01/10/2025
🌿 Halo Kochane, odchorowałam już przeskok kwantowy ostatnich tygodni i dni, więc w przypływie sił loguję się tutaj żeby napisać kilka słów.
Po pierwsze wdzięczność. Ta jakoś nigdy mi się nie nudzi, nie przejada, kiedy myślę o naszych spotkaniach 🪷 Zresztą, wdzięczność nie nudzi mi się tak w ogóle, każdy dzień zaczynam i kończę od spisywania, za co jestem wdzięczna. A więc - dziękuję za nasz wspólny czas i piękne transformacyjne podróże we wrześniu 🙌🏼 ♡
Po drugie piszę do Was z nowej dla mnie linii czasu, 9.9 zakończyłam współpracę z dotychczasowym pracodawcą z Holandii, podsumowując pięcioletnią podróż przez wydmowe wybrzeża aż po serce Amsterdamu, która oczywiście była podróżą przez ludzkie serca przede wszystkim, włączając moje własne.
Początkowo okazjonalne, kilkumiesięczne pobyty w tym kraju zamieniły się w rzeczywistość zasilającą wizje, rzeczywistość inspirującą (albo triggerującą) do zmian, którą z czasem zaczęłam nazywać domem. Jednak zawodowe, a raczej papierologiczno-systemowe wyzwania ostatniego półrocza mocno pokazały mi, że czas wyjść ze strefy semikomfortu i inaczej się tutaj zainstalować.
Nie wiem, czy Holandia to mój docelowy kraj. Kto mnie trochę zna, ten wie, że moja definicja domu jest szeroka, a słonecznym, dzikim zaułkom Kanarów ostatecznie zawsze udaje się mnie jakoś do siebie zwabić. Wiem za to, że najbliższe miesiące zamierzam zainwestować w rozpoznawanie, co i jak jest jeszcze dla mnie możliwe w tym kraju i czy jest to spójne z prawdą, której pragnę służyć.
Na przełomie ostatnich lat Amsterdam - z którego się teraz rozpisuję, zagapiona w portową namiastkę horyzontu - stał się jednym z moich miejsc mocy i ważnych relacji. Moje przywiązanie do niego jest wciąż mocno ambiwalentne i zdarza mi się zaliczyć mini atak paniki, jeśli jakimś niefartem znajdę się w zatłoczonym centrum w weekend. Mimo że moja przyjaźń z tym miastem tkała się wokół relacji z ludzmi, przyjmuję ją jako jeden z nieoczekiwanych darów relacji z życiem, bo to, że epizodycznie zaszywam się w komercyjnie zorientowanej stolicy, jest dla mnie równie surrealistyczne, jak byłoby usłyszeć, że zostanę jaskiniową nomadką 20 lat temu, kiedy byłam pewna, że Wrocław to mój jedyny dom i nigdy nie zawoła mnie potrzeba, by z niego wyjechać.
Nie skaczę ze spadochronu, nie eksperymentuję z substancjami, nie fascynuje mnie podróż dookoła świata ani radykalna zmiana aparycji, nie szukam sensacji, atrakcji, adrenaliny, ale lubię, kiedy życie mnie czasem porządnie zaskoczy. Tak było z Holandią, która nigdy nie znalazłaby się na mapie moich wymarzonych destynacji, tak jest z Amsterdamem, na który kiedyś patrzyłam bardziej jak na przereklamowane wesołe miasteczko niż na przestrzeń życia.
Wierzę jednak, że potrzebujemy regularnie dawać się życiu zaskoczyć i nie opierać się zmianom, które w jasny sposób sygnalizują nam swoją wartość.
O tym jest też obecny klimat astrologiczno-numerologiczny, z Saturnem na czele, który do lutego 2026 klaruje dla nas wszystkich lekcje ostatnich 30 lat. Od początku września do końca listopada jesteśmy jeszcze na chwilę w Saturnie Rybim, który chce, żebyśmy dobrze zaaplikowali lekcje w tematach empatii, stawiania granic, humanitaryzmu, eskapizmu, praktycznej duchowości, iluzji, rozczarowań/odczarowań oraz odpowiedzialności.
Do lutego mamy czas, żeby zweryfikować i określić nasze cele na kolejne trzy dekady, przygotować się solidnie na wejście Saturna do znaku Barana - astrologicznego, a raczej zodiakalnego noworodka. Razem z tym nowym cyklem będziemy rodzili naszą nową kolektywną i indywidualną tożsamość. I nie będzie to o zmianie image’u czy przemeblowaniu mapy marzeń, ale o naprawdę głębokich zmianach w nas i w świecie.
Do tego 21.9 rozpoczęliśmy nowy rok numerologiczny, rok numer 1, który też jest o początkach, nowym rozdaniu. Dla każdej liczby ten rok będzie pracował nieco inaczej, ale wszyscy poczujemy reset i podsumowanie ostatnich 9 lat. Zaćmienia, których doświadczaliśmy we wrześniu, także miały pomóc nam pożegnać stare i zaakceptować, że pewne aspekty nas samych, naszych relacji z innymi, ze sobą, ze światem, muszą odpaść. Czasami boleśnie, radykalnie, nienegocjowalnie.
Patrzymy na świat w politycznym szale, słyszymy, że nie mamy na niego wpływu. Już tyle wystarczy, żeby zrozumieć, że żyjemy w symulacji, która niewiele ma wspólnego z prawdą, za to wymaga od nas radykalnego unikania - unikania samych siebie, drugiego człowieka i rozpoznania, co jest właściwe. Pomimo tego musimy niezmiennie stawiać się do czucia, do refleksji i do zmiany.
Tyle na teraz ode mnie... z serca do serca.
Z czułością, Kasia ♡
www.kasiamiko.com