Katarzyna Pecko,Gabinet pomocy psychologicznej i psychoterapii

Katarzyna Pecko,Gabinet pomocy psychologicznej i psychoterapii konsultacje, poradnictwo, psychoterapia

27/09/2025

„Nie doceniamy dziś tej głębokiej potrzeby: potrzeby bycia widzianym. Dostrzeżonym w niepowtarzalności, indywidualności, jedyności. Dlatego właśnie jesteśmy tak bezradni wobec tych pokus i pragnień, na których z powodzeniem żeruje rynek. I nie chodzi tu wcale o banalne zaspokajanie jakichś narcystycznych potrzeb coraz bardziej zobojętniałej, a zarazem coraz bardziej przestraszonej i zdezorientowanej klasy średniej. Chodzi o najprostszą ludzką potrzebę. Najbardziej bazowe pragnienie.”
Tomasz Stawiszyński

fot.
Kristine Tumanyan

12/09/2025

Nowy rok szkolny, to kolejna edycja TUS 🔔👋🏼
Trening umiejętności społecznych dedykowany jest dla dzieci, które potrzebują wsparcia, w następujących obszarach:
🍀 współpraca w grupie;
🍀 inicjowanie kontaktów społecznych;
🍀 regulowanie emocji;
🍀 adekwatne reagowanie w sytuacjach społecznych;
🍀 asertywne wyrażanie swoich opinii;
🍀 samowiedza i samoświadomość.
Zapraszamy do zapisów! 🤗

10/09/2025
07/09/2025

Trwa nabór do grupy terapeutycznej w ramach dwuletniego programu psychoterapii dla DDA/DDD. Szczegóły dostępne na stronie www.od-do.org w zakładce psychoterapia - rozwinięcie psychoterapia DDA plus.
Grupę poprowadzi Cezary Biernacki i Anna Seweryńska , których można posłuchać w Schodami do siebie - podcast o życiu DDD, którzy są również autorami książki wydanej w 2024 roku "DDA czy to ja"
Zapraszamy, grupa startuje 8.10.2025 godzina 18.00 do 20.30 stacjonarnie ul. Młynarska 13.

22/08/2025

- ,,Uzależnieni od lęku"? To tytuł pana książki. No jak to?
- Byłem do niego w stu procentach przekonany, choć zdawałem sobie sprawę, że niektórych może zanie­pokoić. Chciałem: dać czytelnikom jasno do zrozu­mienia, że to nie będzie kolejny poradnik w stylu ,,jak pozbyć się lęku w pięciu krokach raz na zawsze" - to zresztą niemożliwe.
Wierzę natomiast całym sercem, że nam ludziom, łatwo jest się uzależnić od pewnych aspektów lęku, ponieważ niesie on ze sobą ogromną obietnicę.

- Niektóre osoby lękowe przyznają, że sam proces zdrowienia może być dla nich uzależniający w takim sensie, że bez przerwy go kontrolują: “Jak mi idzie? Czy zdrowieję? W ilu procentach?".
- Kiedy widzę, że ktoś w ten sposób nad­miernie się sobie przygląda, niezależnie od tego, jaki rodzaj lęku mu towarzyszy, wiem, że pod spodem kryje się to samo, fundamentalne zmartwienie: "Czy wszystko będzie ze mną w porządku, czy przetrwam?". Ludzie się monitorują, ponieważ nie ufają temu, że jest dobrze tak jak jest. Zresztą podręcznikowa definicja nad­miernego lęku mówi, że jest to nietolerancja niepewności. Myślę, że to całkiem nie­złe podsumowanie problemu.

- Ja słyszałam inną - że to zaburzenie związane z nieustającym wątpieniem.
- Osobiście nie lubię słowa zaburzenie, kie­dy mowa o lęku, bo nie uważam, by osoby, które starają się jakoś zarządzić tą prze­straszoną, a czasem przerażoną częścią sie­bie, były zaburzone. Świadczy to o tym, że są po prostu ludźmi.
Osoby żyjące z nadmiernym lękiem są najczęściej bardzo wrażliwe, empatyczne, odpowiedzialne. Czasem aż za bardzo. Troszczą się o bliskich, przejmują losem in­nych ludzi, świata. Większość z nich ma bardzorozwiniętą świadomość moralną i poczucie sprawiedliwości. Wielka szko­da, że te cechy często nie mają miejsca, by w pełni rozwinąć skrzydła.

