SOMA Magdalena Pernak

SOMA Magdalena Pernak Terapeutyczna praca z ciałem w nurcie Analizy Bioenergetycznej Aleksandra Lowena

Stwierdzenie, że ludzie boją się seksu, brzmi tylko trochę mniej absurdalnie niż to, że boją się życia. A jednak rzeczyw...
28/04/2026

Stwierdzenie, że ludzie boją się seksu, brzmi tylko trochę mniej absurdalnie niż to, że boją się życia. A jednak rzeczywistość jest taka, że zarówno życie, jak i seks mają przerażające nas aspekty. Jedno i drugie jest zjawiskiem nieprzewidywalnym, poza kontrolą ego i z samej natury wybuchowym. Orgazm to nie tylko przepływ uczuć. Zaczyna się jako przepływ, ale kończy jako wybuch. Jest to tak, jakbyśmy jechali konno i nagle zostali wyrzuceni z siodła w powietrze. Reakcję orgastyczną można opisywać na wiele sposobów, dla wszystkich wspólna jest wizja przełamania barier, wybuchu, przekroczenia granic. (...). Nie każda aktywność seksualna prowadzi do orgastycznego rozładowania. Jeśli do niego nie dochodzi, stosunek lub gra wstępna mogą być nadal przyjemnym doznaniem. Ale bez orgastycznego rozładowania tracimy ekstatyczne, upajające doświadczenie, którego źródłem może być seks. Jest również jak akt stworzenia, gdyż wyłania się nagle nowa istota lub nowa jej forma. Jednakże te właśnie cechy życia – jego magia, kreatywność, radość, bujność, jego wybuchowy aspekt – nasza kultura stara się stłumić. Usiłujemy kontrolować proces życiowy, by zabezpieczyć się przed jego zmiennością. Uchronić się przed chorobami i śmiercią, w niewielkim stopniu zdając sobie sprawę, że taka postawa nieuchronnie zmienia życie w działanie mechaniczne. Pragnąc zapobiec dolinom doświadczenia, musimy wyeliminować także szczyty. Musimy spłaszczyć życie do tego stopnia, że toczy się niczym linia produkcyjna w fabryce. W żadnym momencie nie powinno wyrwać się poza bariery, obezwładniać strażników lub konfrontować ich z czymś nowo stworzonym. Mówimy o kreatywności, ale wszystkie nasze siły wkładamy w produktywną pracę, a nie w twórczość. Oddajemy hołd działaniu a nie byciu.
Spłaszczenie życia osiągamy przez tłumienie seksualności. Oczywiście seksu nie można całkowicie wyeliminować, gdyż to wstrzymałoby reprodukcję naszego gatunku. Tym, co tłumimy, jest wybuchowy, czarujący aspekt seksualności.

Alexander Lowen, Lęk przed życiem

*xualność *x

Chroniczne napięcia mięśniowe nieświadomie wstrzymujące uczucia mogą być usunięte tylko przez danie upust tym uczuciom w...
14/04/2026

Chroniczne napięcia mięśniowe nieświadomie wstrzymujące uczucia mogą być usunięte tylko przez danie upust tym uczuciom w kontrolowanej sytuacji terapeutycznej. W ten sposób potencjalnie wybuchowe lub historyczne uczucia zostają zintegrowane z osobowością i poszerzają zakres emocjonalnej wrażliwości pacjenta. Z pomocą terapeuty pacjent może zdobyć się na odwagę, by poddać się swojemu smutkowi. Dając upust tej rozpaczy, odkryje że wystawienie rany na powietrze może doprowadzić do jej zabliźnienia, co wydawało mu się niemożliwością. Za każdym razem, kiedy pacjent nawiązuje kontakt ze stłumionym uczuciem i je uwalnia, osłabia napięcie, które tłumiło to uczucie. Dzięki temu zyskuje więcej energii, gdyż jego oddech staje się głębszy i pełniejszy. Może pozwolić cię na większe ożywienie i uczucia nie stwarzają już takiego zagrożenia jak wcześniej.
Alexander Lowen, Lęk przed życiem

