12/01/2026
Nic dodać - nic ująć!
NOWA PIRAMIDA AMERYKANÓW – KROK W TYŁ CZY SZPAGAT?
Niedawno na tapet wjechała najnowsza, oficjalna edycja amerykańskich zaleceń żywieniowych na lata 2025–2030, opublikowana przez Ministerstwo Zdrowia (HHS) i Rolnictwa (USDA).
Zalecenia wpisują się w Make America Healthy Again (MAHA) – czyli „zdrowotne” oblicze trumpowskiego Make America Great Again.
Dlatego, będąc szczerym, myślałem, że będzie tragicznie.
A jest po prostu źle. A momentami słabo i… tchórzowsko.
Choć są też rzeczy, które mi się podobają.
PSEUDORESET
To ma być swego rodzaju „reset” polityki żywieniowej USA i odpowiedź na wysoką zachorowalność na choroby przewlekłe, związaną ze złymi nawykami żywieniowymi.
Tu z jednej strony mamy plus: dobrze adresują problem.
Prawie 90% wydatków na opiekę zdrowotną przeznacza się na leczenie osób cierpiących na choroby przewlekłe. Większość z nich jest skutkiem standardowej amerykańskiej diety, która z biegiem czasu stała się oparta na wysokoprzetworzonej żywności.
Z drugiej strony jest minus – bo sugeruje się, że problemem były dotychczasowe zalecenia żywieniowe, co jest oczywiście nieprawdą.
Nikt nigdy nie przytył od tego, że jadł zgodnie z poprzednią wersją zaleceń.
KROK W TYŁ
Pierwszą ciekawą rzeczą jest krok wstecz i powrót do „piramidy żywienia”.
Wiele osób posługuje się tym określeniem, ale jest to podejście nieaktualne od około 15 lat. Właśnie Amerykanie byli pionierami przejścia na znacznie czytelniejszy model talerza.
Po co ten krok wstecz?
SZPAGAT
JFK, ogłaszając nowe zalecenia, powiedział:
„Kończymy wojnę z nasyconymi kwasami tłuszczowymi”.
W dokumencie rekomenduje się smażenie na maśle oraz jedzenie pełnotłustego nabiału.
Obok jest też jednak konserwatywne zalecenie (i słusznie) spożywania do 10% energii z nasyconych kwasów tłuszczowych, które jest ugruntowanym w nauce, światowym standardem.
Żadna wojna o tłuszcze – na szczęście – nie została skończona, pomimo buńczucznych deklaracji. Jakbym to już gdzieś słyszał 😎
Jednocześnie jest to szpagat i tchórzostwo.
Szpagat – bo zalecenia rozjeżdżają się z matematyką.
Słuchajcie, tego się nie da spiąć w Excelu!
Nie da się jeść regularnie tłustego mięsa, pełnotłustego nabiału oraz masła i nie przekraczać 10% energii z tłuszczów nasyconych.
Dla przykładu: oliwa z oliwek – z różnych powodów świetny tłuszcz – ma około 15% nasyconych kwasów tłuszczowych, czyli o 50% więcej niż zaproponowany limit.
Oczywiście nie jemy wyłącznie oliwy, ale nie tylko oliwa wnosi te kwasy.
Dlatego w praktyce rzadko w diecie jest miejsce na tłuste mięso, nabiał, łój, smalec czy masło w ramach tego limitu 10%.
TCHÓRZOSTWO
Dokument bardzo zgrabnie pomija temat olejów roślinnych (rzepakowych, słonecznikowych czy sojowych).
Mamy całą sekcję poświęconą tłuszczom.
Mamy oliwę, masło i awokado.
A o głównym źródle tłuszczu w diecie Amerykanów (i Polaków też) – cisza.
Dziwne, co?
To ewidentny ukłon w stronę środowisk kontestujących kwasy omega-6 i promujących tłuszcze zwierzęce. Sam JFK jest wielkim przeciwnikiem olejów roślinnych, co często wyrażał. Jednak jego twierdzenia o ich szkodliwości nie bronią się w świetle nauki.
Taki dokument – mimo wszystko – musi mieć jakieś podstawy naukowe.
Dlatego wygodnie to pominięto XD
Śmieszne i tchórzliwe podejście.
Serio, mam ujemny szacunek do ludzi, którzy mają wyraziste poglądy, a jak przychodzi co do czego, to siedzą cicho.
