla.
Po co? Po to, by nie starać się, być kim się nie jest. Nie udawać kury, jeśli jesteś orłem, ani orła, jeśli jesteś mrówką. Nie udawać, a zatem odpuścić sobie, ufff.., co za ulga! Przestać być niewystarczającym, nie-takim, nie-dość dobrym i PO PROSTU BYĆ SOBĄ. Rozpoznać siebie w sobie.
Bo, żeby być kimś, trzeba być sobą. Bo przecież dopiero, gdy zobaczymy siebie w sobie – orła w sobie, mrówkę w sobie, kurę, etc – dopiero wtedy możemy uświadomić sobie jakości, jakimi dysponujemy. Nasze cechy, talenty, właściwości, mocne i słabe strony. Można być najfajniejszą kurą, albo rozwijać orłowatość orła, tudzież cieszyć się chomikowatością chomiczka. Rozpoznawszy te cechy, swoje właściwości – dopiero wtedy (!!!) – możemy z nich korzystać. Dopiero wtedy możemy się ucieszyć, radować nimi i byciem sobą! Dopiero wtedy możemy decydować, jak je chcemy wykorzystać i dopiero wtedy mamy w ogóle szansę na bycie spełnionym. Dopiero też wtedy – gdy słuchamy siebie i za sobąpodążamy, spójnie z sobą – możemy mieć tak zwany wewnętrzny spokój.
Gdyby Freddie nie zobaczył siebie, nie zgodził się na takiego siebie, jakiego dojrzał – oczywiście tak, jak na dany moment umiał – to nie mógłby - nawet mając ten niewiarygodny głos, który miał – nie mógłby stać się tym, kim był. TYM Freddiem.
Ty, ja też, podobnie, jak Freddie, jeśli nie zobaczysz siebie i nie zgodzisz się na prawdziwego siebie – nie będziesz mógł/mogła być sobą.
_________________________________
CO, JEŚLI TEGO NIE ZROBISZ…
A co jeśli sobie nie pozwolę? Gdy utrzymam się w skromności, która sprawia, że na komplement odpowiadam tłumaczeniem, że to nie tak, zagłuszę umniejszaniem; co jeśli podziwiam innych, a swoje talenty pomijam, a co jeśli bojąc się - nie odważę się – pomyśleć, zamarzyć, zapisać się na kurs, spróbować; a co jeśli wybiorę lęk i zamilknę – nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie, przestanę sam/-a siebie wołać do tego, co mnie ożywia; a co jeśli zrezygnuję – by mieć święty spokój, by nie denerwować bliskich, by nie słuchać gadania; a co jeśli uwierzę, że prawdy głoszone przez innych są jedyne prawdziwe i słuszne, a co jeśli ogłuchnę na swoją prawdę; a co jeśli będę odwracać oczy od siebie, sabotować swoje koncepcje, ba- sabotować nawet swoje uczucia, potrzeby i pragnienia. A co jeśli ratować się będę obwinianiem wszystkiego i wszystkich, narzekaniem i usprawiedliwianiem siebie? A co jeśli wybiorę, by było miło, zamiast prawdziwie; znośnie, zamiast – żywo, akceptowalnie przez innych, zamiast spójnie z sobą… A co jeśli przystanę na „mniej” zamiast akuratnie? A co jeśli zapomnę o swoim „nie” i swoim „tak” oraz oduczę się słowa „chcę, potrzebuję”? A co jeśli odłożę siebie na potem, które nie nadejdzie? A co jeśli będę zwlekać, czekać i czas minie, okazja straci ważność? A co jeśli z lęku się wycofam, nie wejdę na scenę, przytaknę innym zamiast sobie?
A co jeśli Freddie nie poszedłby za sobą? Kim by był i kim by nie był? Dla nas, dla świata i dla siebie?
A co jeśli orzeł – umarłby wierząc, że jest kurą?
A co jeśli Ty – nie odważyłabyś/odważyłbyś się stanąć w prawdzie ze sobą? Kim byś był/-a dla świata? Dla siebie? I kim na pewno nigdy byś nie był/-a?
Każdy ruch, jaki robi każdy z nas ma konsekwencje. To jasne! Tyle, że nie każdy pamięta, że konsekwencje nie są nigdy jednostronne. Nigdy nie są tylko zyskiem lub tylko ceną do zapłacenia. Są „i”, i zyskiem i ceną, jaką trzeba zapłacić. Jakikolwiek zrobisz ruch – zawsze masz zysk i zawsze jest cena, którą musisz zapłacić.
Jaką cenę jesteś gotowa/gotów zapłacić? A jakiej płacić nie chcesz? I czy oby na pewno?
W chwili, gdy będziesz umierać – pomyślisz to samo?
Nie mów, że nie wiesz, co wtedy pomyślisz…
Człowiek rozpoznaje prawdę w sobie…, często tylko udaje, że tak nie jest i nie chce jej nazwać.
Zatem - jaką cenę jesteś gotowa/gotów zapłacić? A jakiej płacić nie chcesz?
To życie wiedziesz raz.
❓Znasz swoją wartość i jakości i czy wykorzystujesz je tak jak chcesz?
❓Jaki masz zysk z tego, kim/jaka/-i jesteś obecnie? A jaką płacisz cenę?
❓Jaką płacisz cenę za nie-bycie w pełni sobą? Za nie-wykorzystywanie własnych jakości, zasobów, możliwości? Za nieświadomość ich?
❓Jaką cenę płacisz za bycie sobą?