Za każdym razem, kiedy pacjent nawiązuje kontakt ze stłumionym uczuciem i je uwalnia, osłabia napięcie, które tłumiło to...
07/04/2026

Za każdym razem, kiedy pacjent nawiązuje kontakt ze stłumionym uczuciem i je uwalnia, osłabia napięcie, które tłumiło to uczucie. Dzięki temu zyskuje więcej energii, gdyż jego oddech staje się głębszy i pełniejszy. Może pozwolić ciału na większe ożywienie i uczucia nie stwarzają już takiego zagrożenia jak wcześniej. Bycie to stan ożywienia ciała. Im więcej w nim życia, tym silniejsze jest bycie. Osłabia je zaś każde chroniczne napięcie ograniczające ruchliwość ciała, redukujące respirację i blokujące ekspresję. Bycie wzmacnia się zawsze, kiedy pozwalamy sobie na głębsze odczuwanie i wyrażenie naszych uczuć odpowiednim działaniem. Antyteza bycia i działania ma jeszcze jeden aspekt wymagający zastanowienia. Jeśli boimy się być, boimy się życia, to możemy maskować ten lęk przez zwiększenie aktywności. Im bardziej jesteśmy zajęci, tym mniej czasu pozostaje na odczuwanie, bycie i życie. Możemy się łudzić, sądząc, że robienie czegoś to właśnie bycie. Możemy mierzyć nasze życie tym, co osiągnęliśmy, a nie bogactwem i pełnią doznań. Moim zdaniem gorączkowe, niemal szalone tempo współczesnej ludzkiej aktywności to wyraźne oznaka lęku przed życiem. Jak długo ten lęk istnieje w naszej nieświadomości, pędzimy coraz prędzej i robimy coraz więcej, by go nie odczuwać.

Alexander Lowen, Lęk przed życiem.

Aktywność zdrowej osoby zachowuje zwykle doskonałą równowagę pomiędzy byciem i działaniem, myśleniem i odczuwaniem, spon...
02/04/2026

Aktywność zdrowej osoby zachowuje zwykle doskonałą równowagę pomiędzy byciem i działaniem, myśleniem i odczuwaniem, spontanicznością i rozmysłem. Pełna harmonia ego i ciała prowadzi do akcji, które są zarazem spontaniczne i kontrolowane.
Może to wydawać się sprzecznością, ale tylko taka kombinacja daje działania skuteczne i pełne gracji, całkowicie naturalne, a jednak w pełni odpowiednie do położenia. Jednostka, u której te dwie siły są zharmonizowane, odznacza się pewnością siebie, godnością i wdziękiem. Jej bycie wznosi się na najwyższy poziom.

Alexander Lowen, Lęk przed życiem

Role, jakie przyjmujemy w życiu, utrwalają się w strukturze naszego ciała jako sposób bycia. Stają się jedynym sposobem,...
30/03/2026

Role, jakie przyjmujemy w życiu, utrwalają się w strukturze naszego ciała jako sposób bycia. Stają się jedynym sposobem, w jaki potrafimy być, zatem poważnie ograniczają nasze bycie. To inne sformułowanie tezy, iż los człowieka jest zdeterminowany przez jego charakter, utrwalony w ciele w postaci chronicznych napięć mięśniowych. Napięcia tworzą schemat trzymania. Trzymamy się i powstrzymujemy. Jest to forma kontroli. Trzymając, nie pozwalamy na naturalny przepływ pobudzenia, kontrolujemy go. Takie powstrzymywanie przepływu rozwija się stopniowo i niepostrzeżenie, w końcu staje się zupełnie nieświadomy. Struktura charakteru staje się naszą naturą i nie zdajemy sobie już sprawy, że blokujemy naturalne przekształcanie się uczuć w reakcje i ruchy ciała.

