13/11/2025
Nie chcę być kobietą, która zabiera innej kobiecie mężczyznę.
Nie chcę być tą, która wchodzi w czyjeś życie jak cień — po cichu, z uśmiechem, z ciekawością, ale wbrew czyjemuś zaufaniu. Wiem, że czasem wszystko zaczyna się niewinnie: rozmowy, żarty, porozumienie. Zwykła wymiana słów, które z czasem nabierają znaczenia, którego nikt nie planował.
A jednak przychodzi moment, gdy coś się zmienia. Słowa stają się zbyt ciepłe, obecność zbyt znacząca, a spojrzenia zaczynają trwać odrobinę dłużej, jakby między nimi dojrzewało coś, czego obie strony nie chcą nazwać. I wtedy pojawia się pytanie: czy to jeszcze przyjaźń, czy już zdrada – choćby tylko emocjonalna?
Nie chcę być kobietą, która patrzy w lustro i widzi w sobie tę, która odebrała komuś spokój. Która pozwoliła, by cudze małżeństwo pękało przez jej obecność, nawet jeśli nie miała złych intencji. Bo to właśnie intencje często nas mylą — usprawiedliwiają, że „to tylko rozmowa”, „to tylko sympatia”. Ale czy naprawdę „tylko”?
Wiem, że w relacjach ludzie przyciągają się w sposób, którego nie zawsze da się kontrolować. Czasem spotykamy kogoś, z kim czujemy więź, jakiej brakowało nam od dawna. Ale to właśnie wtedy najważniejsze jest, kim chcemy być — czy kimś, kto ulega chwilowej fascynacji, czy kimś, kto potrafi powiedzieć „stop”, zanim zrobi się krzywdę innym.
Nie chcę być tą, która niszczy, nawet nieświadomie. Chcę być kobietą, która potrafi się zatrzymać, gdy widzi, że coś zaczyna się wymykać spod kontroli. Która umie chronić nie tylko siebie, ale i innych — nawet jeśli to znaczy, że musi odejść, zanim cokolwiek się wydarzy.
Bo siła nie zawsze polega na zdobywaniu. Czasem największą siłą jest odejście, zanim zrobimy coś, czego same nie potrafiłybyśmy sobie wybaczyć.
I choć czuję emocje, które nie są mi obojętne, rozumiem, że muszę się zatrzymać, zanim ktoś ucierpi.
Po Mojemu
Alicjaaliala