- Może z tego powodu łatwiej im czuć lęk niż np. gniew albo niezadowolenie?
- Ważna uwaga. Kiedy u osób, z którymi pracuję, objawy się stabilizują i zaczyna­my się głębiej przyglądać lękowi, często się okazuje, że pod spodem skrywają się inne, stłumione emocje. Często Jest to właśnie złość. Takim osobom trudniej ją poczuć, a jeszcze trudniej wyrazić, bo mogłyby ko­goś urazić, zdenerwować czy jakoś skrzyw­dzić. Niezależnie od tego, jak się lęk prze­jawia, zawsze mnie ciekawi, co jest podspodem. Traktuję go jako objaw.
Grupie, z którą właśnie zacząłem pracować, powiedziałem: “Mogę was nauczyć stu nowych technik pracy z oddechem, jak sobie poradzić z niepożądanymi myślami. Ale, jeśli nie uda mi się zmienić waszej re­lacji z lękiem, to znaczy, że zmarnowałem wasz czas".

- Powtarza pan, że powinniśmy traktować lęk jak sprzymierzeńca, a nie jak wroga. Tylko jak to zrobić?
- Uznając go za ważną część siebie, która zasługuje, by siedzieć przy wspólnym stole razem z innymi emocjami. A kiedy się od­zywa, zauważyć jego obecność: "Widzę, że tu jesteś. Rozumiem, że chcesz mnie chro­nić. Czego ode mnie potrzebujesz?".
Lękowe ja może na to odpowiedzieć, np. “Proszę, nie wychodź dzisiaj wieczo­rem. Jest niebezpiecznie, nie poradzisz so­bie." Naszym zadaniem jest wtędy je zapewnić: “Słyszę cię, ale uwierz mi, że wszystko jest ok."

- Proszę powiedzieć więcej o tej obietnicy bezpieczeństwa, którą niesie lęk, bo wydaje się to paradoksalne.
- Ludzie doświadczają lęku na wiele sposobów. Jedni czują go mocniej w ciele. U innych przejawia się on katastroficznym myśleniem, ciągłym zastanawianiem się „a co, jeśli?”. U jeszcze innych myśli skupiają się wokół jednego tematu, np. zdrowia. Może to być też mieszanka wszystkich tych objawów.
Większość z nas zamieszkuje mała, przestraszona istota – nasze lękowe ja, tak to widzę. Ono się w nas pojawia z wielu powodów - uwarunkowań rodzinnych, kulturowych, religijnych. Na skutek traum, trudnych doświadczeń. Na to wszystko mogą się nałożyć biochemiczne zmiany zachodzące w ciele, np. związane z menopauzą. Lęk może też być pochodną neuroróżnorodności, np. ADHD. Jest zawsze wieloczynnikowy.
I kiedy to nasze lękowe ja jest przytłoczone, niepewne, zagubione, daje o sobie znać. U mnie niepokój zwykle zaczyna się od drżenia w żołądku, napięcia. Kiedy je czuję, wiem, że już przyszedł. Dlatego warto dobrze się poznać, w tym swoje ciało, żeby móc rozpoznawać takie momenty.
Wychodzę z założenia, że lękowe „ja” jest naszą częścią, czy nam się to podoba, czy nie. Czasem przysparza nam kłopotów, ale to od nas zależy, jaką relację z nim zbudujemy.

- Większość osób żyjących z zaburzeniami lękowymi chce jednego – pozbyć się go. A później drzwi i okna zabić deskami, żeby nie wrócił.
- Prowadziłem przedwczoraj warsztat. Na początek poprosiłem uczestników, żeby jednym słowem wyrazili jakie uczucia żywią do swojego lęku. “Nienawiść”, „niechęć”, „wyniszczający”, „mroczny” – usłyszałem. Było też parę przekleństw. Dla mnie to jest klucz! Jeśli postrzega się swoje lękowe ja wyłącznie jako negatywny aspekt siebie, jako coś absolutnie strasznego, to tym się ono staje.

- A za co je lubić?
- Choćby za to, że tak jak powiedziałem, jego celem jest nas strzec. Lękowe ja jest wyczulone na zagrożenie, a że czuje się za nas odpowiedzialne, to nas o tym informuje. Podkręca nasze zmysły, zwiększa czujność, uważając, że jeśli będziemy hiperostrożni, w pełnej gotowości, jeśli będziemy nadmiernie rozmyślać, to będziemy bezpieczni. Może też postąpić inaczej – całkowicie nas zdysocjować lub odrealnić, jak to się dzieje np. w napadzie paniki, ale to również robi z myślą o naszym bezpieczeństwie.
Jednym słowem, chce dla nas dobrze, lecz uczucia, które ze sobą niesie, są często trudne, nieprzyjemne.

Z OWENEM O’KANE'EM*, BRYTYJSK.IM PSYCHOTERAPEUTĄ, ROZMAWIAŁA AGNIESZKA-JUCEWiCZ
fot Amir Sani

09/08/2025
25/07/2025

„Niepokazywanie własnych uczuć może dawać człowiekowi poczucie siły w związkach, ale jednocześnie wyklucza możliwość zaufania. W ten sposób samokontrola, która wydaje się cechą godną podziwu, jest przejawem strachu przed miłością."

