21/04/2026
Trochę refleksji po ostatniej weekendowej superwizji…
Wzrastanie u boku narcystycznego rodzica jest jak mieszkanie na stoku czynnego wulkanu. Żyje się w ciągłym zagrożeniu przemocą. Nawet gdy krater wydaje się uśpiony – wie się, że to tylko etap, po którym nastąpi erupcja. Doświadczenie przekonało, że to nieuchronne.
Żeby przetrwać rozwija się w sobie bardzo czuły sejsmograf, odczytujący symptomy jego aktywności. Włącza się dziecięce myślenie magiczne, że można jakoś wpłynąć na aktywność tego niszczycielskiego żywiołu. Nawet bywa, że cieszą chwile spokoju i krzepi opowiadanie historii o żyzności wulkanicznej lawy. Żyje się w iluzji, że jeżeli złoży się mu część siebie w ofierze, uda się coś wynegocjować. Nabierając sił, może się próbować budować mur obronny, by stworzyć jakiś bezpieczny obszar. Ale wulkan, jak to wulkan, okazuje się bezlitosny. Jego lawa zagarnia wszystko, co jest w pobliżu.
I dopóki będzie się trzymać iluzji, że można mieć wpływ na to, jak funkcjonuje wulkan - starać się go ugłaskać lub ujarzmić - dopóty starania będą skazane na niepowodzenie. Czy jesteś w roli ofiary, czy kata, co może dać iluzję sprawczości i siły, nadal gra się w tę samą grę. Pozostaje się bezsilnym wobec reguł.
Przyjęcie tego faktu może być wyzwalające od starań i energochłonnych prób kontroli.
W relacji wulkanu i człowieka to nie człowiek jest problemem, choć może się tak czuć – przecież „nie daje rady” okiełznać żywiołu. Jednak ta „bezsiła” i to cierpienie nie jest dowodem na to, że jest z nim coś nie w porządku, ale tego, że jest ludzki. Zdrowy człowiek czuje i ma naturalną potrzebę tworzenia więzi – dziecko się z tym rodzi. Wszystko z tobą jest w porządku!
Jako dzieci nie mamy innego wyjścia, jak tylko znaleźć sposób, by przetrwać tam, gdzie się urodziliśmy, niekiedy właśnie na stoku czynnego wulkanu. Jeżeli przeżyliśmy, to znaczy, że zrobiliśmy wszystko jak trzeba i naprawdę nie mogliśmy inaczej. Wtedy.
Gdy dorasta, warto żeby człowiek wziął bardzo na poważnie fakt, że wulkany pozostają wulkanami - „to się nie zmieni” - i nie sposób przebywać w ich pobliżu, jednocześnie nie narażając się na tego skutki. Zaakceptowanie tego faktu, to zaakceptowanie swojego losu, uznanie rzeczywistości.
Paradoksalnie ten dorosły ogląd rzeczywistości i „poddanie się” bolesnej prawdzie oznacza rezygnację z walki, czyli kontroli żywiołu, ale nie rezygnację z siebie i swojej integralności i autonomii. To pozwala adekwatniej do warunków je chronić, a jednocześnie zyskać mnóstwo energii i zasobów, by tworzyć lepsze życie dla siebie.
I to jest miarą skuteczności w terapii. Czuje się, że życie staje się lepsze, lżejsze, więcej w nim nadziei, ale i zgody na to, że bywa też trudno.