14/02/2026
Miła jest myśl, że już w wiekach średnich szukano sposobów, by osoby chorujące na epilepsję i inne choroby nerwowe miały swojego orędownika, możnego, wpływowego opiekuna 🎈⚘️😇
Mało kto o tym mówi, ale Święty Walenty był też patronem osób cierpiących na padaczkę i tego, co dawniej nazywano chorobami nerwowymi.
W czasach, gdy nie rozumiano jeszcze, czym jest epilepsja, depresja czy psychoza, ludzie próbowali nadać sens temu, co przerażało. Napad drgawek, utrata kontaktu z rzeczywistością, silne lęki – to były doświadczenia graniczne, niezrozumiałe, budzące strach.
Nie było psychiatrii, ale była potrzeba, żeby ktoś czuwał nad tym, co wymyka się kontroli.
Dziś wiemy więcej. Rozróżniamy zaburzenia neurologiczne od psychicznych. Mamy terapię, leki, badania naukowe. A jednak jedno się nie zmieniło – ludzie nadal potrzebują poczucia, że w swoim cierpieniu nie są sami.
Dla mnie to poruszające, że nawet w średniowieczu próbowano (nawet jeśli nieumiejętnie) objąć opieką tych, których zachowanie było inne, trudne, niezrozumiałe. Może to przypomnienie, że zdrowie psychiczne nie jest modą naszych czasów. To część ludzkiej historii.
Może więc 14 lutego to nie tylko święto miłości romantycznej. Może to też dobry moment, żeby okazać łagodność sobie – zwłaszcza wtedy, gdy nasz umysł nie działa idealnie
A Ty? Obchodzisz walentynki czy też walentynki Cię nie obchodzą? 🙃