Alexander Lowen, Lęk przed życiem

"Walcząc z własnym losem, człowiek zaplątuje się jeszcze głębiej w jego zawiłościach. Jest jak zwierzę schwytane w sieć,...
18/03/2026

"Walcząc z własnym losem, człowiek zaplątuje się jeszcze głębiej w jego zawiłościach. Jest jak zwierzę schwytane w sieć, które jest tym bardziej spętane, im usilniej próbuje się wyrwać. Czy to znaczy, że nasze losy są z góry przesądzone? Nie, tak jest tylko wtedy, gdy walczymy sami ze sobą. W terapii główny nacisk kładzie się na to, by pomóc pacjentowi w przerwaniu tej walki. Jest ona bowiem działaniem autodestrukcyjnym, wyczerpuje energię jednostki i niczego nie załatwia. Wielu ludzi pragnie się zmienić. Zmiana jest możliwa, ale musi się zacząć od samoakceptacji. Zmiana to część naturalnego porządku. Życie nie jest zjawiskiem statycznym, nieustannie rozwija się lub upada. Nie musimy nic robić, żeby rosnąć. Wzrost zachodzi naturalnie i spontanicznie, kiedy dostępna jest energia. Kiedy jednak zużywamy tę energię na walkę z własnym charakterem (losem), niewiele jej pozostaje na wzrost lub naturalny proces uzdrowienia. Zawsze odkrywam, że kiedy pacjent zaakceptuje samego siebie, następuje doniosła zmiana w jego uczuciach, zachowaniu i osobowości.
Naturalne uzdrawianie jest dziedzicznie wbudowane w strukturę i funkcje żywego organizmu. Skaleczenie palca się zabliźnia, złamana kość się zrasta, infekcja ustępuje samoistnie."

Alexander lowen, Lęk przed życiem

Udało Ci się przetrwać. Teraz możesz zacząć żyć.Na początku chcę Ci pogratulować.Przeżyłaś.Przeżyłeś.Może przez lata rob...
10/03/2026

Udało Ci się przetrwać. Teraz możesz zacząć żyć.
Na początku chcę Ci pogratulować.
Przeżyłaś.
Przeżyłeś.
Może przez lata robiłaś/eś wszystko, żeby tylko jakoś wytrzymać.
Być silną. Być silnym.
Nie płakać.
Nie pokazywać słabości.
Radzić sobie sama.Radzić sobie sam.
Może nauczyłaś/eś się nie ufać ludziom.
Może nauczyłaś/eś się nie czuć.
Może nauczyłaś/eś się przewidywać wszystko, żeby już nigdy nic Cię nie zaskoczyło.
I wiesz co?
To nie jest Twoja wada.
To są mechanizmy obronne.
Twój umysł stworzył je po to, żeby Cię chronić wtedy, kiedy było trudno, boleśnie albo bardzo samotnie.
One nie są oznaką słabości.
One są dowodem na to, jak bardzo walczyłaś/eś o siebie.
Problem w tym, że mechanizmy, które pomagają przetrwać…
nie zawsze pomagają żyć.
Ciągła czujność wyczerpuje.
Kontrola odbiera spokój.
Dystans chroni przed bólem, ale też przed bliskością.
I czasem dopiero po latach okazuje się, że już nie jesteśmy w tamtym miejscu.
A nasze ciało i psychika wciąż żyją tak, jakby zagrożenie nadal było tuż obok.
Dlatego chcę Ci powiedzieć coś ważnego.
Skoro udało Ci się przetrwać — być może teraz możesz zacząć powoli żyć.
Nie tylko funkcjonować.
Nie tylko „dawać radę”.
Żyć.
Pozwolić sobie czuć.
Pozwolić sobie odpocząć.
Pozwolić komuś być blisko.
To nie dzieje się od razu.
To jest proces.
Ale życie to coś więcej niż tryb przetrwania.
A Ty nie musisz już trwać, możesz zacząć żyć.

