24/01/2026
Dziś w pokorze.
Pod kołdrą.
Z bólem, z listą kilkunastu nieumówionych osób (tak — tyle od czwartku czeka na odpowiedź z terminem), z niedowiezionymi terminami w innych projektach i z myślami, które od jakiegoś czasu krążą mi po gabinecie, po grupach warsztatowych… i po własnym domu.
Są ludzie, którzy mnie nie lubią - serio😉
Myślę, że nawet teraz to czytają — spoko, rozgość się.
Ja też czasem obserwuję tych, z którymi mi nie po drodze. Nie po to, żeby się porównywać. Po to, żeby wiedzieć, co u nich.
W podstawówce i gimnazjum miałam poczucie, że nie było ani jednej osoby, która mnie nie lubiła — też pozdrawiam, wiem, że czasem tu zaglądacie 🫡
A moja obecnie najlepsza przyjaciółka… na początku naszej „znajomości” mnie nie znosiła.
I nie — to nie jest żalipost.
Naprawdę.
To jest post o tym, że nie jestem zupą pomidorową, żeby wszyscy mnie lubili.
*PS: moje dzieci nie lubią pomidorowej, więc nawet ona nie jest aż tak uniwersalna.
Piszę o tym, bo w gabinecie mamy ostatnio prawdziwy wysyp dzieci i młodych osób.
I jednym z najczęściej wracających tematów jest:
„nikt mnie nie lubi w klasie…”
„jestem samotny…”
Ten sam wątek pojawił się ostatnio na jednej z grup warsztatowych:
„dziewczyny na imprezie nie chciały ze mną rozmawiać…”
I tak ten temat kręci się i kręci, aż w końcu pojawia się też w moim domu:
„mamo, nikt mnie nie lubi…”
Więc zatrzymajmy się tu na chwilę.
Cudowną moc mają grupy warsztatowe, które tworzę — bo one często trwają długo po samych warsztatach. Tam zawsze znajdzie się ulga, śmiech i pocieszenie.
Czasem też bardzo konkretne rady w stylu:
„miej to w dOOpie”.
Z dopiskiem:
„Tylko uważaj na to ‘mienie w doopie’ 😄 bo im więcej się musi tam zmieścić, tym ona rośnie 🤣🤣 — z doświadczenia wiemy”.
Chyba rozumiecie, że tematy o „doopie” nie brzmią najbardziej profesjonalnie w gabinecie ❤️
Więc tam zamiast tego… próbuję się z pacjentem zatrzymać.
Bo zdanie „nikt mnie nie lubi” rzadko mówi prawdę o innych ludziach.
Najczęściej mówi o potrzebie bycia zauważonym.
O zmęczeniu.
O rozczarowaniu.
O nadziei, że ktoś w końcu powie:
„hej, jesteś okej — nawet jeśli nie pasujesz do tej układanki”.
I to dotyczy:
– dzieci w klasach
– nastolatków na imprezach
– dorosłych w relacjach
– terapeutów pod kołdrą z listą nieodpisanych wiadomości
Nie da się żyć tak, żeby być lubianym przez wszystkich.
Bo ludzie widzą nas przez własne filtry.
Bo czasem nie jesteśmy „ich smakiem”.
Bo czasem przypominamy im coś, z czym nie chcą się spotkać.
I to nie jest wada charakteru.
Ale…
jest coś, co jest znacznie bardziej raniące niż myśl „nikt mnie nie lubi”.
To zdanie:
„nie lubię siebie”.
Ono często stoi tuż obok.
Czasem jest schowane głębiej.
Czasem przykryte żartem, dystansem albo „mam to gdzieś”.
Ale to ono sprawia, że brak czyjegoś zainteresowania boli dużo bardziej, niż powinien.
Bo jeśli ja siebie nie lubię,
to każda cisza staje się dowodem,
każde spojrzenie — oceną,
a każdy brak reakcji — potwierdzeniem:
„widzisz? coś jest z tobą nie tak”.
I wtedy „nikt mnie nie lubi” przestaje być informacją o relacjach, a zaczyna być wyrokiem o mnie.
Dlatego tak często w pracy — z dziećmi, młodymi ludźmi i dorosłymi — nie pracujemy nad tym, jak sprawić, żeby inni nas polubili.
Tylko nad tym, żeby nie zostawać przeciwko sobie, kiedy świat akurat nie klaszcze.
Bo relacje z innymi można stracić.
Ale relacja z samym sobą to ta, w której żyjemy cały czas.
Na koniec zostawię prosty przepis — do użytku domowego, szkolnego i życiowego:
Przepis na radzenie sobie z myślą „nikt mnie nie lubi”:
1️⃣ Zatrzymaj myśl, nie siebie.
To myśl, nie fakt.
2️⃣ Zamień uogólnienie na pytania.
Kto konkretnie?
W jakiej sytuacji?
Co dokładnie się wydarzyło?
3️⃣ Oddziel brak zainteresowania od odrzucenia.
To naprawdę nie jest to samo.
4️⃣ Sprawdź, czy to nie rozmowa o tym, że nie lubisz siebie.
Bo wtedy nie chodzi o klasę, imprezę czy relację — tylko o to, jak bardzo jesteś po swojej stronie.
5️⃣ Szukaj jednej bezpiecznej relacji.
Z drugim człowiekiem.
Albo dziś — chociaż ze sobą.
I zdanie, które warto powtarzać dzieciom, nastolatkom… i sobie:
Nie każdy musi mnie lubić.
Ale ja mogę być po swojej stronie.
Jeśli dziś też jesteś „pod kołdrą” — to nie porażka.
To pauza regulacyjna.
Bardzo ludzka. 🤍