Na jaką cenę jesteś gotów/gotowa w tym życiu?
Czy jesteś gotowa/gotów przeoczyć siebie?
______________________________
ZRÓB KROK, A POJAWI SIĘ DROGA.
Zobacz siebie. Świadomość to pierwszy krok. Zgódź się na siebie, przyjmij siebie. Daj sobie prawo być sobą, takim, jakim z natury i w swej naturze jesteś. Rozróżnij siebie od reszty – i dostrzeż swoją wolę oraz fakt, iż masz wolność wyboru. Działaj spójnie z tym, co Cię wspiera, a unikaj tego, co Ci podcina skrzydła i tłumi „Twoją Twojość”. Odpowiedzialność za siebie jest w rękach każdego z nas. Weź ją. Weź ją i wykorzystuj swoje jakości do kreowania siebie i takiej jakości życia, jaką chcesz wieść. Proste.
Tak, wiem. To wszystko brzmi tak prosto w teorii. W życiu – bywa różnie.
A jednak – tak, to wszystko jest proste – tylko czasem bywa trudne w realizacji. Jednak idea i zasada jest prosta. Nie trać zatem jej z oczu!
Zrób krok, a pojawi się droga. Nie wszystko od razu. Wielką podróż – czyni się w małych krokach. Krok za krokiem i znów krok.
Najpierw zechciej zobaczyć siebie, poznać siebie, uświadomić siebie swoje jakości, wyodrębnić się z tła rodziny i tego, co Ci wpojono i co sam/-a uznałeś/-aś za prawdę. Najpierw zechciej zrobić to. Pierwszy krok. Zrób krok, a on otworzy następne. I pojawi się droga. Znajdziesz sposób. Masz większą moc, niż Ci się wydaje, każdy z nas ją ma. Znajdziesz zatem sposób, tylko zechciej, zdecyduj się na siebie, podejmij decyzję, ukierunkuj swoją energię. Wszechświat Ci pomoże – podeśle właściwych ludzi, książki, zdania piosenek. Ty tylko bądź uważny/-a, obserwuj, słuchaj.
A jeśli brak Ci wiary w siebie – zrób krok pomimo niewiary.
Oglądałaś/-eś film „Potężne sierotki?”. Jest o chłopcach z sierocińca. Porzuconych, niechcianych, często poniewieranych, samotnych. I to z czasów, gdy o psychologii prawie nikt nie słyszał. Żaden z nich nie wierzył w siebie. A jednak – świat dał im okazję, okazję, by działać. Zaczęli więc. Po drodze wątpili i padali na twarz, wiele razy chcąc się wycofać - jednak gdzie to było? Już na boisku. A zaczynali skuleni, bezczynni na łóżku w rogu pokoju. Zrób krok, a pojawi się droga. A droga da Ci okazję, by zrobić kolejny krok. Wiarę w siebie – buduje się w działaniu, nie w teoretycznych dywagacjach. Zatem zrób krok. Nawet, gdy na teraz wątpisz, nie wierzysz w siebie lub sam siebie sabotujesz.
Zacznij od spojrzenia w lustro. Kim jesteś? Orłem? Mrówką? Grizzly?
I nie chowaj się za wyuczoną skromnością lub zdaniem: „to nie wypada”. Świadomość siebie to nie to samo, co wynoszenie siebie. Świadomość to świadomość. Wiem, kim/jaka/-i jestem. Wiem, czym dysponuję.
Bez umniejszania. Bez wywyższania. W prawdzie. W prostocie.
Pierwszy krok.
❓ Zatem – KIM/ JAKA/-I JESTEŚ?
❓ JAKIMI JAKOŚCIAMI DYSPONUJESZ?
❓Jaka jest natura Twojej Twojości?
❓ I jaką cenę jesteś gotów/gotowa zapłacić?
Jak powiedziano w filmie Brave Heart: „Twoje serce jest wolne, miej odwagę podążać jego drogą”.
A odwaga – nie oznacza braku lęku. Bój się zatem, jeśli się boisz i rób.
Zrób krok. Zacznij od spojrzenia w lustro.
Owocnego dnia,
Dominika Majewska.
______________________________
_______________________________
Jeśli jesteś tą, która chce skorzystać z okazji – wykorzystać energię chcenia w sobie, zapał, który Ci się pojawił i stanąć za sobą, by się na siebie odważać – zapraszam Cię na wyjazdowe warsztaty: KREATORKA MARZEŃ, które odbędą się w styczniu 2024 roku.
Podczas nich będziemy rozpoznawały swoje jakości oraz przechodziły poza uwarunkowania, jakich doświadczyłyśmy.
Po co? Po to – by rozpoznać, kim/jaka jestem na teraz oraz jak żyję i odważać się na „skakanie wyżej” niż wyuczona wysokość „skoku na kurzą grzędę” – na wysokość marzeń spójnych z naszą istotą.
Po co? Po to, by odważyć się wiedzieć kim jestem oraz czego chcę i by ukierunkować swoją energię na możliwości, jakie są dla każdej z nas.
Po co? Po to, by wziąć sprawy w swoje ręce i działać – wewnętrznie i zewnętrznie – skutecznie przenosić marzenia w rzeczywistość.
Jeśli masz ochotę – ruszyć duszę – zapraszam Cię serdecznie w podróż do siebie. Kreatorka Marzeń, szczegóły znajdziesz tu:
https://www.dominikamajewska.pl/kreatorkamarzen