Jeśli interesuje Cię kwestia omega-6 w diecie, zapraszam na mój YouTube
https://www.youtube.com/watch?v=B-sfirmCLYo
Ale nie jest tak, że nic mi się w tym dokumencie nie podoba.
Co zrobiono dobrze?
BIAŁKOWY PROGRES
Największe zaskoczenie – i zdecydowanie na plus – to podejście do białka.
Nowe wytyczne sugerują podaż na poziomie 1,2–1,6 g na kilogram masy ciała.
To odważny ruch, który stoi w kontrze do większości oficjalnych norm (w tym polskich czy WHO), które wciąż krążą wokół 0,8 g/kg.
De facto więc podwojono rekomendację.
Jako zwolennik wyższej podaży białka – szczególnie w kontekście ochrony masy mięśniowej, sytości i zapobiegania otyłości – uważam to za potrzebny i sensowny krok. Doceniam też, że obok jajek i mięsa wyraźnie zaznaczono rolę strączków, orzechów i nasion.
CZERWONE MIĘSO NA SZCZYCIE
W tekście zaleceń znajdziemy informację, że czerwone mięso jest OK.
Natomiast w warstwie graficznej czerwone mięso – i to w wersji tłustej – znajduje się na samym szczycie tej „odwróconej piramidy”.
Stoi to w sprzeczności zarówno z zaleceniami dotyczącymi nasyconych kwasów tłuszczowych, jak i z potrzebą ograniczenia czerwonego mięsa ze względu na ryzyko nowotworów.
Przypominam, że WHO klasyfikuje czerwone mięso jako „prawdopodobnie rakotwórcze” (grupa 2A) i zaleca limitować jego spożycie do 500 g tygodniowo.
KISZONA KAPUSTA
Plus za docenienie produktów kiszonych – wprost wymieniona jest kiszona kapusta 🥰 – i fermentowanych w kontekście mikrobiomu.
Może to kwestia moich niskich oczekiwań, ale fakt, że wspomniano o mikrobiomie bez odklejki, złapał mnie za serduszko.
WALKA Z „ULTRA-PROCESSED FOOD” (UPF)
Cieszy mocny nacisk na „real food”, czyli żywność minimalnie przetworzoną.
Nie jest to rewolucja – wszyscy mówią o tym od lat – ale fajnie, że tu wszyscy trzymają wspólny front.
WARZYWA I OWOCE
Rekomendacje mocno akcentują spożycie warzyw i owoców.
Niby trudno się cieszyć z czegoś tak oczywistego, ale pamiętajmy, że ludzie związani z ruchem MAHA to często wręcz fanatycy diety mięsnej.
Dość powiedzieć, że JFK aktywnie promował Paula Saladino:
– razem pili surowe mleko i reklamowali jego kawę,
– a Paul znany jest z tego, że chodzi bez koszulki po supermarketach i krzyczy, że rośliny nam szkodzą.
A właśnie – surowe mleko…
SUROWE MLEKO
Dokument nic nie wspomina o surowym mleku.
I szczerze? Cieszę się.
Znając poglądy JFK, było to całkiem możliwe.
CUKIER ELIMINUJ, ALKOHOL OGRANICZAJ
Zastanawiające jest, że mocno postawiono na eliminację cukru, a jednocześnie tylko na „ograniczenie” alkoholu.
Podano nawet konkretne ilości cukru dodanego (10 g na posiłek).
Dla alkoholu – brak liczb.
Trochę tak, jakby ktoś uważał cukier za większy problem niż alkohol 🤡
WĘGLOWODANY NA DOLE
Niby promuje się pełne ziarna i ograniczanie „białych zapychaczy”, ale na grafikach widać wyraźny nacisk na ograniczenie węglowodanów i faworyzowanie tłuszczu.
To kolejny szpagat tych zaleceń.
PODSUMOWANIE
Te zalecenia to dziwny zwierz.
Mamy tu miks bardzo sensownych, progresywnych zmian z postulatami, które kłócą się z elementarną matematyką i fizjologią.
Z jednej strony:
– nowoczesne podejście do białka,
– walka z żywnością wysokoprzetworzoną.
Z drugiej:
– nielogiczne podejście do tłuszczów,
– więcej ideologii „powrotu do natury” niż twardych danych o lipidogramie.
Mogło być znacznie gorzej,
ale dostaliśmy coś bardzo dziwnego.
I mam nadzieję, że pozostanie to amerykańską ciekawostką,
a nie nowym standardem tworzenia zaleceń żywieniowych.