„Co ci się przydarzyło?”To pytanie nabiera szczególnej wagi, gdy mówimy o zdezorganizowanym (zdezintegrowanym) stylu prz...
02/03/2026

„Co ci się przydarzyło?”
To pytanie nabiera szczególnej wagi, gdy mówimy o zdezorganizowanym (zdezintegrowanym) stylu przywiązania, opisywanym przez Johna Bowlby'ego oraz Mary Ainsworth.
Bo tu historia bywa najbardziej złożona.
Co mogło ci się przydarzyć?
Być może twoje środowisko było: – jednocześnie źródłem bliskości i lęku,
– nieprzewidywalne, chaotyczne,
– obciążone przemocą, uzależnieniem, silnym napięciem,
– pełne sprzecznych sygnałów: „chodź do mnie” i „boję się ciebie”.
Dla dziecka to sytuacja nie do rozwiązania.
Osoba, która ma chronić, jest jednocześnie źródłem zagrożenia.
W takich warunkach nie da się wypracować jednej spójnej strategii.
Powstaje chaos:
„Potrzebuję cię” i jednocześnie „boję się ciebie”.
Jak to wygląda w dorosłości?
Osoba z tym stylem może: – bardzo pragnąć bliskości, a jednocześnie ją sabotować,
– doświadczać silnych, gwałtownych reakcji emocjonalnych,
– mieć trudność z regulacją napięcia,
– wchodzić w intensywne, niestabilne relacje,
– czuć jednocześnie lęk przed porzuceniem i lęk przed zbytnią bliskością.
To nie „toksyczność”.
To ślad relacyjnej traumy i braku bezpieczeństwa.
Co jest ważne?
Zdezorganizowany styl przywiązania nie jest wadą osobowości.
Jest adaptacją do środowiska, w którym nie było bezpiecznie.
A skoro chaos powstał w relacji – w relacji może też zacząć się integrować.
W bezpiecznym, przewidywalnym kontakcie układ nerwowy uczy się, że bliskość nie musi oznaczać zagrożenia.
Twoje reakcje mają sens w kontekście tego, co przeżyłaś/przeżyłeś.
I z tą historią można pracować

„Co ci się przydarzyło?”To pytanie jest równie ważne, gdy mówimy o stylach przywiązania. Bo styl przywiązania to nie cec...
27/02/2026

„Co ci się przydarzyło?”
To pytanie jest równie ważne, gdy mówimy o stylach przywiązania. Bo styl przywiązania to nie cecha charakteru. To historia relacji, w których dorastaliśmy. To sposób, w jaki nasz układ nerwowy nauczył się chronić nas przed bólem.
Dziś o unikowym stylu przywiązania (opisanym przez Johna Bowlby'ego oraz Mary Ainsworth).
Co mogło ci się przydarzyć?
Być może twoje środowisko było: – chłodne emocjonalnie,
– nastawione na samodzielność „za wszelką cenę”,
– niechętne okazywaniu słabości,
– reagujące dystansem na silne emocje.
Może słyszałaś/słyszałeś: „Nie przesadzaj.”
„Ogarnij się.”
„Nie ma o co płakać.”
Dziecko w takich warunkach uczy się jednego:
„Moje potrzeby są zbyt dużo. Lepiej ich nie pokazywać.”
Jak to wygląda w dorosłości?
Osoba z unikowym stylem przywiązania często: – bardzo ceni niezależność,
– ma trudność z proszeniem o wsparcie,
– wycofuje się, gdy relacja staje się zbyt bliska,
– minimalizuje znaczenie emocji (swoich i cudzych),
– czuje dyskomfort, gdy ktoś oczekuje intensywnej bliskości.
To nie jest brak uczuć.
To jest strategia przetrwania.
Kiedyś dystans chronił przed odrzuceniem. Dziś może utrudniać budowanie głębokich więzi.
Co jest ważne?
Styl przywiązania nie jest wyrokiem.
Jest adaptacją do środowiska, w którym dorastaliśmy.
A skoro nauczyliśmy się dystansu w relacji – możemy też w relacji uczyć się bezpiecznej bliskości.
Powoli. W swoim tempie. Bez utraty siebie

W procesie terapeutycznym często zadajemy pytanie: „Co ci się przydarzyło?”To pytanie jest równie zasadne, kiedy mówimy ...
18/02/2026

W procesie terapeutycznym często zadajemy pytanie: „Co ci się przydarzyło?”
To pytanie jest równie zasadne, kiedy mówimy o stylach przywiązania. Bo styl przywiązania to nie etykieta. To historia. To środowisko, w którym dorastaliśmy. To odpowiedź naszego układu nerwowego na to, jak byliśmy kochani – albo jak tej miłości musieliśmy się domyślać.