Alexander Lowen „Miłość, seks i serce"

27/06/2025

„Kiedy mówię „jestem zmęczona” mogę mieć na myśli:
– że spędzam większość czasu codziennie sama zajmując się małymi dziećmi, czasem ta sytuacja kompletnie mnie przygniata,
– że są chwile, kiedy myślę, że nie jestem już w stanie tego robić ani chwili dłużej,
– że nigdy nie sądziłam, że to wszystko będzie takie trudne,
– że śpię o wiele mniej niż potrzebuję i nie wiem czy kiedyś jeszcze się to zmieni,
– że nie chcę seksu. Nie dlatego, że mnie to nie pociąga lub że nie kocham mojego partnera. Ale dlatego, że nie jestem w stanie odłączyć mojego zmęczonego umysłu na tyle, żeby dać się ponieść,
– że nie mam mentalnej kondycji wystarczającej, żeby prowadzić rozmowy z ludźmi w sklepie, na placu zabaw, na zebraniu w szkole, w poczekalni czy gdziekolwiek indziej, gdzie spotykam ludzi takich, jak ja,
– że nie pomaga mi myślenie, że te dni już nie wrócą i że trzeba się nimi cieszyć, bo kiedyś do nich zatęsknię,
– że opłakuję moje ciało, energię, osobowość, wolny czas, samotność z czasów zanim zostałam mamą,
– że zastanawiam się czy kiedykolwiek znowu poczuję się sobą, czy ten stan gonienia ostatkiem sił to moja nowa normalność,
– że nie ogarniam tematów, które są odpowiedzialnością dorosłych, a to ja jestem teraz dorosła.”
Marta Sikorska

fot. Jenna Norman

26/06/2025

"Dziewczyny wyobrażają sobie miejsce, w którym chcą rodzić. Chcą, żeby było ciepłe, przytulne, z wodą, która uspokaja, muzyką, ulubionymi zdjęciami. Tworzą w myślach gniazdo, a rolą mężczyzny jest zrobić to gniazdo, jak przyjadą do szpitala. Niech zamyka drzwi, przygasza światła, wyprasza ludzi, jeśli jest ich za dużo. Radzę, żeby wcześniej zrobić listę priorytetów, potem ojciec dziecka może negocjować poszczególne jej punkty. Może znaleźć w szpitalu osobę, która będzie się nimi opiekowała, poprosić ją o chwilę rozmowy i ustalić, co się da, a co nie.
Uczę mężczyzn, jak pomóc kobiecie zmienić pozycję. Mówię: popatrz, trzeba zrobić tak, żeby jej było łatwiej wstać z klęczek. Dobra jest pozycja, kiedy kobieta wiesza się mężczyźnie na szyi, ale jeśli nie będzie wiedział, jak ją podtrzymywać, to po pięciu minutach padnie mu kręgosłup. Daję panom narzędzia: uczę masażu, wspomagania oddychania. Tłumaczę, co zrobić, żeby było jej wygodnie pod prysznicem, że trzeba jej podawać picie, kiedy trzeba zawołać położną.
Mężczyznom trzeba wcześniej opowiedzieć, jak dokładnie przebiega poród, bo wyobrażenia oparte na filmach z internetu są mało realistyczne. Przychodzi na przykład taki moment, że akcja jest już bardzo intensywna i wydaje się, że za chwilę dziecko się urodzi, ale wiele kobiet właśnie wtedy wchodzi w okres przejściowy - robią się senne, chcą odpocząć. Mężczyzna się przygotował - chce oddychać, chce masować, a ona mu mówi: zostaw mnie, i zamyka się w łazience. Facetowi trudno usiąść wtedy w kącie. To jest dla niego stresujące, trzeba go przygotować na takie sytuacje.
Jeśli zapytać kobietę, czego oczekuje od mężczyzny podczas porodu, to ona odpowie: żeby po prostu był."

Katarzyna Oleś, położna, trenerka, autorka książek
fot Esther

O bliskości…
08/06/2025

O bliskości…

Bliskość, która zaczyna się w sercu

Intymność w związku nie jest gotowym scenariuszem do odegrania, ale subtelnym tańcem emocji, codziennych gestów i czułego dialogu. To nie liczba zbliżeń świadczy o sile relacji, lecz głębokość, z jaką partnerzy potrafią się spotkać – nie tylko ciałem, ale przede wszystkim sercem.
Intymność między partnerami nie jest czymś, co można zamknąć w schematach czy liczbach. Seks w relacji to nie tylko akt fizyczny – to sposób na okazanie czułości, wsparcia i obecności.

