08/03/2026
To nie jest post o bieganiu.
Czasami do mojego gabinetu przychodzą młodzi ludzie – na studiach albo na początku drogi zawodowej. Często mówią o tym, że coś w ich życiu idzie za wolno, że inni są już dalej, że powinni być w innym miejscu. W języku CBT powiedzielibyśmy, że to konsekwencja schematów poznawczych – przekonań o sobie, świecie i przyszłości, które budujemy w sobie latami.
Czasem dokłada się do tego jeszcze porównywanie się z obrazami życia innych ludzi – często uproszczonymi, czasem przesadzonymi, pokazywanymi w mediach społecznościowych. I wtedy rodzi się poczucie, że coś jest nie tak – że inni mają lepiej, szybciej i łatwiej. Żeby było jasne – to nie dotyczy tylko młodych. Wielu dorosłych też chciałoby coś zmienić: schudnąć, zmienić pracę, awansować, podróżować więcej. Problem pojawia się wtedy, gdy perspektywa długotrwałego wysiłku zaczyna wyglądać jak coś nierealnego. A jeśli w coś nie wierzymy, rzadko kiedy to osiągamy.
Wartościowe rzeczy rzadko przychodzą łatwo.
Niedawno obroniłem doktorat na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Dziś mogę unieść ręce w geście radości, ale dojście do tego momentu zajęło pięć lat pracy. Badania, pisanie artykułów, oczekiwanie na decyzje recenzentów o przyjęciu lub odrzuceniu tekstu, egzaminy, w końcu obrona.
Duże rzeczy rzadko przychodzą łatwo.
Szesnaście lat temu postanowiłem przebiec maraton. W styczniu kupiłem dobre buty i pewnego wieczoru wybiegłem. Biegałem tak 3-4 razy w tygodniu przez 10 miesięcy. W sumie w trakcie przygotowań przebiegłem ponad 900 km. Wystartowałem 10.10.2010, wtedy w Poznaniu biegło się 2 pętle. Na początku drugiej pętli pojawił się pierwszy duży kryzys. Umysł nagle powiedział: „Co? Jeszcze raz tyle samo?!” Najtrudniej było jakieś dziesięć kilometrów przed metą. Zwątpienie było największe, każdy krok bolał. I wtedy pomogła jedna myśl: nie myśl o tym, ile jeszcze zostało. Skup się tylko na kolejnym kroku. Jeszcze jeden. I jeszcze jeden...
Dobiegłem.
To naprawdę nie jest post o bieganiu.
Ale wiele ważnych rzeczy w życiu wygląda właśnie tak – nie robi się ich jednym wielkim wysiłkiem, tylko kolejnymi krokami.
Ten doktorat traktuję trochę jak maraton.
Zdjęcie z mety maratonu – Poznań, 2010