Dziś kilka słów o lękowym stylu przywiązania (opisanym m.in. przez Johna Bowlby'ego oraz Mary Ainsworth).

Co mogło ci się przydarzyć?
Być może twoje środowisko było: – nieprzewidywalne emocjonalnie,
– pełne napięcia,
– oparte na zmienności – raz blisko, raz daleko,
– uzależniające miłość od zachowania, nastroju, „bycia grzecznym”.
Może opiekunowie sami byli przeciążeni, niedostępni emocjonalnie albo reagowali tylko wtedy, gdy było „coś nie tak”.
Dziecko w takim środowisku uczy się jednego:
„Muszę bardzo pilnować relacji, żeby jej nie stracić.”

Jak to wygląda w dorosłości?
Osoba z lękowym stylem przywiązania często:
- silnie potrzebuje bliskości,
- boi się odrzucenia,
- nadinterpretuje sygnały (krótsza wiadomość = „coś jest nie tak”),
- czuje napięcie, gdy druga osoba się oddala,
- szuka ciągłych zapewnień o uczuciach.
- bada otoczenie z niepokojem, a nie z ekscytacją.
- w relacji staje się zależna emocjonalnie.
To nie jest „bycie zbyt emocjonalnym”.
To jest strategia przetrwania, która kiedyś miała sens.

Styl przywiązania nie jest wyrokiem.
Jest adaptacją do środowiska, w którym dorastaliśmy.
A skoro został wyuczony w relacji – może też zostać przekształcony w relacji.
Bezpiecznej. Stabilnej. Przewidywalnej.
W terapii pytanie „co ci się przydarzyło?” pomaga zobaczyć, że twoje reakcje nie są wadą charakteru. Są historią twojego układu nerwowego.
I z tą historią można pracować.

„Do kogo należą nasze dni?To nie będzie recenzja filmu, jednak pytanie powtarzane w filmie "La Grazia" Paolo Sorrentino ...
11/02/2026

„Do kogo należą nasze dni?

To nie będzie recenzja filmu, jednak pytanie powtarzane w filmie "La Grazia" Paolo Sorrentino skłania do refleksji.
Z perspektywy psychologicznej wiele naszych dni nie należy do nas w pełni. Należą do schematów, które przejęliśmy bezwiednie. Do oczekiwań innych, które wrosły w nas tak głęboko, że mylimy je z własnymi pragnieniami. Do lęków, które obiecują bezpieczeństwo, ale w zamian zabierają sprawczość.

Sorrentino mówi jednak o czymś ważnym: że mimo wątpliwości mamy możliwość decydować. Nie wtedy, gdy jesteśmy pewni. Nie wtedy, gdy lęk znika. Ale właśnie wtedy, gdy on jest — i nie przestaje istnieć. Odwaga nie polega na braku wahań, lecz na gotowości, by iść dalej, niosąc je ze sobą.

W terapii często odkrywamy, że dojrzałe decyzje rzadko dają natychmiastowy spokój. Czasem przynoszą stratę, rezygnację, żal. Ale jednocześnie są pierwszym momentem, w którym dni zaczynają należeć do kogoś, kto wybiera, a nie tylko reaguje. Kto bierze odpowiedzialność nie za „idealny” scenariusz, lecz za własną drogę.
Może więc nasze dni nie należą do nas dlatego, że są bezpieczne.
Może zaczynają należeć do nas wtedy, gdy mamy odwagę powiedzieć:
nie wiem, ale decyduję.

A ja serdecznie polecam ten wspaniały film.

Adres

Poznan

Telefon

+48691282684

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy SOMA Magdalena Pernak umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do SOMA Magdalena Pernak:

Udostępnij

Kategoria