22/10/2025
„Tracimy nie tylko przez śmierć, ale także przez odchodzenie i bycie opuszczanym, przez zmianę, odpuszczanie i ruszanie dalej. A nasze straty to nie tylko rozstania z tymi, których kochamy, lecz także utrata romantycznych złudzeń, niemożliwych oczekiwań, iluzji wolności i mocy, poczucia bezpieczeństwa — oraz utrata naszego dawnego ‘ja’, które wierzyło, że zawsze będzie młode, nienaruszalne i nieśmiertelne”.
Judith Viorst „To, co musimy utracić”
Strata jest nieodłącznym elementem procesu psychoterapii, niezależnie od nurtu, w jakim terapeuta pracuje. Judith Viorst w „To, co musimy utracić” pisze o tym z niezwykłą wrażliwością: dojrzałość emocjonalna zawsze wymaga żałoby — po tym, co utracone, po złudzeniach, po dawnych sposobach bycia sobą. To może wzbudzać lęk i opór w procesie terapeutycznym, ale jest nieodłącznym jego elementem.
Każda prawdziwa zmiana w terapii oznacza, że coś tracimy:
💧 dawne sposoby obrony (np. wyparcie, zaprzeczanie, kontrolę),
💧 stare narracje o sobie („jestem ofiarą”, „muszę być silny”, „nikt mnie nie kocha”),
💧 relacje lub role, które nas unieruchamiały,
💧 iluzję pełnej kontroli lub bezpieczeństwa.
Aby zrobić miejsce na coś nowego, trzeba się pożegnać z tym, co znane i zazwyczaj jest to bolesne. Dlatego wielu klientów doświadcza w terapii żałoby po dawnym „ja”: z jednej strony to ulga, z drugiej — prawdziwy smutek.
Każda strata urealnia jednak nasze doświadczenie życia i zmusza nas do porzucenia iluzji na rzecz odczuwania. Dzięki niej powracamy do siebie.