Bliskość rodzi się w drobiazgach: w spojrzeniu pełnym zrozumienia, w słowie wypowiedzianym z troską, w dłoni, która milcząco mówi „jestem przy tobie”. To właśnie te codzienne akty uwagi tworzą przestrzeń, w której fizyczność może stać się czymś więcej – wyrazem miłości, poczucia bezpieczeństwa i autentycznego połączenia.

Psychologia relacji od dawna podkreśla, że seksualność jest odbiciem relacji emocjonalnej. Jeśli w parze obecne są zaufanie, wzajemna ciekawość i umiejętność słuchania, to pragnienie staje się naturalnym przedłużeniem tej więzi. Nie chodzi o perfekcję ani o spektakularność – chodzi o prawdziwość. O odwagę bycia sobą przy kimś, kto akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy.

W długotrwałym związku pożądanie nie umiera samo z siebie. Często zasypia, przykryte rutyną i codziennością. Ale może się odrodzić, gdy na nowo zaczynamy dostrzegać drugą osobę – nie jako współlokatora czy rodzica naszych dzieci, ale jako istotę, którą kiedyś pokochaliśmy z całego serca. Czasem wystarczy rozmowa, wspólne działanie, a nawet gest wdzięczności, by znów poczuć ten impuls bliskości.

Miłość fizyczna dojrzewa wraz z nami. Z biegiem lat nabiera głębi, staje się bardziej delikatna, świadoma, prawdziwa. To już nie wyłącznie namiętność – to czułość, która mówi: „znam cię i nadal chcę z tobą być"

Evolutio psychoterapia ciałem

01/06/2025

Dziecko i jego rozwój w świetle myśli Melanii Klein – rola opiekunów

Melania Klein, jedna z kluczowych postaci w rozwoju psychoanalizy dziecięcej, ukazała, jak fundamentalne znaczenie mają najwcześniejsze relacje dziecka z jego opiekunami. Jej prace podkreślają, że rozwój emocjonalny dziecka od pierwszych chwil życia jest głęboko zakorzeniony w jego wewnętrznych przeżyciach, wyobrażeniach i fantazjach, które są ściśle związane z relacją z matką (lub inną główną postacią opiekuńczą).

Według Klein, dziecko rodzi się z intensywnym życiem psychicznym, pełnym nieświadomych fantazji i impulsów. W pierwszych miesiącach życia rozwija tzw. „pozycję paranoidalno-schizoidalną”, w której świat jest postrzegany w sposób skrajny – jako „dobry” lub „zły”. Dziecko projektuje swoje lęki i pragnienia na opiekuna, który może być postrzegany jako idealny lub przerażający. Kluczową rolę odgrywa tu opiekun, który poprzez swoją stałość, empatię i odpowiedzialność pomaga dziecku integrować te doświadczenia i przechodzić do bardziej zrównoważonego postrzegania – tzw. „pozycji depresyjnej”.

W tej drugiej fazie dziecko zaczyna rozumieć, że „dobry” i „zły” opiekun to ta sama osoba – rzeczywista matka, która bywa zarówno kochająca, jak i zawodząca. To moment ogromnie ważny, gdyż dziecko uczy się tolerować ambiwalencję, rozwijać empatię i zdolność do reparacji – naprawy relacji i wyrażania troski o drugiego człowieka.

W tym procesie rola opiekunów jest nie do przecenienia. Ich zdolność do „trzymania” emocji dziecka, znoszenia jego lęków i złości, a jednocześnie bycia wystarczająco dobrym obiektem – przewidywalnym, ciepłym i obecnym – tworzy przestrzeń dla zdrowego rozwoju psychicznego. Opiekunowie, którzy potrafią nie reagować nadmiernie na projekcje dziecka, nie odrzucać jego emocji i nie zniekształcać ich przez własne lęki czy niezaspokojone potrzeby, pomagają dziecku budować stabilne, zintegrowane poczucie siebie i innych.

Klein wskazywała, że nawet destrukcyjne impulsy dziecka mogą być konstruktywnie przeżywane, jeśli znajdą zrozumienie i bezpieczne odbicie w osobie dorosłej. Towarzyszenie dziecku nie polega więc na eliminowaniu trudnych emocji, ale na ich wspólnym przeżywaniu i nadawaniu im znaczenia. To właśnie ten proces czyni rozwój możliwym.

Podsumowując, myśl Melanii Klein ukazuje, że prawidłowe towarzyszenie dziecku w rozwoju wymaga od opiekunów nie tylko miłości, ale też głębokiego zrozumienia wewnętrznego świata dziecka. Umiejętność „bycia obok”, wytrzymywania napięć, akceptowania sprzecznych emocji i wspierania w procesie integracji jest fundamentem budowania bezpiecznej, zdrowej osobowości.

Evolutio psychoterapia ciałem

Adres

Polska

Telefon

+48695784769

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Katarzyna Pecko,Gabinet pomocy psychologicznej i psychoterapii umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria